Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka Hałas
‹Ale nas zbaw ode złego›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka Hałas
TytułAle nas zbaw ode złego
OpisNie. Naprawdę nie mówcie, że nie wiecie, kim jest Agnieszka Hałas i/lub czego się spodziewać po jej tekstach. Mrocznych fantasy, choć – tym razem bez udziału Krzyczącego w Ciemności. Nikt Wam w to przecież nie uwierzy…
Gatunekgroza / horror

Ale nas zbaw ode złego

« 1 2 3 4 8 »

Agnieszka Hałas

Ale nas zbaw ode złego

Szła wzdłuż muru, aż odnalazła wejście – masywne, dwuskrzydłowe drzwi. Przed nimi siedział na ziemi staruszek w brudnej szacie, spod której wystawały włochate nogi zakończone kopytami. Domyśliła się, że to emerytowany demon. Bawił się plastikowymi figurkami żołnierzy, na przemian nucąc coś i mamlając do siebie. Z ust sterczał mu pojedynczy sczerniały kieł.
– Dziadku, gdzie znajdę Mamkę Gorylicę? – spytała Blanche bez większych nadziei. Ku jej zaskoczeniu, bez wahania wskazał drzwi.
– Muszę wejść do środka?
Mruknął coś, co mogło być potwierdzeniem. Wstrzymując oddech przestąpiła próg.
Czasem piekło przypominało miejsce ze snu. Wchodziło się gdzieś i sceneria zmieniała się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kręty, obrośnięty pajęczynami korytarz, w którym znalazła się Blanche, po kilkunastu krokach sam z siebie przemorfował się w salę o niskim sklepieniu, w której woń potraw walczyła o lepsze ze swądem spalenizny i smoły. Nad barem jaśniał krzywo umocowany neon w kształcie półksiężyca; sina poświata odbijała się w kieliszkach i zastawie. Skąpo ubrane kelnerki uwijały się między stołami, za którymi tłoczyły się hałaśliwe czarty.
Skrzywiła się, gdy pusty żołądek boleśnie przypomniał o swoim istnieniu, pamiętała jednak ostrzeżenie anioła, by na dole nie brać do ust niczego, ani jedzenia, ani napojów. Piekło nie rządziło się ziemskimi prawami; nie miała tu ciała, tylko jego namiastkę. Głód, ból i zmęczenie były złudzeniami, które należało zignorować.
Dawno zapomniała, jak smakuje chleb, jak pachnie cynamon, jabłko, bazylia. Zostały jej tylko nazwy, cienie doznań, niczym słowa martwego języka.
Weszła między stoły, nieświadoma, że z każdym stąpnięciem zostawia na podłodze krwawe ślady. Na jej widok gwar najpierw przycichł, potem wezbrał jak fala przyboju. Przystanęła pod ścianą i rozglądała się niepewnie. W zasadzie nie bała się – na tym etapie już niewiele rzeczy było w stanie ją przestraszyć, poza tym ufała mocy znamienia. Nie wiedziała tylko, co powinna zrobić; poszukać wolnego krzesła, czy może podejść do baru, nad którym – jak teraz spostrzegła – wisiały w charakterze dekoracji zmumifikowane ludzkie szczątki?
Barman w smokingu i białej gipsowej masce zmierzył ją drwiącym spojrzeniem, ale nie odezwał się ani słowem. Przed nim na kontuarze stały dwa pękate słoje, pełne zielonkawej cieczy. W jednym pływały jelita, w drugim – gałki oczne.
Nagle w kącie z ulgą dostrzegła kogoś, kto wydawał się człowiekiem, nie czartem. Wynędzniały mężczyzna ze splątanymi czarnymi włosami i brodą obserwował ją znad szklanki z trunkiem. Podeszła.
– Mogę się przysiąść?
Zrobił nieokreślony gest ręką, który potraktowała jako przyzwolenie. Zauważyła, że mankiety kurtki miał czymś upaprane, chyba smołą.
– Konstantin – przedstawił się, nim zdążyła go spytać o imię. – A ty się nazywasz…
– Blanche.
Mówili dwoma różnymi językami, ale mimo to rozumieli się wzajemnie, choć żadne nie umiałoby wytłumaczyć, na jakiej zasadzie to się dzieje.
– Co tu robisz, Blanche? Zabłądziłaś?
– Muszę znaleźć Mamkę Gorylicę.
– Rozumiem. A można wiedzieć, na co ci ona?
– Chcę, żeby mi wskazała drogę do pałacu księcia.
– Coraz lepiej – pokiwał głową. – A po co, Blanche, chcesz tam iść?
– Potrzebuję od księcia wskazówek. Szukam kogoś… Brata.
– Ach, tak. No fakt, nosisz znak, czyli jesteś szczególnym przypadkiem. Pozwól no bliżej, niech ci się przyjrzę, szczególny przypadku – Konstantin omiótł dziewczynę wzrokiem od stóp do głów. Lekko uniósł brwi, widząc krzyżyk na szyi.
– Jesteś wierząca, czy to tylko tak dla ozdoby? – raz jeszcze ogarnął spojrzeniem resztę jej żałosnego ubioru. Blanche zignorowała jawną złośliwość.
– Jestem wierząca.
Jego usta skrzywił grymas, który mógł być uśmiechem.
– Wierząca w co? Sprecyzuj.
– Wierzę w Boga – mówiąc to wyprostowała się odruchowo.
– W Boga Ojca wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi? Wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych? – Konstantin uśmiechnął się znowu, tym razem z politowaniem. – Biedactwo, i cóż ci z tego? Piekło to nieobecność Boga.
– Ja wierzę, że Bóg jest wszędzie.
Wzruszył ramionami, unosząc szklankę do ust.
– Byli i tacy, co twierdzili, że piekło jest puste. Jak widać na załączonym obrazku, nie mieli racji.
Przy jednym ze stołów z trzaskiem zapłonął ogień. Paliła się zawartość wielkiej wazy, którą kelnerka postawiła przed biesiadnikami. Zewsząd rozległy się okrzyki entuzjazmu; natychmiast ustawiła się kolejka chętnych do spróbowania ognistej potrawy. Lokal wypełnił się duszącym dymem. Konstantin klnąc otworzył okno, które – jak zauważyła teraz dziewczyna – znajdowało się w wykuszu za ich stolikiem. Nie zwróciła na nie wcześniej uwagi, bo okiennice były zaryglowane. Na zewnątrz wszystko tonęło we mgle. Z nieba prószył popiół; kilka płatków osiadło na parapecie. Skądś nadpłynął chóralny śpiew.
– Co to? – zdziwiła się.
– Zesłańcy śpiewają pieśń ku czci księcia. Podlizują mu się w nadziei, że dzięki temu złagodzi im wyroki. Oczywiście nic to nie da, ale biedni głupcy nie zrezygnują za nic w świecie.
– Ci… z osady? Oni potrafią śpiewać?
– Dziś jest szabat. W szabat w samo południe odzyskują na godzinę głosy. Książę lubi słuchać, jak śpiewają. Co nie zmienia faktu, że niczego w ten sposób nie zwojują, bo lubi też patrzeć, jak są karani. Nawiasem mówiąc, siedzimy w knajpie dla katów. Nie przypatruj się im! – syknął, gdy obejrzała się odruchowo. – Lepiej nie zwracać na siebie ich uwagi.
– Nic mi nie zrobią – musnęła palcami znamię.
– Tobie może i nie. Ja nie chcę się im narażać. Tolerują mnie tu, ale wolę nie sprawdzać, jak daleko ta tolerancja sięga.
– Zaraz, chwila – Blanche zamrugała. – To ty tu nie… no wiesz… nie z wyroku?
– Nie – zaśmiał się ponuro. – Kochana, gdybym ja tu był z wyroku, to byśmy nie mieli okazji rozmawiać, zaręczam ci.
– Więc właściwie na jakich zasadach tu jesteś?
– Na żadnych. Dawno temu zszedłem tu z głupoty, Blanche, z pospolitej, chamskiej głupoty, i już nie udało mi się wrócić na górę – Konstantin zgarbił się jeszcze bardziej. – Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją… – zamruczał właściwie do siebie.
– Jesteś człowiekiem?
– Oczywiście, a kimże miałbym być? Jeśli chcesz wiedzieć, za życia zajmowałem się fizyką jądrową. Dużo mi z tego przyszło – ponuro zapatrzył się pod światło na resztki trunku w butelce.
Blanche nagle złapała się na tym, że wpatruje się w jego przygarbioną sylwetkę, kościste dłonie zaciśnięte wokół butelki, jakby podświadomie doszukując się podobieństwa do Philippe’a. Philippe’a w schyłkowej fazie, kiedy żywił się już tylko jogurtami owocowymi i glukozą, a zastrzyki robił sobie w stopę, bo na rękach wszędzie miał zrosty…
Śpiew dolatujący z dworu ucichł. Dla odmiany na sali rozległy się ochrypłe wrzaski – podpite czarty zaintonowały sprośną parodię pieśni kościelnej. Konstantin jednym haustem dopił zawartość szklanki, po czym zaczął się przyglądać dziewczynie przez denko szklanki, zmrużywszy drugie oko.
– Za kim tu zeszłaś?
– Za bratem. Może go znasz? – spojrzała z nadzieją. – Nazywa się Philippe…
– Nie znam nikogo takiego. Za co tu trafił? Nie obraź się, ale musiał nielicho narozrabiać, wyroków nie dostaje się za byle co.
– Nie tak, jak niektórzy – westchnęła. – Co nie znaczy oczywiście, że był dobrym człowiekiem. Ale to wszystko jest tak cholernie względne…
– Biedactwo… – nieoczekiwanie mężczyzna złapał ją za ramię, zaciskając palce aż do bólu. – Lepiej wróć na górę, póki możesz. Ten śliczny srebrny znak na twoim czółku kiedyś zniknie, a wtedy będziesz musiała tu zostać na zawsze…
Znowu parsknął śmiechem, takim, że Blanche zmroziło. Wyrwała się i pobiegła do wyjścia, ścigana rechotem tłuszczy. Paru krzyknęło za nią, ale nie oglądała się.
Wypadła na zewnątrz i stanęła jak wryta – wszystko tu się zmieniło po raz kolejny. Stała na zaniedbanej klatce schodowej; pobazgrane ściany, smród moczu… Wzdrygnęła się, bo znała to miejsce.
Blok, w którym zmarł Philippe.
Pierwsze piętro… mieszkanie numer 46…
Stała na parterze, pojedyncza żarówka oświetlała schody. Gdzieś z góry dobiegł płacz dziecka, a może zawodzenie kobiety? Blanche wytarła spocone, lodowate ręce o spodnie. Nie mogła opanować drżenia.
Opasali drzwi żółtą taśmą… Nie chcę tam iść! Ale nogi, jak w złym śnie, już same prowadziły ją na górę…
« 1 2 3 4 8 »

Komentarze

02 III 2012   03:40:57

Mysle, ze obawy i scatrhy maja zawsze duze znaczenie, juz samo ogladanie filmow, ktore powoduja strach sprawia, ze w takie czy inne frekwencje wchodzimy, wtedy nie ma sie co dziwic, ze cos sie przykleja, co w danych frekwencjach dziala.Mam znajomych, ktorzy swiadomie, regularnie dziela sie energia, ktora w tym celu otrzymuja. Ludzie , ktorzy jednak na codzien nie zajmuja sie zbieraniem i zawiadowaniem wlasna energia nie powinny dawac sie z niej okradac, kazdy ma swoja energie prenatalna i energie, ktora moze zebrac, w chwili kiedy ta, ktora mozna odnowic ulega wyczerpaniu zostaja pozytkowana energia prenatalna, tej odnowic sie nie da, w takich przypadkach mozna sobie narobic szkody nieodwracalnej. Mialam czas kiedy naiwnie pozwalam na pobieranie nie majac czasu na odnawianie az doszlo do tego, ze zostala nadszarpnieta energia prenatalna, to nie sa juz zarty, wtedy zaczyna byc powaznie. Energie kazdy moze nauczyc sie zbierac i nia zawiadowac, jednak cwaniacy wybieraja najlatwiejszy sposob.Niektorzy uciekaja kiedy zostaja rozpoznani, jezeli dawca rozpozna, co sie dzieje, a czasem nawet zobaczy kto zacz, biorca ucieka w panice. Moze byc, ze biorca zobaczy, ze moze byc inny sposob postepowania jak branie (podczas gdy ktos chetnie daje )i to go jakos poruszy i spowoduje jakas w nim zmiane.Znajomi, ktorzy codziennie przekazuja energie potrzebujacym i w tym celu ja otrzymuja twierdza, ze zmiany w bioracach pod wplywem milosci i ich checi dawania moga nastapic, ale maja na mysli tych, ktorzy sa przysylani przez przewodnikow aby od nich dostac, ci sa na zmiany gotowi.Trzeba pamietac o tym, ze aby dawac trzeba miec i to nie w ten sposob, ze sobie wziac od kogos ale samemu to wypracowac, wtedy mozna dac tez komus , kto spontanicznie sie pojawil, np. znajomy jest w dolku i wlasnie pomyslal o tobie, jego podlecenie wtedy nie wynika z powodu checi wziecia energii, ale jest to swego rodzaju sygnal, ze sam potrzebuje i nie jest teraz w stanie nic zrobic, taki rodzaj nieswiadomej prosby, w takich przypadkach szybko sie daje i chetnie, ale jezeli wlasnie czlowiek sam sie nie czuje na silach to powinien to zrobic potem, kiedy juz sil nabierze. Oddawanie na prawo i lewo bo wszedzie jest nie jest dobre dla dawcy, najpierw trzeba samemu byc w dobrej formie , zadbac o nia itd. inaczej szybko mozna sie znalezc po drugiej stronie i byc bardzo potrzebowskim.Wielu swietnych bioterapeutow zmarlo wlasnie dlatego, ze sie szybko wyczerpali, dzialali nawet gdy sami zle sie czuli, to powazny blad, dzialania dawania bez zwracania uwagi na swoja forme energetyczna do pewnego czasu nie szkodza, ale potem zaczyna byc ostro, a czasem nie da sie juz tego odwrocic.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jeszcze jeden do normy
Marcin Orliński

7 III 2020

W odległym o kilkanaście metrów rowie ruszał się człowiek, czy może raczej to, co z niego zostało. Sławek wcześniej go nie zobaczył, bo przesłaniały mu okoliczne krzaki. Skórę miał bladą, niemal przezroczystą, tak, że można było idealnie zobaczyć jego nabrzmiałe żyły, a oczy niemal wychodziły mu na wierzch. Jeżeli to nie stanowiłoby wystarczającej wskazówki, ziejąca w szyi krwawa dziura i brak kawałka prawego obojczyka nie budziły wątpliwości. Ani chybi kolejny sztywny.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Punkt przywracania
Jarosław Księżyk

4 I 2020

Następnie opowiada coś, aby mi było miło. Coś o tym, że jestem fajnym facetem, inteligentnym, ciekawym, oraz że ze schizofrenią zaimplantowaną z całą pewnością można żyć. Robi ze mnie bohatera, pioniera nowej terapii, która siłą rzeczy musi mieć trudne początki. Dzięki mnie dokona się postęp.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Groza na rajskich wyspach
— Anna Nieznaj

Esensja czyta: Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Osty kłują
— Magdalena Kubasiewicz

I potępieni mogą marzyć
— Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Sierpień 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Kwiecień 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

Na smokach wojska latające i inne sarmackie historie
— Zofia Marduła

Wichry zmian
— Magdalena Kubasiewicz

Tropem węża
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.