Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Anna Łagan
‹Niszczyciel›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Łagan
TytułNiszczyciel
OpisAutorka pisze o sobie:
Urodzona w Krakowie, w roku 1983. Po długich i burzliwych poszukiwaniach zrozumiałam, że w życiu mam trzy pasje: literaturę, religioznawstwo i gry fabularne. To opowiadanie właściwie pierwszy mój opublikowany tekst, chyba, że liczyć te rozrzucone po portalach, forach i blogach.
Gatunekfantasy

Niszczyciel

« 1 8 9 10 11 »

Anna Łagan

Niszczyciel

— Bo się tu nudzę, bo w mieście zarobię teraz więcej, no i dlatego, że już nic tu po mnie. Eamon radzi sobie doskonale beze mnie. — Alisa wydęła usta. — Normalnie powiedziałabym, że to zły znak, ale zważywszy na to, w jakim charakterze zostałam zatrudniona… Ten facet chyba udaje głaz, albo cała ta magia zrobiła z niego impotenta… To jak, mogę odejść?
— Możesz. — Dinah spokojnie kiwnęła głową. — Przyślę ci zaległe pieniądze.
Powoli weszła na górę. Eamon siedział na łóżku, czytając powieść, jedną z tych, którymi pasjonowały się damy dworu i żony magnatów. Czytał, co mu wpadło w ręce, żeby oswoić się z językiem i zabić czas. Gdy weszła, podniósł głowę.
— Wyglądasz na skołowaną — stwierdził na przywitanie.
— A ty wyglądasz na bardzo zadowolonego z siebie.
— Wcale nie. Po prostu śmieję się z tych romantycznych bzdur. — Odłożył książkę na bok. — Nie wiem, czy wiesz, ale mogę już stać.
Opuścił nogi na podłogę i podniósł się powoli, podpierając się rękami. Chwiał się i Dinah obawiała się, że w każdej chwili może upaść. Zerwała się, gotowa go złapać, on jednak usiadł z powrotem.
— Bałaś się, że polecę prosto w twoje ramiona?
— Wcale nie — zaprzeczyła.
— Ależ tak. — Wyglądał na rozbawionego. — Może powinienem był…?
— Nie, nie powinieneś.
— Czego się boisz, Dinah?
Zbyt wielu rzeczy. Ksiąg w pałacu. Siebie.
Westchnęła.
— Tego, że gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach, wszystko między nami wyglądałoby inaczej.
— Nie moglibyśmy spotkać się w innych okolicznościach, Dinah. Nie mogłoby wyglądać inaczej. Jesteśmy skazani na siebie, czy tego chcesz, czy nie.
— Skazani to przerażające słowo.
— Być może — zgodził się. — Ale widzisz jakieś inne wyjście? Mogę nie wiedzieć, kim naprawdę jestem, ale wiem, że w przeciwieństwie do ciebie nie lubię się zadręczać — dodał, kładąc dłoń na jej ramieniu i pochylając się w jej stronę. — Bardzo nie lubię.
Zamknęła oczy i wstrzymała oddech.
• • •
Czuła się winna, że nie powiedziała Eamonowi o księgach. To właśnie powinna była zrobić w pierwszej kolejności. Czy czuła się winna, że przez pewien czas była po prostu Dinah? Nie wiedziała. Może. Z pewnością się bała i miała wrażenie, że otrzymała od życia zbyt wiele i że życie upomni się o to, odbierając jej coś cennego.
Wychodząc z założenia, że jej nieobecność nie przeszkodzi w kontynuowaniu obrad, rankiem zjawiła się na wykopaliskach. Wiedziała, co znajdzie w księgach, bo przecież nie mogła znaleźć nic innego.
Zawsze była osobą ambitną. Lubiła władzę. Lubiła swoje stanowisko, świadomość, że ma wpływ na to, co dzieje się w królestwie. A teraz traciła ten wpływ, kontrolę nad polityką i nad własnym życiem.
W nikłym świetle płynącym z wnętrza szklanej kuli, delikatnie przewróciła stronę starej księgi. Litery były niewyraźne, ten, kto je pisał, nie starał się o czytelność. Zupełnie jak Eamon.
Opanowała drżenie dłoni. Nie chciała wierzyć tym słowom, ale mimo to pragnęła je poznać, wiedzieć… Wszystko, czego się dotąd nauczyła, mówiło jej, że jeden człowiek nie może zmienić miasta w jałowe pustkowie, zabijając ponad dwieście tysięcy mieszkańców i wielotysięczną najeźdźczą armię. Nawet gdyby mógł, nie byłby zdolny ocalić siebie, nie na całe dwa tysiąclecia. Jednak współczesna magia pełna była luk. Jej osiągnięcia były niekompletne w porównaniu z tym, co umieli magowie przed upadkiem, zanim fanatyzm Mrocznych Wieków zniszczył ludzi i księgi. Kiedy czytała historyczne opisy, kręciła głową, mówiła „to niemożliwe”. To samo twierdzili Mistrzowie z Kolegium, lecz czyż magia sama w sobie nie była niemożliwością? Obchodzeniem luk w prawach natury?
Autor zapisków dysponował inteligencją i wiedzą przewyższającą wszystko, do czego Dinah była przyzwyczajona. Upadające imperium, rządzone przez szalonych, skażonych chorobami i paranoją cesarzy, rozbite na części rosnącymi wpływami możnych, otoczone przez barbarzyńców, wydało też na świat maga, którego potencjał nie miał sobie równych. Mężczyzna wiedział o tym — szkolony od chwili odkrycia talentu i od tej samej chwili poddawany regularnemu warunkowaniu. Być może na cesarskim dworze to on był najbardziej szalony, bardziej niż jego władca czy barbarzyńskiego pochodzenia generał, który w krytycznej chwili, uwolniony przez wrogiego czarnoksiężnika od warunkowania, zdradził swego pana…
Ostatnie dni były piekłem — oblężone miasto straciło zapasy żywności, ludność gromadziła się pod oknami pałacu, błagając, by cesarz skapitulował i ocalił poddanych. Autor notatek patrzył na to bezsilnie, nie mogąc sprzeciwić się rozkazom swojego pana. Słuchał kolejnych szaleńczych teorii — najpierw koncepcji pokonania wroga, potem idei spektakularnego zniszczenia wszystkiego i wszystkich. Zobowiązany do lojalności, zaczął jednak opracowywać plan…
Nerwowo przekładała kartki. Pismo traciło na czytelności, notatki stawały się coraz bardziej chaotyczne. Czy to złudzenie, czy rzeczywiście czuła rozpacz i poczucie beznadziei, które towarzyszyły tamtemu mężczyźnie w ostatnich dniach cesarstwa?
Zdobycie ilości energii wystarczającej do zniszczenia armii nie było niemożliwe. Mag miał wystarczający potencjał przepływu, by ukierunkować tak dużą moc — problemem było źródło. Magia jest energią, wszystko można zmienić w energię — to jedno z najstarszych praw, znane już starożytnym. Większość magów czerpała moc z otoczenia, nie naruszając go zbytnio, ale od dawien dawna wiedziano, jak potężnym źródłem może być ofiara. Życie setek tysięcy mieszkańców Turanu powinno wystarczyć…
Dlaczego, zastanawiała się Dinah, nie można było zabić w ten sposób wrogów? Bo żaden człowiek nie jest w stanie utrzymać w sobie większych ilości energii przez dłuższy czas, odpowiedziała sama sobie. Mag nie jest źródłem mocy — jest tylko świadomie kierującym ją kanałem… Jeśli… jeśli ten mag zgromadził w sobie tyle energii, eksplozja była nieunikniona…
Cofnęła się od rozłożonej na stole księgi. Światło w kuli dopalało się powoli. Nie musiała czytać więcej, zresztą kolejne kartki były puste. To, co stało się potem, mogła dopowiedzieć sobie bez trudu.
Warunkowany od dzieciństwa mag nie miał wyjścia. Zabił mieszkańców miasta, kierując w siebie ich siłę życiową. W końcu przy życiu pozostali tylko on i cesarz, ostatni żywi w gigantycznym grobowcu. Mag zgromadził w sobie moc, której nie mógł długo utrzymać w tym stanie… Może jakieś jej cząstki zaczęły uwalniać się same, może któraś z nich złamała warunkowanie i mężczyzna po raz pierwszy od wielu lat był zdolny działać samodzielnie — choć wybór miał niewielki, gdy energia próbowała wyrwać się z jego ciała. Zabicie cesarza i próba ocalenia siebie były zapewne jedynym racjonalnym wyjściem.
A potem niebo nad Turanem gwałtownie pociemniało, potężny wir wyładowań zaczął niszczyć wszystko dookoła, pozostawiając po sobie zgliszcza i wyjałowioną ziemię. Szalony cesarz dopiął swego — umarł wraz ze swym miastem i z wrogami, pieczętując upadek imperium. Niemal cały kontynent na wiele stuleci pogrążył się w zapaści i chaosie. Magia, potężna siła, która zniszczyła imperium, stała się sztuką zakazaną. Zabijano mistrzów, palono księgi. Ludzie obawiali się, że tragedia, która kiedyś spotkała Turan, może się powtórzyć. Musiało minąć tysiąc pięćset lat, nim u boku króla w roli sługi i doradcy po raz kolejny pojawił się mag. Dawna, niebezpieczna wiedza została zapomniana i wszyscy wierzyli, że uczyniono dość, by zapobiec ponownej klęsce.
Powtórzy się, myślała Dinah, spoglądając na wypełniony księgami pokój. Powtórzy się, bo władza upaja. Ktoś odczyta to wszystko, wypróbuje stare metody, użyje dawno zaginionych zaklęć. Bo chęć kontrolowania innych jest zbyt wielka, a za pomocą strachu łatwo jest rządzić. Bo trudno jest oddać raz zdobytą władzę.
Najstarszy książę był nieodpowiedzialnym hedonistą, jego młodszy brat — niebezpiecznym fanatykiem. I to ten niebezpieczny fanatyk miał wkrótce przejąć władzę.
Gdyby zdobyła kartę przetargową, coś zdolnego wstrząsnąć Turanem…
Na wszystkich bogów, miała ją tu, w tym pokoju. Pod palcami. W zasięgu jej ręki leżała cała dawna wiedza. Nie musiała wdzierać się do zniszczonego umysłu Eamona, mogła pozwolić mu nie pamiętać.
— Jestem wierną poddaną króla — powiedziała cicho.
Jakże złowieszczo to zabrzmiało. Wierna królowi. Widać nie potrzebowała warunkowania…
Ostrożnie wsunęła księgę z zapiskami do torby, pozwoliła lampie zgasnąć i wyszła z komnaty.
« 1 8 9 10 11 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.