Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Anna Kańtoch
‹Czwarta nad ranem›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Kańtoch
TytułCzwarta nad ranem
OpisTekst „Czwarta nad ranem” to jedno z dwóch opowiadań (drugie to „Szarość” Jakuba Ćwieka) powstałych pod wpływem sztuki „Arlekin i Walentynki” (na podstawie komiksu Neila Gaimana), wystawianej przez grupę teatralną ŚKF Słudzy Metatrona.
Gatunekrealizm magiczny

Czwarta nad ranem

John Bolton, Anna Kańtoch
1 2 3 6 »
– Tu zawsze jest czwarta nad ranem, prawda? – zapytała, gdy szli wilgotną po deszczu ulicą. Wiatr to cichł, to znów wzmagał się, szarpiąc ich ubrania.
Mijali pozamykane sklepy, restauracje i stragany z pamiątkami. Z nielicznych czynnych barów dolatywały ciche śmiechy i dźwięki muzyki. Jakaś para tańczyła na chodniku przy dźwiękach Wonderful World Louisa Armstronga, nieco dalej dwie nimfy obejmowały się i chichotały jak pensjonarki, a przez pusty rynek kłusował centaur, niosąc na swym grzbiecie zielonego jak trawa sylena.
– Oczywiście – przyznał Cornelius.

John Bolton, Anna Kańtoch

Czwarta nad ranem

– Tu zawsze jest czwarta nad ranem, prawda? – zapytała, gdy szli wilgotną po deszczu ulicą. Wiatr to cichł, to znów wzmagał się, szarpiąc ich ubrania.
Mijali pozamykane sklepy, restauracje i stragany z pamiątkami. Z nielicznych czynnych barów dolatywały ciche śmiechy i dźwięki muzyki. Jakaś para tańczyła na chodniku przy dźwiękach Wonderful World Louisa Armstronga, nieco dalej dwie nimfy obejmowały się i chichotały jak pensjonarki, a przez pusty rynek kłusował centaur, niosąc na swym grzbiecie zielonego jak trawa sylena.
– Oczywiście – przyznał Cornelius.

Anna Kańtoch
‹Czwarta nad ranem›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Kańtoch
TytułCzwarta nad ranem
OpisTekst „Czwarta nad ranem” to jedno z dwóch opowiadań (drugie to „Szarość” Jakuba Ćwieka) powstałych pod wpływem sztuki „Arlekin i Walentynki” (na podstawie komiksu Neila Gaimana), wystawianej przez grupę teatralną ŚKF Słudzy Metatrona.
Gatunekrealizm magiczny
Gdy wyszła z wody na suchy, chłodny piasek plaży, faun właśnie wciskał włochate stopy w jej sandałki.
Podeszła do niego, drżąc z zimna. Morze za jej plecami miało kolor ołowiu, a różowa łuna na wschodzie przypominała rumieniec powracający niespodziewanie na policzki trupa. Świtało. Godzina czwarta nad ranem. Doskonała pora na zawał serca albo na samobójstwo.
Niepewnie przestąpiła z nogi na nogę. Palce przebiły wierzchnią warstwę suchego piasku i dotknęły dolnej, wilgotnej i zimnej. Wzdrygnęła się, potarła bosą stopą o łydkę. Potem uciekła spojrzeniem w bok, gdzie spoczywały wyciągnięte na plażę rowery wodne, łodzie i smukłe kajaki.
– To moje sandały – powiedziała niepewnie.
Faun obdarzył ją miłym uśmiechem.
– Wiem, kotku. To zdecydowanie nie mój rozmiar. Poza tym nigdy nie byłem aż tak ekstrawagancki, by nosić obcasy.
– Czy w takim razie mogłabym je odzyskać?
Podał jej buty. Włożyła je, wcześniej niezbyt dokładnie otrzepawszy mokre stopy z piasku. Czy kąpała się w morzu? Chyba nie, bo przecież miała na sobie sukienkę, a rozsądne dziewczęta nie kąpią się w ubraniu. Fakt, że sukienka była wilgotna, złożyła na karb słonych bryzgów, które wzbijały się w powietrze, gdy fale uderzały o skały.
Faun spoglądał na nią z ciekawością, a wiatr bawił się kosmykami na jego szpiczastych uszach. Wyglądał całkiem sympatycznie, taki zarośnięty. Aż się miało ochotę wziąć szczotkę i go wyczesać.
– Jak ci na imię? – zapytał.
Poczuła zawrót głowy i ściskanie w dole brzucha, zupełnie jakby zajrzała w głąb bardzo głębokiej i bardzo ciemnej studni. Z wysiłkiem przełknęła ślinę. Gardło miała suche jak papier ścierny.
– Ja… Paola. – Odetchnęła z ulgą. – Oczywiście, mam na imię Paola.
– Oczywiście – przyświadczył faun, a coś w jego głosie sprawiło, że poczuła niepokój. Cofnęła się znad brzegu studni, ale ona wciąż tam była. Tak głęboka, że gdyby wrzucić do niej pieniążek, spadałby aż po kres czasu.
– Ja jestem Cornelius. Teraz, gdy prezentację mamy za sobą, chodź ze mną. Widzę, że przydałoby ci się coś suchego do ubrania i kubek gorącej kawy.
• • •
Zaprowadził ją do salonu gier. Było to ostatnie miejsce, o którym w tej chwili by pomyślała, ale w końcu czego można się spodziewać po faunie?
Automaty mrugały czerwonymi i niebieskimi światłami, a ich kolory w szarówce świtu były bardzo blade, jakby cierpiały na poważną anemię. W sali siedziały dwie driady, bose, długonogipie i bujnowłose. Czupryna jednej była czarna, a drugiej kasztanowa. Miały na sobie płócienne sukienki i lekkie swetry, jakie nosi się nad morzem w letnie wieczory. Rozmawiały przyciszonymi głosami, popijając coś z plastikowych kubków. Na widok wchodzących podniosły głowy i obrzuciły Paolę ciekawymi spojrzeniami.
– To Amalea, a to Mona – przedstawił je faun. – A to Paola. Znalazłem ją nad morzem. Dokładnie na brzegu – dodał, jakby to miało znaczenie. – Pokażcie jej prysznic, dziewczęta, i znajdźcie coś ciepłego do ubrania.
Amalea, ta kasztanowłosa, uśmiechnęła się szeroko i zaprowadziła Paolę do pomieszczenia z napisem: „Tylko dla personelu”. Była tam toaleta i prysznic, a odrapaną ścianę w kolorze owsianki zdobił nieaktualny kalendarz ze zdjęciem półnagiej pary, która całowała się na tle zachodzącego słońca. Podpis pod zdjęciem głosił: Dajerna – miłość nigdzie nie znalazła piękniejszej przystani.
Dajerna, pomyślała Paola, przypominając sobie hasła reklamowe, które słyszała o tym miejscu. Raj dla zakochanych, romantyczne ruiny i intymne zatoczki nad morzem, w śródmieściu puby i dyskoteki, gdzie przedstawiciele jednej płci mogli poznać przedstawicieli drugiej, a ponadto także zabytkowa fontanna i barokowy kościółek, słynny z obrazu, który przedstawiał świętego Franciszka wśród leśnego ludu. Maleńkie miasteczko, położone na równie maleńkiej wyspie, historią sięgało starożytności, lecz teraz zostało zamienione w modny kurort. Specyficzny kurort, bo Dajerna nigdy nie była szeroko reklamowana i dzięki temu uniknęła najazdu tłumów wczasowiczów, zachowując wiele staroświeckiego uroku. A w pewnych kręgach miała opinię miejsca, do którego należy się wybrać, jeśli ktoś szuka romantycznej letniej przygody.
Paola pamiętała tylko, że przypłynęła tu promem, nic więcej. Miała jednak pewność, że nie szukała letniej przygody. Była na to przecież zbyt młoda.
Odkręciła prysznic, chcąc zagłuszyć kotłujące jej się w głowie myśli. Potem zdjęła wilgotną sukienkę i bieliznę. Sandałki zostawiła. W powietrzu unosiła się woń detergentów, wilgoci i niechybnej grzybicy stóp.
Wyszorowała się dokładnie kawałkiem szarego mydła i umyła włosy, ciężkie od morskiej soli. Gdy skończyła, weszła Amalea, niosąc sukienkę, ręcznik, a nawet grzebień.
Paola wytarła się i ubrała pospiesznie. Sukienka była zbyt duża, ale miła w dotyku, z jakiegoś naturalnego materiału. Potem dziewczyna sięgnęła po grzebień. W łazience brakowało lustra, więc rozczesała tylko włosy, licząc, że po wyschnięciu ułożą się same.
• • •
– Trzymaj. – Amalea podała jej monetę. – Kup sobie coś z automatu. Dzieci uwielbiają wrzucać pieniążki do automatu.
– Nie jestem dzieckiem – obruszyła się Paola, ale podeszła do stojącej w rogu kolorowej skrzyni i wybrała przycisk z napisem „cappuccino”.
Kawa była paskudna, ale Paoli wydawała się dobra. Miała smak przygody. Pijąc ją o czwartej nad ranem, dziewczyna czuła się niczym policjant z telewizyjnego serialu, wyrwany ze snu o świcie po to, by jechać na miejsce zbrodni. Usiadła na pustym stole bilardowym, machała nogami w powietrzu i patrzyła, jak Cornelius bawi się jednym z automatów. Prowadził wyścigówkę, a Mona i Amalea kibicowały mu, piszcząc głośno, gdy na ekranie auto rozbijało się o przeszkody.
Paola pociągnęła łyk kawy, rozkoszując się jej słodyczą. Byłaby zupełnie szczęśliwa, gdyby do kompletu mogła dostać jeszcze pączka. Policjanci w amerykańskich filmach zawsze jedli pączki.
Policjanci przywiedli jej na myśl ofiary wypadków, a to z kolei sprawiło, że nagle pobladła, a ostatni łyk kawy zmienił się w jej ustach w płynne błoto.
– Corneliusie? – zapytała z drżeniem w głosie. O tak, jej głos naprawdę drżał, choć nie przeszkadzało jej to przy okazji rozkoszować się dramatyzmem tej chwili. Ostatecznie, rzadko ma się okazję zadać takie pytanie.
– Słucham cię, kotku. – Faun przerwał grę, a mały samochodzik na ekranie uderzył w barierkę, efektownym łukiem wyleciał w powietrze i wybuchł.
– Czy ja… hmm… czy ja umarłam?
Miało to zabrzmieć dramatycznie, a zabrzmiało głupio. Zaczerwieniona aż po białka oczu Paola pomyślała, że jedną z najbardziej przykrych wad dorastania jest fakt, że wszystkie mądre w zamierzeniu słowa natychmiast po wypowiedzeniu wydają się kompletnie idiotyczne.
Zanotowała sobie w myśli, by powtórzyć komuś to spostrzeżenie przy najbliższej okazji.
– A czujesz się martwa?
– No cóż… – zawahała się. – Nie, zdecydowanie nie.
– Moim zdaniem wyglądasz na jak najbardziej żywą – zapewnił ją Cornelius. – A więc wszystko jest w porządku.
Paola nie była tego pewna. Pamiętała już, że przyjechała do Dajerny ze starszą siostrą. Elettra lubiła to miejsce, jeździła tu co roku i zawsze wracała zadowolona, a przez następnych kilka miesięcy telefon urywał się od westchnień jej odrzuconych wielbicieli. Tego lata zabrała Paolę ze sobą, bo dziewczyna stanowczo odmówiła wyjazdu na kolejny obóz. Elettra ostrzegła przy tym siostrę, że niewiele tu będzie młodzieży w jej wieku. Dajerna nie była miejscem dla niemal-już-piętnastoletnich dziewcząt, tylko dla dorosłych, najlepiej zakochanych dorosłych. Albo dla tych, którzy chcieli się zakochać.
Przez głowę Paoli przelatywały wspomnienia z wakacji, tak wyraziste, a jednocześnie obojętne, jakby oglądała je na pocztówkach. Oto ona: siedzi samotnie na plaży i stara się ignorować czułe szepty pary, która tuli się do siebie za jej plecami. Boi się zasnąć i czyta w pokoju hotelowym książkę, podczas gdy Elettra bawi się na dyskotece. Pije colę w towarzystwie pryszczatego chłopaka, zerkając przy tym dyskretnie na zegarek, bo przecież o dwudziestej musi już być z powrotem w hotelu. Wypożycza kajak i wypływa nim z dala od ludzi, sam na sam z morzem, które wcale nie ma koloru ołowiu, lecz jest zielonkawobłękitne i przejrzyste jak szyba.
Paola przypomniała sobie wszystko aż do wczorajszego wieczora, który poprzedzał dzień jej piętnastych urodzin. Nie pamiętała, co wydarzyło się zeszłej nocy. Dlaczego znalazła się nad morzem. Nie chciała o tym myśleć.
– Będzie dobrze – szepnęła do siebie, celując plastikowym kubkiem w kosz na śmieci. Trafiła. O szyby zabębnił deszcz. Podniosła głowę i ujrzała w nich pazury i kły, lisie ucho i wilczą kitę. A może to było tylko światło rozmazane w kroplach wody?
1 2 3 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fotoilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pocztówka ze Sztokholmu
Joanna Krystyna Radosz

24 XI 2018

Mogła nie znać środowiskowych plotek, nie wiedzieć, kto się ożenił, a kto rozwiódł, ani który klub wyszkolił najwięcej juniorów, ale doskonale znała daty meczów, szczególnie tych ważnych. Za kilkanaście godzin Paweł i Marcin mieli poprowadzić swoje drużyny w boju o finał Ekstraligi. Na razie jednak wciąż trwała noc, a niedawni i przyszli rywale jedli zgodnie z jednej tacy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Rozstaje
Agnieszka Osikowicz-Chwaja

20 X 2018

Znał go pan wcześniej. Dusza towarzystwa, wiecznie chętny do żartów i zabawy. Postanowił żyć tak, jak dotąd, nie przejmując się zakazami, Horeną i całym tym gnojem. Dlatego major kazał dać mu nauczkę. Pewnego dnia Mats zniknął i nie było go kilka dni.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Ryż
Leon Baar

8 IX 2018

Musisz mnie posłuchać. Wypuść mnie, wynagrodzę ci. Uciekniemy. Wszystko ci powiem, bo widzę, że jako jedyny masz łeb nie tylko po to, żeby ci deszcz przez szyję nie padał. Fort nie nazywa się Santa Eva. To martwy brzeg. Statki dopływają tu w jedną stronę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Szarość
— Jakub Ćwiek

Przerost formy nad treścią
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Upalne lato po Czarnobylu
— Anna Nieznaj

W białym domu
— Marcin Mroziuk

Zbrodnia w cieniu elektrowni atomowej
— Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Październik 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zabójczy ziemniak
— Jacek Jaciubek

Zło czające się w lesie
— Marcin Mroziuk

Wybrańcy aniołów
— Marcin Mroziuk

Koniec z lekka magiczny
— Miłosz Cybowski

Czekając na akcję, poszukując celu
— Miłosz Cybowski

Miasto jakich wiele
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.