Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Edward Strun
‹Sześć oktaw›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorEdward Strun
TytułSześć oktaw
OpisUrodzony w 1981 r. na Górnym Śląsku, z zawodu inżynier budownictwa, projektant; z zamiłowania domorosły filozof, zainteresowany astrofizyką i kosmologią. Miłośnik gadów. W jego terrariach zamieszkują gekony orzęsione, kameleon jemeński i żółw stepowy.
Pseudonim „Strun” pochodzi od teorii strun, a „Edward” od Edwarda Wittena, jednego z najważniejszych propagatorów tej teorii.
Gatunekcyberpunk, kryminał, SF

Sześć oktaw

1 2 3 »
Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

Edward Strun

Sześć oktaw

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

Edward Strun
‹Sześć oktaw›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorEdward Strun
TytułSześć oktaw
OpisUrodzony w 1981 r. na Górnym Śląsku, z zawodu inżynier budownictwa, projektant; z zamiłowania domorosły filozof, zainteresowany astrofizyką i kosmologią. Miłośnik gadów. W jego terrariach zamieszkują gekony orzęsione, kameleon jemeński i żółw stepowy.
Pseudonim „Strun” pochodzi od teorii strun, a „Edward” od Edwarda Wittena, jednego z najważniejszych propagatorów tej teorii.
Gatunekcyberpunk, kryminał, SF
Nie patrzył klientowi w oczy. Nigdy nie patrzył im w oczy, ale nie dlatego, że sumienie go gryzło. Powód był zgoła inny: Crox pragnął pozostać anonimowy; nie chciał, by kupujący potrafili rozpoznać jego twarz. A podobno trudniej zapamiętać rysy człowieka, któremu nie spojrzało się w oczy. Tak przynajmniej Crox usłyszał dawno temu. Nie był pewien, czy to prawda, ale, na wszelki wypadek zawsze stosował się do tej rady. Podczas spotkań z klientami siedział ze spuszczoną głową, ukrywając twarz pod kapturem bluzy. Rzadko się odzywał. Odpowiadał zdawkowo, zasadniczym, pozbawionym emocji tonem.
– Myślisz, że to dla mnie łatwe? – zapytał tamten.
Crox chciał to przemilczeć, ale zauważył, że facet uparcie wlepia w niego wzrok. Przestanie się gapić dopiero wtedy, kiedy usłyszy odpowiedź. Crox dobrze znał takich jak on. Pieprzonych elegancików w drogich garniturkach. Jako diler od dawna wciskał towar dziesiątkom podobnych japiszonów.
– Nic o tobie nie myślę – skłamał.
– Zatrudnili ostatnio nowego chłopaka. Gość na pewno ma synxa. Zapierdala za trzech i liczy szybciej niż pieprzony kalkulator. To frustrujące.
„Zaczyna się” – pomyślał z niechęcią Crox. „Dlaczego oni myślą, że ich historie w ogóle mnie obchodzą?”
Elegancik usiłował pochwycić jego wzrok, diler jednak uparcie wpatrywał się w blat restauracyjnego stolika. Trudno w nieskończoność patrzeć w jeden punkt, ale Crox nie miał z tym problemów. Ćwiczył latami.
– Te synxy da się programować, ręce same działają. Wiesz, jakie to ułatwienie?
Crox nie odpowiedział. Kaptur maskował jego wzrok.
– Synxy się nie męczą – ciągnął klient. – Faceta nie boli głowa. Nie masz pojęcia, jakie to ważne w tej robocie. Mnie, przez cholerny stres, codziennie łeb rozpierdala.
Znów zerknął znacząco na dilera. Crox nadal nie podnosił wzroku. Najchętniej zakończyłby już rozmowę, jednak nie chciał stracić klienta. Dziś facet przyszedł po nielegalny wszczep, jutro przyjdzie po baterie, a pojutrze po stymulanty. Tak właśnie to działało. Zawsze w końcu przychodzą po stymulanty. Potrafią pieprzyć godzinami o tym, że wszczepy potrzebne są im do pracy, ale naprawdę chodzi o coś zupełnie innego – stymulanty zapewniały lepsze doznania niż jakikolwiek narkotyk. Żadne substancje chemiczne nie mogły równać się z bezpośrednim pobudzaniem odpowiednich obszarów mózgu.
– Równo za tydzień o dziewiątej pod tym adresem. – Crox położył na stoliku zwiniętą kartkę. – Połowa kasy teraz, połowa po robocie.
– Po robocie? Po jakiej robocie?
– Po zabiegu.
– Twój szef obiecywał profesjonalny zespół chirurgów. Dobrze wyposażony blok operacyjny…
– Wszystko będzie tak, jak ci obiecano.
– Kurwa, to nie ma być żadna robota!
Para siedząca przy sąsiednim stoliku przerwała rozmowę i z nagłym zainteresowaniem spojrzała na niekulturalnego klienta. Po chwili podszedł kelner, zaalarmowany głośnym zachowaniem.
– Podać panom coś jeszcze? – zapytał grzecznie.
– Nie, dziękujemy – odparł Crox nie unosząc głowy. Zaklął w myślach. Nie lubił zwracać na siebie uwagi.
– Kawa smakuje?
– Tak, wszystko OK. Dziękujemy.
Kelner odszedł.
– Mógłbyś się nie wydzierać? – Crox zwrócił się do klienta.
– Tu chodzi o moje zdrowie. A ty nazywasz to robotą?
– Nie panikuj. Jesteśmy fachowcami. Przeprowadziliśmy tysiące podobnych zabiegów.
– No, myślę. Ale nie mogę dać połowy kasy. Nie lubię kupować kota w worku.
– Widzę, że jednak się nie dogadamy. – Crox wstał zabierając kartkę ze stołu.
– Zaczekaj! – zawołał tamten, szybko wyciągając rękę i chwytając dilera za nadgarstek.
Para z sąsiedniego stolika znów na nich zerknęła. Crox wbił wzrok w dłoń japiszona, zaciśniętą na rękawie jego bluzy. Nienawidził, gdy klienci go dotykali. Miał ochotę trzasnąć elegancika prosto w twarz.
– Puść mnie, proszę – syknął.
– Przepraszam – bąknął tamten, zwalniając uścisk.
– I miałeś się nie wydzierać. – Crox nachylił się do klienta. – Jeszcze raz podniesiesz głos i z transakcji nici.
– Dobrze, dobrze. Usiądź, proszę.
Diler na powrót zajął miejsce naprzeciwko elegancika. Wręczył mu kartkę.
– Po zabiegu spędzisz w naszej… placówce medycznej dwa tygodnie. Rodzinie, przyjaciołom i sąsiadom powiesz, że wyjeżdżasz na wczasy.
Tamten rozwinął kartkę.
– To numer konta? – Wskazał zapisany pod adresem ciąg cyfr.
– Nie, numer telefonu detektywa Jonesa z antywszczepowej.
Klient spojrzał na niego zaskoczony i na chwilę udało mu się pochwycić wzrok dilera.
Crox zaklął w myślach.
– No jasne, że numer konta – powiedział spuszczając na powrót głowę.
– Ale czy to bezpieczne? To znaczy, skarbówka i te sprawy?
– Bez obaw. To konto w banku na Kajmanach. Ani skarbówka, ani psy tego nie wywęszą. W tytule przelewu wpisz „wczasy”.
– A co, jeśli ktoś, urząd, policja, ktokolwiek zapyta, na co wydałem tyle kasy?
Crox westchnął głośno.
– Myślałem, że to oczywiste. Przecież byłeś na Kajmanach. Doskonale wiesz, ile kosztują takie wczasy – samo załatwienie wizy wyjazdowej z miasta, do tego przelot…
Tamten skinął głową.
– Kasa ma być jutro na koncie. – Crox wstał.
– W razie pytań mogę do ciebie dzwonić? – Elegancik również zerwał się z krzesła.
– Nie będziesz miał pytań.
Crox ruszył w stronę drzwi, opuścił lokal i wsiadł do czekającego na parkingu samochodu. Wybrał numer z panelu sterowania. Po kilku sygnałach odezwał się głos:
– Jak poszło?
– Załatwione. Ale facet może stwarzać problemy.
– Sprawdziłeś go dobrze?
– To nie kapuś. Po prostu jest z tych „mogących stwarzać problemy”.
– Rozumiem. Przekażę chłopakom. Przesyłam ci następny adres. Masz tam pojechać natychmiast. Ustal szczegóły i zgódź się na wszystko. Cena to dwie bańki. Zabieg za dwa tygodnie.
Crox przełknął ślinę.
– Ile?
– Dobrze słyszałeś. Dwa miliony.
Jeszcze nigdy nie finalizował transakcji na tak wysoką kwotę. Suma robiła wrażenie; dwudziestokrotnie przewyższała standardowe stawki za synxy. W głowie dilera rozpętała się prawdziwa burza myśli; dziesiątki pytań bombardowały korę mózgową. Na czoło wysuwały się dwa zasadnicze: Jaki wszczep może kosztować dwa miliony? I kto chciałby tyle zapłacić?
– Zrozumiałem – odparł jednak.
Nie zadał też żadnego pytania. Skoro szef nie zdradził szczegółów, najwidoczniej uznał, że tak powinno być. Choć Crox pracował dla Barona od kilku lat, nigdy nie spotkał go osobiście i niewiele o nim wiedział. Znał jedynie jego pseudonim i numer telefonu. Ale nauczył się jednej prostej zasady: im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz.
– Masz się zgodzić na wszystko. – Głos płynący z głośników stał się szorstki i wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo. – I nie schodzić poniżej dwóch baniek.
– Przyjąłem. – Crox zakończył połączenie.
Po chwili ekran rozbłysnął. Dotarł adres. Mellington, dzielnica bogaczy. Tak właśnie Crox przypuszczał.
– Jedź – wypowiedział komendę.
Pojazd ruszył niemal bezgłośnie. Po kilku minutach drapacze chmur ustąpiły miejsca szarym budynkom The Triangle, dzielnicy dziwek, alfonsów, drobnych dilerów i złodziejaszków. Tutaj „przyzwoici obywatele” rzadko zaglądali. Nie zatrzymywali tu samochodów, nie wysiadali. Przynajmniej tak twierdzili. Crox wiedział, że prawda jest zgoła inna: setki japiszonów w drogich garniturach regularnie odwiedzały to miejsce, żeby skorzystać z usług prostytutek lub kupić tanie, marnej jakości stymulanty. Crox dobrze znał The Triangle, dobrze znał tych ludzi. Przez szybę samochodu przyglądał się wielkiemu organizmowi miasta, systemowi naczyń połączonych, wypełnionych… odchodami. Tutaj właśnie ludzkie odpady wychodziły wieczorem na ulicę, zalegając na zaniedbanych chodnikach, wypatrując kolejnych frajerów, których można skroić. Miasto pozornie żyło; miasto pozornie nigdy nie zasypiało. Pozornie, bo tak naprawdę nie wiodło prawdziwego życia, a jedynie trwało w niekończącej się agonii, w kruchym stanie zawieszenia tuż przed śmiercią. Jakby chciało odejść, ale nie potrafiło. Nie zasypiało, a mimo to śniło okropny koszmar. Crox kiedyś czytał książkę, która rozpoczynała się od zdania: „Miasto było jak gówno”. Pomyślał wtedy, że ta niezbyt wyszukana metafora idealnie pasuje do The City.
1 2 3 »

Komentarze

03 X 2021   12:30:29

Stary dobry cyber-punk. Warte poświęcenia pięciu minut. Niby nic specjalnego, fabuła i epilog do przewidzenia od pierwszego akapitu, ale poprawne językowo, przedstawione przybliżone tło świata akcji.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.