Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Piotr Mirski
‹Śmierć w mieście›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPiotr Mirski
TytułŚmierć w mieście
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1987. Urodzony w Szczecinie, obecnie przegrywa swoje życie na UJotowskim filmoznawstwie. Fan Okocimia i horrorów.
Gatunekkryminał, realizm magiczny

Śmierć w mieście

« 1 2 3 4

Piotr Mirski

Śmierć w mieście

Siedzę na wózku inwalidzkim w pomieszczeniu, które oświetla jedynie płomień buzujący w wypełnionym szmatami i gazetami kuble na śmieci. Przede mną znajdują się dwie postacie: Samobójcze Ja i – usadowiony na psychiatrycznej kozetce – łysy mężczyzna o twarzy będącej kwintesencją. słowa „nijakość”. Oddziela ich szachownica z poustawianymi na niej pionkami. Depresyjno-maniakalny sobowtór bierze jednego z nich do ręki i oblizuje z obleśnym, symulowanym erotyzmem.
– Gramy o ciebie, wiesz? Staram się przegrać, ale ten koleś uparł się, żeby dać mi fory.
– Kim jesteś?
– Myślę, że wiesz.
– Czy…
– Nie, nie jestem zaginionym biznesmenem. Ale to mnie miałeś właśnie znaleźć.
Chyba powinienem poczuć, jak igiełki grozy robią moim plecom akupunkturę. Nic takiego się jednak nie dzieje. Żadnej reakcji.
– Pewnie teraz próbujesz sobie wymyślić jakieś logiczne rozwiązanie tej sytuacji, dopasować porozrzucane elementy układanki i zabawić się w tym podobne sherlockowskie bzdury. Widzisz, życie to powieść, w której nie fabuła jest najważniejsza, lecz emocje. A kiedy one dochodzą do głosu, musisz wiedzieć, że szaleństwo jest blisko. Ale OK – pobawmy się. Opcje są dwie. Jedna z nich zakłada niezachwiane „tu i teraz”. Dostałeś zlecenie od pewnego faceta. To okultysta, szarlatan, my nazwijmy go jednak badaczem. Tak więc naszego badacza interesuje zaginiony milioner. Chciałbyś pewnie wiedzieć, dlaczego. No cóż, człowiek ten po śmierci swojej żony popadł w obłęd. Są różne lekarstwa na ten stan – wódka, prochy – coś o tym wiesz, prawda? – ale on nie poszedł na łatwiznę i niczym czołowy romantyk wybrał bluźnierstwo. Odszukał odpowiednie pisma, księgi i, jak przed wiekami Syzyf, postanowił uwięzić Śmierć. Udało mu się. Jednakże są rzeczy, których ludzie nie powinni widzieć i robić, więc pan milioner skończył jako szalony kloszard błąkający się po pustym szpitalu psychiatrycznym, w dodatku mając za towarzysza tylko tego, kogo przywołał.
Druga opcja tej historii jest znacznie mniej przyjemna – brak w niej tego dreszczyku emocji i awanturniczości. Co tu dużo mówić, jest skurwysyńsko życiowa i trywialna. Jesteś przeżartym przez depresję wariatem i alkoholikiem. Pan milioner jak i całe zlecenie to wytwór twojego przechlanego umysłu. Zauważ, że nawet wasze życie obrało podobny tor, do tego stopnia, że może on być twoim wzorcowym alter ego. Teraz zaś jako społeczny odpadek błąkasz się po pustym „wariatkowie”.
Jakby jednak nie było, zakończenie tych obydwu historii jest jedno…
– No dalej, przejdź do rzeczy! – krzyczy mój sobowtór.
– Cierpisz, synu. Jesteś uwięziony, ale ja mogę dać ci wolność. Nieważne, że negatywną, w tym hedonistycznym świecie liczy się tylko to, żeby nie cierpieć. Pewnie teraz twoje ciało zareaguje natychmiastowym sprzeciwem. Cóż, najpierw nauczyliście się żyć, a dopiero potem myśleć. Mam jednak kluczyk do twojego serca. Wystarczy, że go przekręcę, a ty już nie będziesz się wahał, patrząc na żyletkę. Jak to się ładnie mówi: prawda cię zniszczy.
Wiatr powiewa lekko, a z zawieszonej przy suficie rury miarowo pokapuje woda. Cienie tańczą na twarzach moich towarzyszy niczym optyczne szachownice.
– No to bez ceregieli: wiem, kto zabił twoją żonę.
Eksplozja. Po autostradzie mojego mózgu jeżdżą tysiące pijanych kierowców, a spod ich kół sypią się iskry. Moje zęby zaciskają się niczym zastawione przez kłusownika sidła tak mocno, że aż trzeszczy szkliwo. Przed oczami pojawia mi się jej trup, widzę, jak rana na delikatnej szyi wygina się w krwawy znak zapytania.
– Pomogę ci. Ja się spytam: „Czy mam ci to powiedzieć?”, a ty odpowiesz: „Tak”.
Nagle widzę kalejdoskopową retrospekcję całego mojego życia. W świetle neuronowego stroboskopu pojawia się deszcz, butelka wódki, podłoga pełna zgaszonych petów, znowu butelka wódki, Samobójcze Ja, brudna klatka schodowa, za duże dla jednej osoby łóżko przykryte przepoconą, wymiętoszoną pościelą… To wszystko jest jak gnijąca kończyna, sczerniały kikut, który należy bezzwłocznie amputować. Czuję wręcz jej smród, materializujący się pod postacią szaro-żółtego dymu.
– Mhmh..
– Co mówiłeś?
Mój język rozlewa się po całej jamie ustnej niczym różowa, podobna do kisielu masa. Ciało walczy. Umiera, boli, wrzeszczy, ale walczy. Taka zasrana domena życia. Łupiąca w skroniach krew, krzyczące z bólu nerwy, wypełnione kwasem mlekowym mięśnie – wszystko to manifestuje desperacką żądzę istnienia.
– Proszę cię, tylko bez zbędnej teatralizacji.
I nagle burza cichnie. Sztorm ustaje, a nad gładką taflą morza wschodzi słońce.
Wstaję i otrzepuję spodnie z tynkowego pudru. Odwracam się od nich i idę w stronę drzwi.
Żyję.
– Oszalałeś?! – ryczy za mną Samobójcze Ja, a potem poprawia się: – Pojebało cię?!
Idę dalej, a gruz i śmieci szeleszczą pod moimi nogami. Przez kruszące się, betonowe ściany niczym zza welonu przemijającego snu dochodzą do mnie ciche odgłosy nocnego życia.
Żyję.
Wiem, że Śmierć jest ciągle w mieście. Wiem, że długo jeszcze będę słyszał, jak z zakamarków ulic i mojej głowy dochodzą do mnie jej szepty, ale…
(do ciężkiej cholery)
Żyję.
koniec
« 1 2 3 4
8 kwietnia 2007

Komentarze

18 XII 2009   19:34:11

właśnie tak chciałabym pisać...
świetnie się czyta.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Tuaranga
Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka

4 VII 2020

Ostrzeżenie: opowiadanie tylko dla czytelników dorosłych!

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zerwany kwiat
Marcin Pindel

21 VI 2020

Zostawiwszy za sobą bacówkę, przy której wygrzewał się na słońcu piękny owczarek, minąłem kierdel owiec, a pięć minut później dotarłem na szczyt. Kapliczka stała niedaleko charakterystycznego pasa drzew porastającego niemal łysy wierzchołek. Już na miejscu odwróciłem się w kierunku, z którego przyszedłem. Szczyty Tatr wciąż pobłyskiwały bielą, ale Babia Góra zdążyła się już pozbyć swojej śnieżnej czapy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nocna parada stu demonów
Wiktor Orłowski

16 V 2020

Dzięki kosztownym podarkom dotarłam do młodego pomocnika doktora Kaname, który przyparty do muru (nie będę opowiadać Ci, jak nakłoniłam go do zwierzeń – dobrze to wiesz, wszak jestem gejszą) wyznał, że pewnej deszczowej nocy pomógł swemu zwierzchnikowi opatrzyć Biwako. Tę słodką, piękną dziewczynę okrutnie okaleczono, rozcinając nożem kąciki ust. Obrzydliwy „uśmiech” sięgnął ponoć aż do uszu, Biwako straciła tak dużo krwi, że obawiano się, czy zachowa życie.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.