Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Dawid Zieliński
‹Manuskrypt›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorDawid Zieliński
TytułManuskrypt
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia inżynier, z serca i duszy zabawiacz wymyślonymi opowieściami. Pisaniem zajmuję się od 10 roku życia (obecnie 28 na karku), ale na poważnie zacząłem robić to dopiero kilka lat temu z mniejszymi bądź większymi sukcesami. Na łamach „Esensji” pojawiam się już po raz trzeci. Staram się tworzyć klasyczną literaturę grozy, osadzoną w naszej codziennej rzeczywistości, rzadziej science-fiction czy fantasy. Niniejsze opowiadanie jest moim hołdem dla twórczości H.P. Lovecrafta – pisarza, bez którego współczesny horror miałby zapewne zupełnie inne oblicze.
Gatunekfanfiction, groza / horror

Manuskrypt

1 2 3 33 »
Szepczący w ciemności starzec wykrzywił blade wargi i odparł:
– „W tym domu w R’Lyeh czeka w uśpieniu zmarły Cthulhu”. Właśnie to znaczą te słowa. Szaleństwo skryte w głębinach oceanów. Część tego szaleństwa obudziliśmy we wzgórzu, stawiając na nim tą przeklętą latarnię.

Dawid Zieliński

Manuskrypt

Szepczący w ciemności starzec wykrzywił blade wargi i odparł:
– „W tym domu w R’Lyeh czeka w uśpieniu zmarły Cthulhu”. Właśnie to znaczą te słowa. Szaleństwo skryte w głębinach oceanów. Część tego szaleństwa obudziliśmy we wzgórzu, stawiając na nim tą przeklętą latarnię.

Dawid Zieliński
‹Manuskrypt›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorDawid Zieliński
TytułManuskrypt
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia inżynier, z serca i duszy zabawiacz wymyślonymi opowieściami. Pisaniem zajmuję się od 10 roku życia (obecnie 28 na karku), ale na poważnie zacząłem robić to dopiero kilka lat temu z mniejszymi bądź większymi sukcesami. Na łamach „Esensji” pojawiam się już po raz trzeci. Staram się tworzyć klasyczną literaturę grozy, osadzoną w naszej codziennej rzeczywistości, rzadziej science-fiction czy fantasy. Niniejsze opowiadanie jest moim hołdem dla twórczości H.P. Lovecrafta – pisarza, bez którego współczesny horror miałby zapewne zupełnie inne oblicze.
Gatunekfanfiction, groza / horror
„Nie należy sądzić, że człowiek jest najstarszym i ostatnim władcą na ziemi albo że zwykła masa życia i substancji to wszystko, co istnieje na tym świecie. Dawne Istoty były, są i będą zawsze. Nie w znanych nam przestrzeniach, ale pomiędzy nimi. (…). Czekają cierpliwie, potężne, bo znowu tutaj zapanują.”
H.P.Lovecraft, „Koszmar w Dunwich”
„Te Wielkie Stare Bóstwa – wyjaśniał dalej Castro – nie miały ciała ani krwi.Posiadały kształt, ale nie były zbudowane z materii.”
H.P. Lovecraft, „Zew Cthulhu”
„Nie jest umarłym ten, który może spoczywać wiekami. Nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.”
Abdul Alhazred, „Necronomicon”
Rękopis znaleziony w gabinecie doktora Jeremiasza Grockiego 26 marca 1926 roku.
Przeklinam dzień, w którym ujrzałem go po raz pierwszy. Jasną plamą spękanych, zmurszałych miejscami murów odcinał się od reszty wieczornego, ciemniejącego coraz bardziej nieba, wznosząc się monumentalnie jak wysunięty ponad resztę świata diabelski szpon. Pośród wyludnionej, sprawiającej wrażenie martwej od wieków okolicy, wysoki budynek na skalistym wzgórzu u progu ponurej gęstwiny czarnego lasu wydawał się być osobliwym, nieco zapomnianym drogowskazem. Wówczas w najbardziej oderwanych od racjonalności snach nie mógłbym nawet przypuszczać o kresie drogi, jaką mi wskazał; w innym wypadku niewątpliwie odwróciłbym się i odjechał stamtąd jak najszybciej, bez oglądania się za siebie. Gdybym tylko znał prawdę w takim stopniu, jak znam ją teraz, gdybym tylko wiedział, co kryją wnętrza tej przeklętej latarni, zostawiłbym to złowrogie dla świata miejsce z przeraźliwym krzykiem, lecz zdołałbym ocalić chociaż resztki swego człowieczeństwa i równowagę umysłu.
Strach odbiera mi zdolność jasnego myślenia, nie pamiętam już jak wygląda życie bez jego obecności. Nie ma dla mnie odwrotu, znikąd szukać pomocy; wiem doskonale, że tamte stworzenia ruszyły w ślad za mną. Czuję to, w jakiś niemożliwy do pojęcia sposób w głębi samego siebie odbieram każdy ich krok. Bezsenne noce, które spędzam w kącie swego pokoju ze strzelbą zaciśniętą w drżących, mokrych od potu dłoniach przesycone są dolatującym spod skał nawoływaniem. Zew ten, okrutny i przeraźliwy, od brzmienia którego włosy na mych skroniach dawno już pobielały, bezustannie przypomina mi, że koszmar tamtych kilku dni wciąż trwa, że nie skończył się wraz z moją szaleńczą ucieczką, kiedy to kierowany tylko wewnętrznym, czysto zwierzęcym instynktem przetrwania, nie bacząc na nic wypadłem z dzikim wrzaskiem na plażę u stóp wzgórza, cudem wydostawszy się z sieci bezdennych jaskiń w jego wnętrzach. Kształty, które majaczyły w ciemnościach, głęboko pod fundamentami latarni, wciąż stoją mi przed oczyma, napawając niesłabnącym, wiecznym przerażeniem.
Świadomość istnienia owych prastarych sił, dla których człowiek jest tylko nic nie znaczącym mgnieniem na niekończącej się przestrzeni dziejów, wiedza o wszystkich tych okropieństwach czających się w mroku na krawędzi widzialności, które były tutaj na długo przed naszym zaistnieniem, wydaje mi się być gorszą od samej śmierci. Z jej macek nie mogę się wyrwać.
Teraz, kiedy piszę te słowa, za oknem powoli zbliża się noc, lecz ja nie jestem w stanie powiedzieć, czy będę jeszcze mógł zobaczyć świat jutrzejszego poranka. Nigdy dotąd tak silnie nie odbierałem tego czegoś; jest już niedaleko, to pewne. Muszę się spieszyć, pozostało mi niewiele czasu.
Siedzę samotnie, zamknięty w mym gabinecie. Z trudem utrzymuję pióro w drżącej dłoni, pergamin rozmazuje mi się przed oczyma. Na blacie biurka obok mnie spoczywa broń; myśliwska strzelba, którą dostałem od dziadka na osiemnaste urodziny. Mam w zapasie kilkanaście sztuk amunicji; jeśli ołów nie zdoła go powstrzymać, wówczas nie zawaham się ani przez chwilę i pociągnę za spust, kiedy skieruję lufę na swoją głowę. Muszę jednak spisać mą opowieść; niech będzie ona przestrogą dla wszystkich, którzy trafią w tamte okolice, kiedy mnie nie będzie już pośród żywych. Ten pisany ostatkiem sił manuskrypt jest jedynym co mi pozostało.
Zacznę jednak od początku.
Wycinek prasowy z pierwszej strony „Panoramy Pomorza”, opatrzony datą 21 lipca 1875 roku.
Prace rozpoczęte!
Wczorajszy dzień niewątpliwie był powodem do radości dla mieszkańców Tempuszowa Pomorskiego. We wczesnych godzinach rannych na jednym z okolicznych wzgórz, tuż u nasady falochronu północnego, rozpoczęła się z dawna zaplanowana budowa niezwykle wyczekiwanej latarni morskiej, która w wyraźny sposób podniesie bezpieczeństwo żeglugi w tym rejonie. Wpłynie to na istotne znaczenie Tempuszowa jako portu rybackiego oraz handlowego, oba te rynki zaś stanowią podstawę, na której opiera się całe miasteczko. Na przełomie ostatnich dziesięciu lat na okolicznych skałach i mieliznach rozbiło się bądź ugrzęzło ponad 20 statków i kutrów, narażając tym samym armatorów na kolosalne wręcz straty, a także skutecznie zniechęciło do kolejnych rejsów po tych wodach. Nic więc dziwnego, że niemal 90 %t mieszkańców popiera budowę latarni. Jedynym mankamentem jest planowany czas prac – około dwóch lat.
Latarnia ma mieć wysokość 57 metrów, a zasięg jej światła wynosić będzie 25 mil morskich, co daje odległość równą 46 kilometrom. Do wieży przylegać będą dwa dwukondygnacyjne budynki mieszkalne, po jednym na część wschodnią i zachodnią wybrzeża. Z mieszkań tych zapewne już teraz cieszą się ci, którzy mają zamiar ubiegać się o posadę latarnika.
Na tak długi czas budowy niewątpliwie wpływa typ gruntu, na którym stać ma latarnia. Postawienie fundamentów będzie najtrudniejszym etapem, gdyż skała, z której uformowane jest wzgórze, okazała się odporna na wszelkie próby jej rozbicia. Najpóźniej do dzisiejszego wieczora dostarczone mają być materiały wybuchowe, którymi przewiduje się rozsadzenie kamienia. W planach uwzględnia się także obszerne piwnice, jednak nie wiadomo, czy w takich warunkach dojdzie do ich wybudowania.
Niestety nie udało nam się porozmawiać z człowiekiem, dzięki któremu postawienie latarni stało się możliwe. Szanowny Pan Albert Milewski, inicjator i główny finansista całego projektu pozostaje niezwykle trudno uchwytny niemal od samego początku planów związanych z pracami nad latarnią. Pan Milewski pokrył z własnych funduszy wszelkie koszty budowy, stawiając miastu jeden tylko warunek. Nowa latarnia miała powstać w miejscu precyzyjnie określonym przez niego samego. Wzgórze, które wskazał pan Milewski po jego wielogodzinnych, samotnych wędrówkach po okolicy, pomimo trudności gruntowych okazało się najlepszym, gdyż jako najwyższe w okolicy i niczym nie osłonięte od strony morza z pewnością przyczyni się do zwiększenia zasięgu i widoczności światła latarni.
Pozostaje nam zatem czekać do czasu zakończenia prac i oddania w pełni sprawnej latarni. Miejmy nadzieję, że chwila ta nie zostanie opóźniona przez jakiekolwiek niespodziewane wydarzenia, a mieszkańcy Tempuszowa będą mogli cieszyć się ze spokojnej i przede wszystkim bezpiecznej żeglugi wzdłuż wybrzeża.
D.P.Z.
Na drogę, która zaprowadziła mnie do owego miasteczka i jego ponurych tajemnic, wkroczyłem po raz pierwszy 30 czerwca 1924 roku, chociaż wówczas nie byłem nawet w najmniejszym stopniu świadomy szaleństwa, jakie wyciągnęło po mnie swe szpony. Podróż, którą zamierzałem odbyć wzdłuż linii wybrzeża, miała charakter czysto naukowy, zamierzałem bowiem w tamtejszych wioskach i miasteczkach pozbierać nieco materiałów do przygotowywanej przeze mnie pozycji, którą roboczo zatytułowałem „Mity i legendy polskiego wybrzeża”. Wolumin ten w założeniach miał stać się przydatny podczas prowadzenia mych zajęć i wykładów na Uniwersytecie Jagiellońskim, a także służyć pomocą dydaktyczną dla studentów innych uczelni w Polsce, tak więc z zapałem zabrałem się do pracy i wraz z pierwszymi promieniami słońca opuściłem rodzinny Kraków podążając na północ kraju.
Nie jest mym celem przytaczanie szczegółów tej podróży, niech więc wystarczające będzie jeśli powiem, że z dnia na dzień zbierałem coraz więcej interesujących mnie informacji, rozmawiając z tamtejszymi ludźmi, szperając w archiwach lokalnych gazet, czy też spędzając niejednokrotnie całe godziny na przekopywaniu małomiasteczkowych bibliotek. Sypiałem i jadałem każdego dnia w innym miejscu, sumiennie i z rozsądkiem wydając fundusze, jakie na całość tego projektu, wraz ze służbowym samochodem, przydzieliła mi uczelnia. I tak drążąc i przekopując się poprzez istny gąszcz podań i niezwykłych, często zmyślonych zupełnie historii, natknąłem się na Tempuszów Pomorski, średniej wielkości miasteczko rybackie, owiane widmem niewyjaśnionej tajemnicy, która niemal natychmiast zawładnęła mą wyobraźnią. Wówczas jeszcze wydawała mi się tylko ciekawą, intrygującą, nieco wyolbrzymioną legendą, zakorzenioną w nadmorskim społeczeństwie do tego stopnia, że niemożliwością byłoby pominięcie jej w mej pozycji. Prawda o starej latarni na skalistym wzgórzu przerosła jednak wszelkie oczekiwania.
Pośród pustego, zimnego krajobrazu szarych pagórków porosłych poskręcanymi, bezlistnymi drzewami, których konary przywodziły na myśl ramiona zgrzybiałego starca, czy w końcu szumiących gniewnie, targanych wiatrem traw, przedzierając się przez rozmiękłe, błotniste drogi pełne wypełnionych wodą, głębokich kolein, w których co chwilę grzęzły koła mojego auta, spostrzegłem ją.
1 2 3 33 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

W oczach gwiazd
Adrianna Filimonowicz

12 X 2020

Czy miałem prawo stawać między nią a losem, który wskazały jej duchy? Czy byłoby to w istocie dobre? Tyyine dają nam wiele, lecz nie ma w tym szczodrości. Za każdy dar płacimy. Zmęczeniem, krwią, czasem życiem czy szaleństwem. Isirre miała dokonać czegoś wielkiego. Dla swego ludu i dla siebie. Za cenę jednak czegoś więcej niż życie, czego nawet nie umiałem nazwać. I na co się nie godziła…

więcej »
Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Luka w pamięci
Marianna Szygoń

12 IX 2020

Przecież batyskaf ma dwa miejsca, dla bezpieczeństwa człowiek zabierał robota. Zwłaszcza wybierając się w miejsce na granicy zasięgu łodzi. Wtedy tak naprawdę do niej dotarło, że szuka nie jednego, a dwóch naukowców. Kim był android, który zaginął wraz z nim? Dlaczego nikt o nim nie wspomniał?

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Tuaranga
Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka

4 VII 2020

Ostrzeżenie: opowiadanie tylko dla czytelników dorosłych!

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Głęboki Grób – część 2
— Dawid Zieliński

Głęboki Grób – część 1
— Dawid Zieliński

Pewne formy zła
— Dawid Zieliński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.