Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka Hałas
‹Sen o lilii›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka Hałas
TytułSen o lilii
OpisPo opowiadaniu „Kto się śmieje ostatni” to kolejny na łamach Esensji tekst o Krzyczącym w Ciemności, znanym doskonale z liczych publikacji „papierowych”…
Gatunekfantasy

Sen o lilii

« 1 4 5 6

Agnieszka Hałas

Sen o lilii

Dom Lahouri w Kang słynął z rozrywek, jakie oferowała znudzonym arystokratom o specyficznych gustach. Przede wszystkim oferowała dzieci, ale nie tylko. Na koneserów czekały u niej również dorosłe profesjonalistki wyćwiczone w nietypowych usługach, odmianki o dziwnej anatomii, a wreszcie – wachlarz bardzo odważnych propozycji dla tych, którzy lubowali się w zadawaniu bólu. Podobno więcej niż raz zdarzyło się, że dziewczynę okaleczono w jej przybytku nożem albo zachłostano na śmierć. Za pozwoleniem właścicielki i oczywiście za niebotyczną opłatą.
Żmij znał to miejsce i znał Lahouri, bo musiał znać, ale nie prowadził z nią interesów. Raz wyświadczył jej przysługę i został sowicie wynagrodzony. Złoto przyjął, lecz gdy zaproponowała mu dodatkowo wieczór z jedną z dziewcząt, zimno odmówił.
Nie sądził, że jeszcze kiedykolwiek tu wróci.
Dom, położony w jednej z podlejszych dzielnic, górował nad otaczającymi budynkami – okazały, z kolumnami przy wejściu. Tego wieczoru, jak co dzień, latarnie zapraszająco płonęły nad bramą, przed którą stało kilka powozów. W saloniku na parterze panowała zwodniczo przyjazna atmosfera. Wystrój wnętrza niczym się nie różnił od spotykanego w zamożnych mieszczańskich domach. Lahouri – dobrze trzymająca się kobieta w średnim wieku, z mocno upudrowanymi włosami – siedziała przy stoliku, a naprzeciwko niej dwóch elegantów w symbiotycznych maskach. Pośrodku szylkretowego blatu błyszczał pokaźny stosik złotych monet; widać uiszczano właśnie opłatę lub dopiero negocjowano cenę.
Kiedy drzwi niespodziewanie się otworzyły, poderwali się wszyscy troje; jeden z gości zamarł z otwartymi ustami, drugi z przekleństwem dobył szpady. Mieli prawo się przestraszyć. Krzyczący w Ciemności wyglądał jak upiór, z ziemistą, mokrą od potu twarzą, na której blizny uwydatniły się bardziej niż kiedykolwiek.
– Przyprowadziłem ci prezent, Lahouri – powiedział cicho. Pstryknął palcami i zza jego pleców wyłoniła się rudowłosa dziewczyna. Blada jak płótno, poruszała się niezgrabnie niczym kukiełka na sznurkach. Na skinienie żmija, potykając się, wyszła na środek komnaty.
– Nie posiada własnej woli. – Głos Krzyczącego brzmiał chrapliwie. – Jest związana czarem posłuszeństwa, którego na pewno sama nie złamie. Będzie wykonywała twoje polecenia.
– Wszelkie polecenia? – upewniła się Lahouri z uśmiechem godnym hieny.
– Wszelkie. To znaczy, że musisz uważać, bo jeśli jej rozkażesz na przykład skoczyć z okna, usłucha. Zostawiam ci ją, zrób z nią, co chcesz.
Tylko przerażone oczy wskazywały, że rudowłosa wszystko słyszy i rozumie.
– Ładny podarek, magu. – Właścicielka domu uniosła brwi. – Na tyle ładny, że wybaczę ci, żeś tak niegrzecznie tu wtargnął. Ale na drugi raz, jeśli łaska, nie wchodź bez zapowiedzi.
– Nie ma obawy. – Twarz żmija nagle wykrzywił tik, tak mocno, że miał problemy z artykułowaniem słów. – Ja tu nie przyjdę… nigdy więcej.
Nie, chciała krzyknąć Kanikeli, błagam, nie zostawiaj mnie tu… Ale z jej gardła wydobył się jedynie zdławiony jęk.
Krzyczący w Ciemności wyszedł, nie oglądając się. Stuknęły zamykane drzwi.
Goście Lahouri już zbliżali się, szczerząc zęby.
Nie, chciała szepnąć. Ale nie mogła.
• • •
Odźwierny nazywał się Bhagat i był – a przynajmniej starał się być – uczciwym człowiekiem w parszywym świecie. Pracował dla Lahouri tylko dlatego, że z czegoś trzeba żyć.
Żmija poznał od razu, choć widział go wcześniej tylko raz, i nie odważył się go nie wpuścić. Nie należał do strachliwych, ale żółte płomyki w oczach ka-ira wystarczyły, aby rozsądek wziął górę; zresztą widok obezwładnionej czarami dziewczyny był aż nadto wymowny. Bhagat odczekał długą chwilę, żeby się uspokoić, potem podążył w ślad za nieproszonymi gośćmi, aby upewnić się, że pani nic nie grozi.
Ledwie wszedł na piętro, dostrzegł sylwetkę w czarnym odzieniu. Krzyczący w Ciemności stał przy stoliku w rogu korytarza. Trzęsącymi się rękami rozplątywał rzemyki sakiewki, z której następnie wyjął lufkę i ozdobne puzderko. Wysypał na lakierowany blat porcję białego proszku. Dawka wystarczyłaby, żeby pozbawić świadomości dwóch takich olbrzymów, jak Bhagat. Żmij zażył wszystko za jednym wdechem i nawet się nie wzdrygnął.
– Nie wnikam, czemu jej to robisz – powiedział wolno odźwierny, wskazując głową drzwi, zza których dobiegały teraz drwiące nawoływania oraz śmiech Lahouri i jej gości. – Mniemam, że masz powody.
– Słusznie mniemasz. – Krzyczący w Ciemności jak gdyby nigdy nic schował puzderko do sakiewki, a sakiewkę w zanadrze. Zacisnął pas, naciągnął kaptur. Z nosa spłynęła odrobina krwi; otarł ją nadgarstkiem. Ręce już mu się nie trzęsły – jedyny znak, że narkotyk zaczął działać.
Bhagat przesunął się o krok, blokując korytarz. Przewyższał żmija o ponad głowę i ważył pewnie ze dwa razy więcej.
– Ta mała… Wiesz, co teraz z nią będzie?
– Wiem.
– Tylko ostatni podlec tak postępuje.
– Przyjmuję do wiadomości. A teraz mnie przepuść, jeśli łaska.
– Tylko ostatni podlec – powtórzył z naciskiem odźwierny, nie ruszając się z miejsca. Ale po broń nawet nie próbował sięgać. I bardzo słusznie. Obaj wiedzieli, że nawet półżywy od narkotyków ka-ira nie z takim przeciwnikiem jest w stanie sobie poradzić w parę sekund.
Żmijowi tego wieczoru nie zbywało na cierpliwości. Uniósł ręce.
– Skoro taki z ciebie obrońca niewiast, wyzwij mnie na pojedynek, jeśli chcesz. Śmiało!
Bhagat zaklął, mimo woli cofając się o krok. Bez dalszych uwag stanął bokiem, zwalniając przejście. Krzyczący w Ciemności z pogardliwym prychnięciem wyminął go i zszedł po schodach. Na dole odwrócił się raz jeszcze, od niechcenia podrzucając sztylet.
– Jeśli się dowiem, że ktoś ją wykupił od Lahouri… wrócę tu.
– Zdradziła? – spytał słodko Bhagat, przechylając się przez poręcz. – Dlatego to wszystko? Chłopcze, coś ci powiem. Jesteś żałosny.
W żmiju coś pękło. Z furią rąbnął się pięścią w twarz, raz, drugi, trzeci, czwarty… W końcu przestał, ciężko oddychając. Olbrzym splunął.
– Ulżyło? To zabieraj się stąd wreszcie, świrze.
Barierka stanęła w płomieniach. Bhagat odskoczył od niej, klnąc. Zaczerpnął tchu, żeby krzyczeć na alarm – jeszcze chwila, a zajmie się dywan i obicia na ścianach – ale ogień zgasł równie nagle, jak się pojawił, tylko na rękach odźwiernego formowały się bąble.
Żmija już nie było, wyszedł, roztapiając się w mroku.
koniec
« 1 4 5 6
16 sierpnia 2006

Komentarze

27 II 2013   13:15:38

Jestem pierwsza? Naprawdę? Cóż, w takim razie powiem, że mam nadzieję nigdy tego Żmija nie spotkać. Za bardzo by mi się spodobał.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jeszcze jeden do normy
Marcin Orliński

7 III 2020

W odległym o kilkanaście metrów rowie ruszał się człowiek, czy może raczej to, co z niego zostało. Sławek wcześniej go nie zobaczył, bo przesłaniały mu okoliczne krzaki. Skórę miał bladą, niemal przezroczystą, tak, że można było idealnie zobaczyć jego nabrzmiałe żyły, a oczy niemal wychodziły mu na wierzch. Jeżeli to nie stanowiłoby wystarczającej wskazówki, ziejąca w szyi krwawa dziura i brak kawałka prawego obojczyka nie budziły wątpliwości. Ani chybi kolejny sztywny.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Punkt przywracania
Jarosław Księżyk

4 I 2020

Następnie opowiada coś, aby mi było miło. Coś o tym, że jestem fajnym facetem, inteligentnym, ciekawym, oraz że ze schizofrenią zaimplantowaną z całą pewnością można żyć. Robi ze mnie bohatera, pioniera nowej terapii, która siłą rzeczy musi mieć trudne początki. Dzięki mnie dokona się postęp.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Groza na rajskich wyspach
— Anna Nieznaj

Esensja czyta: Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Osty kłują
— Magdalena Kubasiewicz

I potępieni mogą marzyć
— Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Sierpień 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Kwiecień 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

Na smokach wojska latające i inne sarmackie historie
— Zofia Marduła

Wichry zmian
— Magdalena Kubasiewicz

Tropem węża
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.