Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Ion Irving
‹Copy Writer›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorIon Irving
TytułCopy Writer
OpisHasła reklamowe walą drzwiami i oknami. A jak wyglądają …z drugiej strony barykady?
Gatunekdramat

Copy Writer

1 2 3 4 »
Szukam dużego łóżka. Muszę mieć duże, wygodne łóżko ze zdrowotnym materacem z trawy morskiej. Przeczytałem – „…że najzdrowsze są materace z trawy morskiej”. I proszę. To działa. Mimo, że to nie są moje słowa. Ale to moja potrzeba – zdrowe łóżko.

Ion Irving

Copy Writer

Szukam dużego łóżka. Muszę mieć duże, wygodne łóżko ze zdrowotnym materacem z trawy morskiej. Przeczytałem – „…że najzdrowsze są materace z trawy morskiej”. I proszę. To działa. Mimo, że to nie są moje słowa. Ale to moja potrzeba – zdrowe łóżko.

Ion Irving
‹Copy Writer›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorIon Irving
TytułCopy Writer
OpisHasła reklamowe walą drzwiami i oknami. A jak wyglądają …z drugiej strony barykady?
Gatunekdramat
Nazywam się Hary Rosa. Jestem copy writerem w agencji reklamowej. Specjalistą do spraw pisania tekstów reklamowych. To znaczy facetem, który wmawia innym, że muszą kupić jeszcze jedno opakowanie proszku do prania, albo że powinni się wyluzować i zapalić kolejnego szluga, a potem, zgodnie z ostrzeżeniem Ministra Zdrowia, które widnieje na opakowaniu, odwalić kitę na raka płuc.
Dlaczego to robię? Bo lubię!
Ale, o co chodzi? Przecież napisane jest jak wół, że palenie papierochów powoduje raka, a przynajmniej choroby płuc! Minister Zdrowia i Opieki Społecznej zawsze każe pisać – „palenie tytoniu powoduje raka i choroby płuc”. No to się pisze. A potem, jeśli ktoś ma wyższe IQ niż orangutan, to czyta – ciesz się życiem, zapal sobie, umrzesz na raka.
Was to śmieszy? Mnie przestało.
Nie zależy mi wcale na tym, żeby ludzie odwalali kitę, bo to dzięki nim mam szmal. Piszę przecież dla ludzi, więc jeśli ich zabraknie, nie będę miał szmalu. A tego bardzo bym nie chciał. Piszę, bo lubię pisać teksty reklamowe. Nawet, jeśli namawiają do palenia.
Ja nie palę. Rzuciłem palenie w wieku 14 lat. Oho! Już widzę ten uśmieszek niedowierzania. Dlaczego nikt nie wierzy, że w wieku 14 lat można rzucić palenie? Bo to by oznaczało, że zacząłem palić przynajmniej w wieku 10 lat? I to jest całkiem słuszny domysł. Zacząłem palić w trzeciej klasie szkoły podstawowej, a rzuciłem palenie tuż przed pójściem do Gimnazjum. Może to i dziwne, ale nie aż tak dziwne jak to, że zdobyłem się na zerwanie z nałogiem, mimo że wówczas nikt nie wołał tak głośno o szkodliwości palenia, jak dziś. A dziś wszyscy wiedzą, że palenie powoduje raka, a mimo to, mało kto z tym zrywa.
I co, mam mieć wyrzuty sumienia, dlatego że namawiam do palenia? Za to mi płacą.
A kto płaci tym, co palą, że palą? Z własnej woli puszczają z dymem płuca i średnio 1200 złotych rocznie, jak mówią badania. Mogliby oszczędzić i jedno i drugie, ale mają to w dupie. Wolą raka. A proszę bardzo.
Mniejsza o palenie. Tak między nami, od czasu do czasu, ja też popalam. Trawkę. Co chcecie? Specyfika zawodu. Poszerzanie jaźni i takie tam. Ale raczej takie tam, niż poszerzanie jaźni. Czasem też wciągam, znaczy – snifuję, żeby nie zasnąć, kiedy mamy więcej pracy w agencji. Rzadko to robię, bo podobno uzależnia. Nie wiem. Nie znam się. Lubię mieć to w domu.
No i wóda, ma się rozumieć. No, ale wóda to nie papierochy. To zupełnie coś innego. Od tego jeszcze nikt nie umarł na raka. Nie ma w tej kwestii wystarczająco przekonywujących dowodów, tak jak w przypadku papierochów. Wiem, bo czytam badania. Muszę czytać badania, żeby nie pisać zupełnych pierdół w tekstach reklamowych. Można za to beknąć.
Znany jest przypadek firmy kurierskiej, która kazała napisać copy writerowi z obsługującej ją agencji reklamowej, że jest lepsza od innych. Znalazł się jednak jakiś cholernie dociekliwy cwaniaczek z jakiejś małej zawszonej konkurencyjnej firemki i złożył pozew do sądu o odszkodowanie za kłamliwą reklamę, która zabiera mu klientów. I co? Wygrał. Bo nie można być lepszym w ogóle. Można być lepszym w czymś konkretnym. Ale przecież firma, która kazała to napisać nie straciła ani grosza. Wszystko zwalili na agencję. A wiecie, kto beknął w agencji?
No tak. To na marginesie tej wódy. Poza tym, Minister nie każe pisać, że wóda powoduje raka. Gdyby powodowała, to by pewnie kazał. Każe tylko wywieszać napisy, że „alkohol szkodzi zdrowiu”.
Co za perfidia! Alkohol szkodzi zdrowiu tylko w nadmiarze. W umiarkowanych ilościach ma korzystny wpływ. Na przykład czerwone wino. Każdy wie, że kieliszek czerwonego wina dziennie na lepsze krążenie zalecają nawet lekarze. Stopka starki przed jedzeniem wybitnie pobudza apetyt. Szklaneczka dobrej anyżówki poprawia trawienie. A naparstek zacnej nalewki przed snem odgania nocne koszmary. Że alkohol szkodzi zdrowiu w nadmiarze. Cóż. W nadmiarze wszystko szkodzi zdrowiu. Życie w nadmiarze szkodzi zdrowiu.
Lubię pisać teksty reklam, bo lubię, kiedy moje teksty działają. To znaczy lubię, kiedy ludzie robią to, co im każę.
Czy to źle, że robię to, co lubię i lubię to, co robię?
A jaki sens miałoby pisanie tekstów reklamowych, gdyby one nie działały? A że czasem ktoś odwali kitę… Przecież nie dlatego ktoś się przekręca, że akurat przeczytał mój tekst zachwalający papierosy, tylko dlatego, że jarał szlugi przez dwadzieścia lat jak pojebaniec, chociaż razem z Ministrem ostrzegaliśmy go, że może wykorkować na raka. Poza tym, kiedy jeszcze nie pisałem tekstów reklamowych, ludzie i tak marli. Nawet bardziej niż teraz. W ciągu ostatniej dekady średnia długość życia człowieka wydłużyła się blisko o 4 lata. Wiem, czytam przecież badania.
Ale zakończmy już ten temat, bo to niczego nie zmieni. Ludzie będą jarać, a ja będę pisał. Po co się denerwować? Najważniejsze, żeby było miło.
Piszę teksty reklam, bo dobrze mi za to płacą.
Mogę robić to w domu i nie muszę wstawać o siódmej rano. Gdybym musiał wstawać tak rano, nie pisałbym tekstów reklamowych nawet wtedy, gdyby mi tak dobrze płacili, jak płacą. Nie mógłbym. Nienawidzę wstawać o siódmej. Nie mogę i nie umiem wstawać tak wcześnie. Kiedy czasem wstanę, to tak jakby mnie ktoś zdjął z krzyża. Nic nie jarzę aż do południa. Do południa mnie nie ma. Nie istnieję. To po jakiego wała mam wstawać w środku nocy, żeby nie istnieć? Gdybym musiał wstawać o siódmej rano, nie pisałbym tekstów reklamowych. To pewne. Znalazłbym inne zajęcie, przy którym nie trzeba zrywać się czarną nocą skoro świt. Na pewno jest jeszcze trochę takich zajęć.
Chociażby aktorstwo. Aktor, ten to ma życie. Na pewno nie musi wstawać o siódmej rano. A co ma do tego talent? Prawda jest taka: jeśli są przynajmniej dwie osoby na świecie, które potrafią wykonać jakąś rzecz, to nie ma żadnych przeszkód, żeby nauczyć wykonywania tej rzeczy również trzecią osobę. Czyli, że każdy może być tym, kim chce. Jestem o tym święcie przekonany. Życie mnie tego nauczyło. No i historia.
Zanim zostałem copywriterem byłem drwalem, pracownikiem najemnym u chłopa, krótko mówiąc – parobkiem; pracownikiem masarni w jednej z letniskowych osad na mierzei wiślanej, stażystą w Państwowym Ośrodku Maszynowym, studentem co najmniej dwóch uniwersytetów, malowałem mosty i kominy, byłem barmanem, przemytnikiem, robotnikiem budowlanym, zbieraczem winogron w Austrii, właścicielem hurtowni materiałów budowlanych, bankrutem i spekulantem giełdowym. Wystarczy?
A historia? Proszę bardzo. Taki Reagan – aktor. Swoja drogą, ciekawe, czy został aktorem, bo też nie lubił wstawać o siódmej rano? Wałęsa – elektryk. Havel – poeta. Jelcyn – pijak. I co? Wszystko jest możliwe. Oczywiście pod warunkiem, że bardzo, ale to bardzo się tego chce. Mnie się akurat zachciało być copywriterem, bo copywriter nie musi wstawać o siódmej rano.
Czy to znaczy, że jestem leniwy? A skąd!
A poza tym, gówno mnie to obchodzi. Taki mam zegar biologiczny. Po prostu. Mam inny zegar biologiczny niż obywatele mojego kraju, którzy wstają o siódmej rano, żeby zdążyć do pracy, pracują poza domem i nie mają nic przeciwko temu. Przynajmniej ja nic na ten temat nie czytałem. Dla mnie to chore. Więc jaki jedyny, logiczny i słuszny wniosek nasuwa się w związku z tym? No, że muszą różnić nas zegary biologiczne. Proste.
Kto wie, może w innym wcieleniu żyłem na Seszelach albo na Mauritiusie i robiłem jakieś tamtejsze rzeczy? Może byłem rybakiem z wielką fujarą i łowiłem sobie Merliny z Hemingwayem. I to on zaraził mnie bakcylem pisania, a potem, za dobre sprawowanie odżyło mnie tu i teraz. I jestem copywriterem. Myślę, że w trakcie reinkarnacji coś się popieprzyło i zainstalowało mi w nowym ciele stary zegar biologiczny. Ale i tak jest miło.
Właściwie to nazywam się Hary Wiktor Rosa. Wiktor pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego zwycięzcę. Bardzo miłe imię. Rosa kojarzy się wam pewnie z wilgocią albo z dwójką bez tropiku o czwartej nad ranem w okolicach Jezioraka. I, oczywiście, wszystko źle. Powinno kojarzyć się z różą, od niemieckiego – Die Rose. No, ale skąd moglibyście to wiedzieć? Przecież nie powiedziałem jeszcze, że pochodzę – rzecz jasna w tym wcieleniu – z rodziny pruskich osadników, którzy przybyli do mojego kraju na początku zeszłego stulecia. Ma się rozumieć – mój kraj stał się najpierw ich krajem, a dopiero potem moim.
Imię Wiktor dostałem po dziadku. Dziadek nazywał się Günter Victor Rose. Wszyscy mężczyźni w naszej rodzinie mają Wiktor na drugie. Dziadek zginął w czasie drugiej wojny światowej na froncie wschodnim jako żołnierz Wermachtu. Bronił granic swojego kraju, który później stał się moim krajem, przed sowietami i przed rodakami, którzy dogadali się z sowietami. Robił to w innym mundurze niż należało i babcia miała przez to duże kłopoty po wojnie, bo wygrali sowieci i dowiedzieli się, co dziadek chciał im zrobić. Miał wtedy dwadzieścia lat. Zostawił babcię i mojego ojca.
1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Luka w pamięci
Marianna Szygoń

12 IX 2020

Przecież batyskaf ma dwa miejsca, dla bezpieczeństwa człowiek zabierał robota. Zwłaszcza wybierając się w miejsce na granicy zasięgu łodzi. Wtedy tak naprawdę do niej dotarło, że szuka nie jednego, a dwóch naukowców. Kim był android, który zaginął wraz z nim? Dlaczego nikt o nim nie wspomniał?

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Tuaranga
Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka

4 VII 2020

Ostrzeżenie: opowiadanie tylko dla czytelników dorosłych!

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zerwany kwiat
Marcin Pindel

21 VI 2020

Zostawiwszy za sobą bacówkę, przy której wygrzewał się na słońcu piękny owczarek, minąłem kierdel owiec, a pięć minut później dotarłem na szczyt. Kapliczka stała niedaleko charakterystycznego pasa drzew porastającego niemal łysy wierzchołek. Już na miejscu odwróciłem się w kierunku, z którego przyszedłem. Szczyty Tatr wciąż pobłyskiwały bielą, ale Babia Góra zdążyła się już pozbyć swojej śnieżnej czapy.

więcej »

Polecamy

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.