Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jakub Miazga
‹Rocznica śmierci mamusi›

WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJakub Miazga
TytułRocznica śmierci mamusi
OpisUrodzony w 1986 roku. Ukończył filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz zootechnikę na Uniwersytecie Rolniczym im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. Pod pseudonimem Jakub Houst debiutował w Esensji opowiadaniem „Extrema unctio”. Pod koniec października 2020 roku ukazała się jego pierwsza powieść pt. „Absalon”.
Gatunekobyczajowa

Rocznica śmierci mamusi

1 2 3 »
Podczas porannego spaceru mijam wierzby i udaję się nad jezioro. Jeszcze unosi się nad nim lekka mgiełka. Wciągam w nozdrza powietrze i poza zapachem mułu oraz zgnilizną pierwszych opadłych liści wyczuwam w jego chłodzie jakby delikatną zimową nutę. Nie wiem, czy to dlatego, że powietrze jest już inne niż wczoraj, czy też dlatego, że nie jestem w Krakowie.

Jakub Miazga

Rocznica śmierci mamusi

Podczas porannego spaceru mijam wierzby i udaję się nad jezioro. Jeszcze unosi się nad nim lekka mgiełka. Wciągam w nozdrza powietrze i poza zapachem mułu oraz zgnilizną pierwszych opadłych liści wyczuwam w jego chłodzie jakby delikatną zimową nutę. Nie wiem, czy to dlatego, że powietrze jest już inne niż wczoraj, czy też dlatego, że nie jestem w Krakowie.

Jakub Miazga
‹Rocznica śmierci mamusi›

WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJakub Miazga
TytułRocznica śmierci mamusi
OpisUrodzony w 1986 roku. Ukończył filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz zootechnikę na Uniwersytecie Rolniczym im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. Pod pseudonimem Jakub Houst debiutował w Esensji opowiadaniem „Extrema unctio”. Pod koniec października 2020 roku ukazała się jego pierwsza powieść pt. „Absalon”.
Gatunekobyczajowa
Aż do mojego przyjazdu nie widziałem się z bratem ani razu od śmierci matki, a ściślej biorąc, od dnia jej pogrzebu. Nasza ostatnia rozmowa dotyczyła zresztą głównie rozliczeń związanych z niewielkim pożegnalnym przyjęciem dla znajomych oraz rodziny. Dzień był pogodny i, jak na tę porę roku, naprawdę ciepły. Niestety, nie mogłem zostać do końca stypy. Brat wyszedł ze mną przed restaurację. Pokazywał mi podsumowanie wszystkich wydatków, a ja spoglądałem na jego kartkę, słuchając wyjaśnień na temat tego, skąd się co bierze. Właściwie miałem już się kierować w stronę taksówki, kiedy brat spytał jeszcze, jak mi się podobało.
Popatrzyłem na niego, próbując rozgryźć, czy aby nie kryła się za tymi słowami ukryta drwina, ale nie dostrzegłem na jego twarzy cienia uśmiechu.
– Wygłupiasz się? – zapytałem całkiem poważnie.
– Nie… – Mój brat spojrzał na mnie nieco zmieszany. – Niby czemu?
– Pochowaliśmy dziś naszą matkę.
– Właśnie dlatego zapytałem, czy ci się podobało…
– Co miało mi się podobać? Pogrzeb?
– Msza, pogrzeb, stypa – odparł mój brat głosem, który wydał mi się dosyć niepewny. – Wszystko – dodał po chwili.
Westchnąłem, próbując dać mu w ten sposób do zrozumienia, że użycie podobnego określenia w tej sytuacji nie uważam za adekwatne. Ale brat dalej nie pojmował, o co mi chodzi, a może tylko udawał, bo zaraz powtórzył swoje pytanie:
– To jak? Podobało ci się? – I choć jego głos był równie cichy, co poprzednio, wyczułem w nim teraz niejaką determinację.
• • •
Nasza matka była dobrą kobietą. Tak przynajmniej mówi się w naszych rodzinnych stronach o wszystkich matkach, które nie żyją, a ponieważ naszej matki nie wyróżniało nic szczególnego, nie widzę powodu, aby mówić o niej inaczej. Oczywiście, że była dobra. Niby dlaczego miałaby nie być? Troszczyła się o nas, jak tylko mogła, i to również po śmierci ojca, kiedy obaj z bratem studiowaliśmy. Tak, to był dla nas cios materialny, a jednak matka nie powiedziała: „Radźcie sobie od dzisiaj sami, mnie to nic nie obchodzi.” Nie, w tej sytuacji wcale o nas nie zapomniała. Muszę wręcz przyznać, że pamiętała o wszelkich naszych potrzebach, i chociaż nie było jej stać, aby pokryć wszystkie koszty tych naszych potrzeb, nie zapominała ani o jednej i gdy tylko miała trochę gotówki (to znaczy trochę więcej niż na przeżycie) podsyłała nam część pieniędzy, mówiąc na przykład: „Masz na nową koszulę”, albo: „Nie zapomnij opłacić czynszu”, bądź otwierając portfel tylko pytała, ile nam brakuje na kolejną wyprawę w góry.
Poza tym musieliśmy sobie jakoś radzić. W godzinach wolnych od zajęć na uczelni dorabialiśmy, a ponadto ja otrzymywałem jeszcze stypendium.
Niestety, po śmierci ojca nie dostaliśmy żadnej wypłaty z ubezpieczenia. Utopił się w swoim służbowym aucie, którym zsunął się do jeziora. Na miejsce przybyła policja i prokurator. Zwrócono uwagę, że ojciec poza szosą musiał przejechać jeszcze jakieś trzysta, czterysta metrów; na tym odcinku do jeziora prowadziła polna, a do tego nieużywana zbyt często droga. W protokole napisano, że wszystko wskazuje na to, że była to śmierć samobójcza.
Ubezpieczyciel uchwycił się tego zdania. Tłumaczyliśmy, że przecież nie da się wykluczyć innych powodów, to równie dobrze mógł być wypadek, w końcu rano (a to musiało się zdarzyć rano) widoczność nad jeziorem jest mocno ograniczona z powodu mgły, przede wszystkim zaś ojciec nie miał podstaw, by się targnąć na swoje życie, nic tego wcześniej nie zwiastowało. Ale oni – mam na myśli przede wszystkim rzeczoznawcę z firmy ubezpieczeniowej, który dokonywał oględzin miejsca zdarzenia – trzymali się oczywiście tej wersji, która dla nich samych była najwygodniejsza. Wersji, zgodnie z którą nasz ojciec zjechał do jeziora umyślnie.
Gdzieś w domu pozostawił po sobie list, o którym matka powiedziała nam dopiero po jakimś czasie. Zaczynał się on słowami: „Nikomu nie pokazuj tego listu”. Pisząc „nikomu” ojciec zapewne nie miał na myśli mnie ani Michała, tak przynajmniej z bratem przypuszczaliśmy; niemniej był on skierowany do mamy, ojciec zwracał się w nim bezpośrednio do niej, toteż nie mogliśmy żywić pretensji, że nam go wcześniej nie pokazała.
Pamiętam, że mój brat, z którym wynajmowaliśmy małe mieszkanko, obudził mnie pewnej nocy jedynie po to, żeby zapytać, co o tym myślę. Niby dlaczego ojciec zaadresował ten list tylko do mamy, i czy rozpoczynając go słowami, według których miała go nikomu nie pokazywać, miał na myśli także nas.
– Po co to drążyć? – odparłem, przewracając się w swoim łóżku na drugi bok.
Ale Michał musiał koniecznie znać odpowiedź na to pytanie. Był zawsze zbyt dociekliwy w sprawach, które u mnie nie budziły najmniejszego zastanowienia.
– Czy myślisz, że tata nie chciał, żebyśmy ten list zobaczyli? – wciąż pytał.
– Niby dlaczego? Przecież mama w końcu go nam pokazała. – odpowiadałem cierpliwie.
– Wcale nam go nie pokazała. Powiedziała, co było w nim napisane, ale nie dała nam tego listu do przeczytania. Czy nie wydaje ci się to podejrzane?
– Podejrzane? Co ty wygadujesz? Mama miałaby postępować wobec nas podejrzanie… Czy ty siebie w ogóle słyszysz? Co za cholerna różnica, czy nam powtórzyła, co ojciec w tym liście napisał, czy też dała nam go do przeczytania?
Michał przez dłuższą chwilę się nie odzywał. Przypuszczałem, że zaraz znowu powie coś niemądrego, dlatego nie zamykałem na razie oczu. Nie miałem ochoty zasypiać jedynie po to, żeby znów mnie obudził.
– Nie chciałbyś przeczytać go słowo w słowo? – zapytał w końcu. – Przekonać się nie tylko, co w nim napisał, ale też jak napisał?
– A niby co za różnica, jak nasz ojciec napisał to, co napisał? Ojciec nie udzielił tam odpowiedzi, czemu to zrobił.
Odwróciłem się w stronę brata. Leżał przy zapalonej lampce stojącej na nocnym stoliku przy jego łóżku i patrzył w sufit.
– Ej – zawołałem. – Ty chyba nie myślisz, że mama mogłaby coś przed nami zataić…
– Nie… – rzekł natychmiast. – Ale może gdybym sam przeczytał ten list, wiedziałbym, w jakim nastroju tata go pisał.
A w jakim niby miał być nastroju, planując, że utopi się w jeziorze służbowym autem? Miałem już zamiar o to zapytać, jednak w ostatniej chwili się powstrzymałem.
– Myślisz, że miał jakieś problemy w pracy?
– Nie wiem. Myślę, że jedynym jego problemem związanym z pracą było to, że nie zarabiał tyle, ile by chciał. Przynajmniej zrobił na złość swojemu szefowi, topiąc mu wóz w jeziorze.
– Też właśnie się zastanawiam, dlaczego wybrał to jezioro… Gdy byliśmy mali, często nas tam zabierał. Pamiętasz?
– Śpij już – odparłem, odwracając się do brata plecami i przytulając twarz do poduszki.
– Razem z mamą – usłyszałem znów głos Michała. – Gdy byliśmy już trochę więksi, nigdy nie spędzaliśmy czasu we czwórkę. Nie wybieraliśmy się nad jezioro z rodzicami.
• • •
Teraz, gdy wracam z krótkich odwiedzin u brata, przypominam sobie to wszystko. Po wyskoczeniu z auta, którym podwiózł mnie pod sam dworzec, zahaczyłem jeszcze o kiosk, żeby kupić gazetę i mieć jakieś zajęcie w trakcie podróży. W dworcowym bufecie wypiłem kawę, jednak nie zamówiłem nic do jedzenia. Brat zadbał, żebym nie wyjechał od niego głodny.
Przeglądając gazetę, łowię spojrzeniem same nagłówki i to, co wyłuszczone jest tłustym drukiem. Jakoś nie mam ochoty czytać. Dekoncentruję się, wbrew woli wracam do wspomnień związanych z niedawną wizytą u Michała i myślę o tym, o czym rozmawialiśmy. Zupełnie jakby moja uwaga za mną nie nadążała.
W związku z licznymi seminariami, głównie sponsorowanymi przez jedną firmę, nieustannie gdzieś podróżuję. Na okrągło znajduję się poza domem, co zważywszy na to, że mieszkam sam, dla nikogo nie jest problemem. Taki styl życia całkowicie mi odpowiada. Lubię to uczucie rozpędu, które sprawia, że z chęcią chwytam każdy kolejny dzień, widzieć, że mam przed sobą otwartą przestrzeń, która nie maleje, gdy gnam przed siebie, i zmieniający się wciąż krajobraz. Wszystko to powoduje, że się nie nudzę. Nie potrafiłbym tak, jak Michał, tkwić w jednym miejscu, być tak, jak on, uziemiony. Nie znoszę nudy i monotonii.
Ale Michał zawsze był taki: stateczny, spokojny, cichy. Jak daleko sięgam pamięcią, potrzebował jakiegoś zakotwiczenia, chociaż po śmierci taty miał chyba problem, żeby je znaleźć. Ślub z Patrycją miał być pewnie sposobem na zbudowanie czegoś trwałego, ale ostatecznie przyniósł mu coś zupełnie innego.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiatr
Marcin Pindel

26 VI 2021

Jak to dokładnie robi, tego nikt nie wie, ale z pewnością nie działa na zupełnie przypadkowych ludzi. Bo zarówno Majerczyka, jak i Gachów od dłuższego czasu coś trapiło. Wyrzuty sumienia, poczucie winy, jakiś niepokój czy żal. Założę się, że jakby zbadać kolejno każdą z podobnych spraw, wniosek byłby jeden: ci ludzie od dłuższego czasu z czymś się zmagali. A halny w końcu przyszedł i pomógł im ze sobą skończyć.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Kości dla trupokupca
Magdalena Świerczek-Gryboś

15 V 2021

Chłopak zachwycony motorem wzdrygnął się i zwrócił uważne spojrzenie na mnie. Nawet przez szkła maski zwykły człowiek dostrzegłby, jak zaszlamione ma oczy. Wróżka podeszła jeszcze dwa kroki. Odsłoniła twarz. Zalane krwią gałki w zapadniętej twarzy. Sczerniałe usta. Była całkiem śliczna, taka wyjedzona.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.