Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Dawid Zieliński
‹Głęboki Grób›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorDawid Zieliński
TytułGłęboki Grób
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia inżynier okrętownictwa, z serca i duszy – pisarz. Pisaniem zajmuję się od 10 roku życia, ale na poważnie zacząłem robić to dopiero kilka lat temu – z mniejszymi bądź większymi sukcesami. Do tej pory udało mi się opublikować kilka swoich opowiadań w magazynie „Fahrenheit”. Niniejsza publikacja na łamach „Esensji” jest już drugą. Staram się tworzyć klasyczną literaturę grozy, osadzoną w naszej codziennej rzeczywistości, rzadziej science-fiction czy fantasy.
Gatunekgroza / horror

Głęboki Grób – część 2

1 2 3 20 »
– Czy kiedy byłem w szpitalu, miałem przeprowadzoną jakąś operację? – zapytał, ważąc każde słowo. „Muszę to rozegrać na spokojnie”, nakazał sobie w duchu. – Jakąkolwiek. Wiesz, co mam na myśli.

Dawid Zieliński

Głęboki Grób – część 2

– Czy kiedy byłem w szpitalu, miałem przeprowadzoną jakąś operację? – zapytał, ważąc każde słowo. „Muszę to rozegrać na spokojnie”, nakazał sobie w duchu. – Jakąkolwiek. Wiesz, co mam na myśli.

Dawid Zieliński
‹Głęboki Grób›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorDawid Zieliński
TytułGłęboki Grób
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia inżynier okrętownictwa, z serca i duszy – pisarz. Pisaniem zajmuję się od 10 roku życia, ale na poważnie zacząłem robić to dopiero kilka lat temu – z mniejszymi bądź większymi sukcesami. Do tej pory udało mi się opublikować kilka swoich opowiadań w magazynie „Fahrenheit”. Niniejsza publikacja na łamach „Esensji” jest już drugą. Staram się tworzyć klasyczną literaturę grozy, osadzoną w naszej codziennej rzeczywistości, rzadziej science-fiction czy fantasy.
Gatunekgroza / horror
8.
Stał przed lustrem w łazience na piętrze, ciężko oparty o umywalkę i od kilkunastu minut wpatrywał się z napięciem w swoje odbicie. Słyszał, jak na dole Oliwia krząta się po kuchni, próbując nakarmić obie dziewczynki. Z pewnością potrzebowała jego pomocy, lecz jak dotąd nie zawołała go i był jej za to wdzięczny; uwielbiał ich wspólne śniadania, ale teraz musiał uporać się z czymś znacznie cięższym.
Na ramieniu, tam, gdzie poczuł ból, kiedy upiorna pielęgniarka wbiła igłę strzykawki, widniała zaczerwieniona opuchlizna. Powoli zaczynała sinieć.
Uderzył się, lunatykując w nocy po domu. To było jedno z wyjaśnień i do tego całkiem zgrabne. Dlaczego więc zaakceptowanie go przychodziło mu z takim trudem?
Sama myśl, że tej nocy naprawdę jakimś cudem znalazł się w szpitalu z piekła rodem, wydawała mu się kompletnie niedorzeczna, jednak wszystko, co tam się wydarzyło, było takie prawdziwe, namacalne, że nie dawało się prosto zaszufladkować jako zwykła iluzja, przywidzenie czy nawet sen. Nigdy dotąd nie przeżył czegoś równie podobnego. Owszem, dwa lata temu wraz z głosami nawiedzały go różne, często przerażające halucynacje, gorsze bądź łagodniejsze; widział prześlizgujące się po domu cienie, tryskającą z prysznica zamiast wody krew, poruszające się postacie na obrazach i zdjęciach czy zaglądające przez okna wykrzywione twarze. Raz nawet zobaczył wysoką kobietę w czarnej, skórzanej kurtce, która przyglądała mu się z jawną wrogością z końca korytarza, a jej szept płynął przez powietrze jak zimny wiatr, ale nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by omamy te stały się tak wyraziste i zupełnie wyparły realną rzeczywistość.
Nie był do końca pewien, co powinien teraz zrobić; poza tym, że przede wszystkim musiał odpowiedzieć sobie na jedno, niezwykle istotne pytanie.
„Czy mam zadzwonić do Szymona?”.
Nabrał powietrza głęboko do płuc, przytrzymał kilka sekund i wypuścił. Potem, nie odwracając wzroku od swego odbicia, sięgnął po mniejsze, należące do Oliwii lusterko.
„Muszę to zrobić, chociażby miało stać się najgorsze. Muszę wiedzieć, na czym stoję.”
Posługując się drugim lusterkiem, przez podwójne odbicie dokładnie obejrzał tył swojej głowy, powoli przeczesując włosy palcami. Skóra w większości była gładka, jednak w pewnym miejscu przecinała ją w poprzek drobna, czerwona nitka, jakby starej blizny, która równie dobrze mogła być tylko złudzeniem, napędzanym zwykłą autosugestią. Nie mógł wyczuć jej dotykiem, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło; włosy rosły na tyle gęsto, że skutecznie maskowały wszelkie drobne nierówności.
Zamierzał właśnie przysunąć się bliżej lustra, gdy rozległ się dzwonek do frontowych drzwi.
– Karol, otworzysz? – zawołała z dołu Oliwia; było to pierwsze zdanie, jakie do niego wypowiedziała, od kiedy wrócili do łóżka. Rzadko zwracała się do niego po imieniu, rezerwując tę formę tylko dla poważnych sytuacji; we wszystkich innych zastępowały ją „słoneczka”, „koteczki” i „misie”.
Chwilę jeszcze stał bez ruchu, obserwując swoją wymęczoną dwiema ciężkimi nocami twarz, a potem, kiedy dzwonek zadźwięczał po raz drugi, odłożył lusterko, narzucił na siebie jakąś wymiętą koszulkę i zszedł na dół.
To był hydraulik z firmy budowlanej, która postawiła ich dom. Przez to wszystko Karol zupełnie zapomniał, że wezwał go wczoraj wieczorem w związku z plamą na suficie korytarza. Na podjeździe, za fordem fusion Oliwii, stał zaparkowany jego szary pickup; najwyraźniej Karol zapomniał też zamknąć na noc bramę wjazdową.
– Ma pan szczęście, nie jest to żaden przeciek – stwierdził hydraulik, kiedy zapoznał się planami domu i obejrzał zaciek. – Tamtędy nie biegnie nic, co mogłoby spowodować coś takiego. Widzi pan? Wszelkie instalacje kończą się tu i tu, a na poddasze prowadzi tylko jedna, tamtędy – zatoczył palcem niewielki łuk, wskazując odległy koniec korytarza.
– No dobrze, to co to w takim razie jest? – spytał Karol z rękoma wciśniętymi w kieszenie spodenek; był głodny, zmęczony, niewyspany i żałował, że nie ustawił wizyty na późniejszą godzinę. – I jak się tego pozbyć?
Hydraulik wzruszył ramionami, wpatrując się krzywo w plamę zacieku.
– Gdyby nie to, że od kilku dni nie padało, powiedziałbym, że ma pan nieszczelny dach i zgromadziło się na nim za dużo deszczówki. Ale, że mamy falę upałów, pozostawia nam to jedną możliwość.
Karol milczał, czekając aż tamten powie coś więcej.
– Moim zdaniem ma pan grzyba.
– Grzyb? No świetnie.
– Spotykamy się z czymś takim dość często. Ludzie widzą mokrą plamę i wydzwaniają do nas, że schrzaniliśmy coś w rurociągach i teraz im przecieka. A tak naprawdę to trzeba tylko spryskać czymś oczyszczoną ścianę i na nowo położyć tapety. Sam pan się tym ostatnio zajmował?
– Nie, wynająłem kogoś. Najwidoczniej nie przyłożył się do pracy.
– To nie była jego wina. Grzyby mają to do siebie, że zawsze lubią się przyplątać. Ciepło i wilgoć w powietrzu, odkładająca się na ścianach tylko temu sprzyja. Ale jeśli pan chce wynająć kogoś innego, to nasza firma też zajmuje się takimi usługami. Mieliśmy już do czynienia z grzybami.
Karol pokiwał głową i zamierzał coś dodać, lecz hydraulik ciągnął dalej.
– Z tym też damy sobie radę, chociaż szczerze przyznam, że paskudniejszego jeszcze nie widziałem. Niestety, najdalej za dwa dni będziemy mogli coś z tym zrobić.
– Dwa dni? – Karol uniósł brwi ze zdziwienia. – Zauważyłem to wczoraj, kiedy było jeszcze plamą wielkości piłki do kosza, a teraz sam pan widzi.
Machnął niecierpliwie ręką w stronę nalotu. Zaciek sięgał teraz niemal do połowy ściany i rozbiegał się po całym suficie, mieniąc się żółtawymi i brązowymi kolorami. Pośrodku wyrastała pękata, wodnista narośl, przypominająca osobliwy pęcherz o ściankach rozciągniętych do tego stopnia, że stawały się przezroczyste i ukazywały przelewający się wewnątrz płyn; można było odnieść wrażenie, że jest w nim zanurzone coś ciemniejszego, kołyszącego się w otoczeniu cieczy i tkanki jak płód w łożysku.
– Kto wie, jak to będzie wyglądać za dwa dni – dokończył.
Hydraulik przez chwilę w milczeniu przyglądał się grzybni, zapewne oszacowując czekającą ich pracę.
– No dobra, zobaczymy, co się da zrobić. Trzeba będzie troszkę namieszać w czyimś rozkładzie zajęć. Wrócę do firmy i obgadam sprawę z szefem. Po południu się odezwę. Ale pod jednym warunkiem.
– Warunkiem? Jakim to znowu warunkiem?
– Strzeli mi pan autograf na książce – błysnął zębami, wyciągając z przewieszonej przez ramię torby egzemplarz „Płonącego stosu”.
Karol, chociaż zazwyczaj chętnie rozszerzał swój podpis o jakąś drobną sentencję, teraz ograniczył się tylko do nazwiska. Odprowadził hydraulika do drzwi, gdzie pożegnali się uściskiem dłoni. Oparty o balustradę werandy obserwował, jak wykręca na podjeździe i znika za żywopłotem; nie, żeby miał na to jakąś specjalną ochotę, po prostu każdy pretekst wydawał mu się dobry, aby odwlec moment spojrzenia w oczy Oliwii.
Cicho zamknął za sobą drzwi i przez dłuższą chwilę nasłuchiwał odgłosów dobiegających z kuchni. Wejście do niej umieszczono w niewielkiej wnęce i z miejsca, gdzie stał, przysłonięte było dodatkowo stopniami schodów, nie mógł więc widzieć, co dzieje się wewnątrz. Z włączonego radia płynęła jakaś muzyka; coś rockowego – słyszał dźwięczne riffy elektrycznej gitary, ale nie rozpoznawał utworu. W krótkim odcinku korytarza, pomiędzy nim a schodami, znajdowały się jeszcze naprzeciw siebie dwa pomieszczenia: niewielka siłownia, w której stał też stół do bilardu i barek oraz pracownia Oliwii.
Drzwi do niej były uchylone; najwidoczniej Oliwia nie domknęła ich ostatnim razem i teraz powiew wiatru z zewnątrz zrobił swoje. Przez szparę Karol zauważył rozstawione sztalugi, na których leżał obraz przykryty pomazanym farbami płótnem. Taki zwyczaj towarzyszył jej od lat; już w kółku plastycznym, sąsiadującym z kółkiem pisarskim, gdzie się poznali, przykrywała niedokończone dziełko materiałem, jak zresztą wszyscy bawiący się pędzlami. Jednak z tego, co wiedział Oliwia nie malowała ani nie rzeźbiła już od dłuższego czasu, chyba od chwili, gdy urodziły się dziewczynki.
Wszedł do pracowni, zastanawiając się, czy czasem nie wspominała mu o powrocie do dawnego zajęcia, a jemu po prostu wyleciało to z głowy. Salkę wypełniały jej obrazy; przeważnie malowała pejzaże, z pamięci bądź zrobionego wcześniej zdjęcia, lecz tu i tam można było natknąć się na czyjś portret czy artystyczną gmatwaninę barw i kształtów. W pracowni stało też kilka glinianych rzeźb; kiedyś próbowała nawet wykuć coś w kamieniu, ale z dłutem wyraźnie się nie rozumieli.
Ale dlaczego ukryła przed nim fakt, że wróciła do malowania? Od kiedy udało jej się sprzedać kilka obrazów, uwierzyła w siebie i często zwracała się do niego o drobną, czysto merytoryczną pomoc, dokładnie taką, jakiej ona udzielała mu w związku z pisaniem. Co skłoniło ją, aby teraz postąpiła inaczej? Zatrzymał się przy sztalugach i przez chwilę zastanawiał się, czy powinien zajrzeć pod płótno. Oliwia nigdy nie czytała rękopisów, które zostawiał na biurku, a jedynie te wyraźnie przeznaczone dla niej, leżące przy komputerze, uznał więc, że najlepiej będzie, jeśli postąpi podobnie. Może miała to być niespodzianka, a może po prostu jeszcze nie była gotowa powiedzieć mu o obrazie. Zamierzał już odwrócić się i udać do kuchni, kiedy coś tknęło go, a ręka niemal sama sięgnęła do materiału i uniosła go.
Długo to trwało, zanim otrząsnął się z odrętwienia i zakrył obraz. W ustach miał kompletnie sucho. Opuścił pracownię tak szybko, jakby nagle zaroiło się w niej od jadowitych pająków.

1 2 3 20 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Płyń
Szymon Bokota

14 XI 2020

Nie miałem już siły walczyć z nurtem, który uparcie miotał mną od lewa do prawa. Za każdym razem, gdy zdawało mi się, że lada chwila zostanę wyrzucony na brzeg niczym odpad, prąd jakby złośliwie, zrzucał mnie ponownie ku centrum. Trzeba było zaprzestać oporu, rozluźnić wątłe mięśnie i czekać na nieuniknione.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

W oczach gwiazd
Adrianna Filimonowicz

12 X 2020

Czy miałem prawo stawać między nią a losem, który wskazały jej duchy? Czy byłoby to w istocie dobre? Tyyine dają nam wiele, lecz nie ma w tym szczodrości. Za każdy dar płacimy. Zmęczeniem, krwią, czasem życiem czy szaleństwem. Isirre miała dokonać czegoś wielkiego. Dla swego ludu i dla siebie. Za cenę jednak czegoś więcej niż życie, czego nawet nie umiałem nazwać. I na co się nie godziła…

więcej »
Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Luka w pamięci
Marianna Szygoń

12 IX 2020

Przecież batyskaf ma dwa miejsca, dla bezpieczeństwa człowiek zabierał robota. Zwłaszcza wybierając się w miejsce na granicy zasięgu łodzi. Wtedy tak naprawdę do niej dotarło, że szuka nie jednego, a dwóch naukowców. Kim był android, który zaginął wraz z nim? Dlaczego nikt o nim nie wspomniał?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Manuskrypt
— Dawid Zieliński

Pewne formy zła
— Dawid Zieliński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.