Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Marianna Szygoń
‹Dobry glina›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarianna Szygoń
TytułDobry glina
OpisW moim przypadku pisanie to tylko hobby, na które niestety mam coraz mniej czasu. Wszystkie teksty udostępniam za darmo w sieci, są to głównie opowiadania fantastyczno-naukowe i kryminały z elementami fantastyki i grozy. Działam w redakcji prozy magazynu fantastycznego „Silmaris”.
Gatunekkryminał, SF

Dobry glina

1 2 3 8 »
Gość nie wyglądał na przejętego cudownym ocaleniem. Ogólnie rzecz biorąc, wyglądał na kogoś, komu bycie martwym nie zrobiłoby wielkiej różnicy. Blady, z woskową cerą i mętnym spojrzeniem, przypominał raczej żywego trupa niż poborcę zaległych czynszów.

Marianna Szygoń

Dobry glina

Gość nie wyglądał na przejętego cudownym ocaleniem. Ogólnie rzecz biorąc, wyglądał na kogoś, komu bycie martwym nie zrobiłoby wielkiej różnicy. Blady, z woskową cerą i mętnym spojrzeniem, przypominał raczej żywego trupa niż poborcę zaległych czynszów.

Marianna Szygoń
‹Dobry glina›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarianna Szygoń
TytułDobry glina
OpisW moim przypadku pisanie to tylko hobby, na które niestety mam coraz mniej czasu. Wszystkie teksty udostępniam za darmo w sieci, są to głównie opowiadania fantastyczno-naukowe i kryminały z elementami fantastyki i grozy. Działam w redakcji prozy magazynu fantastycznego „Silmaris”.
Gatunekkryminał, SF
Mikrodrony obudziły Oleksandra przed umownym świtem, zanim komputer zaczął stopniowo zwiększać moc oświetlenia. Leżąc z zamkniętymi oczami, Gorodskij wsłuchiwał się w delikatne buczenie krążącej po pokoju „ćmy”. Do pierwszej dołączyła wkrótce kolejna. Powietrze, tłoczone do mieszkań podpoziomu drugiego przez coraz bardziej obciążony system podtrzymania życia, było niskiej jakości i znów przyprawiło go o ból głowy, ale i tak żyło się tu lepiej, niż na minus trójce przeznaczonej dla biedoty.
Detektyw uniósł nieco powieki, choć w mroku nie mógł dostrzec miniaturowych, ciemnych maszyn. Rejestrujące, śledzące czy ułomne? Automaty, niegdyś pomagające służbom planetarnym i dziennikarzom, wymknęły się spod kontroli i zaczęły powielać. Przy kopiowaniu oprogramowania coraz częściej dochodziło do błędów i większość mikrodronów nie posiadała już szpiegowskich zdolności swych przodków. Stały się jedynie dokuczliwą plagą, przypominającą ziemskie owady.
Sęk w tym, że nigdy nie było wiadomo, z którym rodzajem pluskwy miało się do czynienia. Zirytowany Gorodskij usiadł na łóżku, masując zesztywniały kark. Miał wstać i przygotować syna do szkoły, ale najpierw postanowił policzyć się z intruzami. Zapalił lampę i znalazł odpowiednie narzędzie na podłodze: za duży o rozmiar, basenowy klapek, udający kapeć. Sięgnął po niego i rozprawił się z siedzącym na ścianie mikrodronem.
Zanim zdążył wyeliminować drugiego, w uchu zawibrował służbowy komunikator, zwiastując nadchodzącą rozmowę. Używając komendy głosowej, Gorodskij odebrał połączenie.
– Mam coś dla ciebie, Alex – usłyszał ponętny głos Maureen, najlepszej i najbardziej doświadczonej analityczki, z jaką przyszło mu pracować. – Wysyłam ci nagranie, które przechwyciłam w nocy. Z pozdrowieniami od Bayesa.
Kogoś innego o tej porze posłałby do wszystkich diabłów, ale Maureen nie wypadało zbywać; jej wiedza i umiejętności nie raz ratowały mu skórę. Mruknął więc pod nosem coś, co mogło uchodzić za zgodę i aktywował wtyczkę multimedialną w skroni, wyłączoną na czas snu. Pobrał nagranie ze stacyjnej sieci, ale zanim je odtworzył, domknął stopą drzwi sypialni. Lepiej, żeby Everett tego nie zobaczył i nie usłyszał, cokolwiek to miało być.
Na wirtualnym ekranie, połączonym świetlistą pępowiną z wtyczką skroniową, katowany przez dwóch bandziorów młody człowiek, ledwo łapiąc oddech, padł na podłogę hali wyglądającej na dok naprawczy promów kosmicznych. Oprych z tatuażami wskazującymi na gang Diunersów siłą zerwał but z jego prawej stopy i przytknął do bionicznej skóry głowicę paralizatora. Impuls nie należał do najintensywniejszych: miał za zadanie zadać ból, nie zabić. Przeraźliwy wrzask cierpiącego rozdarł powietrze, wzbudzając echo między ścianami doku; szybko przeszedł w bolesny jęk. Niewiele starsza od torturowanego kobieta o rdzawo-sinej skórze przysiadła nad nim, przyglądała mu się przez chwilę, po czym podniosła wzrok na oprawcę i skinęła głową. Wtedy kat ponownie użył paralizatora. Przez bioniczną kończynę w ciało chłopaka wniknął kolejny impuls, tym razem o wiele silniejszy. Ofiara najpierw szarpnęła się, wyprężyła, po czym zaczęła się rzucać jak ryba wyjęta z wody, aż w końcu zastygła w bezruchu. W tym momencie film się urywał.
Gorodskij już miał odtworzyć nagranie jeszcze raz, gdy usłyszał wołanie syna. Czym prędzej wyłączył ekran, czując, że nowa sprawa nie będzie podobna do poprzednich.
• • •
Podpoziom pierwszy był jednym z lepszych. Mieściły się tu biura poślednich firm, urzędy i wstydliwa dla niegdyś wyłącznie turystyczno-rozrywkowego, głównego poziomu stacji, siedziba służb porządkowych, miejsce pracy Oleksandra.
– Nie śpieszyłeś się – zauważył porucznik Bayes, podnosząc wzrok znad hologramu zwłok złożonych w kostnicy po przeciwnej stronie torusa stacji.
Gorodskij bez trudu rozpoznał w ciele lewitującym nad biurkiem skatowanego człowieka z doków. W biurze Bayesa często trafiał na takie widoki. Tatuaże trupa jasno wskazywały na przynależność do Pionierów, konkurencyjnej dla Diunersów organizacji przestępczej. Pionierzy szczycili się dłuższą od gangu wyrosłego na stacji historią, ale nie ustępowali mu brutalnością ani wpływami.
– Ten przyjemniaczek i tak nigdzie nie ucieknie – odparł Oleksandr, wskazując głową na zwłoki. – Co to za jeden?
– No to uważaj. To Jay Saina, ksywa Rzep – padła odpowiedź. – We własnej popierdolonej osobie.
Oleksandr zdębiał. Spodziewał się męta z najbardziej zafajdanego dna szamba przeludnionej stacji orbitalnej Diu, ale nie kuzyna Kuno Sainy, mózgu Pionierów.
– I ja mam się tym zająć? – Gorodskij zmarszczył brwi. – Za jakie grzechy?
Bayes wykrzywił z dezaprobatą surową twarz naznaczoną blizną oparzelinową, pamiątką po wojnie korporacji i wyłączył przekaz z kostnicy. Ciało chłopaka zniknęło, ukazując niesamowicie zabałaganione biurko z niedokończonym wczorajszym lunchem. Inspektor przez chwilę przetrząsał śmieci i nie-śmieci na blacie, usilnie czegoś poszukując, aż wreszcie wydobył spod pomiętego papieru dwie małe, srebrne płytki. Jedną wsunął do kieszeni multimedialnej na skroni, drugą rzucił podwładnemu. Gorodskij chwycił ją w locie. Zrozumiał, że przechodzą w tryb bezsłowny i od razu aktywował otrzymany telepatron, nowość na ich wyposażeniu. Wtyczka z cichym kliknięciem wskoczyła w bioniczny port multimedialny na czaszce.
Nie o niego nam chodzi, sprawa Rzepa to tylko przykrywka, otrzymał przekaz, gdy skroń przełożonego rozbłysła zielenią.
Zamiast nadać odpowiedź, Oleksandr tradycyjnie skinął głową. Dwóch bandziorów z nagrania bez wątpienia należało do Bractwa Diuners. Gdyby naprawdę chciał ich zamknąć, by ustalić ich nazwiska i kryjówki, wystarczyłoby jedno popołudnie. Tożsamość kobiety byłaby trudniejsza do odkrycia. Jej obecność mogła oznaczać, że Diunersi dogadali się z najeźdźcami. Że pomimo ugody, przekazującej Obcym planetę, a pozostawiającej ludziom wszystkie stacje i pas planetoid, sine skurwysyny po cichu kontynuują ekspansję.
To śliska sprawa, znów przekazał mu porucznik. Śmierdząca.
Wcześniej Oleksandr wyłuskiwał szczegóły zadań, czytając pomiędzy wierszami. Inaczej się nie dało: plaga mikroszpiegów nie pozwalała formułować poleceń wprost; trzeba było liczyć na domyślność rozmówcy albo posługiwać się często zmienianymi slangami. Chyba że chciało się kogoś nastraszyć lub ostrzec… Telepatrony wciąż stanowiły nowość: nie do końca przetestowaną, ale cholernie przydatną. Do tego w miarę dyskretną: jaśniejące kolorami skronie w społeczeństwie uzależnionym od bionicznych gadżetów nie dziwiły już nikogo.
Film z egzekucji szybko trafił do sieci, zadbali o to, od razu widać, że to ewidentna pokazówka, wciąż mielił w głowie słowa przełożonego. Jeszcze niedawno ciężko mu było skupić się na myślach, przesyłanych dzięki technologii wykradzionej Obcym, odróżnić je od własnych i tylko płytka jarząca się na zielono podczas nadawania ułatwiała identyfikację przekazu. Potem przywykł.
Łowcy wyśledzili i zablokowali już nagrania, kontynuował Bayes. Teraz nasza kolej. Zlokalizujesz tę siną sukę, Gorodskij. Dowiesz się, czy oprócz niej jest na stacji ktoś z jej parszywego gatunku. Wyśledzisz ich i oznaczysz dla dronów, na tyle dyskretnie, na ile się da. Zdejmiemy ich później. Nie muszę chyba tłumaczyć, jak ważne jest, by uszczelnić wszystkie możliwe przecieki? Korporacyjni i tak już srają na rzadko, że stracą wpływy.
Bayes skończył nadawać, wyłuskał wtyczkę ze skroni i, jeszcze ciepłą, rzucił ponad biurkiem w stronę detektywa. Gorodskij ponownie chwycił ją w locie. Telepatron na wyłączność – to było coś nowego. Sprawa faktycznie musiała cuchnąć.
Pierwsze kroki po otrzymaniu przydziału Oleksandr skierował do sekcji wywiadowczej, królestwa Maureen. Pluskwy, nie tylko te policyjne, każdej doby nagrywały tysiące zdarzeń, sieć puchła od incydentów istotnych i błahych, a dział archiwizacji katalogował i przechowywał je wszystkie. Niewiele umykało elektronicznym oczom mikrodronów, ale znalezienie czegokolwiek w lawinie informacji w rozsądnym czasie przekraczało możliwości i człowieka, i komputera. Właśnie dlatego zatrudniano tu osoby pokroju Maureen, choć co poniektórzy twierdzili, że ktoś taki jak ona nie jest już człowiekiem. Każdy z anonimowych gabinetów jednego z dawnych biurowców zajmowali podobni do niej analitycy. Przeszukiwali sieć, lokalizowali ślady, węszyli za cieniami w ciemnych ulicach i odbiciami w lustrach czy witrynach, zanurzali się w strumieniach brudnych danych. Podążali za każdym tropem pozwalającym dopaść poszukiwanych.
Widzę, że podobał ci się film. Skroń Maureen rozjarzyła się na bordowo. Zabawne, że w ciele składającym się w dziewięćdziesięciu procentach z bionicznych komponentów została obleczona skórą głowa z kieszenią multimedialną, wprost idealną dla płytek nowego urządzenia. Kogo chcesz wyodrębnić? – dodała.
1 2 3 8 »

Komentarze

21 X 2019   10:09:18

Czyżby delikatne zasugerowanie się „Expanse”? Ogólnie niezłe hard s-f, ale czegoś brakuje. Nie wiem, czy przedstawienie bohatera, czy może antagonisty? Po namyśle stwierdzam, że tej trzeciej strony- niby coś wiemy o Maureen, ale jej motywy i sposób działania jest dla mnie co najmniej dziwny.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Chleb
Iwona Michałowska

5 X 2019

Pożyczam bułkę ze straganu Kodiego. Jutro i tak nikt jej nie kupi. Żuję. Rozalia mówi, że jego pieczywo ma smak. Kogo obchodzi smak? Chleb ma wypełnić żołądek. Bułka trochę cierpka, jakby dodał do niej jakiejś goryczki. Wieje coraz mocniej, na wszelki wypadek zwijam daszki straganów. Siostra Kodiego jest dość odporna, a jednak już poszła. On pewnie też byłby odporny, gdyby nie ta blizna. Zranił go brat, nim odszedł z wiatrem. Tym samym, który zabrał moją matkę.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Sörensen
Bartek Szumowski

24 VIII 2019

A dla mnie to definicja życia. Tysiące poranków, kiedy powtarzamy sobie, że tym razem musi być dobrze. Setki przedmiotów, które teraz na pewno będą warte wydanych na nie pieniędzy. Książkowe ścierwo, które wystarczyło zareklamować jako literackie odkrycie, a je kupiliśmy. Pracodawcy, którzy mają nie wyjść na tych, co widzą w podwładnych niewolników, i pracownicy, którzy przecież nie mogą być przygłupami od A do Z. Przyjaźnie zawiązywane, bo niemożliwe, żeby wszyscy okazywali się na końcu (...)

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Negatywy
— Marianna Szygoń

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.