Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Marta Potocka
‹Chomik›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarta Potocka
TytułChomik
OpisUrodzona w 1986 r. pod Tarnowem, ukończyła Elektrotechnikę na AGH w Krakowie, obecnie mieszka w Warszawie gdzie pracuje jako programistka. Miłośniczka nauk ścisłych, podróży i science-fiction. W swoich tekstach stara się przewidzieć jak będzie wyglądała bliska nam przyszłość.
GatunekSF

Chomik

1 2 3 4 »
Z chomikami najtrudniejszy jest pierwszy krok. Im dłużej chomikują, tym trudniej jest ich złamać, ale kiedy już raz sprzeniewierzą się swoim chorym zasadom, zwykle puszczają im hamulce i rozpoczyna się konsumpcyjna orgia.

Marta Potocka

Chomik

Z chomikami najtrudniejszy jest pierwszy krok. Im dłużej chomikują, tym trudniej jest ich złamać, ale kiedy już raz sprzeniewierzą się swoim chorym zasadom, zwykle puszczają im hamulce i rozpoczyna się konsumpcyjna orgia.

Marta Potocka
‹Chomik›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarta Potocka
TytułChomik
OpisUrodzona w 1986 r. pod Tarnowem, ukończyła Elektrotechnikę na AGH w Krakowie, obecnie mieszka w Warszawie gdzie pracuje jako programistka. Miłośniczka nauk ścisłych, podróży i science-fiction. W swoich tekstach stara się przewidzieć jak będzie wyglądała bliska nam przyszłość.
GatunekSF
Był piątek, godzina szesnasta, a ja właśnie wylogowałem się z BACHUSA. Dziesięć minut dzieliło mnie od Pól Mokotowskich i odbywającego się na nich co tydzień Food Drone Friday, a na myśl o hinduskim żarciu ślina napływała mi już do ust. Kręciłem się jeszcze chwilę przy dystrybutorze wody, żeby wyjść dokładnie po sześciu godzinach. Zakładowe systemy nie znały litości i gdybym urwał chociaż minutę, wytknęłyby mi to na pomarańczowo w miesięcznym raporcie, a zaraz po nich to samo zrobiłby Pudłowski – mój szef.
Z Pudłem wolałem nie zadzierać, odkąd mój indeks wydajności poleciał na pysk i ledwo utrzymywałem przedostatnie miejsce w grupie. Firmowemu psychologowi, który musiał odbyć ze mną obowiązkową rozmowę, wcisnąłem historię o wypaleniu zawodowym i braku nowych wyzwań, faktem jednak było, że zwyczajnie nie lubiłem swojej pracy. Miałem już naprawdę dosyć wpychania pelikanom ryb w gardła, targetowania, wytwarzania potrzeb i pilnowania realizacji. I tak w kółko, od pięciu lat. Rzuciłbym to już dziesięć razy i żył sobie spokojnie z pensji podstawowej, gdyby nie moja pasja – zakłady bukmacherskie. Od lat czułem, że jestem o krok od wielkiej wygranej, takiej która zmieni wszystko i zapewni mi fundusze na lata życia w luksusie. Niestety ostatnio ciągle prześladował mnie pech, mecze kończyły się absurdalnymi wynikami i, prawdę mówiąc, moja inwestycja w zakłady była mocno pod kreską. Potrzebowałem pieniędzy, żeby się odkuć, więc musiałem pilnować roboty. Gdybym ją stracił, to tym, co zostałoby mi z pensji podstawowej, mógłbym grać co najwyżej na loteriach dobroczynnych. A poziom amatorski mnie nie interesował.
Odliczałem już ostatnie sekundy do wyjścia, czując, jak żołądek skręca mi się w oczekiwaniu na chicken tikka masala, gdy zza rogu wyszedł Pudło.
– Michał, ale mam farta, że cię jeszcze złapałem! – Rozłożył ręce w geście powitalnym i zaprezentował mi plamy potu na koszuli. Jego jak zawsze zielona dioda lśniła złowieszczym blaskiem. Zerknął na zegarek. – Ty już po godzinach, prawda? Ale może znajdziesz dla mnie jeszcze sekundę?
Zgrzytnąłem zębami i przywołałem na twarz najmilszy uśmiech, na jaki mogłem się zdobyć.
– Jasne, Patryk, dla ciebie zawsze mam czas.
– Świetnie. – Zatarł ręce jak sprzedawca nieruchomości po dobiciu targu. – To chodźmy do mnie, co? Musimy obgadać jedną małą sprawę. Napijesz się czegoś?
Poczułem, jak kurczy mi się żołądek, ale tym razem nie miało to nic wspólnego z hinduskim jedzeniem. Zawsze tak reagowałem na rozmowy z Pudłem, a im bardziej był miły, tym mocniej się stresowałem. Przez całą drogę robiłem w głowie rachunek sumienia, bo miałem przeczucie, że nie chce ze mną rozmawiać o podwyżce.
Chciałbym tak trafnie przewidywać wyniki meczów.
– Słuchaj, niestety mamy mały problem – zaczął przyjmując zafrasowaną minę, a rosnące pod jego pachami plamy tylko dodawały jej wiarygodności. – Ja wiem, że jesteś super facetem i robisz, co się da, pojawiły się jednak naciski z góry.
Naciski z góry. Już ja wiem, co to znaczy.
– Niestety w tym miesiącu masz najniższy indeks wydajności z całej grupy…
– Z całej grupy? – Oburzyłem się. – Byłem przedostatni.
– Tak. – Przybrał jeszcze bardziej zmartwiony wyraz twarzy. – Ale Oksana spięła poślady, posiedziała po godzinach, no i… no, jesteś ostatni.
– Zrobię, co mogę, żeby się poprawić – bąknąłem. Nie wiedziałem za bardzo, czego Pudło ode mnie oczekuje.
Patrzył na mnie z tak autentycznym współczuciem, że aż w nie uwierzyłem.
– Normalnie tak byśmy zrobili. Każdy czasem ma gorszy okres, ja to rozumiem. Tylko te naciski z góry… Niestety dostałem informację, że nowo wdrożony algorytm BACHUSA osiąga lepszy indeks od twojego. Więc góra nie rozumie, dlaczego mamy trzymać pracownika i płacić mu pieniądze, skoro tę samą robotę wykona automat.
Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy. BACHUS – Behawioralno-Algorytmiczny Częściowo Heurystyczny Usprawniacz Sprzedaży – stworzony pięć lat temu przez nadaktywnych studentów informatyki Politechniki Warszawskiej najpierw spowodował wysyp nowych miejsc pracy dla ludzi jak ja, którzy mieli delikatnie wspomagać jego działanie, aby później, z każdą aktualizacją oprogramowania, zagarniać coraz większy zakres moich obowiązków. Jak niby miałem rywalizować z superkomputerem, który na dodatek pracował dwadzieścia cztery godziny na dobę?
Pieprzyć to.
– OK, rozumiem. Czyli co, wylatuję? – Starałem się, żeby głos mi nie drżał, ale nie było to wcale proste.
– Wylatujesz? – zdziwił się Pudłowski. – Skąd. Tego by brakowało, żebym pozwolił na zmniejszenie swojego zespołu. Absolutnie. Zaproponowałem rozwiązanie, a góra się zgodziła.
– Jakie rozwiązanie?
– Dostaniesz zadanie specjalne. Algorytmy zidentyfikowały chomika. I na twoje szczęście nie potrafią sobie z nim poradzić. Jakaś wyjątkowo twarda sztuka, odporna na klasyczne kampanie, trzeba mu się będzie przyjrzeć bliżej. Jak ci się uda, to skorygujemy indeks, a do tego górze się udowodni, że automaty nie załatwią całej roboty i nadal potrzebny jest człowiek. Co ty na to?
Poczułem, jak schodzi ze mnie powietrze. Chomik, phi. Bałem się, że każą mi wyczyścić szczoteczką do zębów wszystkie kible w biurze. Z chomikiem bez problemu sobie poradzę. Zrobiło mi się tak lekko, że miałem ochotę uściskać Pudłowskiego.
– Super pomysł, Patryk! Naprawdę świetny. Z przyjemnością się tym zajmę. Dziękuję ci!
– No to fantastycznie! – Szef znowu zatarł ręce. – Jesteś super gościem, Michał, wiem że dasz radę.
Pożegnaliśmy się serdecznie i raźnym krokiem ruszyłem na Pola Mokotowskie. Już się cieszyłem na tę robotę z chomikiem. Zapowiadała się odmiana od codziennej monotonii i wyzwanie, przy którym mogłem pokazać, ile jestem wart. Czułem się jak człowiek, który prosto z szubienicy uciekł na tropikalną wyspę z egzotycznymi tancerkami.
• • •
W poniedziałek wpadłem do biura jak burza, pełen nowej energii. Cała ta afera z indeksem wydajności wyszła mi chyba na dobre, bo pierwszy raz od kilku miesięcy chciało mi się pracować. Przygotowałem ogromny kubek kawy i zabrałem się za robotę.
Chomik nazywał się Katarzyna Sójka, miał przeciętną twarz sugerującą niższej klasy klinikę chirurgii plastycznej, trzydzieści jeden lat i współczynnik konwersji wynoszący dwadzieścia procent. Zdziwiło mnie, że zakład zainteresował się nią dopiero teraz.
Zakład Równowagi Społecznej, w którym pracowałem, zajął miejsce otoczonego złą sławą Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zamkniętego ostatecznie pierwszego maja dwa tysiące trzydziestego roku wraz z wprowadzeniem pensji podstawowej. Data ta wyznaczała symboliczny początek nowoczesnej Polski i znało ją każde dziecko. Obecnie nikt już nie potrafił sobie wyobrazić jak mógł funkcjonować świat, w którym ludzie, którzy nie chcieli albo nie mogli pracować, byli skazani na ubóstwo lub upokarzające żebranie o zasiłki, które pazurami trzeba było wydzierać z rąk chciwych urzędników.
Pensja podstawowa rozwiązała większość problemów trapiących społeczeństwo początku dwudziestego pierwszego wieku. Jej wysokość ustalono na poziomie pozwalającym wieść skromne, ale godne życie, a jedynym warunkiem przyznania było przystąpienie do programu Społecznej Obserwacji, co dla każdego uczciwego obywatela i tak stanowiło oczywistość.
Do SO należało ponad dziewięćdziesiąt pięć procent społeczeństwa, a posiadanie czipa ze świecącą diodą na wysokości jabłka Adama było konieczne, jeśli zależało nam na kontaktach międzyludzkich. Jej kolor mówił o stopniu konwersji, zatem największym szacunkiem cieszyli się ci, których dioda świeciła na zielono – oznaczało to, że wydawali więcej niż pobierali od państwa. Dobrze widziany był też niebieski, wskazujący na konwersję między dziewięćdziesiąt a sto procent. Fioletową, powyżej sześćdziesięciu procent, mieli często starzy ludzie, którzy nie potrafili wyzbyć się nawyku odkładania pieniędzy, a poniżej nich byli już tylko świecący na czerwono. Ci zwykle nosili szaliki. Poza paroma ekscentrycznymi aktorami czy – zapewne prowadzącymi lewe interesy – milionerami, bez diody paradowali złodzieje, wywrotowcy i prostytutki, nic więc dziwnego, że normalny człowiek na widok gołej szyi odruchowo patrzył jej właścicielowi na ręce.
Czip posiadał moduł lokalizacyjny, potrafił też określić kierunek, w jakim był zwrócony. Dzięki temu praktycznie wyeliminowano problem porwań i niewyjaśnionych zaginięć. Przynależność do programu dawała też ZRS uprawnienia do śledzenia cyfrowej komunikacji, mediów społecznościowych, konta bankowego, danych medycznych, historii przeglądanych witryn i zakupów danego człowieka. Nic, czego uczciwy obywatel mógłby się obawiać.
1 2 3 4 »

Komentarze

26 V 2019   14:18:59

Gratuluję pomysłu- połączenie opisu systemu oceny socjalnej w wersji polskiej z zaawansowanym wrogim bot-netem, o takiej wersji rozwoju sieci jeszcze nie czytałem. A może to nie bot, tylko AI? Chętnie zobaczę jakieś inne opowiadanie w tym uniwersum, np. z punktu widzenia Chińczyków.

27 V 2019   12:56:38

Dziękuję, i cieszę się, ze tekst przypadł Ci do gustu.
Ciekawy pomysł z tymi Chińczykami. Pewne jest to, że system u nich działałby zupełnie naczej (jeśli w ogóle by istniał). Nie sądzę, żeby udostępniali swoim obywatelom dostęp do tych samych banków, w których bezpiecznie mogą przechowywać pieniądze Europejczycy. W tamtych realiach poszlabym chyba w nakręcanie maksymalnej rywalizacji między ludźmi i bardzo mocne (wykładnicze) powiązanie jakości życia z ilością wypracowanego zysku.

27 V 2019   23:21:24

Ależ system oceny socjalnej już u nich istnieje i działa, przynajmniej w dużych miastach, tyle że nie wdrożyli jeszcze pensji podstawowej.
Z punktem widzenia Chińczyków chodziło mi bardziej o ich spojrzenie na nasz system. Dodatkowo nie wydaje mi się, aby przelane poza system pieniądze były bezpieczne- wszak żaden z „porządnych” obywateli nie będzie miał szans na dostęp do nich.

28 V 2019   00:49:28

Z tego co wiem, to system oceny socjalnej w Chinach powstał kilka miesięcy po emisji odcinka "Black Mirror" poruszającym właśnie ten temat. Nie wierzę wprawdzie, żeby Chińczycy się nim inspirowali, ale zbieżność czasowa wyszła idealnie.
Obstwiałabym też, że w najbliższych dziesięcioleciach Chiny nie będą miały motywacji do wprowadzania pensji podstawowej. Nie potrafiłabym tego uzasadnić w ich realiach. Natomiast jak najbardizej potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której mocno zmotywowany do zarabiania chiński haker patrzyłby na europejski system jak na łakomy i słabo broniony kąsek ;)

29 V 2019   11:40:57

Bardzo trafna ocena systemu społeczno-ekonomicznego i kierunków w których zmierza. Gratuluję.

03 VI 2019   12:42:00

Niezaleznie od Nosedive z Black Mirror podobny system oceny spolecznej zaprezentowano tez w Majority Rule - 7 odcinku pierwszego sezonu serialu sci-fi The Orville (serial podobny do Star Treka TNG).

03 VI 2019   14:43:18

The Orville nie oglądałam, ale z Black Mirror się nie do końca zgodzę. Tam system skupiony był na pilnowaniu aby obywatel "zachowywał się tak jak trzeba", w moim tekście system ma za zadanie napędzić konsumpcję i obieg pieniądza, monitorowanie zachowania obywateli nie jest jego cześcią.

05 VI 2019   12:29:57

Chodzilo mi o to, ze Majority Rule jest podobne do Nosedive, a nie do Twojego tekstu. A serial The Orville polecam, jesli lubilas ST TNG, to Orville tez bedziesz lubila.

06 VI 2019   18:29:26

Kolejne zaskoczenie. Doceniam za te niespodziewane "zwroty akcji" i przemycenie do opowiadania elementów z życia codziennego.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Chleb
Iwona Michałowska

5 X 2019

Pożyczam bułkę ze straganu Kodiego. Jutro i tak nikt jej nie kupi. Żuję. Rozalia mówi, że jego pieczywo ma smak. Kogo obchodzi smak? Chleb ma wypełnić żołądek. Bułka trochę cierpka, jakby dodał do niej jakiejś goryczki. Wieje coraz mocniej, na wszelki wypadek zwijam daszki straganów. Siostra Kodiego jest dość odporna, a jednak już poszła. On pewnie też byłby odporny, gdyby nie ta blizna. Zranił go brat, nim odszedł z wiatrem. Tym samym, który zabrał moją matkę.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Sörensen
Bartek Szumowski

24 VIII 2019

A dla mnie to definicja życia. Tysiące poranków, kiedy powtarzamy sobie, że tym razem musi być dobrze. Setki przedmiotów, które teraz na pewno będą warte wydanych na nie pieniędzy. Książkowe ścierwo, które wystarczyło zareklamować jako literackie odkrycie, a je kupiliśmy. Pracodawcy, którzy mają nie wyjść na tych, co widzą w podwładnych niewolników, i pracownicy, którzy przecież nie mogą być przygłupami od A do Z. Przyjaźnie zawiązywane, bo niemożliwe, żeby wszyscy okazywali się na końcu (...)

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.