Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Magdalena „Majik Czar” Czarnecka, Piotr Zawada
‹Tuaranga›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMagdalena „Majik Czar” Czarnecka, Piotr Zawada
TytułTuaranga
OpisMagdalena „Majik Czar” Czarnecka: Pierwszy raz zaobserwowane latem 1987 roku. Obszar występowania na terenie Polski: Lubelszczyzna i Śląsk, ale migruje też na Półwysep Apeniński. Żeruje na literaturze fantastycznej i kryminałach noir. Preferowany habitat: bagna. Przyjazne gatunki: kot domowy i żagnica zielona.
Piotr Zawada: Choć nad pisanie historii właściwych przedkłada tworzenie map i postaci, to jednak sporadycznie kończy też krótkie teksty. Ma również wielką frajdę z tłumaczenia opowiadań do NF.
Gatunekfantasy

Tuaranga

Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka
« 1 2 3 4 5 6 »

Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka

Tuaranga

Obserwuje, jak klient myje się i ubiera. Spędził tutaj noc, chociaż tym razem do niczego między nimi nie doszło. Rozczulają ją te pospieszne, niezdarne ruchy. To nie może być przecież tylko zwodnicza gra… a przynajmniej Anhun bardzo chce w to wierzyć.
W końcu chłopak jest już gotowy do drogi.
– Żegnaj – rzuca, jakby od niechcenia.
Anhun wpatruje się w podłogę, a gdy podnosi wzrok, już go tam nie ma.
• • •
Tym razem wrócił po trzech dniach. Anhun wita go z uśmiechem i od razu prowadzi do łoża.
Sama rozbiera się pospiesznie, a potem dramatycznie rzuca się w tył i opada na miękkie poduszki. Bardzo efektowne zagranie.
On odpowiada jej ukradkowym, niepewnym i pełnym niedowierzania spojrzeniem. To czyste, chłopięce pożądanie, młodość w pełnym rozkwicie.
Niewolnica przywykła już do obmierzłych staruchów, którzy nie mają ani czasu, ani ochoty, by uganiać się za dziewczynami, posiadają za to pieniądze i odpowiedni status, by je kupić. Dlatego wizyty młodzieńca są dla niej miłą odmianą.
Anhun ma wrażenie, że ubyło jej lat i odczuwa coś w rodzaju spokoju. Te krótkie chwile zapomnienia to najlepsze, na co może liczyć w obecnej sytuacji. Z niejakim zażenowaniem i zabarwionym wstydem zadowoleniem, po raz pierwszy od dawna Anhun faktycznie czuje się prawdziwie pożądana, nie jest już rzeczą, którą można przehandlować. Jej ciało należy do niej i może swobodnie nim dysponować.
Chłopak wodzi za nią wzrokiem, chociaż stara się to ukryć.
– Chcę, żebyś na mnie patrzył – mówi niewolnica, która w tym momencie przeistacza się we władczą kapłankę. – Nie zerkał, tylko patrzył!
Młodzieniec podnosi wzrok i widzi, jak kobieta kładzie się na plecach i powoli rozchyla przed nim nogi.
Anhun zamyka oczy i próbuje sprawić sobie rozkosz. Przywołuje obrazy, zapachy lub nawet kompletne wspomnienia, dzięki którym choć trochę przypomni sobie o tym, kim była w przeszłości. Nie przychodzi jej to łatwo: w głowie pojawiają się nieznośne, bolesne myśli o utraconej rodzinie i przyjaciołach. Ten świat już nie istnieje, jednak Anhun nosi w sobie jego cząstkę.
Młodzieniec rzuca się na Anhun, a ona pozwala mu się posiąść. Jego ciało trzęsie się niczym w gorączce, gdy po raz pierwszy całuje szyję niewolnicy. Przez chwilę miota się w uniesieniu, próbując dosięgnąć jej ust, jednak w końcu daje za wygraną. Dochodzi z jękiem, który przeradza się w coś na kształt cichego szlochu. Wyczerpany, opada na poduszki i kuli się na brzegu łóżka. Potem nerwowo czyści się i szykuje się do wyjścia, unikając przy tym wzroku kochanki.
– Jeszcze nie skończyłam – kokieteryjnie fuka Anhun.
Więc chłopak zostaje.
I patrzy.
• • •
Rola Paomorena skończyła się w tej historii wraz z rozpoczęciem kolejnego etapu życia – związanego z przeprowadzką, nowymi wyzwaniami i obowiązkami. Tuaranga zakochała się z wzajemnością w Huamilonie, rybaku z sąsiedniej wioski. Ten niezwykle czuły i spokojny mężczyzna miał słabość do żucia gumy z drzewa styh i snucia długich historii przy ognisku. Opowiadał o człowieku rybie kryjącym się w zacienionych mokradłach i straszył dzieci mglistymi wędrowcami, którzy ukazywali się nieuczciwym ludziom.
Tuaranga skończyła nauki, chociaż bez wyróżnienia, i została kapłanką Bogini. Dostała sporą wyprawkę od babki, by mogła zamieszkać w świątyni. Przybytek ten wznosił się w delcie otoczonej piaszczystymi wyspami, na których wygrzewały się błogosławione kokolaki, silne, drapieżne zwierzęta o grubej, pomarszczonej skórze. Podobno w górze rzeki zostało ich jeszcze kilka. A może to tylko plotki?
Huamilon nie miał, co prawda, wstępu do samej świątyni, ale mógł odwiedzać żonę w przyległych budynkach. Podczas długiej, monsunowej nocy, kiedy woda podchodziła pod pierwsze stopnie siedziby Bogini, został poczęty Koni, jedyne dziecko Tuarangi z tego małżeństwa.
Chłopiec rósł niesłychanie szybko, a Tuaranga, mimo młodego wieku, okazała się nienajgorszą matką. W każdy nieparzysty dzień miesiąca doglądała malca i tkała mu ubrania, zaś wieczorami wynosiła go na taras świątyni, by mógł podziwiać nocne niebo i spoglądać w dół, na lampiony okolicznych wiosek, które odbijały się w rzecznej wodzie, migocząc niczym węgielki na ofiarnym ołtarzu. Zachwycony Koni wyciągał do nich rączki…
Anhun robi nieco dłuższą pauzę dla zaczerpnięcia oddechu. Ma nadzieję, że dobrze zrobiła, ulegając namowom tego dziwnego klienta. W głębi duszy nie wierzy, że mógłby być szpiegiem.
Dwa wylewy rzeki później pojawili się oni – najeźdźcy. Na niebie zawirowały światła ich wysokolotów i zalały ziemię nowym, zimnym blaskiem.
Tuaranga, podobnie jak inne kapłanki, od początku im nie ufała. Chociaż musiała przyznać, że przybysze zrobili na niej duże wrażenie. Z ciekawością przyglądała się ich dziwnym strojom i szybkobieżnym pojazdom. I chyba właśnie wtedy wypowiedziała pierwsze słowo w ich języku – woda. Czyli fanluu po karmoańsku, z długimi, falującymi spółgłoskami i wdechem na początku, takim samym, jaki musi zaczerpnąć poławiacz, nim popłynie w głębiny.
Handel kwitł, ale obcy często łamali postanowienia traktatu, jaki podpisali z najwyższą kapłanką Bogini, władającą stolicą. Wypompowywali stanowczo za dużo wody, a jedzenie, które przynosili na wymianę, miało smak trocin. Poza tym Karmoanie nie interesowali się zbytnio nowoczesną bronią, jaką oferowali gwiezdni wędrowcy. Całkiem niedawno zakończyli potyczki z górskimi plemionami, jeszcze opłakiwali poległych i chcieli zapomnieć o morzu wylanej krwi. Gdyby zaczęli się zbroić, znaczyłoby to, że nadal pragną walki i tym samym rozjuszyliby wodza Tsytów, rezydującego w podniebnej fortecy.
Obcy nie dawali za wygraną. Chcieli coraz więcej i więcej. Nie akceptowali odmowy. Kapłanki i ich świta, a wśród nich oczywiście Tuaranga z Huamilonem u boku, zaczęli protestować przeciw panoszącym się przybyszom. To w końcu była ziemia Karmoanów i nikt inny nie powinien dyktować im warunków. Doszło też do kilku niewielkich potyczek.
Niedługo potem Arua, najwyższa kapłanka Bogini, straciła życie.
Błogosławiona pani udała się na spoczynek i już nigdy więcej się nie obudziła. Wierni lamentowali nad jej pięknym ciałem, zanim w końcu puścili je na rzekę w łodzi ze skorupy żółwia hunra. Arua była zupełnie zdrowa, a do tego w kwiecie wieku, więc nikt nie potrafił powiedzieć, jak do tego doszło. Chociaż wielu podejrzewało…
• • •
– Mówiłaś, że słabo opowiadasz.
Kobieta czuje, że się rumieni.
– Chętnie posłucham, co było dalej, ale to już następnym razem. Zawsze warto na coś czekać, prawda?
Anhun nie pozostaje nic innego, jak tylko się uśmiechnąć.
• • •
– Znowu bujasz w obłokach? – Chatun szturcha Anhun, by wyrwać ją z zamyślenia. – Dziwnie wyglądasz, blado… Czy ty w ogóle coś jesz i pijesz?
– Ja tylko… – Nie chce tego sama przed sobą przyznać, ale trochę boi się tej oschłej staruchy o zjadliwym poczuciu humoru. Słyszała różne plotki o powodach jej niechęci do Karmoanów. Niektórzy mówili, że syna Chatun zabili poławiacze, z kolei inni twierdzili, iż miał on walczyć po stronie tubylców i zostać stracony za zdradę.
– Tylko co? – pyta służąca, przedrzeźniając ją i kpiąc z jej akcentu. – Chcesz, żeby Arzu się dowiedział?
Anhun oddycha przez nos, próbując się uspokoić.
– Nie. Nie chcę.
Na twarzy Chatun wykwita nieprzyjemny uśmieszek.
– Jeśli się nudzisz, to możesz spiłować mi paznokcie.
Chatun nie jest brzydką kobietą. Nie jest też piękna. Jednak jej stopy o zrogowaciałej skórze i pancernych paznokciach przywodzą na myśl schorowanego kokolaka.
Anhun uśmiecha się niemrawo.
– Żyję, by służyć – odpowiada tylko.
Bogini, dodaje w myślach.
• • •
Tym razem przychodzi dopiero po tygodniu, bardzo jej spragniony.
Anhun nie pyta go kim jest, gdzie bywa i z kim się zadaje, choć ciągle się nad tym zastanawia.
« 1 2 3 4 5 6 »

Komentarze

04 VII 2020   21:34:15

I po co te pornograficzne wstawki?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiatr
Marcin Pindel

26 VI 2021

Jak to dokładnie robi, tego nikt nie wie, ale z pewnością nie działa na zupełnie przypadkowych ludzi. Bo zarówno Majerczyka, jak i Gachów od dłuższego czasu coś trapiło. Wyrzuty sumienia, poczucie winy, jakiś niepokój czy żal. Założę się, że jakby zbadać kolejno każdą z podobnych spraw, wniosek byłby jeden: ci ludzie od dłuższego czasu z czymś się zmagali. A halny w końcu przyszedł i pomógł im ze sobą skończyć.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.