Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Marta Potocka
‹Chomik›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarta Potocka
TytułChomik
OpisUrodzona w 1986 r. pod Tarnowem, ukończyła Elektrotechnikę na AGH w Krakowie, obecnie mieszka w Warszawie gdzie pracuje jako programistka. Miłośniczka nauk ścisłych, podróży i science-fiction. W swoich tekstach stara się przewidzieć jak będzie wyglądała bliska nam przyszłość.
GatunekSF

Chomik

« 1 2 3 4
Poczułem ukłucie niepokoju, gdy zamiast w sukienki, kliknęła zakładkę „bilety i eventy”, a gdy zaczęła tworzyć opis aukcji: „Spotkanie z wybitnym ekonomistą… będzie myślał, że zdobyłeś 100% w quizie wiedzy na jego temat” wyszedłem prewencyjnie do kuchni, bo naszła mnie gwałtowna ochota, aby wyrzucić monitor przez okno.
Dwadzieścia cztery godziny później sprzedała ten bilet za sto siedemnaście procent ceny, jaką za niego zapłaciłem, a zaraz potem cały zysk przelała na chińskie konto. Mimowolnie pomyślałem, że Peterson byłby z niej dumny.
• • •
Minęło kilka dni. Pudłowski szczęśliwie jeszcze nie wrócił z urlopu i nie dowiedział się o kasie, jaką straciłem, ale była to tylko kwestia czasu i wyrok wisiał nade mną jak katowski miecz. Policzyłem ile będę miał pieniędzy po tym, jak mnie wyrzucą, i nawet po odgrzebaniu zapomnianych kont z resztkami dolarów i juanów, które zostały mi z czasów inwestowania w rynki walutowe, a także spieniężeniu wszystkich kryptowalut, wynik prezentował się żałośnie. Łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić, gdyby nie fakt, że Kaśka w ciągu ostatnich dni zarobiła więcej, niż wynosiła wartość całego mojego portfela inwestycyjnego.
Okazało się bowiem, że tym podstępem z quizem podsunąłem jej świetny pomysł. W kilka dni stała się największym rekinem w akwenie internetowych konkursów wiedzy, które wygrywała jeden po drugim. Firma od automatów kuchennych w ramach nagrody głównej podarowała jej GESSLER-a V, absolutne cudeńko współczesnej robotyki, który nie tylko doskonale gotował, ale jeszcze przeklinał, gdy ktoś obok niego robił to źle. W teście wiedzy na temat hollywoodzkich aktorek z nadwagą wygrała zaproszenie na dwutygodniowe wakacje odchudzające w Kalifornii zakończone zagraniem epizodycznej roli w filmie. Pokonała rzesze zapaleńców w dorocznym europejskim turnieju wiedzy akwarystycznej i stała się właścicielką biletu na dwutygodniowy rejs po Karaibach. Nie muszę chyba dodawać, co zrobiła z nagrodami i gdzie trafiły wszystkie pieniądze.
Złapałem się na tym, że zacząłem ją niechętnie podziwiać. Nie wychylała nosa z domu, żywiąc się dowożoną przez drona chińszczyzną. Do każdego konkursu przygotowywała się solidnie, ucząc się nieraz i po kilkanaście godzin dziennie. Zapisała się na bezpłatny internetowy kurs szybkiego czytania i skutecznego zapamiętywania, dzięki czemu jej wydajność jeszcze wzrosła. Zastanawiałem się, jak to się stało, że dysponując takim mózgiem i determinacją nie zajęła się zarabianiem pieniędzy dużo wcześniej. Oraz, oczywiście, czy kiedyś w końcu postanowi wydać z tego chociaż złotówkę.
Dotarło do mnie, że się uzależniam, kiedy kilka dni później, w piątek o dwudziestej drugiej, zamiast jak normalny człowiek oglądać serial, kibicowałem Kaśce, która właśnie walczyła z quizem na temat historii i osiągnięć prestiżowej kliniki chirurgii plastycznej. Nagle zorientowałem się, że wiem o jej życiu prawie wszystko, a ona nie zdaje sobie nawet sprawy z mojego istnienia. Co więcej, uświadomiłem sobie, że skoro w poniedziałek Pudłowski wraca z urlopu, to dni mojego dostępu do BACHUSA są już policzone. A kiedy mnie odetną, stracę z nią kontakt na zawsze. Dziwnie nie podobała mi się ta myśl. Jakoś tak się stało, że przez ostatnie, wspólnie spędzone tygodnie, zmieniłem zdanie na jej temat. Nie była pazernym chomikiem, jak mi się wcześniej wydawało, ale twardo stąpającą po ziemi dziewczyną, która wiedziała, czego chce, i dzięki konsekwencji potrafiła to osiągnąć. Przekonałem się również, że filmiki Petersona wcale nie są takie złe.
Podjąłem decyzję.
Co tydzień, w poniedziałki o dziewiątej rano (wtedy były największe przeceny) robiła zakupy spożywcze w dyskoncie niedaleko swojego mieszkania. Założyłem białą koszulę, nie całkiem legalnie przekierowałem na mój smartfon uprawnienia do śledzenia jej lokalizacji i, nie do końca wiedząc dlaczego to robię, wsiadłem w taksówkę.
Znalazłem ładne drzewo na trasie między jej wieżowcem a sklepem i postanowiłem, że pod nim zaczekam. Trochę pociły mi się dłonie. Starałem się nie zastanawiać, jak zacząć rozmowę, bo każdy kolejny pomysł, jaki przychodził mi do głowy, był gorszy od poprzedniego.
Zza rogu wyszło kilka postaci, które ruszyły w moją stronę, a czip Kaśki przesuwał się razem z nimi. Stałem jednak zbyt daleko, aby ją rozpoznać. Kiedy się zbliżyły, byłem już prawie pewien, że wiem, która to będzie, ale po chwili okazało się, że ma inny kolor włosów. Odkąd operacje plastyczne stały się standardem, odróżnianie od siebie dziewczyn nie było łatwe. Otworzyłem szybko jej ostatnie zdjęcie na telefonie i jeszcze raz podniosłem wzrok. Wśród idących nie było nikogo takiego. Jednocześnie ekran śledzenia czipa pokazywał, że lada chwila się spotkamy. Gdy grupka przechodziła obok rzuciłem w przestrzeń nieśmiałe „Kaśka?”, ale odpowiedziały mi tylko zdziwione spojrzenia.
Czując się jak idiota, wróciłem do domu.
• • •
Drugą próbę podjąłem w niedzielę wieczorem, kiedy Kaśka, chyba w ramach przerwy od pracy umysłowej, wybrała się ponownie na zajęcia z tai chi w Ogrodzie Saskim. Tym razem miała spędzić prawie godzinę w jednym miejscu i niemożliwe było, żebym znów ją przegapił.
Czekałem na ławce, z nudów obserwując okolicę. Ludzie wyprowadzali psy na spacer, jakaś grupka siedziała w kręgu na trawie zawzięcie o czymś dyskutując, bogato ubrany mężczyzna spacerował niespiesznie, ostentacyjnie odsłaniając niezaczipowaną szyję. Przyszło mi do głowy, że skoro nie pobiera pensji podstawowej, to jego konwersja musi być nieskończona.
Zbliżała się godzina zero, skupiłem się więc ponownie na zbierającej się już grupie treningowej i punkciku na mapie, który twierdził, że Kaśka lada chwila powinna wyłonić się zza żywopłotu. Wlepiłem w to miejsce wzrok z takim napięciem, z jakim zwykle patrzę na ekrany u bukmachera, ale sekundy mijały i nikt się nie pojawił. Podszedłem tam i stanąłem dokładnie w punkcie wskazywanym przez aplikację.
Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, gdy zrozumiałem, że mogę być pewny jednego. Któreś z nas nie istniało naprawdę.
• • •
Przeżuwałem hinduskie pierożki, tępo patrząc w zgaszony ekran telewizora. Kilka dni temu zrezygnowałem z abonamentu, który nie dość, że drogi, to jeszcze ogłupiał mnie serialami. Choć nie powinno – było mi przykro. Zżyłem się z nią, kibicowałem jej, a na końcu wyszedłem na idiotę. I nie pomagał fakt, że nie wiedział o tym nikt oprócz mnie, i że tak naprawdę powinienem cieszyć się z tego, co zaszło.
Nie tylko nie wyrzucili mnie z pracy, ale okazało się, że dzięki mojemu śledztwu na jaw wyszedł największy przekręt w historii Zakładu Równowagi Społecznej. Boty, które wykryliśmy, stanowiły około pięciu procent mieszkańców Warszawy. Większość pobierała tylko pensję podstawową, nieliczne wykonywały zdalnie proste prace, ale każdy co miesiąc wyprowadzał do podejrzanych banków większość uzyskanych pieniędzy. Ich wirtualne tożsamości przygotowane były prawie perfekcyjnie i najlepszą metodą łowów okazało się fizyczne sprawdzenie każdego obywatela z konwersją poniżej sześćdziesięciu procent.
Wszyscy w duchu zastanawialiśmy się, czy to koniec. Fragmenty oprogramowania, do których udało się dostać naszym specjalistom, podpisane były jako „v1.2_beta”. Ważnym pytaniem stało się, czy wersja finalna również trafiła do naszego systemu. Rząd nakazał przeprowadzenie kontroli w całym kraju, niestety wraz z samą aferą wyszło na jaw co nieco na temat stosowanych w zakładzie metod marketingowych i spora grupa obywateli w ramach protestu ograniczyła wydatki, a nadwyżki przekierowała na konta poza Europą. Nie muszę chyba mówić, jak utrudniło nam to pracę.
Spytałem informatyków, co stało się z Kaśką. Odpowiedzieli, że na prośbę Politechniki przekazano ją Katedrze Sztucznej Inteligencji do dalszych badań. Okazało się bowiem, że podejmowane przeze mnie akcje działały stymulująco na jej rozwój i spośród wszystkich odnalezionych botów to Katarzyna Sójka zarobiła najwięcej.
Nie powiedziałem tego nikomu, ale byłem z niej cholernie dumny.
koniec
« 1 2 3 4
25 maja 2019

Komentarze

26 V 2019   14:18:59

Gratuluję pomysłu- połączenie opisu systemu oceny socjalnej w wersji polskiej z zaawansowanym wrogim bot-netem, o takiej wersji rozwoju sieci jeszcze nie czytałem. A może to nie bot, tylko AI? Chętnie zobaczę jakieś inne opowiadanie w tym uniwersum, np. z punktu widzenia Chińczyków.

27 V 2019   12:56:38

Dziękuję, i cieszę się, ze tekst przypadł Ci do gustu.
Ciekawy pomysł z tymi Chińczykami. Pewne jest to, że system u nich działałby zupełnie naczej (jeśli w ogóle by istniał). Nie sądzę, żeby udostępniali swoim obywatelom dostęp do tych samych banków, w których bezpiecznie mogą przechowywać pieniądze Europejczycy. W tamtych realiach poszlabym chyba w nakręcanie maksymalnej rywalizacji między ludźmi i bardzo mocne (wykładnicze) powiązanie jakości życia z ilością wypracowanego zysku.

27 V 2019   23:21:24

Ależ system oceny socjalnej już u nich istnieje i działa, przynajmniej w dużych miastach, tyle że nie wdrożyli jeszcze pensji podstawowej.
Z punktem widzenia Chińczyków chodziło mi bardziej o ich spojrzenie na nasz system. Dodatkowo nie wydaje mi się, aby przelane poza system pieniądze były bezpieczne- wszak żaden z „porządnych” obywateli nie będzie miał szans na dostęp do nich.

28 V 2019   00:49:28

Z tego co wiem, to system oceny socjalnej w Chinach powstał kilka miesięcy po emisji odcinka "Black Mirror" poruszającym właśnie ten temat. Nie wierzę wprawdzie, żeby Chińczycy się nim inspirowali, ale zbieżność czasowa wyszła idealnie.
Obstwiałabym też, że w najbliższych dziesięcioleciach Chiny nie będą miały motywacji do wprowadzania pensji podstawowej. Nie potrafiłabym tego uzasadnić w ich realiach. Natomiast jak najbardizej potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której mocno zmotywowany do zarabiania chiński haker patrzyłby na europejski system jak na łakomy i słabo broniony kąsek ;)

29 V 2019   11:40:57

Bardzo trafna ocena systemu społeczno-ekonomicznego i kierunków w których zmierza. Gratuluję.

03 VI 2019   12:42:00

Niezaleznie od Nosedive z Black Mirror podobny system oceny spolecznej zaprezentowano tez w Majority Rule - 7 odcinku pierwszego sezonu serialu sci-fi The Orville (serial podobny do Star Treka TNG).

03 VI 2019   14:43:18

The Orville nie oglądałam, ale z Black Mirror się nie do końca zgodzę. Tam system skupiony był na pilnowaniu aby obywatel "zachowywał się tak jak trzeba", w moim tekście system ma za zadanie napędzić konsumpcję i obieg pieniądza, monitorowanie zachowania obywateli nie jest jego cześcią.

05 VI 2019   12:29:57

Chodzilo mi o to, ze Majority Rule jest podobne do Nosedive, a nie do Twojego tekstu. A serial The Orville polecam, jesli lubilas ST TNG, to Orville tez bedziesz lubila.

06 VI 2019   18:29:26

Kolejne zaskoczenie. Doceniam za te niespodziewane "zwroty akcji" i przemycenie do opowiadania elementów z życia codziennego.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Chleb
Iwona Michałowska

5 X 2019

Pożyczam bułkę ze straganu Kodiego. Jutro i tak nikt jej nie kupi. Żuję. Rozalia mówi, że jego pieczywo ma smak. Kogo obchodzi smak? Chleb ma wypełnić żołądek. Bułka trochę cierpka, jakby dodał do niej jakiejś goryczki. Wieje coraz mocniej, na wszelki wypadek zwijam daszki straganów. Siostra Kodiego jest dość odporna, a jednak już poszła. On pewnie też byłby odporny, gdyby nie ta blizna. Zranił go brat, nim odszedł z wiatrem. Tym samym, który zabrał moją matkę.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Sörensen
Bartek Szumowski

24 VIII 2019

A dla mnie to definicja życia. Tysiące poranków, kiedy powtarzamy sobie, że tym razem musi być dobrze. Setki przedmiotów, które teraz na pewno będą warte wydanych na nie pieniędzy. Książkowe ścierwo, które wystarczyło zareklamować jako literackie odkrycie, a je kupiliśmy. Pracodawcy, którzy mają nie wyjść na tych, co widzą w podwładnych niewolników, i pracownicy, którzy przecież nie mogą być przygłupami od A do Z. Przyjaźnie zawiązywane, bo niemożliwe, żeby wszyscy okazywali się na końcu (...)

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.