Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Magdalena Stawniak
‹Druga szansa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMagdalena Stawniak
TytułDruga szansa
OpisNa co dzień archeolog, a od czasu do czasu dyrektor Orson Krennic. Wielbicielka popkulturowych archeologów i fantastyki, ale przede wszystkim Gwiezdnych wojen i Galaktycznego Imperium. Można ją spotkać (najczęściej w białej pelerynce) na konwentach, gdzie prowadzi prelekcje. Od lat recenzuje książki i komiksy, prowadzi blog Geekwoman i pisze teksty publicystyczne, które ukazały się m.in. w Nowej Fantastyce czy Żar-ptaku. Ostatnio najbardziej zajmuje ją modelarstwo i fotografia figurkowa, czego efekty można oglądać na fanpejdżu Project Stardust. Pisze gwiezdnowojenne fanfiki, ale raczej trafiają one do szuflady, z której, być może, za jakiś czas wyjdą.
Gatunekfanfiction, space opera

Gwiezdne wojny: Druga szansa

Magdalena Stawniak
« 1 2 3 »

Magdalena Stawniak

Gwiezdne wojny: Druga szansa

Oprócz nich nie miał nikogo. Ojciec zginął w wojnach klonów, nawet nie wiedzieli dokładnie gdzie. Po prostu pewnego dnia do drzwi ich domu zapukał jakiś wojskowy, wręczył matce datapad i powiedział, że składa szczere kondolencje. To wszystko.
Pieniędzy z odszkodowania nie starczyło na długo. Wkrótce musieli się wyprowadzić na niższy poziom Coruscant, a tam… Tam mogło być tylko gorzej. Matka poznała nowe towarzystwo, w tym Tema, który szybko się do nich wprowadził i wciągnął ją w zażywanie przyprawy. Nie, właściwie to sama się wciągnęła, musiał przyznać, nie powinien jej bronić i całej winy zwalać na ojczyma. Ale przecież i tak za całą katastrofalną sytuację odpowiedzialny był Tem.
A oprócz nich naprawdę nie miał nikogo. Może gdyby wrócił do dawnego domu, któryś z sąsiadów mógłby wskazać mu jakieś miejsce, gdzie przygarniają chłopców takich jak on, w którym pomagają i…
Skręcił w boczną ulicę i stanął jak wryty. Pośrodku stał wojskowy prom, z którego wnętrza wysypywali się odziani w białe zbroje szturmowcy. Nie, nie wojskowy. Gorzej, bo Imperialnego Biura Bezpieczeństwa. Tuż za żołnierzami z pojazdu wyszło dwóch oficerów w białych mundurach potwierdzając tylko jego przypuszczenia.
O nie, znowu odszczurzanie…
Zawrócił na pięcie i pobiegł w stronę domu.
Może uda mu się dobudzić matkę. O Tema nie dbał, niech go złapią i zamkną. Ale matka… Może jeszcze zdążą uciec.
• • •
Pterro z niesmakiem obserwował sceny, jakie rozgrywały się w kolejnych zapuszczonych mieszkaniach. Ludzie i obcy będący w różnych stadiach wszelkich nałogów w większości wypadków biernie poddawali się temu, co się z nimi działo. Dorośli właściwie nie reagowali, gdy szturmowcy rozdzielali ich z dziećmi. Dzieci z kolei niemal nie płakały, patrzyły tylko pustymi oczami, z rezygnacją przyjmując czekający je los. I to było w tym wszystkim najgorsze.
Dunstig miał cichą nadzieję, że reedukacja, jakiej zostaną poddane, wyprowadzi je na właściwe tory i te nijakie teraz dzieciaki za kilka lat skorzystają z oferowanej im drugiej szansy we właściwy sposób.
Oczywiście, nie obyło się bez przykrych incydentów. Jakiś Devaronianin rzucił się na nich z wibronożem i szturmowcy musieli go zastrzelić. Pterro sam również użył służbowej broni, gdy zza drzwi wypadł starszy mężczyzna i strzelił w jego stronę z blastera. Na szczęście niecelnie. On jednak nie chybił.
Gdy podszedł do ciała, przekonał się, że „staruszek” mógł mieć jakieś czterdzieści lat, a sądząc po broni, kiedyś służył w republikańskiej armii. Weteran był jednak tak zniszczony przez nadużywanie alkoholu i narkotyków, że chyba tylko cudem w ogóle dożył takiego wieku.
Gdyby nie nowa służba to kto wie, czy za kilka lat Pterro sam nie znalazłby się w podobnym miejscu.
Dlatego wiedział, że to, co robi, jest słuszne i potrzebne.
• • •
Chłopiec wpadł do mieszkania nawet nie siląc się na to by zachować ciszę. Podbiegł do matki i złapał ją za rękę.
– Mamo! Mamo, proszę, obudź się. Musimy uciekać. Musimy… – urwał i wypuścił jej dłoń. Ramię bezwładnie opadło na podłogę. – Mamo… – szepnął. Dopiero teraz zauważył, że do strumyczka krwi, który wcześniej skapywał z kącika jej ust dołączył drugi, cieknący z nosa.
Spojrzał na klatkę piersiową matki.
Nie poruszała się.
– Mamo – załkał znów łapiąc ją za dłoń.
Ułożył ją na jej piersi i dołączył drugą. Obie były zimne, tak jak jej policzek, gdy po raz ostatni go dotknął.
Gdyby nie krew i to nienaturalne zimno, mógłby jeszcze oszukiwać się, że spała.
Ale to nie była prawda.
Spóźnił się.
Umarła, gdy go nie było. Umarła przez przedawkowanie przyprawy, umarła przez… Zerknął w bok, na fotel, w którym w najlepsze spał Tem śniący swoje narkotyczne sny.
Zalała go zimna nienawiść skutecznie wypierająca rozpacz, hamująca cisnące się do oczu łzy.
Na żal i łzy przyjdzie czas później. Teraz miał coś innego do zrobienia.
Wstał i poszedł do kuchni. Wiedział, gdzie Tem trzymał narkotyki i bez trudu odnalazł znajdującą się za trzecią szufladą skrytkę. Oprócz paczki przyprawy wyjął łyżeczkę i strzykawkę. Co prawda matka i Tem najczęściej narkotyk wciągali lub wkładali pod język, jednak raz czy dwa widział, jak dawali sobie w żyłę.
I wiedział, w jaki sposób to zrobić.
Włączył stary i zdezelowany moduł grzewczy – po porządnej kuchence już dawno nie było śladu. Do podgrzania wystarczyła nawet ta odrobina ciepła, jaką dawało to stare urządzenie. Wsypał narkotyk na łyżeczkę i czekał, aż ten się rozpuści. Płynna przyprawa wydzielała przyjemny aromat, ale wiedział, że nigdy w życiu nie weźmie tego świństwa. Widział aż za dobrze, co robiło z ludźmi.
Napełnił strzykawkę i poszedł do pokoju. Starał się nie patrzeć na leżące na kanapie zwłoki matki. Wolał zapamiętać ją taką, jaką była zanim poznała tego… tego…
Podszedł do Tema i podwinął rękaw jego koszuli. Bez trudu znalazł żyłę i bez wahania wbił w nią igłę. Mężczyzna drgnął i chłopiec o mały włos nie wypuścił strzykawki z ręki, ale udało mu się wcisnąć tłoczek do końca, choć drżały mu ręce.
– Śpij dobrze, skurwysynu – szepnął rzucając pustą strzykawkę na podłogę.
Usiadł na zniszczonej wykładzinie i czekał. Po minucie Tem drgnął. Potem drugi raz. Jego powieki zatrzepotały w niekontrolowanym odruchu, a dłonie zacisnęły się na podłokietnikach. Z jego nozdrzy, kącików oczu i ust zaczęła sączyć się krew. A potem znieruchomiał.
Już na zawsze.
Chłopiec nie wiedział, jak długo siedział na podłodze wpatrując się w martwe ciało. Dopiero hałas za drzwiami wyrwał go z letargu.
Musiał się schować. I to szybko.
• • •
Szturmowcy otworzyli drzwi kolejnego mieszkania. Smród niedawno podgrzewanej przyprawy uderzył Pterro w nozdrza. Szturmowcy mieli filtry w maskach, ale on niestety nie.
– O kurwa… – wyrwało się jednemu z nich, gdy przekroczyli próg.
Pterro wyjął i odbezpieczył blaster, tak na wszelki wypadek. Gdy dwójka szturmowców weszła głębiej, wiedział już, że nie będzie z broni korzystał.
– Ale bajzel – skomentował stojący w progu Sgellti.
Szturmowcy rozeszli się po mieszkaniu sprawdzając każdy kąt, gdy tymczasem Pterro podszedł do stojącej pośrodku pokoju kanapy.
– Czysto – zameldował pierwszy.
– Czysto – powtórzył drugi.
Obaj ustawili się przy drzwiach gotowi do ewentualnego działania, gdyby zaszła taka potrzeba.
– Skoro tak, to idźcie dalej, Teah – powiedział Dunstig. – Sprawdzę, co tu się stało.
– Jak chcesz – Sgellti wzruszył ramionami. – Dla mnie to oczywiste. Przedawkowali. Będzie z tym kupa formularzy do wypełnienia, ale i tak mniej, niż gdybyśmy mieli ich zabrać.
– Dziękuję za cenną uwagę – warknął zirytowany Pterro pochylając się nad ciałem kobiety. – Idźcie już.
Sgellti wyszedł bez słowa, a wraz z nim szturmowcy.
Dunstig przyjrzał się zwłokom. Ocenił, że musiała umrzeć jakąś godzinę, najdalej dwie temu. Przedawkowała przyprawę, którą wciągała przez nos, o czym świadczyły zaczerwienione nozdrza i krew. Wcześniej jednak ktoś ją pobił, bo miała opuchnięte wargi i siny policzek.
Mężczyzna w fotelu to inna historia. Złoty strzał w żyłę. I to niedawno, ale raczej jakiś czas po śmierci kobiety. Facet również wcześniej zażył przyprawę i po stanie nozdrzy było widać, że robił to regularnie.
Dlaczego tym razem zdecydował się dać sobie jeszcze w żyłę? Większy kop?
Strzykawka leżała na podłodze. Sądząc po jej rozmiarach dawka narkotyku była spora, a tłoczek wciśnięty do samego końca.
Czyżby ktoś mu pomógł w zejściu ze świata?
Pterro ponownie wyjął blaster, nagle niepewny, czy dobrze zrobił odsyłając tamtą trójkę. Gdy rozejrzał się uważnie po pokoju, jego wzrok padł na leżący w kącie plecak.
Plecak był mały, niegdyś kolorowy, teraz mocno zużyty i wytarty. I ewidentnie należał do jakiegoś dzieciaka.
Pterro powoli wsunął broń do kabury, zastanawiając się, czy nie ryzykuje niepotrzebnie. A potem powiedział głośno:
– Możesz już wyjść.
« 1 2 3 »

Komentarze

21 II 2021   18:25:02


Świetny tekst,lubię go.Idre jest wiarygodny,historia jego matki też.Pisz dalej!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 1
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.