Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jakub Gwóźdź
‹Jaja Jaskółki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJakub Gwóźdź
TytułJaja Jaskółki
OpisZ okazji niedawnej premiery filmu „Wiedźmin”, zapraszamy do bloku poświeconego temu tematowi. Opowiadanie zamieszczamy dzięki uprzejmości serwisu Andrzej Sapkowski Zone (www.sapkowski.pl).
Gatunekfantasy, humor / satyra

Jaja Jaskółki

1 2 »
Gdy drogi chłopiec wyszedł, arcykapłanka sapiąc wstała z fotela, wyjęła z szuflady biurka mały nożyk i wyszła ze świątyni. Skierowała się do najgorszej knajpy w całym mieście. Knajpy w Ellander nie cieszyły się dobrą reputacją, a „Pod rozjuszonym wałachem” stanowiła klasę samą w sobie… Nenneke wróciła późnym wieczorem, z sześcioma szwami na czole i ośmioma na policzku. Przemilczmy liczbę biednych drwali, kowali i zwykłych przechodniów, którzy pewnie już nigdy nie wrócą do pełni zdrowia…

Jakub Gwóźdź

Jaja Jaskółki

Gdy drogi chłopiec wyszedł, arcykapłanka sapiąc wstała z fotela, wyjęła z szuflady biurka mały nożyk i wyszła ze świątyni. Skierowała się do najgorszej knajpy w całym mieście. Knajpy w Ellander nie cieszyły się dobrą reputacją, a „Pod rozjuszonym wałachem” stanowiła klasę samą w sobie… Nenneke wróciła późnym wieczorem, z sześcioma szwami na czole i ośmioma na policzku. Przemilczmy liczbę biednych drwali, kowali i zwykłych przechodniów, którzy pewnie już nigdy nie wrócą do pełni zdrowia…

Jakub Gwóźdź
‹Jaja Jaskółki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJakub Gwóźdź
TytułJaja Jaskółki
OpisZ okazji niedawnej premiery filmu „Wiedźmin”, zapraszamy do bloku poświeconego temu tematowi. Opowiadanie zamieszczamy dzięki uprzejmości serwisu Andrzej Sapkowski Zone (www.sapkowski.pl).
Gatunekfantasy, humor / satyra
Iola Druga podeszła do Jarre’a rozmontowującego wóz Nenneke. Arcykapłanka skarżyła się, że przy szybszej jeździe „coś tam tak stuka, no wiesz, drogi chłopcze, o co chodzi, prawda?”. Jarre lubił majstrować przy wszelakiej maści mechanizmach. Od pół roku… Pół roku temu zaczął się jąkać, śmiertelnie przestraszony przez dziewczęta ze szkoły Nenneke, które dla zakładu chciały go zbiorowo zgwałcić. Od razu stało się jasne, że jako jąkała nie ma szans zostać kapłanem. Postanowił wtedy poświęcić się karierze mechanika.
Iola Druga popatrzyła na umorusanego drogiego chłopca z udanym zachwytem i zatrzepotała rzęsami.
– Cześć, co robisz?
– Nie wi… wii… widzisz, żże rrorozbieram?
– Co? A… no tak, głupie pytanie… Cóż mógłby rozbierać Jarre?
– Szyy..yyszydzisz, czczczy podziwia..asz?
Na takie dictum Iola Druga nie była przygotowana. Zresztą jako patentowana blondynka nie była przygotowana na żaden tekst, którego wcześniej nie przećwiczyła z koleżankami… Co najmniej trzy razy. Nie wiedząc co odpowiedzieć, postanowiła przekazać wiadomość od Nenneke, z którą tu przyszła. Cholera… jak to szło? Iola Druga była zdolna do zapamiętania tylko jednej rzeczy na raz. A w tej chwili szumiał jej w głowie tylko nowy tekst Jarre’a: „Szyy..yyszydzisz, czczczy podziwia..asz?” Co on chciał przez to powiedzieć? Będzie musiała przekazać to analityczkom ze szkoły, niech coś wymyślą, to następnym razem będzie wiedziała co odpowiedzieć.
– Wiesz co? Nenneke coś od ciebie chciała, ale już nie pamiętam, co… Najlepiej przejdź się do niej sam i zapytaj – rzekła, i na wszelki wypadek znowu zatrzepotała rzęsami.
Jarre westchnął. Miał nadzieję, że nie chodziło o żaden z żartów, na które ostatnio sobie pozwalał za namową chłopaków z bandy, do której chciał zostać przyjęty…
• • •
Nenneke rozparła swe grube cielsko w fotelu i spojrzała ciężko na Jarre’a. Ten aż się skulił od tego ciężaru.
– Drogi chłopcze, musimy chyba porozmawiać.
– Tototo nie ja! Naprawdę. Tototo one. Zmumumusiły mnie – na wszelki wypadek zaczął się bronić Jarre. Wiedział już, że ma przesrane. Nie wiedział jeszcze, jaka go spotka kara, ale w myślach już układał testament. Bogowie przebaczają, Nenneke nigdy. I znana jest z ciężkiej ręki.
– Drogi chłopcze. Masz szczęście. Wyjeżdżasz.
– Do…ookk…kąd? – Odzyskał już zimną krew. Jakkolwiek nie wierzył, na wszelki wypadek, w owo szczęście…
– Na północ. Do Koviru. Myszowór potrzebuje pomocy mechanika. Chodzi o jakieś lokalne wierzenia… Wyjaśni ci na miejscu. Aha – jeszcze jedno. Musimy ustalić jakieś hasło, które prześlę pocztą kapłańską druidowi, żeby wiedział, że ty – to ty… Ale nie mam żadnych pomysłów…
Jarre spojrzał na kilka czarnych ptaków lecących za oknem. Po chwili usłyszał plaśnięcie ptasiego gówna o marmurowe schody przed świątynią i głośne przekleństwa sprzątaczki, przy których niejeden szewc zapadł by się ze wstydu pod ziemię…
– Moo.. ooże jajajaskółki?
– Jaja jaskółki? Eeee. Bez sensu.
Nenneke uważała się za jedyną istotę z jajami na terenie świątyni, co z jej mentalnością przeciętnego sierżanta wojskowego i cnotliwością głównego (i jedynego) mechanika było bardzo prawdopodobne. Umiejętnie podsycała też to wrażenie w swoich akolitkach – pomagało to utrzymać jako taki mir… Przydałoby się jeszcze coś ekstra, jakaś szrama na twarzy albo tatuaż…
– Dobra, niech będzie. Leć się spakować, ja muszę jeszcze coś zrobić. Jeszcze jedno: lepiej, żebym nie musiała się za ciebie wstydzić.
Gdy drogi chłopiec wyszedł, arcykapłanka sapiąc wstała z fotela, wyjęła z szuflady biurka mały nożyk i wyszła ze świątyni. Skierowała się do najgorszej knajpy w całym mieście. Knajpy w Ellander nie cieszyły się dobrą reputacją, a „Pod rozjuszonym wałachem” stanowiła klasę samą w sobie… Nenneke wróciła późnym wieczorem, z sześcioma szwami na czole i ośmioma na policzku. Przemilczmy liczbę biednych drwali, kowali i zwykłych przechodniów, którzy pewnie już nigdy nie wrócą do pełni zdrowia…
Nie da się stwierdzić, czy stała się przez to bardziej męska. Z całą stanowczością trzeba jednak powiedzieć, że nic nie straciła na sex-appealu, którego miała już i tak w ilości odpowiadającej skrzyżowaniu żyrytwy ze średniej urody meduzą.
• • •
– Hasło! – Yarpen poderwał się na nogi widząc nadchodzącego niesamowicie przystojnego młodego mężczyznę. Krasnolud przez chwilę podziwiał wspaniałą sylwetkę przybysza. Mięśnie jak postronki – taaak, z tym to mógłby się zabawić… Facet na pewno by długo wytrzymał… Najpierw oszpeciłbym mu twarz, później wyrwał… No nieważne. Yarpen Zigrin był utalentowanym sadystą i czuł się powołanym do kariery mistrza małodobrego.
– Jajjjaajajajaskółki!
– No co ty? Nie rób se jaj! Chodź tu i mów! Ktoś ty? Adresy, nazwiska, kontakty! No już!
– Krrrrrwa mać! – zaskrzeczał Feldmarszałek Duda, papuga, którą Yarpen wygrał w karty od swojego ziomka, Zoltana Jakiegośtam.
Krzyki obudziły Ciri, która wyjrzała przez okno sypialni. Przetarła oczy nie wierząc w to co zobaczyła. Po chwili była już na dole, razem z połową Drużyny.
– Jarre!
– Ccciri?
– Tak się okropecznie cieszę, że cię widzę! Ale się zmieniłeś! Wyprzystojniałeś, że ojej…
Jarre chciałby to samo powiedzieć o Ciri, ale ponieważ nie umiał przekonywująco kłamać, wolał zachować milczenie.
– Cieszę się, naprawdę! – Ciri dalej obskakiwała gościa, paplając bez przerwy – Też przyjechałeś walczyć o moją rękę? Mam nadzieję, że wygrasz, wiesz? Myślałam o tobie cały czas, naprawdę. Ach jej…
Jarre znowu postanowił nic nie mówić, bo myślał o Ciri tylko w chwilach poświęconych walce z opryszczką, niejako ku przestrodze. A to było dawno i nieprawda, uczeni dowiedli.
Szybko przywitał się z resztą Drużyny. I równie szybko wyszło na jaw, że charakter Jarre’a wcale się nie zmienił. Jak go nie było, tak nie ma…
• • •
Myszowór czknął. Od rana leczył wczorajszego kaca… Powstałego w wyniku leczenia kaca przedwczorajszego. Druid był wiecznie zalany w sztok, ale nie przeszkadzało mu to udzielać drużynie dobrych rad. Jak mawiał – dobre rady, hep, zawsze w cenie.
Wyjaśnił Jarre’owi o co chodzi. My też to zrobimy, ale w wersji skróconej, gdyż pytania Jarre’a, jakkolwiek bogate w fofofooormie, ani razu nie wniosły nic nowego, podobnie zagmatwane, hep, odpowiedzi druida… Otóż Ciri chciała wyjść za mąż, za króla Koviru. Niestety, król ów był dość sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, co zakończyło się przewrotem pałacowym. Kandydat na męża, wraz z dotychczasową żoną i większością żyjących członków klanu Thyssenidów, wziął i umarł, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Drużyna postanowiła posadzić na tronie własnego króla (którego poźniej i tak się otruje), najlepiej bogatego. Kandydata znaleźli w sąsiednim Poviss, był to Artek, kurduplowaty syn lokalnego biznesmena, którego tatuś miał zbyt wygórowane ambicje.
Jednak kovirska ordynacja wyborcza jasno mówiła, że królem zostanie ten, kto wyjmie miecz uwięziony w skale przy jeziorze. Niestety nikt nie wiedział, o które jezioro chodzi, a tym bardziej o jaką skałę. Szukano w całym kraju, oczywiście bezskutecznie. A Ciri zaczynała tracić cierpliwość i trzeba było coś wymyślić. Myszowór wpadł więc na pomysł spreparowania własnego kamienia, z mieczem w środku – problem polegał na tym, że miał go wyjąć tylko i wyłącznie odpowiedni człowiek. I tym właśnie miał się zająć wychowanek arcykapłanki chramu Melitele, znany później jako Niekompetentny Mechanik Jarre. Ale nie uprzedzajmy faktów.
• • •
– Gogogotowe!
Myszowór przyjrzał się mechanizmowi skonstruowanemu przez Jarre’a. Urządzenie przypominało miecz uwięziony w imadle opakowanym w kamień. W istocie był to miecz uwięziony w imadle opakowanym w kamień. Jarre zademonstrował działanie – od spodu kamienia wystawał sznurek, który trzeba było pociągnąć, aby imadło się rozwarło i wypuściło miecz.
– Sprytne! Hep. Jak tego dokonałeś?
– Tytytymi rę…ęcacacami i i i tymimi papapalccyma…
– Musimy to oblać! Chodźmy do Regisa.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jeszcze jeden do normy
Marcin Orliński

7 III 2020

W odległym o kilkanaście metrów rowie ruszał się człowiek, czy może raczej to, co z niego zostało. Sławek wcześniej go nie zobaczył, bo przesłaniały mu okoliczne krzaki. Skórę miał bladą, niemal przezroczystą, tak, że można było idealnie zobaczyć jego nabrzmiałe żyły, a oczy niemal wychodziły mu na wierzch. Jeżeli to nie stanowiłoby wystarczającej wskazówki, ziejąca w szyi krwawa dziura i brak kawałka prawego obojczyka nie budziły wątpliwości. Ani chybi kolejny sztywny.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Punkt przywracania
Jarosław Księżyk

4 I 2020

Następnie opowiada coś, aby mi było miło. Coś o tym, że jestem fajnym facetem, inteligentnym, ciekawym, oraz że ze schizofrenią zaimplantowaną z całą pewnością można żyć. Robi ze mnie bohatera, pioniera nowej terapii, która siłą rzeczy musi mieć trudne początki. Dzięki mnie dokona się postęp.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Cieszę się, że wytrwałem z Zoną tyle lat
— Konrad Wągrowski

Skąd się wzięła magia
— Michał Studniarek

Trzeba jakoś żyć
— Eryk Remiezowicz

Pójdę na bolesną szczerość
— Anna Brzezińska, Andrzej Sapkowski

Dwie bitwy
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.