Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Dawid Zieliński
‹Głęboki Grób›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorDawid Zieliński
TytułGłęboki Grób
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia inżynier okrętownictwa, z serca i duszy – pisarz. Pisaniem zajmuję się od 10 roku życia, ale na poważnie zacząłem robić to dopiero kilka lat temu – z mniejszymi bądź większymi sukcesami. Do tej pory udało mi się opublikować kilka swoich opowiadań w magazynie „Fahrenheit”. Niniejsza publikacja na łamach „Esensji” jest już drugą. Staram się tworzyć klasyczną literaturę grozy, osadzoną w naszej codziennej rzeczywistości, rzadziej science-fiction czy fantasy.
Gatunekgroza / horror

Głęboki Grób – część 1

1 2 3 14 »
– I teraz pojawia się drugie pytanie, znacznie ciekawsze od poprzedniego. Jeśli stworzylibyśmy sobie w tym świecie dowolnych ludzi, to czy mogliby oni zejść do naszego świata tak samo, jak my dostaliśmy się do ich? Drzwi prowadzą przecież w obie strony. Teoretycznie nie powinniśmy więc wykluczać takiej możliwości. A co jeśli to oni pierwsi…

Dawid Zieliński

Głęboki Grób – część 1

– I teraz pojawia się drugie pytanie, znacznie ciekawsze od poprzedniego. Jeśli stworzylibyśmy sobie w tym świecie dowolnych ludzi, to czy mogliby oni zejść do naszego świata tak samo, jak my dostaliśmy się do ich? Drzwi prowadzą przecież w obie strony. Teoretycznie nie powinniśmy więc wykluczać takiej możliwości. A co jeśli to oni pierwsi…

Dawid Zieliński
‹Głęboki Grób›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorDawid Zieliński
TytułGłęboki Grób
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia inżynier okrętownictwa, z serca i duszy – pisarz. Pisaniem zajmuję się od 10 roku życia, ale na poważnie zacząłem robić to dopiero kilka lat temu – z mniejszymi bądź większymi sukcesami. Do tej pory udało mi się opublikować kilka swoich opowiadań w magazynie „Fahrenheit”. Niniejsza publikacja na łamach „Esensji” jest już drugą. Staram się tworzyć klasyczną literaturę grozy, osadzoną w naszej codziennej rzeczywistości, rzadziej science-fiction czy fantasy.
Gatunekgroza / horror
Pokryte grubą warstwą brudu drzwi drgnęły i otworzyły się, pozwalając światłu z korytarza rozciąć panujący w pustym pokoju mrok i wydobyć z niego nagie, naznaczone kurzem i pajęczynami ściany. Siedzący pośrodku na osamotnionym krześle mężczyzna w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na postać, której cień pojawił się w prostokącie światła. Drżąc na całym ciele, z plecami zroszonymi kropelkami zimnego potu, wpatrywał się tylko z napięciem w mozaikę pęknięć na jednej ze ścian. Jego usta, suche i spierzchnięte, poruszały się lekko, wypowiadając bezgłośnie jakieś słowa.
Stojąca w progu kobieta zawołała coś do niego i dopiero jej pełen niepokoju głos wytrącił go z otępienia. Odwrócił głowę i spojrzał na nią półprzytomnym wzrokiem.
– To te ściany… – zaczął łamiącym się, cichym głosem i urwał, kiedy słowa uwięzły mu w krtani.
Podeszła do niego. Miała nieruchomą, bladą twarz, a w jej oczach widać było lęk. Objęła go. Przywarł do jej ciała jak dziecko; przez cienki materiał jej nocnej koszuli wyczuł, że także zaczęła drżeć.
– One znowu to robią – dokończył, wtulony w jej ramiona. – One znów do mnie mówią…
Trwali tak przez jakiś czas, a żadne z nich nie odważyło się więcej odezwać.

Kiedy nastał ranek, niewyspani i zmęczeni zeszli na dół do kuchni, by zrobić śniadanie dla siebie i dzieci; nie poruszali tematu nocnych zdarzeń, jakby w obawie, że jakiekolwiek nierozważnie wypowiedziane słowa mogą wskrzesić dawne upiory, lecz mimo to wisiały one między nimi, rzucając ponury cień na wszystko wokół. Zbyt dobrze znana im, znienawidzona groza przebijała się przez każdy ich wzajemny gest, krótkie, zdawkowe słowa czy ukradkowe spojrzenia. Chociaż wpadające przez obszerne okno promienie słońca napełniały kuchnię przyjemnym ciepłem, to jednak oboje czuli podskórny, czający się na pograniczu zmysłów chłód. Dopiero gdy przebudziły się bliźniaczki, udało im się na chwilę zapomnieć o nieodpartym lęku.
Na odgłos płaczu, dolatującego z sąsiedniego pokoju, oboje niemal jednocześnie wstali od stołu, a ich spojrzenia na moment spotkały się. Wzrokiem spróbował uspokoić żonę, przekazać jej, że wszystko jest w porządku, że to, co było należy do przeszłości i już nigdy nie powróci, a nocny incydent nie ma żadnego znaczenia. Odpowiedziała mu bladym, lecz szczerym uśmiechem i posłała w powietrzu całusa.
W progu drzwi kuchni ujął jeszcze jej dłoń; odwzajemniła uścisk na swój typowo kobiecy, ciepły sposób.
– Wszystko będzie dobrze – zapewnił, całując ją w czoło. – Obiecuję.
– Wiem – odparła, kładąc mu dłoń na nieogolonym jeszcze policzku i pocierając kciukiem czubek nosa. – Kocham cię. Tylko to ma znaczenie.

1.
Na ekranie podwieszonego pod sufitem kuchni telewizora wciąż jeszcze przewijało się pasmo reklam poprzedzających powtórkę programu Janusza Jarosza z zeszłego wieczoru, kiedy Marta dźwignęła się na małych rączkach i na wpół wypełzła ze swojego krzesełka, gaworząc przy tym beztrosko. Od dobrych kilku minut kręciła się niespokojnie, usilnie unikając połknięcia zawartości łyżeczki, którą do jej buzi wytrwale podsuwał Karol. Po drugiej stronie stołu jej o trzy minuty młodsza siostra Weronika spokojnie wcinała dziecięcy jogurt z drobno posiekanymi owocami i chociaż jej wzrok skakał raz tu, raz tam, a rączki tarmosiły piszczącą, gumową zabawkę, Oliwia nie miała najmniejszych kłopotów z jej karmieniem. Kątem oka obserwowała wysiłki męża, nie kryjąc rozbawienia.
Karol, który bezskutecznie próbował posadzić opierającą się córeczkę z powrotem w krzesełku, w końcu westchnął.
– No dobrze, znowu wygrałaś, dziubasku – powiedział dziewczynce, po czym podniósł ją i usadowił sobie na kolanach. – Już ty wiesz, jak mnie podejść, mała diabliczko.
Martusia uspokoiła się niemal od razu i gdy tylko dostrzegła uniesioną w jej stronę łyżeczkę, roześmiała się i rozdziawiła buzię. Od pewnego czasu tylko tak dawała się nakarmić – siedząc na kolanach u ojca.
– Już chyba wiem, do którego z nas pobiegnie najpierw z jakąś prośbą, kiedy trochę podrośnie – stwierdziła Oliwia, nie przestając się uśmiechać. – Szybko potrafi znaleźć sposób, żeby cię przekupić.
– Ale przecież nic nie poradzę, że moja mała słodycz chce do tatusia – odparł Karol, łaskocząc w nosek córkę. – Jakim okrutnikiem musiałbym być, aby jej tego zabronić. Mam rację, księżniczko?
– Jeszcze nie skończyła roczku, a już wie, jak owinąć sobie mężczyznę wokół palca – pokręciła głową Oliwia, aktorsko przewracając oczami. – Aż strach pomyśleć, co będzie się działo, kiedy dorośnie na tyle, by móc łamać męskie serca.
Marta, zupełnie jakby doskonale zdając sobie sprawę, że to o niej się właśnie mówi, zakwiliła w swoim dziecięcym języku, po czym sięgnęła po pluszową maskotkę w kształcie uśmiechniętego słońca, leżącą na stole nieopodal. Jednocześnie posłusznie otwierała buzię za każdym razem, kiedy podjechała w jej stronę łyżeczka z pożywieniem; dziecięca podzielność uwagi czasem bywała naprawdę zdumiewająca.
– Dużo masz na dziś pracy? – zapytała Oliwia, wycierając krawędzią swojej łyżki ściekający po brodzie Weroniki jogurt. – Myślałam, że może zabralibyśmy dziewczynki nad jezioro. Pamiętasz, jak ostatnio śmiały się do łabędzi?
Karol zerknął przez okno na bezchmurne niemal niebo i kiwnął głową.
– Dzień zapowiada się całkiem nieźle – odparł. – A nam wszystkim przydałoby się nam trochę świeżego powietrza. W porządku, możemy się przejść. Jak raz nie wyrobię się z limitem, to nic strasznego się nie stanie. Popracuję do obiadu, a potem zjemy i pójdziemy na spacer.
– Po drodze pokażę ci te zasłony do twojego gabinetu, o których ci mówiłam. Pamiętasz? Te ciemnobrązowe w sklepie u Brodzkiego.
– Skarbie, wiesz, że nie mam głowy do takich rzeczy. Jeśli ci się podobają, to i mnie nie będą przeszkadzać. Urządzanie domu to twoja działka. Ufam ci bezgranicznie.
– Ale chciałabym, żeby i tobie się podobały. Nie chcę wciskać ci czegoś, z czego nie będziesz zadowolony.
– Uwierz mi, jeśli uznam, że są koszmarne, na pewno to powiem i zapomnimy o sprawie. Może tak być?
Oliwia kiwnęła głową, najwyraźniej usatysfakcjonowana taką odpowiedzią. Karol spojrzał na nią akurat w chwili, kiedy niby zwyczajnym, ale jednak wyjątkowo zmysłowym ruchem dłoni odgarnęła z twarzy długi kosmyk ciemnych włosów, który jakimś sposobem wyswobodził się z jej warkocza. Nie po raz pierwszy zapytał sam siebie, czy możliwe jest, by każdego ranka kochać kogoś bardziej niż poprzedniego. W miłości zawsze najbardziej zaskakiwało go to, jak w takich zwykłych, z pozoru nieistotnych gestach można było odnaleźć głębię uczuć do drugiej osoby. Przez chwilę czuł nieodpartą chęć pochwycić ją w ramiona, pokryć pocałunkami i nigdy już nie wypuścić.
– Edyta mówiła ostatnio, że jej bobasek zaczyna się już ruszać – podjęła Oliwia, nie zauważając tej drobnej zmiany na twarzy męża. – Pewnie nawet w połowie nie będzie się jej tak kręcił, jak te dwie kaczuszki tutaj.
– Może powiemy im, żeby też wybrali się nad jezioro? – zaproponował Karol. – Pewnie będziecie miały teraz sporo tematów z Edytą, a ja chętnie pogawędzę z…
Oliwia przerwała mu niecierpliwym ruchem ręki, spoglądając na telewizor.
– Ciii, zaczyna się – powiedziała nieco ciszej, nie przestając kątem oka zerkać na kończącą już śniadanie Weronikę. – Wiem, że nie lubisz, jak ci się przerywa, ale nie chcę stracić ani sekundy. Jasne, możemy ich poprosić, żeby przyszli, nie ma sprawy, ale załatwimy to później, dobrze?
Karol uśmiechnął się kącikiem ust. Chociaż w zasadzie oboje zdążyli już przyzwyczaić się do tego faktu, to jednak widok męża w telewizji wciąż jeszcze wywoływał w niej tę iskierkę nieskrępowanej ekscytacji, jaką oboje odczuwali, odkąd po raz pierwszy zaczął pojawiać się w mediach. Teraz, mimo upływu tylu lat, Oliwia nadal reagowała z tą samą co kiedyś pasją i szczerze mówiąc, bardzo go to cieszyło.
Chociaż akurat ten wywiad najchętniej wymazałby z istnienia, gdyby tylko miał taką możliwość.
Na ekranie telewizora pojawiła się krótka, animowana czołówka, z wklejonymi w tło dwiema splecionymi literami „J”, po czym kamera wykonała szeroki przejazd nad głowami zebranej w studiu publiczności, by w końcu zrobić zbliżenie na siedzącego za masywnym, dębowym biurkiem prezentera.
– Ostatnio coraz częściej słyszy się o pewnym, bardzo niepokojącym, zjawisku, jakim jest spadek czy niejednokrotnie wręcz zanik popularności słowa pisanego – zaczął. – Porzucamy czytanie na rzecz innych, można by rzec „łatwiejszych intelektualnie” mediów, ograniczając się jedynie do kilku kolumn w prasie porannej, do której sięgamy przy śniadaniu czy w drodze do pracy. Usprawiedliwiamy się zawsze w ten sam, bardziej wymijający niż prozaiczny sposób – zwykły brak czasu. Zdarza się jednak, że pojawiają się pewne fenomeny – a nie boję się użyć tego słowa w odniesieniu do mojego dzisiejszego gościa – które sprawiają, że jednak potrafimy znaleźć tę odrobinę wolnego czasu i zanurzyć się w świat ukryty na kartach książek.
1 2 3 14 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Płyń
Szymon Bokota

14 XI 2020

Nie miałem już siły walczyć z nurtem, który uparcie miotał mną od lewa do prawa. Za każdym razem, gdy zdawało mi się, że lada chwila zostanę wyrzucony na brzeg niczym odpad, prąd jakby złośliwie, zrzucał mnie ponownie ku centrum. Trzeba było zaprzestać oporu, rozluźnić wątłe mięśnie i czekać na nieuniknione.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

W oczach gwiazd
Adrianna Filimonowicz

12 X 2020

Czy miałem prawo stawać między nią a losem, który wskazały jej duchy? Czy byłoby to w istocie dobre? Tyyine dają nam wiele, lecz nie ma w tym szczodrości. Za każdy dar płacimy. Zmęczeniem, krwią, czasem życiem czy szaleństwem. Isirre miała dokonać czegoś wielkiego. Dla swego ludu i dla siebie. Za cenę jednak czegoś więcej niż życie, czego nawet nie umiałem nazwać. I na co się nie godziła…

więcej »
Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Luka w pamięci
Marianna Szygoń

12 IX 2020

Przecież batyskaf ma dwa miejsca, dla bezpieczeństwa człowiek zabierał robota. Zwłaszcza wybierając się w miejsce na granicy zasięgu łodzi. Wtedy tak naprawdę do niej dotarło, że szuka nie jednego, a dwóch naukowców. Kim był android, który zaginął wraz z nim? Dlaczego nikt o nim nie wspomniał?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Manuskrypt
— Dawid Zieliński

Pewne formy zła
— Dawid Zieliński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.