Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marcin Pindel
‹Wiatr›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarcin Pindel
TytułWiatr
OpisAutor pisze o sobie:
Nowotarżanin, z wykształcenia inżynier, na co dzień pracownik korporacji. Żona mówi o nim, że urodził się zbyt późno, co potwierdzają jego staroświeckie nawyki i awersja do najnowszych zdobyczy technologii. W wolnym czasie chętnie czyta, jeździ na rowerze i wędruje po górach. Pisanie jest dla niego nie tylko odprężającym hobby, ale również sposobem gospodarowania zasobami wyobraźni. Debiutował zbiorem opowiadań „Bez przebaczenia”.
Gatunekgroza / horror

Wiatr

1 2 3 4 »
Jak to dokładnie robi, tego nikt nie wie, ale z pewnością nie działa na zupełnie przypadkowych ludzi. Bo zarówno Majerczyka, jak i Gachów od dłuższego czasu coś trapiło. Wyrzuty sumienia, poczucie winy, jakiś niepokój czy żal. Założę się, że jakby zbadać kolejno każdą z podobnych spraw, wniosek byłby jeden: ci ludzie od dłuższego czasu z czymś się zmagali. A halny w końcu przyszedł i pomógł im ze sobą skończyć.

Marcin Pindel

Wiatr

Jak to dokładnie robi, tego nikt nie wie, ale z pewnością nie działa na zupełnie przypadkowych ludzi. Bo zarówno Majerczyka, jak i Gachów od dłuższego czasu coś trapiło. Wyrzuty sumienia, poczucie winy, jakiś niepokój czy żal. Założę się, że jakby zbadać kolejno każdą z podobnych spraw, wniosek byłby jeden: ci ludzie od dłuższego czasu z czymś się zmagali. A halny w końcu przyszedł i pomógł im ze sobą skończyć.

Marcin Pindel
‹Wiatr›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarcin Pindel
TytułWiatr
OpisAutor pisze o sobie:
Nowotarżanin, z wykształcenia inżynier, na co dzień pracownik korporacji. Żona mówi o nim, że urodził się zbyt późno, co potwierdzają jego staroświeckie nawyki i awersja do najnowszych zdobyczy technologii. W wolnym czasie chętnie czyta, jeździ na rowerze i wędruje po górach. Pisanie jest dla niego nie tylko odprężającym hobby, ale również sposobem gospodarowania zasobami wyobraźni. Debiutował zbiorem opowiadań „Bez przebaczenia”.
Gatunekgroza / horror
Franek przystanął pośrodku względnie odśnieżonej drogi, kończąc ostrą pięciominutową wspinaczkę zboczem Marfianej Góry. Zdjął czapkę i schował ją do kieszeni kurtki, uwalniając gęstwinę jasnych włosów. Grudniowe powietrze przyjemnie schłodziło mu czoło. Brednie o tym, że to najlepszy sposób na złapanie przeziębienia mało go obchodziły; pięćdziesiąt zim spędzonych w stolicy Podhala zdążyło go porządnie zahartować. Dał sobie kilka chwil na uspokojenie oddechu, a następnie odbił w stronę wyrastającego pod samym lasem domu. Tutaj śniegu było już więcej; biała pokrywa chrzęściła pod nogami pozostawiającymi wyraźne, głębokie ślady. Posuwając się naprzód, rozglądał się wokoło. Wciąż jeszcze lekki, lecz stale wzmagający się wiatr kołysał wierzchołkami okolicznych świerków. Po domach paliły się już światła, choć była dopiero czternasta. Na podwórkach Franek nie dostrzegł żywej duszy; ani lepiących bałwana czy rzucających się śnieżkami dzieci, ani wracających ze świątecznych zakupów dorosłych. Nad Tatrami zawisły gęste, skłębione chmury, tylko czekając na odpowiedni moment, aby przelać się przez barierę gór.
Nadchodził halny.
Znalazłszy się na ganku, trzykrotnie uderzył pięścią w drzwi. Butelka wódki niemal przymarzła już do palców, dlatego przełożył ją do lewej dłoni.
Zawiasy zapiszczały i w wejściu ukazała się uśmiechnięta twarz Sławka.
— Franek! Co tak późno? Wchodź, wchodź, masz już karniaka do nadrobienia!
— Wszystkiego najlepszego. — Wręczył przyjacielowi prezent. — A karniaka odmawiam, powinieneś się cieszyć, że w ogóle wpadłem. Kto obchodzi imieniny tuż przed świętami?
Wszedł do środka, uprzednio otrzepawszy buty ze śniegu.
— Wiem, wiem, przecież żartuję — odparł Sławek. Odebrał od Franka kurtkę i powiesił ją na wieszaku. — Nic już nie poradzę, że mnie rodzice takim imieniem skrzywdzili. Karniaka ci odpuszczam, ale wątroby masz dzisiaj nie oszczędzać!
— Nie, nie, nie, musi być delikatnie…
— Daj spokój, nikt cię przecież nie będzie gonić! — Gospodarz klepnął przyjaciela w plecy, lecz dostrzegłszy jego minę, wyraźnie się stropił. — Wybacz, chyba przesadziłem.
— W porządku.
Przeszli do obszernego salonu o wyłożonych boazerią ścianach, gdzie czekał na nich nieznany Frankowi mężczyzna. Stół przed nim zastawiony był przekąskami i alkoholem. Na kominku płonął ogień.
— Poznajcie się. — Sławek wskazał kolejno obu swoich gości. — Franek, to jest Zbyszek, Zbyszek, oto Franek. Ze Zbyszkiem byliśmy razem w wojsku, a teraz przyjechał do mnie aż z Mazowsza. Widzisz? To jest prawdziwy kumpel!
Franek wyciągnął rękę na powitanie, omal nie tracąc jej w energicznym uścisku tamtego.
— Uszanowanko! — Zbyszek zaprezentował w uśmiechu dwa rzędy równych, białych zębów. — To co, dzisiaj mamy imprezę samotnych serc? Nie rób takiej miny, słyszałem o wszystkim. Baby, ach te baby… Mówię ci, noc jeszcze nie minie, a ty będziesz dziękował, że nie masz już smyczy na szyi. Bawimy się do samego rana!
Gospodarz zgromił go spojrzeniem, czego ten w ogóle nie dostrzegł.
— A co, ty też kawaler, jak Sławek? Czy…
— A gdzie tam! Moja druga połówka na razie chłodzi się w zamrażarce.
Roześmiał się rubasznie. Franek postarał się mu zawtórować, lecz zrobił to znacznie łagodniej, bo dowcip był raczej niskich lotów. Jakoś nie zapałał sympatią do tego gościa.
Tymczasem Sławek zajął się obowiązkami gospodarza.
— Siadaj, Franek, siadaj, nie ma na co czekać. Ogóreczki, grzybki marynowane, obok napoczęta już wódeczka. Napij się do Zbyszka!
Kieliszek poszedł w ruch i zatoczył pełne koło, zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć coś poza rytualnym „na zdrowie”.
— Dobra wódka! — ocenił Sławek, zaczesując do tyłu siwiejące na skroniach włosy. — Zimniutka i gęsta. Jak trza, jak to mówią! Dla zdrowotności w sam raz! Szczególnie dla ciebie, Zbysiu, bo pewnie jeszcze dochodzisz do siebie po podróży. Przypomnij no, ile to jechałeś do Nowego Targu?
Zbyszek zmarszczył czoło, jakby dokonując w pamięci jakichś obliczeń.
— Z przesiadką w Krakowie wyszło równe siedem godzin. Dobrze, że sam jechałem, bo wyobrażacie sobie mieć w takiej podróży kobietę u boku? Siedem godzin ciągłego trajkotania i narzekania. Pewnie ze trzy razy zdążyłaby się na mnie obrazić o to, że jeszcze nie dojechaliśmy! Albo że autobus nie chce się zatrzymać na stacji, bo przecież ona musi poprawić sobie makijaż. A tak naprawdę to wyszczać się lub walnąć kloca.
Franek prychnął ledwo zauważalnie. Nie spodobało mu się, wokół jakiego tematu krąży dyskusja. Czemu w ogóle ten gość interesuje się jego prywatnymi sprawami? Ile wygadał mu Sławek? Zresztą, jeśli o Franka chodziło, to zachował zgoła odmienne wspomnienia wspólnych wyjazdów z żoną, dlatego tym razem nawet nie spróbował przyłączyć się do irytującego rechotu pozostałej dwójki. Nie byli może z Hanką typami podróżników, większość ich wojaży ograniczała się po prostu do pobytu nad polskim morzem, ale za każdym razem widział radość i szczęście w jej oczach. Spędzali czas razem, to liczyło się najbardziej i jeśli już kogoś w ich związku można było uznać za marudę, to raczej jego. Tyle że Hanka zawsze potrafiła jakoś poprawić mu humor.
— Już od wczoraj tu jesteś? — zwrócił się do Zbyszka, raczej po to, by nie wyjść na mruka niż z faktycznej ciekawości. — No to pewnie zdążyliście zaliczyć rundkę po barach w ramach rekonwalescencji?
— No pewnie. A coś ty myślał? Że na narty przyjechałem? Trzeba było zrobić podkład przed dzisiejszą imprezą. A propos, pij Franiu, pij, na tobie stoi!
Franek wychylił kieliszek i szybko zagryzł ogórkiem.
— No ale świąt chyba razem nie spędzacie? — dopytywał dalej. — Mama Sławka jeszcze by na zawał zeszła, gdyby cię na Wigilię przyprowadził. Nie bierz tego do siebie, po prostu jesteśmy w Nowym Targu dość mocno… przywiązani do tradycyjnych wartości.
— Moja mama — wtrącił się Sławek — to tak bardzo chce mnie ożenić, że może i na chłopa by się zgodziła. Gorzej z ojcem; co prawda na polowania już nie chodzi i od dosyć dawna nie strzelał, ale w razie gdyby go strzelba zawiodła, zwyczajnie udusiłby mnie gołymi rękami.
Tym razem roześmiali się wszyscy trzej i musiała minąć chwila, nim się uspokoili.
— Wigilię spędzę u braciszka w Krakowie — wyjaśnił Zbyszek. — Ma dwójkę dzieciaków i żonkę, że się tak wyrażę, pierwyj sort. Posłuszna, pracowita i, he he, z odpowiednimi walorami. Takiej to tylko pozazdrościć.
Znalazłbyś sobie własną, pomyślał Franek, zamiast wlepiać oczy w cycki bratowej. Zaczynał mieć za złe Sławkowi, że ten zaprosił do siebie tego pajaca. Czuł się coraz bardziej nieswojo, wysłuchując durnych komentarzy Zbyszka.
Mocniejszy podmuch uderzył w szyby akurat w momencie, w którym przed Frankiem stanął pełny kieliszek; nawet nie zauważył, kiedy tamci uwinęli się ze swoją powinnością.
— Walnij szybko, bo mam ochotę zapalić — oznajmił Sławek. — Tobie, Zbysiu, nie proponuję, bo wiem, że tego świństwa nie znosisz. Wyskoczymy na chwilę na zewnątrz i zaraz jesteśmy z powrotem. No, Franek, ruchy, ruchy!
Zadanie zostało niezwłocznie wykonane i chwilę później obaj stali na ganku. Wiatr wył coraz mocniej, gnąc wysokie na kilkadziesiąt metrów świerki. Słońce powoli znikało za widnokręgiem. Sławek wyjął z kieszeni paczkę papierosów i poczęstował jednym przyjaciela.
— Jebany wiatr! — przeklął, gdy płomień pierwszej zapałki zgasł zdmuchnięty gwałtownym podmuchem. — Chodź no tu i trochę mnie osłoń.
Potrzebne były jeszcze trzy próby i trudna do zliczenia liczba przekleństw, aby w końcu mogli wciągnąć do płuc po dymku.
— Dobry papierosek — stwierdził Sławek. — Ale to nie dlatego wyciągnąłem cię na zewnątrz.
Franek już wcześniej przeczuwał, że jest to tylko pretekst, ale nie dał tego po sobie poznać. Wsunął lewą rękę do kieszeni, nie odrywając wzroku od szalejących wierzchołków drzew.
— Widzisz — ciągnął Sławek — chodzi o Zbyszka. W sumie to powinienem był ci wcześniej o wszystkim opowiedzieć, żeby już na starcie uniknąć pewnych… niezręczności. A tak w ogóle, to co o nim sądzisz?
Franek zamyślił się.
— Dobra, nie odpowiadaj — uprzedził go Sławek. — Chłop jest mało taktowny, wiem. Ale zaprosiłem go tu specjalnie z myślą o tobie.
— Z myślą o mnie? Co ty pieprzysz?
— Bo widzisz… Zbyszek w przeszłości również przerobił scenariusz podobny do twojego. Jego też żona zostawiła. Ja wiem, że u ciebie to jest jeszcze świeże i w ogóle… Ale popatrz na niego. Z tym naprawdę można dać sobie radę.
1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Kości dla trupokupca
Magdalena Świerczek-Gryboś

15 V 2021

Chłopak zachwycony motorem wzdrygnął się i zwrócił uważne spojrzenie na mnie. Nawet przez szkła maski zwykły człowiek dostrzegłby, jak zaszlamione ma oczy. Wróżka podeszła jeszcze dwa kroki. Odsłoniła twarz. Zalane krwią gałki w zapadniętej twarzy. Sczerniałe usta. Była całkiem śliczna, taka wyjedzona.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Umowa
Elżbieta Leszczyńska

10 IV 2021

Bóg podrapał się w głowę. Targały nim sprzeczne uczucia. Kusiła go gra z diabłem, a równocześnie pragnął jak najszybciej usunąć popełnione przy tworzeniu ludzkich istot błędy.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zerwany kwiat
— Marcin Pindel

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.