Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Magdalena Świerczek-Gryboś
‹Bardzo trudne samobójstwo›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMagdalena Świerczek-Gryboś
TytułBardzo trudne samobójstwo
OpisRocznik 90, autorka wydawnictwa SQN, redaktorka, organizatorka konkursów. Aktywnie udzielająca się w różnych projektach, szczególnie w Fantazmatach, odpowiedzialna za antologię „Ja, legenda”. Z wykształcenia głównie filozofka, w pracy głównie SM ninja. Uzależniona od urbexu, skażeń atomowych i programów o kosmosie. Badaczka twórczości Lema. Publikowała w „Nowej Fantastyce”, „Fantomie”, „Gazecie Wyborczej”, „Fantazmatach"; odkrywszy uroki weird ficiton, niecierpliwie czeka na publikację w „Snach Umarłych”. Poza „Openminderem” – powieścią SF, która ukazała się w marcu (SQN), w tym roku pojawią się także „Dzieci Burzy” (science-fantasy, Alegoria).
GatunekSF

Bardzo trudne samobójstwo

« 1 2 3 4 »

Magdalena Świerczek-Gryboś

Bardzo trudne samobójstwo

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>
Ilustracja: Rafał Wokacz
– Hm. – Mikas rozchlapuje wokół siebie wodę i myśli nad czymś chwilę. – Wiesz, był taki jeden dziad, Hieronim. Cholernie długo tu siedział. Może dlatego, że żył ze sto lat i to tak intensywnie, że ja cię nie mogę! Gdy zbliżał się do własnych narodzin, zaczął opowiadać dziwne rzeczy… ale zapominał już słów i nie umiał nam wszystkiego wyjaśnić, aż w końcu tylko gaworzył. – Mikas rechocze do wspomnień i rozchodzą się od niego fale, jakby ktoś wrzucił do wody kamień. – A pewnego dnia zniknął. Może i wrócił. Twierdził, że kiedy odda się już cały czas, to można znowu go pożyczyć. Wszczepić się w noworodka. Ale z każdą następną pożyczką oddajesz coraz więcej.
– Więcej – powtarzam niepewnie. Ta informacja, nie wiedzieć czemu, powoduje u mnie falę silnego niepokoju.
– Yhy.
– Czego?
Krzywi się, jakbym była odpytującą go nauczycielką.
– Siebie? – trochę oznajmia, trochę pyta.
– Wierzysz w to, Mikas?
– Nie ma sensu, żebym ci mówił, w co wierzę. Nie wiadomo, czy tu zostaniesz.
Czuję uderzenie w szczękę, ale nie towarzyszy mu ból. Ani, na szczęście, smak krwi.
– Jeden gość na regatach odgryzł sobie język – mówię, masując z namysłem brodę, bo nagle przypominam sobie wszystkie ekstremalne przypadki okaleczeń na jachtach. – Ocknę się jeszcze?
– Niczego sobie nie odgryziesz, nic ci nie odpadnie – zapewnia pirat, machając lekceważąco ręką.
Przyglądam się chwilę dzieciakowi. Kłótnie w świadomych snach nie mają sensu: tylko męczą umysł, podobnie jak nadwyręża go z premedytacją śnione bara-bara. W takich okolicznościach nie gada się ani nie uprawia seksu z nikim poza sobą. Nigdy też nie byłam dobra w wybudzaniu na życzenie i nie wiem, czy chcę „wrócić” na Kinię.
Nie mam pojęcia, czego chcę.
Ludzie pragną podróżować, mieć dzieci, coś znaczyć, przetrwać. Nie przemówiła do mnie nigdy żadna z tych rzeczy, a moja jedyna znacząca podróż to ta – po ciemnych, monotonnych wodach oceanu, zapewniających niezmienną pustkę po horyzont i znikąd ratunku. Brak ludzi, ale w zamian żadnego sacrum. Nic mnie nie dotknęło poza skrzynką – sprawczynią guza, i głupimi snami.
Postanawiam zaakceptować projekcję. Może to ostatni sen w życiu, zmarnowanym, jak to zwykła mówić matka, na bunt przeciwko niemu, który winien minąć wraz z burzą hormonów. Tymczasem już naście lat po burzy, koleżanki dały światu po dwoje, troje dzieci, a ja mam zniszczoną łódź, rozwaloną głowę i niepojęte pragnienie dotyczące niczego.
– No dobra – rzucam – to jak tu się spędza czas?
– Na pewno na mniej sposobów, niż gdybyśmy umarli w mieście… – Pirat wzdycha boleśnie.
– Tam, gdzie straciłam przytomność, nie było żadnej wyspy.
– Ściągnęło cię na najbliższy ląd. Poza tym to jest niby odbicie świata, ale niedokładne. Fajnie jest w mieście, czasem budynki są w powietrzu… My mamy tylko drzewo, które czasem gada, jak ktoś po drugiej stronie płynie w pobliżu i ma włączone radio. I niedokończoną plażę za tamtymi palmami.
Stawiam stopę na ostrych kamieniach i kaleczę piętę. Woda wokół mnie na chwilę robi się purpurowa, po czym wraca do normy.
– Nie zwabię rekina?
Mikas stoi i patrzy na mnie bez słowa. Coś się z nim dzieje, jakby kłóciły się dwie osoby, tylko że w jednej. W końcu chrząka i mówi:
– Kto wie? Lepiej wracajmy do Delacroix.
Na brzegu upadam; nie mogę ruszyć niczym po lewej stronie ciała. Po chwili niemoc puszcza.
– Zaczynam wierzyć, że to krwotok w głowie. – Dotykam miejsca, w którym powinien być nabrzmiały, szczypiący guz.
– Nie umiera się wiecznie – pociesza mnie Mikas. – Chociaż ci w śpiączkach, jeśli trafiają na naszą stronę, mają beznadziejnie.
– Nie młodnieją – domyślam się, oglądając pociętą stopę, która nie boli. Chłopiec kiwa głową i uprzedza moje pytanie:
– Niby możesz zadać sobie śmiertelne rany, ale po jakimś czasie znów jesteś cała. Zabijaliśmy się tu tysiące razy. To na nic.
„To na nic”. Zmraża mnie niedorzeczna myśl.
– A tam, za życia, utopiliście się przypadkiem?
To przecież tylko twój sen, wariatko. Zadawanie pytań jest tak sensowne, jak wtedy, gdy śniła ci się Kinga i pytałaś ją, dlaczego.
Mikas znów popada w chwilowe otępienie, ale gdy nieopodal pojawia się Jean, wzdycha z rezygnacją.
– Obserwowałem Delacroix, zanim wywróciło mu łajbę – mówi niemal szeptem. – Uważa, że moment śmierci to megaorgazm, jakieś ostateczne spełnienie. Że można go komuś wykraść… ale to i tak nie to samo, co własna śmierć. – Podrapał się z zakłopotaniem po brodzie. – Przy dobrej pogodzie czytał coś o Erosie i Tanatosie. Ocean nazywał Tanatosem, regaty spotkaniem z nim…
– Jacht nazwał Eros – przypominam sobie.
Coś ciągnie mnie do tyłu i początkowo myślę, że to znów przebłysk z jawy, ale wokół mojej szyi pojawia się ramię w rękawie kapitańskiego munduru. Jean wrzeszczy:
– Ani się waż, szczurzy synu!
– Ja chcę spróbować – warczy przy moim uchu brodacz. – Umieram z nudów na tym zasranym lądzie.
– Akurat śmierć ci nie grozi. I ustaliliśmy, że to jest jego marzenie. – Mikas z dezaprobatą wznosi ręce nad głowę. – Przecież pomogliśmy ci z twoim. Trochę honoru, wszarzu.
Łapię za obce ramię, robię kilka dobrze wyćwiczonych ruchów i przeciwnik pada jak długi na piasek.
– Uuuu, kocica! – cieszy się Mikas.
– No dobra, chłopcy, co tu się wyprawia?
– Możesz wrócić. – Delacroix wymienia spojrzenie z piratem. – Umierasz, ale jeszcze się ockniesz. To może ci zająć kilka dni.
– Niby skąd wiesz?
Marika, bawisz się w zadawanie pytań…
– To jest na tobie zapisane. Zrozumiesz, jak będziesz tu całkiem. Śmierć podczas regat, kilka scenariuszy śmierci. Pilnowaliśmy, żeby ziścił się ten. Chyba nie masz nam za złe? – pyta z lekkim niepokojem i dodaje szybko: – Rzadko płynie tędy ktoś z potencjałem, ktoś już tak mocno… rozdarty. A ty przecież chciałaś umrzeć. Nie było scenariusza dalszego życia. Najdalej dopływasz na metę.
– Kończę regaty?
– To ten scenariusz właśnie.
– I mogę jeszcze wrócić?
– Tak, tylko… wybacz nam… Ja naprawdę marzę, żeby ukończyć te putain de merde regaty! – wybucha.
Cholernie pogrzany sen, myślę.
– Związaliśmy cię z tym miejscem – wyjaśnia Mikas. – Piłaś, jadłaś, krwawiłaś. Gdybyś dopłynęła do końca i tam padła, trafiłabyś na drugą stronę La Rochelle. Teraz już się stąd nie ruszysz. To twój nowy dom.
– Bo się popłaczę – kpi kapitan; siedzi na piasku i wbija we mnie spojrzenie rekina.
Pirat kopie go w żebra. Brodacz spluwa siarczyście, poza tym nic nie robi, ale bijąca z jego oczu groźba zemsty sprawia, że Mikas się odsuwa.
– To jest na mnie zapisane? – pytam. – Jak żyję, jak umieram, gdzie mieszkam po… śmierci?
– Ty to piszesz, Marika – poucza pirat. – Cały czas o tym opowiadasz.
– Ale ja nic nie widzę.
– Wszyscy piraci mają stare dusze – powtarza, wydaje mi się, bez sensu. – Może musisz odmłodnieć, żeby zobaczyć. My widzimy i słyszymy różne rzeczy. Przenikamy. Mówimy do żywych. Czasem bawimy się w straszenie…
– Rzadko masz okazję strzępić dziób albo straszyć – mruczy kapitan. – To cholerne pustkowie.
– Ale mogę przejść coraz dalej! – odparowuje Mikas.
– A z tej wyspy nie można zrobić kroku! Dziwisz się, że mi się cholernie nudzi?
– Jesteś dopiero stary, a do tego dureń.
– No dobra – przerywam kłótnię, bo w ręku kapitana błyska nóż. – Delacroix. – Podchodzę do Francuza i dźgam go palcem w pierś. – Chcesz mnie… nawiedzić? I ukończyć regaty?
– Dałabyś coś światu – zapewnia szybko. – Coś niezwykłego! Martwy i półmartwa kończą regaty! Światy się przenikają, rozbitkowie triumfują! Od opętania dostaje się zajoba, ale co ci zależy? Przejdę, któreś z nas przejmie stery… Pozwolisz… pozwolisz mi? – Oczy mu błyszczą. – Jestem trochę lepszy w te klocki.
– Było widać – prycham – w dziewięćdziesiątym szóstym. I cztery lata wcześniej, jak ci się łódź wywróciła.
Jean zgrzyta zębami. Chciałby coś powiedzieć, ale rezygnuje.
– Wolałabym już się nie budzić – stwierdzam, krzywiąc się na wspomnienie guza, sznurów, moczu i siniaków.
– Wcale nie musisz… – zaczyna Mikas. – Możesz…
« 1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Sin-ra
Anna Sikorska

2 IV 2022

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Kości dla trupokupca
— Magdalena Świerczek-Gryboś

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.