Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Anna Łagan
‹Niszczyciel›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Łagan
TytułNiszczyciel
OpisAutorka pisze o sobie:
Urodzona w Krakowie, w roku 1983. Po długich i burzliwych poszukiwaniach zrozumiałam, że w życiu mam trzy pasje: literaturę, religioznawstwo i gry fabularne. To opowiadanie właściwie pierwszy mój opublikowany tekst, chyba, że liczyć te rozrzucone po portalach, forach i blogach.
Gatunekfantasy

Niszczyciel

« 1 6 7 8 9 10 11 »

Anna Łagan

Niszczyciel

— Jeśli odzyskasz pamięć, przydasz się.
— Jestem dla ciebie tylko inną formą książki? — spytał, zupełnie ją tym pytaniem zaskakując.
— Nie… — powiedziała z ociąganiem. — Ale skoro mówimy o przydatności…
— Jasne. Rozumiem. Wiedza, którą posiadam. A jeśli się okaże, że nie ma tego za wiele? Kto wie, ile zapomniałem, i czy nie jest to trwała amnezja. Wreszcie najważniejsze: nie zastanawiałaś się czasem, czy ja chcę sobie przypomnieć?
— A chcesz?
— Tego nie wiem. Ale biorę taką ewentualność pod uwagę. Jednak równie dobrze mogę zdecydować, że nie chcę ani pamiętać, ani dzielić się z wami wiedzą, która mi została.
— Nie zastanawiałam się nad tym.
— Więc się zastanów, Dinah. Jesteś wykształconą profesjonalistką na wysokim, państwowym stanowisku. Powinnaś wziąć za to odpowiedzialność. Zamierzasz przesiadywać przy mnie do końca życia, z nadzieją, że kiedyś zechcę sobie przypomnieć? Narażać się, jeśli zostanę uznany za niebezpiecznego? Czy niepewna wiedza jest warta takich poświęceń?
— Sądzę — powiedziała po chwili namysłu — że jeśli będzie trzeba, Kolegium znajdzie rozwiązanie.
— A ty zrzucisz na nich całą odpowiedzialność? Rozczarowujesz mnie. Spodziewałem się, że jesteś w stanie ponieść konsekwencje swoich czynów, jakiekolwiek by one nie były. Dinah mer Kanede, nadworny magu króla Turanu, któż mianował na to stanowisko kogoś takiego jak ty?
Ściągnęła brwi.
— Umiem ponieść konsekwencje.
— Mam taką nadzieję — odparł z wyzywającą nutą w głosie.
Jego złośliwość i prowokujący sposób bycia zaczynały ją powoli irytować. Odnosiła wrażenie, że Eamon próbuje udowodnić jej brak kompetencji, silnej woli, samozaparcia i dystansu do samej siebie i świata. Zawsze była przekonana, że wszystkich tych cech ma aż nadto. Postanowiła, że nikomu nie pozwoli traktować się w ten sposób, nawet potencjalnie najpotężniejszemu magowi, jakiego w życiu spotkała. Nawet ktoś taki nie był wart porzucenia wysokiej samooceny.
Po tej rozmowie krok po kroku zaczęła wracać do dawnych obowiązków. Częściej rozmawiała z Vergiusem, dyskutowała z jego dziećmi, nie zapominając o sugestii Eamona, że być może to księżniczka Katriah powinna zasiąść na tronie. Sprawa sukcesji była intensywnie omawiana w całym mieście, a także w innych częściach kraju. Co do tego, że na następcę Vergiusa nie nadaje się najstarszy królewicz, książę Callian, zgodni byli niemal wszyscy. Nawet sam zainteresowany, podczas pijatyki w jednej z turańskich spelun, ku powszechnemu oburzeniu ośmielił się stwierdzić, że władza nie interesuje go ani trochę. Jego młodszy o pięć lat brat wykorzystał tę wypowiedź jako kolejny argument w swej politycznej kampanii. Wpływy księcia Elssera powiększały się z dnia na dzień. Kapłani wierzyli, że nowy władca przywróci boski porządek, odwracając się od zgubnych sztuk, jakimi według nich były nauka i magia, zaś arystokraci liczyli na utrzymanie swoich stanowisk.
Nadworny mag próbowała rozmawiać o tym z młodzieńcem, nie wskórała jednak wiele.
— Powinna mieć pani pretensje do mego szlachetnego brata — rzekł jej Elsser. — Ja szukam prawdy, której pani nie chce mi dać. Jak może mnie pani oskarżać, sama mając nieczyste sumienie? Magia zniszczyła cesarstwo, wy zaś nieopatrznie próbujecie uwolnić te same siły, które niegdyś obróciły tamte wzgórza — ruchem ręki wskazał Stary Turan, doskonale widoczny z tarasu, na którym się znajdowali — w jałową pustynię. Ja nie pragnę pustyni, ale ogrodów.
Wskazał teraz na pałacowy park, kosztowne dzieło mistrzów przybyłych ze wszystkich stron świata. Starannie zaprojektowany, łagodnie opadał po sztucznie obniżonym zboczu aż do rzeki Asie, zwanej Matką Turanu, przepływającej między wzgórzem, na którym niegdyś zbudowano starożytne miasto, a sąsiednim wzniesieniem, wokół którego wyrósł Nowy Turan. Wspaniały park, pełen roślin sprowadzonych z odległych krain, przystrzyżonych żywopłotów, fontann i rzeźb, ostro kontrastował z szarą ziemią po drugiej stronie Asie. Mistrzowie sztuki ogrodniczej stworzyli dzieło niezwykłe, ukazujące piękno świata, lecz zarazem dobitnie podkreślające, w jaki sposób ludzkie szaleństwo może je zniszczyć. Widok na Stary Turan był nierozdzielnie związany z całością parku.
— Spytano mnie niedawno, czy jestem gotowa ponieść konsekwencje swoich czynów — rzekła Dinah, zaciskając usta. — Tak, jestem gotowa. Jeśli to, czym się zajmuję, okaże się groźne dla królestwa, zrobię wszystko, by tę groźbę zażegnać. Służę wiedzy i Turanowi, staram się powiązać obie te lojalności ze sobą, nie wolno mi jednak zdradzić żadnej z nich.
— Mistrzyni Dinah, powiedziałem: ja pragnę jedynie dobra mego ludu. Porozmawiaj z Callianem, on z pewnością ma ci coś ciekawego do zakomunikowania — oświadczył z ironicznym uśmiechem na twarzy. — Nasze spotkanie uważam za zakończone, Mistrzyni Dinah. Żegnam.
• • •
Nie rozmawiała z Callianem ani tego dnia, ani następnego. Sytuacja polityczna zmieniała się gwałtownie. Pierwszy Minister zwołał obrady i z całego królestwa do stolicy zjechali przedstawiciele szlachty, mieszczaństwa i duchownych. Było już pewne, że objęcie władzy przez dotychczasowego następcę tronu jest niemożliwe, sam Callian potwierdzał to swą nieobecnością podczas zgromadzenia. Zniknął gdzieś w mrocznych uliczkach miasta i do uszu jego ojca co jakiś czas docierały plotki, że widziano najstarsze z jego dzieci w niegodnym towarzystwie. Dinah miała wrażenie, że okoliczności przytłaczają Vergiusa. Podczas obrad Zgromadzenia król odzywał się niewiele, w milczeniu przysłuchując się dysputom i kłótniom. nadworny mag zauważyła, że w ciągu ostatnich kilku tygodni na jego głowie przybyło wiele siwych włosów.
Dinah była zmęczona nie mniej niż król. Wykańczały ją nieustające obrady, przyjęcia i bale. Dziękowała bogom, że jako mag ma prawo do odrobiny ekstrawagancji i nie musi nosić gorsetu, rusztowań i irracjonalnie wysokich peruk, zgodnie z najnowszą modą obowiązkowych elementów damskiej kreacji. Z drugiej strony, w swym niemodnym, ascetycznym wręcz stroju wybijała się z tłumu. Każdy mógł ją zaczepić, próbować przekupić lub uwieść. To ostatnie nie cieszyło jej wcale. Zawsze miewała adoratorów — ciekawskich lub tych, którzy próbowali za jej pośrednictwem zdobyć wyższe stanowisko — a teraz ich liczba gwałtownie wzrosła.
Wręcz tęskniła za Eamonem, lecz nie mogła poświęcić mu wiele czasu. Risenius, który zajął miejsce przy jej podopiecznym, co jakiś czas składał raporty o postępach. Eamon zaczynał odzyskiwać czucie w nogach — rzeczywiście, potrafił działać cuda. Asystent nadwornego maga był pod wrażeniem, lecz równocześnie nie krył rozczarowania — Eamon nadal nie odzyskał pamięci i niezbyt się śpieszył z próbami jej odzyskania. Mówił, że jeśli wspomnienia są tak mocno zablokowane, musi istnieć po temu powód.
Mistrzowie z Kolegium nie byli zadowoleni i szóstego dnia obrad do Turanu przyjechał Kairen. Artea czuła się źle, a Tasires polecił, żeby go wezwać, gdy trzeba będzie przeprowadzić sekcję. Nim spotkał się z Dinah, Kairen rozmówił się z jej asystentem, z adeptem Garranem i z profesorem Akrazem. Zdążył też parę razy porozmawiać z samym Eamonem.
— Chyba doszliśmy do tego, czemu mój szczur nie przeżył — powiedział potem Dinah. — Ten człowiek jest naprawdę niesamowity.
Siedzieli w ogrodzie rezydencji, jedynym miejscu, gdzie mogli znaleźć chwilę spokoju. W tych dniach cała uwaga mieszkańców miasta skupiła się na Zgromadzeniu, a wykopaliska, magia i domniemane demony zeszły na dalszy plan.
— Ale ciągle nic nie pamięta.
— Albo się nie przyznaje. Grzebałaś mu w głowie?
— Nie — powiedziała. — I nie zamierzam. Za duże ryzyko. A poza tym… może ma powód, by nie starać się o odzyskanie wspomnień? Nie pomyślałeś o tym?
— Myślałem — potwierdził Kairen. — Dinah, wiem, że ten człowiek… że może być odpowiedzialny za zniszczenie Starego Turanu. Ale cała wiedza…
— Wierzysz — przerwała mu — że jeden człowiek byłby zdolny zniszczyć całe miasto, zamienić je w jałową pustynię, wybić setki tysięcy ludzi, zabić cesarza i uśpić się na dwa tysiąclecia? Nawet, gdyby był… czymś mitycznym, a wiemy już, że nie jest, nie umiałby stanie przetworzyć takiej ilości energii. Żaden człowiek nie jest w stanie tego zrobić.
— Żaden człowiek nie jest też w stanie przeżyć tysiąca lat. On wie więcej niż my, Dinah. Dlatego bez względu na koszty musimy się postarać, żeby sobie przypomniał, co więcej, żeby się z nami tą wiedzą podzielił. Może ty po prostu próbujesz uciekać przed konsekwencjami?
« 1 6 7 8 9 10 11 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.