Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Marcin Pindel
‹Zerwany kwiat›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarcin Pindel
TytułZerwany kwiat
OpisAutor pisze o sobie:
Nowotarżanin, z wykształcenia inżynier, na co dzień pracownik korporacji. Żona mówi o nim, że urodził się zbyt późno, co potwierdzają jego staroświeckie nawyki i awersja do najnowszych zdobyczy technologii. W wolnym czasie chętnie czyta, jeździ na rowerze i wędruje po górach. Pisanie jest dla niego nie tylko odprężającym hobby, ale również sposobem gospodarowania zasobami wyobraźni. Debiutował zbiorem opowiadań „Bez przebaczenia”.
Gatunekobyczajowa

Zerwany kwiat

1 2 3 5 »
Zostawiwszy za sobą bacówkę, przy której wygrzewał się na słońcu piękny owczarek, minąłem kierdel owiec, a pięć minut później dotarłem na szczyt. Kapliczka stała niedaleko charakterystycznego pasa drzew porastającego niemal łysy wierzchołek. Już na miejscu odwróciłem się w kierunku, z którego przyszedłem. Szczyty Tatr wciąż pobłyskiwały bielą, ale Babia Góra zdążyła się już pozbyć swojej śnieżnej czapy.

Marcin Pindel

Zerwany kwiat

Zostawiwszy za sobą bacówkę, przy której wygrzewał się na słońcu piękny owczarek, minąłem kierdel owiec, a pięć minut później dotarłem na szczyt. Kapliczka stała niedaleko charakterystycznego pasa drzew porastającego niemal łysy wierzchołek. Już na miejscu odwróciłem się w kierunku, z którego przyszedłem. Szczyty Tatr wciąż pobłyskiwały bielą, ale Babia Góra zdążyła się już pozbyć swojej śnieżnej czapy.

Marcin Pindel
‹Zerwany kwiat›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarcin Pindel
TytułZerwany kwiat
OpisAutor pisze o sobie:
Nowotarżanin, z wykształcenia inżynier, na co dzień pracownik korporacji. Żona mówi o nim, że urodził się zbyt późno, co potwierdzają jego staroświeckie nawyki i awersja do najnowszych zdobyczy technologii. W wolnym czasie chętnie czyta, jeździ na rowerze i wędruje po górach. Pisanie jest dla niego nie tylko odprężającym hobby, ale również sposobem gospodarowania zasobami wyobraźni. Debiutował zbiorem opowiadań „Bez przebaczenia”.
Gatunekobyczajowa
Ulewa złapała mnie na Placu Słowackiego. Grube krople deszczu zaczęły bębnić w baldachim liści nad moją głową. Nie miałem ze sobą parasola, szczęściem do celu byłomiałem już niedaleko. Pozostawało tylko wyskoczyć spomiędzy dających względnie komfortowe schronienie drzew i przebiec sprintem jakieś sto metrów.
Odczekałem jeszcze chwilę w nadziei, że ulewa choć trochę złagodnieje, lecz na próżno; wcześniejsze słabe, łagodzone przez liście odpryski grubych kropel zamieniły się w gęsty strumień lecący wprost na moją głowę i ramiona.
Raz kozie śmierć…
Wziąłem głębszy oddech i puściłem się biegiem w ulicę Kościelną. Wzdłuż murów okalających świątynię dotarłem do dzwonnicy bramnej, gdzie odbiłem w prawo. Krótka uliczka Świętej Katarzyny wiodła wprost do rynku, na rogu którego znajdowała się interesująca mnie kamienica.
Ledwie pół minuty w deszczu, a ja już cały ociekałem wodą. Ach, te majowe ulewy… Bez zastanowienia pchnąłem drzwi kamienicy; na szczęście okazały się otwarte.
– Które to było piętro? – mruknąłem sam do siebie. – Zdaje się, że ostatnie.
Ruszyłem w górę schodów, sunąc dłonią po drewnianej poręczy. Na każdym z kolejnych półpięter zerkałem przez okno na pogrążone w strugach deszczu miasto. Lubiłem taką pogodę, nawet jeśli czasem stawałem się jej ofiarą. Przynajmniej gorąca kawa smakowała po takiej przygodzie jeszcze lepiej niż zazwyczaj.
Skończywszy wspinaczkę, stanąłem przed dwuskrzydłowymi drzwiami. Z podziwem przyjrzałem się ich bogatym żłobieniom, po czym zastukałem.
Piotrek otworzył tak szybko, jakby przez cały czas pod nimi warował.
– Kacper! Wchodź! Złapała cię ta ulewa?
Obejrzałem swoje mokre ubranie.
– Jeśli powiem, że nie, to uwierzysz?
– Raczej nie – roześmiał się. – Wchodź, już parzę ci kawę!
Wpuścił mnie do środka i zaraz popędził do kuchni. Zdjąłem buty wraz z wilgotnymi skarpetkami, ułożyłem je pod ścianą i rozejrzałem się po przedpokoju. Nie odwiedzałem tego mieszkania od ilu to…? No, co najmniej piętnastu lat. Należało do dziadków Piotrka. Za szkolnych czasów często wpadaliśmy do nich po lekcjach. Było stąd blisko do kina czy na lodowisko, więc przed seansem lub meczem hokejowym odrabialiśmy tu na szybko pracę domową. Babcia Piotrka częstowała nas domowym ciastem… Niestety, zmarła wkrótce po tym, jak ukończyliśmy gimnazjum. Dziadek przeżył ją o dobre trzynaście, czternaście lat, ale i on odszedł, dokładnie przed tygodniem. Mieszkanie zapisał jedynemu wnukowi.
– Może ci jakiś ręcznik dać? – rozległ się głos z kuchni.
– Nie trzeba. – Przeczesałem energicznie włosy. – Wystarczy kawa.
Dołączyłem do Piotrka, który zalewał już dwa kubki stojące na stoliku pod oknem. Zająłem miejsce na jednym z dwóch drewnianych krzeseł. Mój przyjaciel odstawił czajnik, po czym usiadł na wolnym miejscu.
– Moje kondolencje – zacząłem. – Przepraszam, nie dałem rady być na pogrzebie. Wiesz, jak jest. Praca…
Piotrek machnął ręką.
– Nie musisz się tłumaczyć, zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma możliwość wyrwać się na pogrzeb w środę o dwunastej. A co do dziadka… No cóż, dziewięćdziesiąt pięć lat to piękny wiek, tym bardziej że do samego końca siły się go trzymały. Może umysłu nie miał już tak sprawnego, jak choćby jeszcze sześć, siedem lat temu, ale mimo wszystko pozostawał samodzielny. Może mleka albo cukru do tej kawy?
– Dziękuję, wolę taką. – Pociągnąłem łyk. – Przez telefon wspominałeś coś o pamiątkach…
– A, no tak. Dziadek zgromadził tu masę różnych szpargałów, pomyślałem, że jako historyk amator możesz się tym zainteresować. Należał w końcu do Konfederacji Tatrzańskiej, a później do Armii Krajowej i Zgrupowania „Błyskawica”. Pewnie zachował jakieś zdjęcia, dokumenty czy notatki, którymi może się zainteresować Muzeum Podhalańskie, albo „Palace” w Zakopanem…    Nawet jeśli nie, to pewnie znajdziesz coś ciekawego dla siebie. Ja się na tym zupełnie nie znam, uznałem, że grzebanie w papierach pozostawię komuś bardziej kompetentnemu. Jeśli jesteś zainteresowany, zostawię ci klucze. Zostań na weekend, przetrząśnij wszystko, zwrócisz mi je w poniedziałek. Co ty na to?
Skinąłem ochoczo głową.
– Wchodzę w to. Powiedz mi jeszcze, że twój dziadek prowadził jakiś dziennik… To było dość popularne w tamtych latach. Pozostawił może coś takiego?
Piotrek zmrużył oczy.
– Nic mi o tym nie wiadomo, ale być może… –
A potem wymamrotał już sam do siebie:
– To by mogło wiele wyjaśnić…
Nie zamierzałem udawać, że tego nie usłyszałem. Zbyt długo się znaliśmy, żebym nie zapytał wprost:
– Co wyjaśnić?
Piotrek westchnął ciężko. Widać było, że kolejne słowa już nie tak łatwo przejdą mu przez usta. Coś go wyraźnie gryzło.
– No cóż, nie będę ci owijał w bawełnę. Sprawa pamiątek to nie jedyny powód, dla którego cię tu ściągnąłem.
Roześmiałem się.
– Brzmi jak pierwsza scena jakiegoś filmu kryminalnego.
– Bo i pewnie dałoby się coś z tego nakręcić. Ale słuchaj. Pamiętasz, z jakim politowaniem dziadek spoglądał nieraz na nasze bazgroły przygotowywane na plastykę?
Wytężyłem pamięć.
– Rzeczywiście… Cóż, trudno mu się dziwić, bo ani ty, ani ja talentu nie mieliśmy. Za to on sam…
– No właśnie, on sam zawsze się trochę przed nami przechwalał, że gdyby nie wojna, zostałby wielkim malarzem. I powiem ci, że coś w tym musiało być, bo po śmierci babci wrócił do malowania. Nie wiem, może przeczuwał, że to już ostatnia szansa, by jakoś wykorzystać swoje zdolności… Podarował krewnym trzy, czy cztery obrazy i muszę przyznać, że byłem pod niemałym wrażeniem, gdy je zobaczyłem. Naprawdę miał talent.
Pokiwałem głową, jednocześnie coś sobie przypominając.
– No tak, w końcu adres zobowiązuje. Pawluśkiewicz dalej mieszka w tej kamienicy? Pamiętam jedną z jego wystaw w „Jatkach”, jakieś dziesięć, dwanaście lat temu. Galeria dosłownie pękała w szwach, a on sam krążył pomiędzy ludźmi, dumny, jak paw. Nie jestem koneserem, nawet niespecjalnie znam się na sztuce, ale to było naprawdę coś. Jego obrazy wydawały się malowane słońcem, jeśli wybaczysz mi to banalne sformułowanie.
Piotrek tylko machnął na mnie ręką.
– Nawet mi o nim nie wspominaj. Wciąż tu mieszka, ale chyba nikt go już nie widuje. Chłop się rozpił, rozmienił na drobne, żona od niego odeszła, a dzieci nie chcą go znać. Wpadł w takie problemy finansowe, że tylko dzięki pomocy dziadka zdołał jakoś przetrwać. Mama gotowa już była zgłosić sprawę na policję, bo facet zdążył wyłudzić naprawdę kupę kasy, ale dziadek się temu stanowczo sprzeciwił. Twierdził, że po prostu pomaga przyjacielowi i w żadnym wypadku nie daje się wykorzystywać.
– Nie wiedziałem, że Pawluśkiewicz tak marnie skończył. Był z niego utalentowany artysta, zresztą znany nie tylko na Podhalu. W każdym razie miło słyszeć, że twój dziadek ostatnie lata życia spędził oddając się swojej pasji. To dość rzadkie.
Piotrek zrobił taką minę, jakby nie do końca się ze mną zgadzał.
Zastanowiło mnie to. Co złego mogło się kryć za malowaniem obrazów?
Przyjaciel nie zamierzał trzymać mnie w niepewności. Wstał od stołu, zabierając kubek.
– Chodź, coś ci pokażę.
Ująłem swoją kawę i ruszyłem za nim. Znaleźliśmy się z powrotem w przedpokoju. Piotrek zbliżył się do drzwi na lewo od wejścia, po czym nacisnął klamkę i pchnął je zdecydowanie.
Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, była pusta sztaluga. Tuż obok niej swoje miejsce znalazło krzesło, natomiast dalej stało co najmniej dziesięć wspartych o ścianę obrazów. Na umeblowanie pokoju składały się tylko szerokie, pokryte kapą łoże i zbity z ciemnego drewna regał. Gołego parkietu nie zakrywał dywan, który zapamiętałem z dzieciństwa. Po lewej stronie dostrzegłem jeszcze drzwi wychodzące na balkon od strony dziedzińca; był chyba wspólny dla wszystkich sąsiadów z piętra.
– Twój dziadek zamienił ten pokój na pracownię – zauważyłem. – Wystrój dość ascetyczny, ale czego więcej potrzeba, kiedy człowiek skupia się na tworzeniu? Świat dookoła może wtedy nie istnieć…
– Muszę sobie zapisać to spostrzeżenie – zakpił zniecierpliwiony Piotrek. – No, mów lepiej, co sądzisz o obrazach.
1 2 3 5 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Tuaranga
Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka

4 VII 2020

Ostrzeżenie: opowiadanie tylko dla czytelników dorosłych!

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nocna parada stu demonów
Wiktor Orłowski

16 V 2020

Dzięki kosztownym podarkom dotarłam do młodego pomocnika doktora Kaname, który przyparty do muru (nie będę opowiadać Ci, jak nakłoniłam go do zwierzeń – dobrze to wiesz, wszak jestem gejszą) wyznał, że pewnej deszczowej nocy pomógł swemu zwierzchnikowi opatrzyć Biwako. Tę słodką, piękną dziewczynę okrutnie okaleczono, rozcinając nożem kąciki ust. Obrzydliwy „uśmiech” sięgnął ponoć aż do uszu, Biwako straciła tak dużo krwi, że obawiano się, czy zachowa życie.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Oszołomek
Hubert Fryc

25 IV 2020

Przecież przystojny jestem chłop, niestary i prawdomówny, bo dupy z gęby nie robię, i robotny jestem, mam pole i konia, i siłę w rękach, że mógłbym podkowy łamać, ale nie łamię, bo niby po co, przecież głupi nie jestem, żeby na pokaz odstawiać ceregiele. I mógłbym mieć każdą, nie ino Martę, ale też sołtysównę albo i jakąś miastową pannę, na przykład córkę ministra albo i samego sekretarza.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.