Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Anna Łagan
‹Niszczyciel›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Łagan
TytułNiszczyciel
OpisAutorka pisze o sobie:
Urodzona w Krakowie, w roku 1983. Po długich i burzliwych poszukiwaniach zrozumiałam, że w życiu mam trzy pasje: literaturę, religioznawstwo i gry fabularne. To opowiadanie właściwie pierwszy mój opublikowany tekst, chyba, że liczyć te rozrzucone po portalach, forach i blogach.
Gatunekfantasy

Niszczyciel

« 1 3 4 5 6 7 11 »

Anna Łagan

Niszczyciel

Tylko one się poruszały, reszta ciała pozostawała sztywna, co sprawiało dość makabryczne wrażenie. Patrzył na zebranych, króla, profesora Akraza, adepta Riseniusa, ale najczęściej chyba na Dinah, bo właśnie ona stała najbliżej. W pierwszej chwili wszystkie słowa w staroturańskim uciekły jej z głowy, potem było już lepiej i mogła przemówić, kalecząc starożytny język.
— Jeśli mnie słyszysz i rozumiesz, mrugnij.
Jedno piwne oko zamknęło się powoli i otwarło znowu.
Dinah uśmiechnęła się szeroko. Miała ochotę skakać z radości, ale w sytuacji, w jakiej się znajdowała, nie było to pożądane. Prędko zaczęła się zastanawiać nad treścią następnego pytania. Przecież chciała wiedzieć tak wiele, że…
— Prawe oko „tak”, lewe „nie”, oboje „nie wiem”, rozumiesz?
Mrugnięcie prawym okiem i kolejny uśmiech na twarzy nadwornego maga.
— Czy twój umysł funkcjonuje prawidłowo?
Prawe oko, potem oboje oczu.
— Czy wiesz, co cię przebudziło?
Oboje oczu, potem lewe.
— Czy pamiętasz co się z tobą działo?
Lewe oko.
— Czy pamiętasz, w jakich okolicznościach zasnąłeś?
Lewe oko. Oboje.
W sercu Dinah narastał niepokój.
— Czy pamiętasz, co działo się przed twoim zaśnięciem?
Lewe oko.
— Czy — wypowiedziała to pytanie prawie szeptem — pamiętasz swoje imię?
I znów lewe.
Dinah westchnęła ciężko. Zza swoich pleców usłyszała jęk rozczarowania. Nie wiedziała, kto go z siebie wydał, ale w tej chwili było to nieistotne. Odwróciła się do pozostałych.
— Jeśli możecie, panowie — poprosiła — zostawcie nas samych…
Wycofali się. Dinah zamknęła drzwi i usiadła na krześle obok łóżka. Spojrzała na delikatną twarz mężczyzny.
— To bardzo ważne, że się obudziłeś, ale chyba wszyscy oczekiwaliśmy zbyt wiele…
Dwoje oczu mrugnęło, jakby mężczyzna dawał do zrozumienia, że nie pojmuje, o co właściwie chodzi.
— Znaleźliśmy cię w osłonie z magicznej energii. Udało nam się ją zdjąć — mnie i trójce innych mistrzów magii, rozumiesz? To nie ci ludzie, którzy byli tu przed chwilą — dodała. — Ten dostojny szatyn to mój król, ten starszy mężczyzna to uczony… historyk. — W staroturańskim nie istniało słowo „archeolog”. — A ten młody to mój asystent. Jestem mistrzem magii i nadwornym magiem. Wiem, że jestem młoda, ale ty też wcale nie wyglądasz na starego. — Zawahała się. Mogła się mylić. Magowie przepuszczali przez swoje ciała takie ilości energii, że jej część zawsze zostawała w organach wewnętrznych, przedłużając życie. Nie wiązało się to z młodym wyglądem, ale były pewne zaklęcia… Ona sama nie stosowała ich i wyglądała dokładnie na to, kim była — przeszło trzydziestoletnią, zaniedbaną kobietę. Ale delikatna budowa i rysy twarzy tego mężczyzny mogły nie być naturalne. — Czy jesteś… czy byłeś magiem? — spytała.
Oboje oczu.
Westchnęła.
— Szkoda… Wiesz, mam nadzieję, że się okaże, że jesteś mistrzem magii… staroturańska magia… Pamiętasz Turan?
„Tak”.
To było do przewidzenia. Ludzie z amnezją zachowywali zazwyczaj umiejętności i wiedzę ogólną. Jedyne, czego im brakowało, to świadomość własnej osobowości i czynów. Jeśli mężczyzna pamiętał miasto, w którym według jej przypuszczeń mieszkał, była duża szansa, że z czasem, gdy już odzyska władzę nad ciałem, będzie mógł przekonać się o swoich rzeczywistych umiejętnościach. Jeśli wykaże zdolność do kontrolowania energii…
— Turan został zniszczony, wiesz o tym?
„Nie”.
— Cesarz zniszczył miasto, kiedy uznał, że nie uda mu się ocalić go przed najeźdźcami. Pamiętasz wojnę?
Chwila wahania. „Nie wiem”. Chwila wahania. „Tak”.
— Od tego czasu minęły dwa tysiące lat — poinformowała. Piwne oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu. — Stary Turan jest ruiną, ale miasto, w którym jesteśmy, też nazywa się Turan, tak samo jak nasze królestwo. Obawiam się, że świat sporo się zmienił od twoich czasów… Słuchaj, dopóki się nie dowiem, jakie jest twoje prawdziwe imię, muszę cię jakoś nazywać. Czy zgodzisz się, żebym mówiła do ciebie Eamon?
W odpowiedzi mężczyzna mrugnął prawym okiem. Dinah uśmiechnęła się.
— To nam ułatwi kontakty. Rozważałam wejście do twojego umysłu i obudzenie cię, wiesz? To ryzykowne, ale nie wiedzieliśmy, czy dasz radę obudzić się sam. Wygląda na to, że jedynie twoje płuca i serce pracowały, kiedy zdjęliśmy osłonę. Resztą trzeba będzie się zająć…
Prawdę powiedziawszy, Dinah lubiła mówić. Lubiła ludzi, z którymi mogła prowadzić długie dyskusje, ludzi, którzy stymulowali ją intelektualnie. Eamon, odpowiadając jedynie za pomocą mrugnięć, nie mógł powiedzieć jej wiele, ale czarodziejka przez cały czas wyobrażała sobie wszystko, czego się od niego dowie, gdy wreszcie będzie w stanie poruszać wargami. Hamowała trochę swój entuzjazm, powtarzała sobie, że może wcale nie ma do czynienia z potężnym magiem, ale jej oczekiwania i tak były wielkie. Wierzyła, że im więcej opowie Eamonowi o nowym świecie, tym większa jest szansa, że na zasadzie analogii przypomni sobie rzeczywistość, w której żył. Opowiadała więc o ustroju politycznym, o rozwoju nauki, jaki dokonał się z inicjatywy Vergiusa Mędrca i światłych władców innych państw po ponadtysiącletnim upadku. O Królewskim Uniwersytecie, o długotrwałych i mozolnych wykopaliskach w Starym Turanie, o Kolegium i jego własnych odkryciach oraz o nadziejach, jakie naukowcy wiązali ze starożytnymi księgami. O polityce królestwa, chwiejnej równowadze między współczesnym Turanem i innymi państwami wyrosłymi na gruzach dawnego cesarstwa. O mądrości obecnego króla i lekkomyślności jego następcy, o gorliwej religijności młodszego królewicza, o kryzysie starego porządku, bogacącej się arystokracji, ludności masowo przybywającej do miast, by zatrudnić się w manufakturach, o próbach stworzenia nowego ustroju, w którym władza królewska podlegałaby konstytucji. Zapewne popełniła mnóstwo błędów językowych, gdyż starotruański był językiem martwym, używanym jedynie w księgach i w liturgii, ale nawet, jeśli jej błędy wywołały rozbawienie, Eamon i tak nie był w stanie go okazać. Dinah trajkotała bez przerwy, niczym przekupka na targu, aż zaschło jej w gardle. Wtedy uświadomiła sobie, że od poprzedniego ranka zjadła jedynie pomarańczę.
• • •
Wynajęcie masażysty było najbardziej żenującym zadaniem w całym życiu Dinah. Ponieważ teoria o terapeutycznych właściwościach dotyku uznawano w Turanie za pozbawioną podstaw naukowych, inaczej niż w niektórych krajach południa nie sposób było tu znaleźć specjalistę od masażu, który nie trudniłby się przy tym prostytucją. Chcąc nie chcąc, Dinah, w towarzystwie aż nadmiernie pobudzonego tym wydarzeniem Riseniusa, musiała odwiedzić przybytek, do którego nigdy nie weszłaby z własnej woli. Przekraczała jego próg z nadzieją, że nikt jej nie rozpozna.
Niestety, przeliczyła się. Zarządzająca domem uciech kobieta musiała być świetnie poinformowana, bo powitała gości z przesadną uprzejmością. Dinah poczuła, że jej twarz przybiera kolor buraka, zaś Risenius z ciekawością rozglądał się dookoła, kontemplując przedziwne kombinacje rąk i nóg na zdobiących atrium obrazach.
— Potrzebuję wykwalifikowanego masażysty — poinformowała nadworny mag, gdy madame skończyła wylewne przywitanie. — Osoby dyskretnej, która nie zdradzi nikomu, czym się zajmuje.
— Rozumiem, reputacja szlachetnej mistrzyni…
Dinah skrzywiła się. Reputację miała, owszem. Aseksualnej profesjonalistki. Wprawdzie co jakiś czas krążyły pogłoski o jej romansach czy to z królem, czy to z następcą tronu, czy wreszcie z własnym asystentem, z braku dowodów znikały równie szybko, jak się pojawiały. nadworny mag była uważana za osobę albo pozbawioną potrzeb seksualnych, albo też doskonale je ukrywającą. Wieść o jej odwiedzinach w domu publicznym obiegłaby miasto z szybkością błyskawicy.
— Raczej sprawa wagi państwowej — rzekła, przyciszając głos. — Jeśli pani pozwoli, chciałabym porozmawiać na osobności.
Madame skinęła głową. Prostytutki były osobami z natury dyskretnymi. Do ich klientów należeli przedstawiciele wszystkich warstw społecznych. Świadcząc usługi seksualne, wysłuchując zwierzeń i oglądając rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, umiały trzymać język za zębami. Owszem, mit kurtyzany-szpiega był powszechny i poniekąd miał oparcie w rzeczywistości, lecz kobiety i chłopcy, zatrudnieni w najlepszym domu publicznym w mieście, byli wierni przede wszystkim królowi. Jako urzędnik państwowy, w dodatku z najbliższego otoczenia władcy, nadworny mag mogła liczyć na utrzymanie tajemnicy. Gdyby mimo to pojawiły się plotki, źródłem musiałby być ktoś z zewnątrz.
« 1 3 4 5 6 7 11 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.