Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Bliźniaki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułBliźniaki
OpisAutorka pisze o sobie:
Rocznik 1979. Programistka, mieszka w Lublinie. Kiedyś opublikowała pod panieńskim nazwiskiem Borówko kilka opowiadań w „Filipince”, potem „Telemacha” w „Science Fiction” (28/2003). Mężatka, ma syna.
„Bliźniaki” są próbą połączenia „Drugiej strony Mocy” Achiki i Cranberry z „Zemstą Sithów”.
Gatunekfanfiction, space opera

Gwiezdne wojny: Bliźniaki

1 2 »
Przełożona przemknęła przez poczekalnię w takim tempie, że Cran nie zdążyła nawet zauważyć, czy lekarka była człowiekiem, czy bardzo podobnym do człowieka humanoidem. Oczywiście nie marnowała czasu nawet na to, żeby musnąć swoich władców spojrzeniem, nie mówiąc o powitaniu. Za nią sunął unoszący się na antygrawitatorach sprzęt.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Gwiezdne wojny: Bliźniaki

Przełożona przemknęła przez poczekalnię w takim tempie, że Cran nie zdążyła nawet zauważyć, czy lekarka była człowiekiem, czy bardzo podobnym do człowieka humanoidem. Oczywiście nie marnowała czasu nawet na to, żeby musnąć swoich władców spojrzeniem, nie mówiąc o powitaniu. Za nią sunął unoszący się na antygrawitatorach sprzęt.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Bliźniaki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułBliźniaki
OpisAutorka pisze o sobie:
Rocznik 1979. Programistka, mieszka w Lublinie. Kiedyś opublikowała pod panieńskim nazwiskiem Borówko kilka opowiadań w „Filipince”, potem „Telemacha” w „Science Fiction” (28/2003). Mężatka, ma syna.
„Bliźniaki” są próbą połączenia „Drugiej strony Mocy” Achiki i Cranberry z „Zemstą Sithów”.
Gatunekfanfiction, space opera
Stali na tym, co zostało z platformy wiertniczej po ostatnim wybuchu. Obi-Wan osłaniał się mieczem, ale choć wiedział, że powinien skoncentrować całą uwagę na przeciwniku, to jednak nie mógł nie zerkać na rozszalałe piekło widoczne poprzez ażurowe pręty stalowego podestu. Czuł gorący oddech wulkanu po prawej stronie i widział strugę lawy spływającą po zboczu pod platformą.
Ziemia zadrżała, a wraz z nią zadygotało metalowe rusztowanie. Vader wykorzystał chwilę nieuwagi Obi-Wana i skoczył ku niemu dwa piętra w dół, na wąską galeryjkę.
I wtedy nastąpiła kolejna eksplozja. Niewielka. Niegroźna. Ale na tyle silna, żeby zakołysać całą platformą. Vader nie trafił w galeryjkę, złapał się jej kurczowo jedną ręką, ale konstrukcja zaczęła się sypać.
Kenobi skoczył odruchowo do tyłu, na bardziej stabilną część platformy, i patrzył ze zgrozą, jak Vader leci w dół, uderza w ziemię, jak cudem omijają go spadające fragmenty metalu, a potem jak pod wpływem kolejnego wstrząsu rzeka lawy zmienia kierunek i przepływa tuż koło nieprzytomnego Sitha.
Pod wpływem gorąca czarny płaszcz momentalnie zapłonął jak pochodnia. I prawie równie natychmiast zgasł.
Cisza, przeraźliwa cisza. Oczywiście tylko w głowie Obi-Wana, bo przecież wokół przetaczał się ryk wulkanu. Ale Jedi go nie słyszał, za to całym sobą czuł tę ciszę tam na dole. Tam nikogo już nie było.
Bezwiednie osunął się na kolana, usiadł na kołyszącej się niebezpiecznie stalowej podłodze balkonika. Zrobiło mu się ciemno przed oczami i choć wiedział, że powinien uciekać, nie miał siły nawet drgnąć. Jakby to on sam umarł. A może jeszcze gorzej?
Aż nagle zerwał się, jednym susem zeskoczył na bezpieczny grunt z dala od strugi ognia i ruszył pędem w stronę statku. Padmé! Jak mógł o niej zapomnieć!

Zastał ją w takiej samej pozycji, w jakiej ją zostawili – zwiniętą w kłębek, obejmującą kurczowo brzuch. Nieprzytomną.
Przeniesienie jej do statku zajęło mu trochę czasu, ważyła… ważyli?… już sporo, a on panicznie bał się, że zrobi jej jakąś krzywdę. Z nauk mistrza Ki-Adi-Mundiego, który szkolił ich w dziedzinie podstaw medycyny, pamiętał tylko, że kobieta w jej stanie nie powinna leżeć długo na plecach, tylko koniecznie na lewym boku. Nie był pewien dlaczego, ale na wszelki wypadek obniżył maksymalnie oparcie fotela drugiego pilota i ułożył na nim Padmé, oczywiście na boku. Przypiął ją pasami, jak to tylko było w takim ułożeniu możliwe.
Musnął dłonią włosy dziewczyny, a po chwili wahania schylił się i pocałował ją w czoło.
– Niech Moc będzie z tobą, Ami – szepnął, siadając za sterami.
Odpalił silniki manewrowe i bardzo powoli nagrzewał główny silnik, a potem płynnym, mistrzowskim ruchem popchnął do przodu dźwignię napędu.
– Niech Moc będzie z wami obojgiem. – Czuł, jak znów przygniata go ten ciężar, o którym zapomniał na chwilę.
Ale teraz musiał kontrolować przyspieszenie, wyliczać współrzędne skoku i dyktować komunikaty, które trzeba było wysłać, zanim skoczą w nadświetlną.
• • •
Obi-Wan sprowadził statek do lądowania nad pałacem królewskim, zbudowanym w kotlinie wśród sięgających horyzontu ośnieżonych szczytów. Jedi widział już słynne Wiszące Ogrodu Aldeeranu – wielką dolinę, zieloną od roślinności porastającej schodzące w dół tarasy. Zgodnie z podaną przez radio instrukcją lądowisko medyczne powinno znajdować się w północnym skrzydle pałacu i podobno nie sposób je przegapić.
Rzeczywiście, kiedy znaleźli się już wystarczająco blisko, zauważył pulsujące światło otaczające wlot do hangaru. Czekano na nich.
Lądowisko było w zasadzie przeznaczone dla pojazdów poruszających się w atmosferze i spory statek międzyplanetarny nie zmieścił się w jego zadaszonej części. Na szczęście pogoda sprzyjała.
Obi-Wan błyskawicznie odpiął pasy i wybiegł ze statku, rzucając tylko przelotne, pełne troski spojrzenie na leżącą na sąsiednim fotelu Amidalę.
Tak jak się tego spodziewał, po opuszczonym przez niego trapie natychmiast wtoczył się duży robot medyczny, który delikatnie, lecz bardzo pewnie wyniósł dziewczynę na zewnątrz i ułożył na antygrawitacyjnych noszach.
Na platformie czekali król i królowa, jakaś młoda dziewczyna, zapewne dwórka, oraz, ku wielkiej radości Obi-Wana, Nessie i Cranberry, które najwyraźniej miały do pokonania krótszą trasę i dlatego zdążyły tak szybko przylecieć na jego wezwanie.
Przeszli przez obszerną komnatę, coś na kształt prywatnej poczekalni, bo znajdowało się w niej kilka foteli, kanapa i niski stolik. Rozsunęły się przed nimi kolejne drzwi i znaleźli się w wypełnionym aparaturą gabinecie. Nosze z Padmé zatrzymały się, a robot przełożył ją ostrożnie na łóżko diagnostyczne, które już od kilku chwil przygotowywała lekarka – wysoka, przystojna Rodianka. Podwinęła bluzkę Amidali i zaczęła przesuwać sondą po jej brzuchu, wpatrując się uważnie w ekran.
Było ich wszystkich ewidentnie za dużo w tym gabinecie, ale nikt jakoś nie palił się do wyjścia.
– Który to tydzień? – spytała lekarka, odwracając się do Obi-Wana.
– Nie mam pojęcia! Skąd mam wiedzieć?
– Myślałam, że skoro jest pan…
– Nie jestem ich ojcem! – zaprotestował tak gwałtownie, że aż się tego zawstydził i nerwowym gestem potarł brodę.
– Ich? – spytał Bail Organa.
– Tak, bliźniaki – odparł Kenobi. – Były przez chwilę niedotlenione, ale wydaje mi się, że już wszystko w porządku, prawda pani doktor?
Lekarka nie odpowiedziała, zajęta rozmową w swoim ojczystym języku z robotem medycznym. Za to królowa Liylah wydała polecenie dwórce:
– Wezwij przełożoną neonatologii z Mertilte. I niech weźmie jeszcze jeden inkubator.
Nessie spytała:
– Dlaczego niedotlenione, skąd wiesz?
Obi-Wan cofnął się w stronę Jedi i odpowiedział półgłosem:
– Dusił ją.
– Dusił? Kto?! – szepnęła zszokowana Nessie.
– Anakin.
– Ana… Tak gołymi rękami?
– Nie, Nessie – wtrąciła się ledwo dosłyszalnie Cranberry, blada jak płótno. – Na odległość.
Zapadła kamienna cisza. Choć mówili cicho, niewątpliwie słyszeli ich wszyscy.
Po chwili Rodianka skończyła badanie i rzuciła do robota, już w basicu:
– Przygotuj salę operacyjną.
Potem odwróciła się do pozostałych i powiedziała energicznie:
– No to się rozsypujemy.
– Że co?! – żachnęła się Cran.
– Że tniemy. Za jakiś kwadrans będziemy mieli dwa zdrowe, śliczne dzidziusie.
Cranberry, słysząc ton, jakim to zostało powiedziane, skrzywiła się z tak źle ukrywaną odrazą, że Bail Organa podszedł do niej i lekko objął za ramię.
– Spokojnie, Cran. Myślałem, że wy wiecie, jak zachować się w takich sytuacjach, podobno uczycie się pierwszej pomocy w nagłych wypadkach. Słyszałem kiedyś opowieści o rycerzu Jedi, który odebrał nagły poród na statku pasażerskim.
Chciał rozładować atmosferę, ale mu się to zdecydowanie nie udało, bo Cranberry spojrzała na niego lodowato z wyrazem twarzy mówiącym: „Milcz!”.
Tymczasem Nessie stanęła przy Amidali i gładziła ją po głowie, tym charakterystycznym ciepłym gestem i z tym krzepiącym półuśmiechem, który w podobnych okolicznościach Obi-Wan tyle razy widywał u swojego mistrza. Nosze, posłuszne poleceniom wydawanym przez robota, ruszyły ku bocznym drzwiom prowadzącym najwyraźniej do sali operacyjnej. Wtedy Nessie odprowadziła je tak daleko, jak tylko pozwoliła jej lekarka. Do ostatniej chwili dotykała czoła Padmé, a kiedy musiała się już cofnąć, trzymała jeszcze przez moment wyciągniętą rękę, aż drzwi zasunęły się przed nią ze świstem.
Wtedy uśmiech na jej twarzy zniknął natychmiast, zastąpiony głęboką troską. Podeszła do przyjaciół i odezwała się cicho:
– Jest bardzo źle.
Kiwnęli głowami, wiedzieli, o czym mówi.
– Ona po prostu nie chce żyć.
– Jak to nie chce? A dzieci? – Obi-Wan, nie mogąc podnieść głosu, podkreślił swoje wzburzenie gestem. – Jest za nie odpowiedzialna!
– Widocznie Vader był dla niej ważniejszy – powiedziała powoli Cranberry.
Kenobi wzdrygnął się, słysząc to imię wypowiedziane tak naturalnie.
– A dla ciebie? – spojrzał na nią bardzo uważnie.
– Dla mnie nie – wytrzymała jego spojrzenie. – My tylko wyglądaliśmy jak bliźniaki – zaśmiała się nerwowo.

Królewska para już nie słyszała tej rozmowy, wyszli do poczekalni.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Lagasz. Za cenę krwi
Barbara Konopka

2 VII 2022

Hegal poszedł za radą Hassema, gdy odkrył w swym łożu jadowitego skorpiona. Poskromił pierwszy odruch lęku i odrazy. Potraktował to zdarzenie jak naturalną kolej losu, nieuchronność, która musiała się wydarzyć.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Sin-ra
Anna Sikorska

2 IV 2022

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Druga szansa
— Magdalena Stawniak

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Nocą wszystkie koty są czarne
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.