Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka Hałas
‹Ale nas zbaw ode złego›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka Hałas
TytułAle nas zbaw ode złego
OpisNie. Naprawdę nie mówcie, że nie wiecie, kim jest Agnieszka Hałas i/lub czego się spodziewać po jej tekstach. Mrocznych fantasy, choć – tym razem bez udziału Krzyczącego w Ciemności. Nikt Wam w to przecież nie uwierzy…
Gatunekgroza / horror

Ale nas zbaw ode złego

« 1 2 3 4 5 8 »

Agnieszka Hałas

Ale nas zbaw ode złego

I wtedy schody na powrót stały się korytarzem pełnym pajęczyn. Blanche z westchnieniem ulgi ruszyła naprzód w nadziei, że uda się jej znaleźć wyjście z budowli.
W pewnej chwili coś ją tknęło; obejrzała się i zobaczyła, że krok w krok za nią idzie Konstantin.
– Czego chcesz? – spytała ostro. – Pilnuj swoich spraw!
– Kotku, najpierw posłuchaj, co mam do powiedzenia, a dopiero potem krzycz. Te korytarze potrafią zmieniać położenie. Jeśli budowla wyczuje, że nie wiesz, gdzie jesteś, zrobi wszystko, żebyś nie trafiła tam, dokąd chcesz. Projektował ją… powiedzmy, że dość złośliwy architekt.
Jakby na potwierdzenie jego słów, w ścianie tuż obok nich otworzył się drugi korytarz, z którego powiało ciężką wonią pleśni. Po podłodze walały się zetlałe szmaty, stare zabawki i inne śmieci. Koło nóg Blanche przemknął szczur. Wzdrygnęła się, a zaraz potem krzyknęła mimo woli, gdy Konstantin ujął ją za ramię.
– Nie patrz tam, to niedobre miejsce. Chodź.
– Nie dotykaj mnie! – wyszarpnęła rękę.
– Przepraszam. Rusz się, dziewczyno! Koniecznie chcesz się przekonać, co się stanie, jeśli nie posłuchasz?
W zaśmieconym korytarzu gęstniała sina mgiełka. Blanche nagle poczuła, że drapie ją w gardle, a oczy zaczynają łzawić. Gaz?! Konstantin tymczasem od niechcenia machnął ręką i ściany przeformowały się niczym obraz w kalejdoskopie, formując kolejne dwa przejścia. Nie zwlekając wybrał lewe; otrząsnęła się z zaskoczenia w samą porę, żeby podążyć za nim. Sekundę później mur za ich plecami zrósł się na nowo.
Zbiegli po chwiejnych schodkach, które zmaterializowały się znikąd, i zatrzymali się w sali, gdzie na długich stołach piętrzyła się zakurzona aparatura – jakieś urządzenia z pokrętłami, sploty kabli. Szyby w dużych, okratowanych oknach były tak brudne, że prawie nie przepuszczały światła.
– No, chwilowo jesteśmy bezpieczni – skonstatował mężczyzna.
– Co to za miejsce?
– Po prostu miejsce. Punkt w labiryncie.
– W takim razie czym jest labirynt? Czym jest cała ta budowla?
Wzruszył tylko ramionami, ale postanowiła drążyć kwestię.
– Śmieci, zabawki i maszyny to symbole, prawda? Co oznaczają? Jakim kluczem kierował się architekt?
– Och, architekt nie projektował w szczegółach wnętrza budowli. On tylko nakreślił ogólny plan, a korytarze i sale wypączkowują same. Chcesz wiedzieć, co w nich mieszka? – Konstantin zawiesił głos. – Wspomnienia potępionych. Martwe wspomnienia martwych ludzi, którzy utracili je z chwilą przybycia tutaj. Teraz ich przeszłość żyje w tych murach własnym życiem. Nie chcesz wiedzieć, co by się stało, gdybyś za długo się tu błąkała. Przypomnij mi, Blanche, dokąd ty właściwie chcesz trafić?
– Do Mamki Gorylicy.
– Wiesz chociaż, gdzie ją znaleźć? Pewnie, że nie wiesz, bo gdybyś wiedziała, to by cię tu nie było.
– Powiedziano mi, że mam szukać w tej budowli…
– Kto ci powiedział? Kiedy?
Opowiedziała mu o staruszku od żołnierzyków.
– Kłamał, jak to demony – skwitował Konstantin. – Mamka Gorylica nie mieszka tutaj, tylko w osadzie. Jest przełożoną wylęgarni. Mogę cię tam zaprowadzić, jeśli chcesz. Sama nie wydostaniesz się z labiryntu.
Nie czekając na odpowiedź szepnął coś, przyciskając dłoń do ściany i mur rozstąpił się, ukazując spopielony krajobraz doliny. Blanche wyszła śladem swojego dziwnego przewodnika na otwartą przestrzeń. Cuchnący spalenizną wiatr zmierzwił jej włosy. Staruszek zniknął; w pyle walały się porzucone zabawki.
Okaleczone postacie nadal snuły się między ruderami, całkowicie ignorując przybyszy. Konstantin zaprowadził ją do niskiego drewnianego baraku i pchnął skrzypiące drzwi.
– Tu mieszka Mamka Gorylica – oznajmił. – Witaj w wylęgarni.
Powietrze w środku było nagrzane, ciężkie, wydawało się oblepiać ciało jak miód. Z rusztowań zwieszały się kokony w kształcie z grubsza ludzkich sylwetek – jedne wielkości arbuza, inne tak duże, jak dorosły mężczyzna. Na wysypanej słomą podłodze baraszkowały małe diabełki.
Od stojącego w kącie pieca buchało gorąco. W stojącym na ogniu wielkim garze mieszała kopyścią przedziwna osoba. Suknia z grubo tkanej wełny, która na Blanche wisiałaby niczym żagiel, na niej opinała się tak ciasno, że biust, brzuch i biodra omal nie rozsadzały szwów. Włosy demonicy były skołtunione, a ciało porośnięte sierścią. Wolną ręką podtrzymywała przy piersi niemowlę, któremu z kędzierzawej czuprynki sterczały różki.
Na widok przybyszy uśmiechnęła się szeroko, pokazując kły.
– Co ja widzę, goście? I to ktoś nowy? Skąd się wzięłaś na dole, kochaniutka? Przecież wszyscy wiedzą, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a ty mi na niegrzeczną nie wyglądasz.
– Co pani robi? – spytała Blanche, zafascynowana zawartością gara, w którym w czarnej mazi kłębiły się jakieś na wpół rozpoznawalne kształty.
– Gotuję moim maleństwom potrawkę ze skorpionów i żmij w sosie a la Sziwa. W tym wieku muszą się dobrze odżywiać. Gdy urosną duże i silne, zostaną wojownikami Belzebuba. Nie odpowiedziałaś mi na pytanie, maleńka. Co cię tu sprowadza? Ach, przepraszam, już nie musisz nic mówić, widzę. Prywatna krucjata, co? Konstantin nie straszył cię jeszcze, że powinnaś sobie dać z tym spokój i wrócić na górę? – Mamka Gorylica znowu obnażyła kły w uśmiechu. – Biedaczysko. Pamiętam, jak dawno temu nadszedł gościńcem od strony bramy, z takim samym ślicznym znakiem na czole, jak ty teraz. Jak w tanim melodramacie, zstąpił do piekieł, by szukać ukochanej. Nie znalazł jej i musiał tu zostać.
Oniemiała Blanche popatrzyła na mężczyznę. Ten skinął głową.
– Tak, takie jest prawo, ciebie też ono dotyczy. Dopóki łaska Pana jest z tobą, nie masz się czego obawiać, ale znamię zniknie, jeśli Pan uzna, że nie zasługujesz już na jego opiekę, a wówczas przepadło, nie ma powrotu na górę – znowu zaśmiał się swoim nieprzyjemnym śmiechem. – Większość schodzących tak kończy. Widzisz, kotku, idealizm nie popłaca. Trzeba było grzecznie siedzieć w raju…
Dziewczyna odruchowo przycisnęła palce do czoła. Zaczynało jej się kręcić w głowie, może od nadmiaru wrażeń, a może od panującego w wylęgarni zaduchu. Wymamrotawszy półgłosem przeprosiny, uciekła na otwartą przestrzeń.
Usiadła opierając się plecami o ścianę baraku i z braku lepszego pomysłu zaczęła się modlić.
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi…
Jak zawsze, wspomnienia przypłynęły nie wołane.
Jej starszy brat – prezenter radiowy, oczko w głowie całej rodziny… Tak długo nie umieli przyjąć do wiadomości, że dzieje się z nim coś złego.
Kiedy Blanche po lekcjach ćwiczyła grę na wiolonczeli i śpiew, on imprezował z podejrzanym towarzystwem. Kiedy ona zdała egzaminy na muzykologię, on wyleciał z pracy za prochy.
Kiedy ich ojciec otrząsnął się z pierwszego szoku, zareagował nadspodziewanie trzeźwo, bez kłótni, krzyków i obwiniania kogokolwiek. Mamy problem, rozwiążemy go. Załatwił synowi odwyk. Jeden, drugi, trzeci. Ale kiedy za którymś razem z kolei Philippe krótko po powrocie z ośrodka znowu miał źrenice jak szpilki, a z domu zaczęła ginąć już nie gotówka – bo tej nie trzymali na wierzchu – ale głośniki od komputera, aparat cyfrowy, biżuteria, oboje z żoną doszli do wniosku, że nie mają już siły. Za namową terapeuty spakowali rzeczy syna do torby, wystawili torbę za drzwi i wymienili zamki.
Philippe zniknął. Przez rok nie dawał znaku życia. Aż któregoś wieczoru, bodajże w lutym, zadzwonił do Blanche, która wtedy nie mieszkała już z rodzicami. Był na głodzie i nieskładnie prosił o pieniądze.
W tajemnicy przed wszystkimi poszła do mieszkania, gdzie nocował u kumpli. Jeszcze teraz robiło jej się zimno na wspomnienie tamtej wizyty. Mieszkanie okazało się norą, w której smród dławił za gardło. Od czasu, kiedy ostatni raz go widziała, Philippe schudł tak, że został z niego cień człowieka. Rozmawiał unikając jej wzroku, trząsł się, było widać, że myśli zaprząta mu tylko jedno. Na podłodze między brudnymi naczyniami kątem oka dostrzegła okopconą łyżkę i strzykawkę. Wcisnęła bratu w rękę kilka banknotów i uciekła.
Wracała tam później jeszcze kilka razy, ale nie odważyła się nacisnąć dzwonka. Kupowała jogurty, serki homogenizowane i zostawiała siatkę na progu. Nie umiała się zdobyć na to, żeby zrobić coś więcej. Bała się.
Mniej więcej w tym czasie sama zaczęła mieć problemy ze zdrowiem. Spała po dwanaście, potem po czternaście godzin na dobę i nadal czuła się zmęczona, w ustach porobiły jej się dziwne, nie gojące się ranki, w krótkim odstępie czasu zaliczyła kilka angin. Zapracowanego lekarza w przychodni studenckiej w końcu coś tknęło i skierował Blanche na badania krwi, po których od razu trafiła do szpitala. Diagnoza – białaczka.
Walczyła z chorobą przez dziesięć miesięcy, długich jak lata. I przez cały ten czas Philippe nie dał znaku życia. W listopadzie dostała wiadomość o jego śmierci i coś w niej zgasło. Straciła chęć do walki.
« 1 2 3 4 5 8 »

Komentarze

02 III 2012   03:40:57

Mysle, ze obawy i scatrhy maja zawsze duze znaczenie, juz samo ogladanie filmow, ktore powoduja strach sprawia, ze w takie czy inne frekwencje wchodzimy, wtedy nie ma sie co dziwic, ze cos sie przykleja, co w danych frekwencjach dziala.Mam znajomych, ktorzy swiadomie, regularnie dziela sie energia, ktora w tym celu otrzymuja. Ludzie , ktorzy jednak na codzien nie zajmuja sie zbieraniem i zawiadowaniem wlasna energia nie powinny dawac sie z niej okradac, kazdy ma swoja energie prenatalna i energie, ktora moze zebrac, w chwili kiedy ta, ktora mozna odnowic ulega wyczerpaniu zostaja pozytkowana energia prenatalna, tej odnowic sie nie da, w takich przypadkach mozna sobie narobic szkody nieodwracalnej. Mialam czas kiedy naiwnie pozwalam na pobieranie nie majac czasu na odnawianie az doszlo do tego, ze zostala nadszarpnieta energia prenatalna, to nie sa juz zarty, wtedy zaczyna byc powaznie. Energie kazdy moze nauczyc sie zbierac i nia zawiadowac, jednak cwaniacy wybieraja najlatwiejszy sposob.Niektorzy uciekaja kiedy zostaja rozpoznani, jezeli dawca rozpozna, co sie dzieje, a czasem nawet zobaczy kto zacz, biorca ucieka w panice. Moze byc, ze biorca zobaczy, ze moze byc inny sposob postepowania jak branie (podczas gdy ktos chetnie daje )i to go jakos poruszy i spowoduje jakas w nim zmiane.Znajomi, ktorzy codziennie przekazuja energie potrzebujacym i w tym celu ja otrzymuja twierdza, ze zmiany w bioracach pod wplywem milosci i ich checi dawania moga nastapic, ale maja na mysli tych, ktorzy sa przysylani przez przewodnikow aby od nich dostac, ci sa na zmiany gotowi.Trzeba pamietac o tym, ze aby dawac trzeba miec i to nie w ten sposob, ze sobie wziac od kogos ale samemu to wypracowac, wtedy mozna dac tez komus , kto spontanicznie sie pojawil, np. znajomy jest w dolku i wlasnie pomyslal o tobie, jego podlecenie wtedy nie wynika z powodu checi wziecia energii, ale jest to swego rodzaju sygnal, ze sam potrzebuje i nie jest teraz w stanie nic zrobic, taki rodzaj nieswiadomej prosby, w takich przypadkach szybko sie daje i chetnie, ale jezeli wlasnie czlowiek sam sie nie czuje na silach to powinien to zrobic potem, kiedy juz sil nabierze. Oddawanie na prawo i lewo bo wszedzie jest nie jest dobre dla dawcy, najpierw trzeba samemu byc w dobrej formie , zadbac o nia itd. inaczej szybko mozna sie znalezc po drugiej stronie i byc bardzo potrzebowskim.Wielu swietnych bioterapeutow zmarlo wlasnie dlatego, ze sie szybko wyczerpali, dzialali nawet gdy sami zle sie czuli, to powazny blad, dzialania dawania bez zwracania uwagi na swoja forme energetyczna do pewnego czasu nie szkodza, ale potem zaczyna byc ostro, a czasem nie da sie juz tego odwrocic.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jeszcze jeden do normy
Marcin Orliński

7 III 2020

W odległym o kilkanaście metrów rowie ruszał się człowiek, czy może raczej to, co z niego zostało. Sławek wcześniej go nie zobaczył, bo przesłaniały mu okoliczne krzaki. Skórę miał bladą, niemal przezroczystą, tak, że można było idealnie zobaczyć jego nabrzmiałe żyły, a oczy niemal wychodziły mu na wierzch. Jeżeli to nie stanowiłoby wystarczającej wskazówki, ziejąca w szyi krwawa dziura i brak kawałka prawego obojczyka nie budziły wątpliwości. Ani chybi kolejny sztywny.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Punkt przywracania
Jarosław Księżyk

4 I 2020

Następnie opowiada coś, aby mi było miło. Coś o tym, że jestem fajnym facetem, inteligentnym, ciekawym, oraz że ze schizofrenią zaimplantowaną z całą pewnością można żyć. Robi ze mnie bohatera, pioniera nowej terapii, która siłą rzeczy musi mieć trudne początki. Dzięki mnie dokona się postęp.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Groza na rajskich wyspach
— Anna Nieznaj

Esensja czyta: Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Osty kłują
— Magdalena Kubasiewicz

I potępieni mogą marzyć
— Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Sierpień 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Kwiecień 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

Na smokach wojska latające i inne sarmackie historie
— Zofia Marduła

Wichry zmian
— Magdalena Kubasiewicz

Tropem węża
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.