Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Bartek Szumowski
‹Sörensen›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorBartek Szumowski
TytułSörensen
OpisRocznik 1976. Pisze od liceum, kiedy stworzył artzina „Brytan Od Nowa”, gdzie publikował prozę i poezję swoją oraz swoich znajomych. Był cieciem, rozklejaczem plakatów, nauczycielem, a nawet pracował przy produkcji lodów. Przez większą część życia dziennikarz i redaktor w prasie, a także wydawnictwach. Wydał dwa autorskie zbiory opowiadań i Siedlecką Antologię Młodej Prozy „OD NOWA”. Od dwóch lat jeden z trzech współautorów internetowej opowieści w odcinkach „Pięć Tysięcy Znaków”.
Gatunekgroza / horror

Sörensen

« 1 2 3
Kobieto, jesteś przewrażliwiona – mityguje się jednak w myśli Karolina. – Mamy środek nocy, nic dziwnego, że człowiek z lekka nie kontaktuje. Albo po prostu, tak jak ty, rzyga już polityką i polsko-polską napieprzanką.
Konrad tymczasem ciągnie przerwany wątek.
– Faceta najwyraźniej świerzbi przyrodzenie – komentuje. – Może żona rzeczywiście reglamentuje mu te rzeczy, a może po prostu gościu chce poczuć, jak to jest mieć własny harem. Tak czy siak, na tej dzisiejszej…
– Właściwie to już wczorajszej.
– Fakt – zgadza się Konrad. – Na wczorajszej propozycji „picia winka” z pewnością się nie skończy. Zwłaszcza że ten kutafon ciągle ma cię w szachu, bo wakat po nieodżałowanej Rawackiej nadal nieobsadzony. Ergo: spróbuje jeszcze raz, gdyż albowiem ponieważ to, co zaszło przed przybyciem szanownej małżonki, nie jest jednoznacznym zwycięstwem ani porażką. Skurwysyn ma więc podstawy, żeby sądzić, że, choć tym razem się nie udało, jeszcze nie wszystko stracone. A ty będziesz przygotowana na następny raz i kiedy on wróci do tematu, nagrasz jego niemoralną propozycję. A następnie poinformujesz go, że zamierzasz przedstawić pani Mariuszkowej to jakże interesujące słuchowisko.
Karolina czuje, jakby ktoś zdjął z jej ramion wielki ciężar. Odczuwa nie tylko ulgę, ale i sporą przyjemność.
– To się teraz nazywa podcast – mówi, wyraźnie rozluźniona.
– Być może, Koralinka – odpowiada Konrad trochę na odczepnego. – A teraz już naprawdę muszę spadać.
– Ale wrócisz?
– No, co ty? Oczywiście. Wrócę i więcej zarzucę. A ty przygotuj dyktafon i załatw padalca.
– Tak zrobię – zgadza się Karolina, czując, że kop adrenaliny, który zafundował jej Konrad, nie może trwać wiecznie, a za kilka godzin trzeba będzie wstać i iść do bezsensownej orki, dla niepoznaki nazywanej pracą w redakcji.
Powieki same jej opadają. Kiedy na moment je podnosi, bo przypomina jej się, że chciała o coś jeszcze zapytać, Konrada nie ma już na spowitym w cieniu fotelu.
5.
Knajpiany jazz z głośników szemrze na granicy słyszalności. Traszka, blondynka o kręconych włosach, nerwowo obraca w dłoni nóżkę kieliszka.
– Powiesz, co się stało? – pyta, patrząc na Karolinę. – To znaczy, no wiesz, fajnie, że w końcu możemy się spotkać, bo przez te idiotki z roboty mam permanentne rzyganie tęczą… Ale wino, świece i przygaszone światła to chyba bardziej pod walentynki, don’t you think?
Gospodyni bezwiednie rozgląda się po własnym mieszkaniu. Pokoje wydają jej się jakby bardziej kolorowe, a muzyka z wieży nie brzmi już irytująco. Wystarczyło kilka dni, by przestała się tu czuć jak w szarej celi. Nawet o pracy myśli teraz z większym optymizmem, wręcz nadzieją. Widzi w niej już nie tyle przerzucanie żużlu, co… wyzwanie.
– No, stało się. Ale to nie będzie krótka historia – mówi Karolina i dociera do niej, że czerwieni się jak podfruwajka.
Traszka z cała pewnością nie sprawia wrażenia zaskoczonej.
– Słucham całym swoim jestestwem – oznajmia. – Zwłaszcza że wyglądasz jak po dobrym seksie. Zapodawaj i dolej jeszcze tego alko.
Następuje opowieść z dyktafonem w roli głównej. Wszystko zaczyna się oczywiście od pierwszej sugestii w sprawie domku za miastem i przypadkowego ratunku ze strony żony naczelnego. Rozdział drugi to mało przyjemne myśli, które dopadły wtedy Karolinę. Na szczęście w trzecim pojawia się pomysł nagrania umizgów napalonego Mariuszka. Potem jest kolejne podejście buhaja. Tym razem szef okazał się bowiem tak nieostrożny, że w gabinecie bez ogródek stwierdził: „Na to stanowisko, pani rozumie, to są też inne chętne”, zaś kiedy stanął obok niej, wydyszał: „No twój tyłek mi się podoba po prostu”. W kolejnym rozdziale ma miejsce poinformowanie naczelnego o tym, że cała rozmowa została zarejestrowana. A na koniec jest happy end, czyli zasłużone konsekwencje szantażu. Karolina została dziś oficjalnie poinformowana o skonsultowanej z zarządem decyzji, by to ona została sekretarzem redakcji.
– Ciągle w to nie wierzę, rozumiesz? – powtarza nie wiadomo który raz.
– No ja myślę – mówi Traszka. Jeśli Karolina może ufać swojej ocenie, jej przyjaciółka wygląda na zarówno cieszącą się jej szczęściem, jak i zaskoczoną. – Oblech dostał za swoje, nie powiem. Ja pierdo…
– Tu się nie klnie – przypomina gospodyni dla zasady. Nie trzeba jej przecież tłumaczyć, skąd wziął się entuzjazm Traszki.
– Strażniczka czystości języka się znalazła – odparowuje tamta, udając obrażoną. – Ale poważnie… To wszystko wygląda, sorry za szczerość, jak kawałek z „Na Wspólnej”. Nie, żebym ci źle życzyła… Tylko że ten pomysł, ta cała intryga… Skąd ci przyszedł do głowy akurat dyktafon?
Karolina czekała na pytanie tego typu. To dlatego z dumą i satysfakcją stwierdza:
– Konrad mi podpowiedział.
Traszka odstawia kieliszek tak energicznie, że gospodyni prawie słyszy trzask pękającego szkła i widzi powiększającą się plamę wina na szarawym obrusie.
– Kurwa mać! – krzyczy blondynka.
– Marta, tu się…
– Kurwa mać, Karolina! Nie przerywaj mi!
Teraz Traszka sprawia wrażenie, jakby była zupełnie innym człowiekiem niż jeszcze przed chwilą. Dużo mniej spokojnym człowiekiem. Potem mruży na chwilę oczy i bierze głęboki oddech. Obie dłonie opiera na stole przez sobą, przywołując samą siebie do porządku.
– Ty nie mówisz tego poważnie, prawda? To jakiś żart czy coś? Takie rozładowanie atmosfery, tak? – pyta po pauzie, już dużo ciszej.
– Nie. Konrad przyszedł do mnie i powiedział, żeby użyć żony tego kutafona jako gwaranta mojego bezpieczeństwa.
– Karolina. – Traszka z trudem stara się nie podnosić głosu. – Konrad nie żyje. NIE ŻYJE. Miał wypadek na krajówce. Naćpany nastolatek w pikapie ojca, czołowe zderzenie. Ja rozumiem, że nie możesz się z tym pogodzić, bo sama bym zwariowała, kiedy bym przeszła przez to co ty. Ale, że wymyśliłaś sobie, że Konrad jest jak Patrick Swayze z „Uwierz w ducha”? Nawet nie wiesz, kurwa, jak ja bym chciała, żeby tak było. Ale nie jest. Rozumiesz? Konrad nie żyje.
– Nie żyje? – powtarza Karolina i nagle zaczyna jej brakować tchu.
6.
Pamiętasz opowieści o ludziach, którzy podczas śmierci klinicznej oglądają „The Best of” z całego swojego życia? – pyta samą siebie. – To proszę, masz swoje – odpowiada ten sam głos w jej głowie.
I faktycznie, to wygląda jak montaż wybranych scen z długiego serialu. Jest ten dzień, w którym poznała Konrada przez wspólnego znajomego z redakcji. Jest smak lodów na pierwszej randce, po kilku miesiącach wzajemnych podchodów, kiedy żadne z nich nie wiedziało jeszcze, co czuje. Miętowe. Lody były miętowe. Potem przychodzi migawka ich pierwszej nocy, nieporadnej ale szczęśliwej. Pamiętasz to, prawda? Kiedy Konrad oświadczał jej się przed pocztą, słońce przeświecało przez korony drzew nad jego ramieniem. A dosłownie następnego dnia Traszka zgodziła się być druhną.
Później jest wyjazd na Mazury i rozmowy o pierwszym mieszkaniu. A potem? Karolina próbuje coś powiedzieć, ale pierś przygniata jej gigantyczny głaz. Tymczasem film w jej pamięci nie chce się zatrzymać. Jest telefon w środku nocy (Trzecia piętnaście, prawda?) i taksówka wioząca Karolinę do szpitala. Jest siostra Konrada, która mówi coś o wypadku i kierowcy drugiego samochodu. Jest Karolina, która nie chce, a może już tylko nie daje rady słuchać. I wtedy podszedł lekarz. Pamiętasz to, prawda? „Bardzo mi przykro” – powiedział. Musisz to pamiętać!
Karolina łapie powietrze niczym wyrzucona na brzeg ryba. Przyjaciółka przygląda jej się z autentycznym niepokojem, który powoli przechodzi w troskę. Wstaje od przykrytego obrusem stołu, podchodzi do Karoliny i przytula ją, teraz już z oczami pełnymi łez.
– Konrad nie żyje – powtarza, zaciskając pięści, bo nagle zaczynają jej się trząść dłonie.
To wtedy z fotela w cieniu, za plecami Traszki, rozlega się męski głos.
– Nieprawda – mówi. – Próbowałem wcześniej, ale się nie udawało. Sörensen.

Siedlce, 12-14 stycznia 2019 r.
koniec
« 1 2 3
24 sierpnia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

O księżniczce i smokach
Agnieszka „Raven” Szmatoła

20 VII 2019

Z zapartym tchem czekała na odpowiedź. Ta nadeszła, choć niewerbalna. Wejście jaskini zalśniło ciepłym światłem, a ściany zadrżały lekko od głośnego mruczenia. Księżniczka weszła do jaskini.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Bardzo trudne samobójstwo
Magdalena Świerczek-Gryboś

6 VII 2019

Na zewnątrz jest jaśniej, nie ma już monstrualnych gór, choć ocean pozostaje wzburzony, z pianą na rozkrzyczanych pyskach fal. Kinia chyba nie nabiera wody. Parametry jachtu nie są najgorsze. Sprawdzam czas, byłam nieprzytomna kilka godzin, niedługo zapadnie wieczór.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.