Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Maria Dunkel
‹Grzechy naszych ojców›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMaria Dunkel
TytułGrzechy naszych ojców
OpisMaria Dunkel. Autorka jednej powieści i kilkunastu opowiadań publikowanych w Nowej Fantastyce, Fantastyce Wydaniu Specjalnym i e-zinach. Prywatnie lubi kolor czarny, duże dawki kofeiny i wielogodzinne zgłębianie tematu, na który przypadkiem natknęła się w internecie. Prowadzi bloga mdunkel.blogspot.com.
Gatunekfantasy

Grzechy naszych ojców

Maria Dunkel
1 2 3 »
Ashora obudziła się pośród buchających kłębów czarnego dymu, gorąca, niespodziewanej białej jasności, smrodu palonego mięsa i wrzasków, które zlewały się w jej uszach w przeraźliwą kakofonię. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy matka zgarnęła ją z posłania wraz z kocem, przycisnęła do siebie i pobiegła, zgięta wpół, przez krajobraz zniszczenia. Kolejny nalot spopielił ich namiot do szczętu.

Maria Dunkel

Grzechy naszych ojców

Ashora obudziła się pośród buchających kłębów czarnego dymu, gorąca, niespodziewanej białej jasności, smrodu palonego mięsa i wrzasków, które zlewały się w jej uszach w przeraźliwą kakofonię. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy matka zgarnęła ją z posłania wraz z kocem, przycisnęła do siebie i pobiegła, zgięta wpół, przez krajobraz zniszczenia. Kolejny nalot spopielił ich namiot do szczętu.

Maria Dunkel
‹Grzechy naszych ojców›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMaria Dunkel
TytułGrzechy naszych ojców
OpisMaria Dunkel. Autorka jednej powieści i kilkunastu opowiadań publikowanych w Nowej Fantastyce, Fantastyce Wydaniu Specjalnym i e-zinach. Prywatnie lubi kolor czarny, duże dawki kofeiny i wielogodzinne zgłębianie tematu, na który przypadkiem natknęła się w internecie. Prowadzi bloga mdunkel.blogspot.com.
Gatunekfantasy
Garsgard był jednym z Pierwszych Smoków. Narodził się w czasie wielkiej wojny. Pamiętał jeszcze odór człowieka, który wywołał wielką wojnę i skrzywdził cały jego rodzaj. Cień tego smrodu, odległe wspomnienie cierpień, tkwił także w żywym jeszcze posiłku, który mu przysłano, spoglądał na niego z owalnej twarzy błękitnymi, obramowanymi sadzą oczami. Dym wznosił się mglistą zasłoną między dawno skrzywdzonym, przepełnionym nienawiścią smokiem i młodym życiem, które miał zakończyć.
Później i tak zamierzał dopaść zwijającą się w spiesznej trwodze bandę. Nie dość, że przysłali mu dziewczę cuchnące Benggadorem, to jeszcze uzbrojone w dwa miecze i kuszę. Mogła mu tym wszystkim pogrzebać w zębach, a jednak było to jak policzek. Te ścierwa, nędzne ofiary słusznej zemsty, chciały walczyć.
Spłoną.
• • •
Matka w milczeniu czesała jej włosy. Zęby kościanego grzebienia wgryzały się w splątane kosmyki, rozdzielając je mocno, brutalnie, aż Ashorze boleśnie drgały wargi. Siedziała na ziemi ze skrzyżowanymi nogami i cierpliwie poddawała się nieprzyjemnemu zabiegowi.
– Myślałam, że zdołam cię dłużej chronić – powiedziała wreszcie matka.
Sawarai, chociaż jej największa uroda już przeminęła, ciągle była piękna, z uszami poprzebijanymi przez stalowe obręcze, z dwoma połyskującymi kółkami w dolnej wardze, z odlaną w kształt kości ozdobą nosa. Mocno okolone sadzą oczy, błękitne jak górskie jeziora, spoglądały spokojnie, z pełnym rezygnacji smutkiem; ubrudzone sadzą palce zostawiały ślady na rudych włosach Ashory. Dawniej mieszkańcy gór nie malowali się sadzą, lecz skoro ich świat płonął, był to odpowiedni makijaż, malunek przystający smoczemu pokarmowi.
– Przepraszam – dodała Sawarai. Ogień tańczył na rudych włosach jej córki i połyskiwał na jej własnych, ciemniejszych, poprzetykanych siwizną, jak na zaśniedziałym mosiądzu.
– Wszyscy powtarzają, że smoki ciągle nas znajdują, bo wyczuwają mnie – powiedziała cicho Ashora. – Myślisz, że to prawda, matko?
– Tak – przyznała starsza kobieta.
– Więc dlaczego broniłaś mnie przez tyle lat?
Sawarai milczała chwilę. Skończyła czesać włosy Ashory i pozwoliła im opaść płomiennym, uwolnionym wodospadem.
– Dzieci należą do matek, nie do ojców. Powinnaś być moim dzieckiem, nie dzieckiem Benggadora.
Ashora zrozumiała, że matka w ten sposób mówi jej, że ją kocha. Nie musiała dodawać nic więcej, dziewczyna była jej wdzięczna za te dwa zdania.
– Czy jestem do niego podobna? – chciała jeszcze wiedzieć.
W błękitnym spojrzeniu Sawarai zapalił się dziwny, odległy błysk, który zaraz zgasł. Pochyliła się i pocałowała czubek głowy Ashory.
– Trochę – przyznała. – Chodź, już czas.
Ashora ujęła podaną jej dłoń własną, również ubrudzoną sadzą na czubkach palców. Wstała. Gruby płaszcz i gęste włosy ciążyły jej, jakby chciały rzucić dziewczynę na ziemię, przytrzymać ją, odwrócić nieuniknione. Sawarai odsunęła na bok skórzaną połę namiotu.
Członkowie grupy spoglądali na niebo, zasnute czarnym dymem. Północny wiatr niósł smród siarki. Smok był blisko, czekał i zamiast groźbami, pluł ogniem.
Również Halgard, czarnoksiężnik, tkwił z zadartą głową, otoczony wianuszkiem wojowników. Po jego ogolonej czaszce, twarzy, szyi i obnażonej piersi, wyglądającej spod nabijanej kolcami kurtki, wiły się jaśniejące fioletową mocą tatuaże.
– Czy na pewno jesteś nietknięta? – spytał, przenosząc spojrzenie na twarz Ashory.
– Na pewno – odpowiedziała. Na końcu języka miała uwagę, że smok, który pożarł wiele dzieci, kobiet i mężczyzn, z pewnością będzie bardzo przejęty tym, czy kolejna przeznaczona mu danina jest dziewicza, czy nie. Dyskusja z czarnoksiężnikiem nie miała jednak sensu. Zazwyczaj im bardziej się mylił, tym bardziej uważał, że ma rację.
– Sprawdzimy – oznajmił teraz.
Ashora sapnęła, gdy dwóch mężczyzn chwyciło ją za ramiona, odciągnęło od matki i posadziło na wysokim pniaku.
– Możesz odejść – rzekł Halgard do Sawarai, która w milczeniu spełniła polecenie, odwracając się plecami do córki.
Dziewczyna nie patrzyła za nią. Wczepiła palce w pniak, gdy mężczyźni rozchylili jej nogi, a czarnoksiężnik wsunął między nie dłoń. Wyraz jej twarzy był zacięty, nieruchomy. Czym było upokorzenie wobec śmierci?
Zacisnęła boleśnie dłonie na skraju pniaka, zdrapując trochę kory. Halgard ostrożnie cofnął rękę i skinął mężczyznom, by wypuścili dziewczynę.
– Wiecie, co z nią zrobić – rzekł. Upewniwszy się, że wszystko zostało przygotowane jak należy, nie tracił już więcej czasu na Ashorę.
Sawarai czekała na skraju obozowiska. Wyciągnęła do Ashory, prowadzonej między dwoma wojownikami, oręż. Jeden z mieczy i kusza należały do dziewczyny odkąd skończyła czternaście lat; drugiego miecza nie znała. Sądząc po rękojeści, nie była to toporna, nietrwała broń barbarzyńców.
– Czarnoksiężnik… – rzekł jeden ze strażników.
– Mówił coś o uzbrojeniu? – zamknęła mu usta Sawarai.
Odczekali, aż Ashora zapnie pas z kuszą i mieczem. Drugi przerzuciła po prostu przez ramię, nie wiedząc, co z nim zrobić. Spojrzała na matkę, ale nie zdążyła pochwycić jej wzroku, bowiem zaraz pchnięto ją dalej.
Schodzili ze zbocza do krainy popiołów i umierającej w ogniu roślinności, gdzie Ashora miała pozostać na zawsze.
• • •
„Czy jestem do niego podobna?” – spytała Ashora, przyrównując się do największego wodza, jakiego kiedykolwiek miał jej lud. Mężczyzny, który przybył znikąd, z tatuażami jarzącymi się w ciemności nocy i powiedział dzikim, żądnym śmierci barbarzyńcom, że da im to, czego chcą – da im śmierć i krew, niezliczone ofiary dla ich brutalnych rytuałów, poprowadzi ich, by spopielili świat.
Dotrzymał swej obietnicy. Potem przegrał wojnę.
Nim jednak to nastąpiło, pod jego przewodnictwem wyhodowano w górskich kryjówkach setki revetów, smoków plujących białym ogniem. Były bite i łamane, głodne i wściekłe. Nienawidziły wszystkiego, co dwunogie, lecz brakowało im odwagi aby sprzeciwiać się swym oprawcom. Swój gniew, ból i żądzę krwi przelały na wrogów, których nizinne krainy stanęły w ogniu.
Benggador był dla swych pobratymców, których zjednoczył i którym dał tę wspaniałą wojnę, niczym wcielony bóg mordu. Jego słowo stanowiło rozkaz, ziemia po której stąpał stawała się święta i jak każdy wódz brał to, co najlepsze, nikogo nie pytając o zdanie. Nie dziwiło więc, że wziął sobie Sawarai.
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>
Ilustracja: Rafał Wokacz
Miała w życiu wielu mężczyzn, ale żadnego, który traktowałby ją równie obojętnie jak Benggador. Pozostali gotowi byli zabijać, aby zaspokoić żądze, które wzbudzał w nich sam widok Sawarai. Dla Benggadora nigdy nie stała się niczym więcej niż przelotną, piękną zabawką. Dawał jej rozkosz lub ból, zależnie od swego humoru. Znudził się szybko i nigdy już nawet nie spojrzał w jej stronę.
Gdy ją porzucił, popadła w rozpacz. Wtedy jeszcze była dość młoda, by wierzyć, że jej żal może zmienić cokolwiek. Zwykle ochocza i skora do zabawy, trzymała się na dystans od mężczyzn przez następne miesiące. Dopiero po trzech, w czasie których nie widziała swojej krwi, zrozumiała, że jest w ciąży. Znała ojca, co nie było wcale oczywistością w swobodnej górskiej kulturze.
Nie miała już dla siebie Benggadora, lecz zostawił w niej swoje nasienie, które wyrosło w rudowłosą dziewczynkę imieniem Ashora. Początkowo dziecko Benggadora cieszyło się uwielbieniem wszystkich, lecz los odmienił się szybko. Wojna została przegrana. Revety wyrwały się spod kontroli i zwróciły przeciwko dawnym panom – teraz dla odmiany Góry Południowe stanęły w białym ogniu. Benggador dostał się do niewoli, pobity przez zwycięskie hufce północy; zawleczony w łańcuchach precz, nigdy nie miał szans ujrzeć kataklizmu, który ściągnął na swój lud.
Sawarai została wśród swoich. Z mieczem, który zdarła w czasie wojny z trupa północnego wojownika, z odwagą topniejącą w ogniu smoków i z przeklętym dzieckiem, którego zapach ściągał mściwe revety ze wszystkich stron świata.
• • •
Garsgard miał spędzić życie w ciemności. Tak przynajmniej zdawało mu się, gdy z trudem wydostał się spośród twardych skorup jaja i jego srebrzyste ślepia ujrzały świat zewnętrzny. Był mroczny, duszny, gorący, pełen ludzkich głosów, które smok miał znienawidzić, nim jeszcze dorośnie.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »
Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Dobry glina
Marianna Szygoń

19 X 2019

Gość nie wyglądał na przejętego cudownym ocaleniem. Ogólnie rzecz biorąc, wyglądał na kogoś, komu bycie martwym nie zrobiłoby wielkiej różnicy. Blady, z woskową cerą i mętnym spojrzeniem, przypominał raczej żywego trupa niż poborcę zaległych czynszów.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Chleb
Iwona Michałowska

5 X 2019

Pożyczam bułkę ze straganu Kodiego. Jutro i tak nikt jej nie kupi. Żuję. Rozalia mówi, że jego pieczywo ma smak. Kogo obchodzi smak? Chleb ma wypełnić żołądek. Bułka trochę cierpka, jakby dodał do niej jakiejś goryczki. Wieje coraz mocniej, na wszelki wypadek zwijam daszki straganów. Siostra Kodiego jest dość odporna, a jednak już poszła. On pewnie też byłby odporny, gdyby nie ta blizna. Zranił go brat, nim odszedł z wiatrem. Tym samym, który zabrał moją matkę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Jazda jazda, Szczurza Pani
— Beatrycze Nowicka

Biblioteka
— Maria Dunkel

Piaskowe dziecko
— Maria Dunkel

Iskra w ciemności
— Maria Dunkel

Wilk wśród jagniąt
— Maria Dunkel

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.