Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka „Raven” Szmatoła
‹O księżniczce i smokach›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka „Raven” Szmatoła
TytułO księżniczce i smokach
OpisZawodowo i dla przyjemności zajmuje się czytaniem. W Esensji debiutuje opowiadaniem o smokach. Wcześniej kilka miniaturek jej autorstwa ukazało się na Szortalu. Zbiera dziwne pomysły, pije hektolitry herbaty i czasem powstają z tego historie. Główne zainteresowania to magia, mitologie i przenikanie się kultur.
Gatunekfantasy

O księżniczce i smokach

1 2 »
Z zapartym tchem czekała na odpowiedź. Ta nadeszła, choć niewerbalna. Wejście jaskini zalśniło ciepłym światłem, a ściany zadrżały lekko od głośnego mruczenia. Księżniczka weszła do jaskini.

Agnieszka „Raven” Szmatoła

O księżniczce i smokach

Z zapartym tchem czekała na odpowiedź. Ta nadeszła, choć niewerbalna. Wejście jaskini zalśniło ciepłym światłem, a ściany zadrżały lekko od głośnego mruczenia. Księżniczka weszła do jaskini.

Agnieszka „Raven” Szmatoła
‹O księżniczce i smokach›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka „Raven” Szmatoła
TytułO księżniczce i smokach
OpisZawodowo i dla przyjemności zajmuje się czytaniem. W Esensji debiutuje opowiadaniem o smokach. Wcześniej kilka miniaturek jej autorstwa ukazało się na Szortalu. Zbiera dziwne pomysły, pije hektolitry herbaty i czasem powstają z tego historie. Główne zainteresowania to magia, mitologie i przenikanie się kultur.
Gatunekfantasy
Była sobie księżniczka.
Tak, księżniczka. I będzie też smok, bo cóż to za baśń bez księżniczki i bez smoka? Zatem – była sobie księżniczka.
Żyła w zamku. Wraz z tatą królem i mamą królową, i siostrą księżniczką. I pewnie myślicie, że była to całkiem zwyczajna księżniczka, która czeka z utęsknieniem, aż tata król wyda ją za mąż za jakiegoś zbłąkanego księcia. Byle na białym rumaku i w lśniącej zbroi. Ale nie. Nasza księżniczka nie przejmowała się zbytnio królestwem ani małżeństwem, bo nasza księżniczka, zupełnie zwyczajnie, była poszukiwaczką skarbów.
Jako mała dziewczynka szukała skarbów w przyzamkowym ogrodzie, na dziedzińcu i w tej części lasu, do której odważyła się zaprowadzić ją piastunka. Ach, jakież skarby księżniczka tam znajdowała!
Kolorowe kamienie, liście, skrzydło żuka opalizujące w słońcu, ptasie pióra i kwiaty. Do dziś na ścianie książęcej komnaty wisi dziwnie powyginany korzeń, który księżniczka przyniosła z jednej ze swych wędrówek.
Później, gdy podrosła i musiała zważać na etykietę oraz naukę, księżniczka szukała skarbów w bibliotece. Ach, jakże przepastną skarbnicą była królewska biblioteka!
Historie, zwoje, opowieści, księgi, szelest stronic welinowych i papierowych, zapach atramentu i skóry. Wśród skarbów tych księżniczka znalazła skarb największy – smoki. Autor monumentalnego dla niej dzieła „O dragonach y dragonów obyczayach y obyczayności” rozpisywał się o smoczych kolekcjach i smoczych talentach do tychże kolekcji powiększania. Księżniczka trwała w zachwycie jakieś pięć minut, po czym pognała do zbrojowni. Stamtąd wzięła lekką zbroję, krótki miecz oraz jarzębinowy łuk i kołczan pełen strzał. W stajni wybrała nie najpiękniejszego, ale najbardziej wytrzymałego konia, osiodłała ją (bo wybór jej padł na Nadobną Nawojkę) i wrzuciła w juki kilka przydatnych drobiazgów. Ruszyła w podróż. Odnaleźć smoka, którego kolekcja ją zachwyci. A gdy znikała już za zakrętem, spojrzała ostatni raz na rodzinny zamek, wciąż jeszcze pogrążony we śnie. Wróci, obiecała sobie, pewnego dnia wróci i opowie o swych przygodach.
• • •
Wędrowała przez wiele dni. Wraz z Nawojką spędzały noce wtulone w siebie w lasach albo wśród pól. Szukały smoczych siedzib z dala od ludzi. Wiele smoków, jak i wielu ludzi, żyło zwyczajnie, gromadząc złoto i szlachetne kamienie, a czasem srebrne i miedziane monety. Codzienne, zwykłe skarby. Spotkała kilka smoczyc (oraz smoków) kolekcjonujących włóczki i dziergających szale, koce, czapki i inne cudne cacka. Od jednej z nich, Elderdredy, dostała zielono-złote mitenki i przepowiednię, że znajdzie to, czego poszukuje.
Z Symplicjuszem, smokiem kolekcjonującym sekrety i tajemnice, spędziła wiele miesięcy, zgłębiając tajniki kodów, szyfrów i tajnych języków. Lecz choć wspaniałym był koch… przyjacielem, a jego kolekcja nadzwyczaj imponująca, to księżniczka czuła, iż jej podróż nie dobiegła jeszcze końca. Rozstali się więc w przyjaźni i księżniczka ruszyła w dalszą drogę.
Rozwodzić by się można nad jej przygodami i pisać tomy o kolekcjach, które widziała oraz smokach, które poznała.
Była Nessa, która kolekcjonowała strzały. I Dyugu, która pięknie opowiadała o śmierci i jej obliczach zamkniętych w łuskach, piórach, kosmykach włosów. Był Ciro, który zbierał melodie i którego dźwięczny baryton jeszcze długie miesiące po spotkaniu kołysał księżniczkę do snu. I Mae, który zachował swoje kobiece imię wbrew tradycji i który kolekcjonował imiona tych, co byli mu podobni, by zaklinać je w tatuaże na swych szafirowych łuskach. Tak wiele smoków, tak wiele historii i tak wiele kolekcji odnalazła księżniczka w swej wędrówce. Lecz choć każdą z nich zapisywała w swym sercu, to wciąż czuła, że to jeszcze nie ten smok. Nie ta kolekcja.
Wsiadała więc na Nawojkę i jechała dalej.
Czasem zbaczała ze szlaku, gdy słyszała opowieść o dziwnym smoku. I choć zazwyczaj okazywało się, że to zwykły smok z kolekcją monet lub kryształów, to księżniczka zawsze znalazła w sobie zachwyt nad kolekcją i wdzięczność dla smoka.
Nie zrozumcie mnie źle, jej wędrówka nie była łatwa. Nie była bajką. Księżniczka nie spotykała się jedynie z dobrem i zrozumieniem. I wiele razy użyć musiała jarzębinowego łuku lub krótkiego miecza. I wiele historii, które w sobie niosła, kończyło się zbyt szybko. Ale wędrowała dalej. A z nią wędrowała Nadobna Nawojka i historie, które rosły w iście smoczą kolekcję. I choć większość pogłosek prowadziła do zwykłych smoków, to czasem podsłuchana w karczmie rozmowa prowadziła do smoka niezwyczajnego. Jak Dorea, u której księżniczka raczyła się egzotyczną herbatą i domowej roboty serniczkiem. Oraz plotkami, bo Dorea znała wszystkich i wszyscy znali Doreę.
– I taki, na przykład, Idzi, wyobraź sobie, zbiera tarcze! Jakżeż absolutny banał, moja droga. To jakbym ja zbierała muszelki. Muszelki! – powtórzyła z wyraźnym oburzeniem. – Ale Vorell mówił…
Księżniczka trochę odpłynęła myślami i nie dosłyszała, co powiada Vorell. Aromatyczna herbata, pyszny sernik, kalejdoskop nieznanych jej imion i osób, wszystko powodowało, że czuła się nadzwyczaj senna. Dorea wyraźnie wyczuła brak zainteresowania ze strony księżniczki, bo dodała:
– Jutro powiem ci, jak trafić do Vorella. Jego kolekcja jest dziwna i powinna ci się spodobać. Zresztą, ktoś powinien do niego zajrzeć, poza tymi konnymi i handlarzami, bo całkiem tam u siebie zdziczeje. Nic to, dziecko, chodź, pokażę ci pokój.
Księżniczka i Nawojka dawno nie spędziły nocy tak wygodnie. Rano czekało na nie śniadanie, a dla księżniczki zapas wonnych herbat i przepis na serniczek.
– Do Vorella, drogie dziecko, dojedziesz bez problemu. Zaznaczyłam ci jego siedzibę na mapie. Pamiętaj, żeby do mnie napisać, co u niego. Martwimy się tu wszyscy. – Uśmiech Dorei był nieco wymuszony.
Księżniczka wsiadła na Nawojkę, pożegnała się z Doreą i wyruszyła. Za siedem gór i siedem rzek, by spotkać smoka Vorella, którego dziwna kolekcja miała się jej spodobać. I tak, wiem, że się domyślacie, iż podróż księżniczki dobiega końca. Ale pozwólcie, że opowiem wam tę historię po mojemu.
Im bliżej siódmej gry i siódmej rzeki była, tym więcej krążyło opowieści o dziwnym smoku. Że witał w swych progach każdego handlarza złomem. Że dniem i nocą do jaskini przybywali konni z całego świata, niosąc ukryte w skrzyniach dziwa i cuda. Że smok wzrok miał niczym Argos i uzupełniał dietę pechowymi złodziejami. Że żaden z nieproszonych gości nie wrócił z wyprawy do vorellowej jaskini. I pewnie powinny ją te opowieści napawać lękiem, ale księżniczka jedynie czuła, że koniecznie musi spotkać niesławnego smoka.
Jaskinia Vorella nie sprawiała wrażenia groźnej. Nie jak jaskinia Victora, smoka, który kolekcjonował dekoracje halloweenowe. Tam to dopiero było gotycko i upiornie! Wypalona trawa, dziwne brązowe zacieki na ścianach, jęki i krzyki dochodzące z lochów. Tu? Tu wszystko było zwyczajne. Choć, jak stwierdziła rozejrzawszy się uważniej, jakby zapuszczone. Droga prowadząca do jaskini była utwardzona, ale trawnik sprawiał wrażenie, że kiedyś mógł być ogródkiem. Wzruszyła ramionami. W końcu kolekcje były najważniejsze. I, o ile Vorell nie zbierał ziół, to ogródek był ostatnim z jego zmartwień.
Przywiązała Nadobną Nawojkę z dala od wejścia do jaskini, a sama podeszła ostrożnie.
– Vorellu! To ja, księżniczka! Przybywam, by prosić cię o zaszczyt obejrzenia twej kolekcji!
Z zapartym tchem czekała na odpowiedź.
Ta nadeszła, choć niewerbalna. Wejście jaskini zalśniło ciepłym światłem, a ściany zadrżały lekko od głośnego mruczenia. Księżniczka weszła do jaskini.
Na jej środku piętrzyła się istna góra. Konsole, monitory, laptopy, telefony, tablety, płytki drukowane, płyty i dyskietki. Kłębowiska kabli, przewodów, przejściówek i innych Rzeczy, których nazw księżniczka nawet nie próbowała sobie przypomnieć. Na szczycie tej wieży, na plecach, leżał szaro-błękitny smok. Wzrok utkwił w zawieszonym przed nim gigantycznym telewizorze, w szponach ściskał pada od konsoli.
– Cześć – zamruczał przyjaźnie. – Chcesz zagrać?
• • •
Księżniczka chciała zagrać.
Jedna gra zmieniła się w drugą, i w trzecią, i, nim księżniczka się obejrzała, miała własną komnatę w przepastnej jaskini Vorella. Na ścianie zawisł jarzębinowy łuk i krótki miecz. Nadobna Nawojka zaczęła nabierać ciała, a u wejścia jaskini równie często, co handlarze i konni, zaczęły pojawiać się okoliczne smoki. A gdy okazało się, że księżniczka spodziewa się dziecka, smoki przybywały z najdalszej dali, by przynieść dobre słowo i najpiękniejszą rzecz ze swej kolekcji. A księżniczka była szczęśliwa.
1 2 »

Komentarze

23 VII 2019   09:31:47

Bardzo sympatyczny tekst, szczególnie zakończenie mi się podobało. A może raczej przed-zakończenie. Chodzi mi o tę scenę, kiedy księżniczka COŚ sobie uświadamia. Urocze to było :-)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Bardzo trudne samobójstwo
Magdalena Świerczek-Gryboś

6 VII 2019

Na zewnątrz jest jaśniej, nie ma już monstrualnych gór, choć ocean pozostaje wzburzony, z pianą na rozkrzyczanych pyskach fal. Kinia chyba nie nabiera wody. Parametry jachtu nie są najgorsze. Sprawdzam czas, byłam nieprzytomna kilka godzin, niedługo zapadnie wieczór.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Auto da fe
Agnieszka Fulińska

8 VI 2019

Nie potrafił jej pomóc. Gdyby gorączka złapała ją kilka lat później, wyleczyłby ją, tak jak uzdrowił ranną lisicę w lesie, jak leczył własne rany, kiedy błąkał się na pograniczu szkocko-angielskim, nie wiedząc, dokąd się udać.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.