Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Szczeniaki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułSzczeniaki
OpisAlternatywny fanfik gwiezdnowojenny rozgrywający się tuż przed „Zemstą Sithów”. Prequel do „Drugiej strony Mocy” i historii Darth Beyre (m.in. „Przed burzą”, „Obława”).
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Szczeniaki

1 2 3 7 »
– Potrzebuję pomocy! Ściga mnie mafia, właśnie zabili moją … – chciał powiedzieć „siostrę”, ale przypomniał sobie obecny wygląd Zam. – moją znajomą, przedtem zabili tatę! Czy stąd da się jakoś uciec? Muszę dostać się do rodziców, do mamy – poprawił się.
Cały dygotał i ze zgrozą uświadomił sobie, że wcale nie udaje.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Gwiezdne wojny: Szczeniaki

– Potrzebuję pomocy! Ściga mnie mafia, właśnie zabili moją … – chciał powiedzieć „siostrę”, ale przypomniał sobie obecny wygląd Zam. – moją znajomą, przedtem zabili tatę! Czy stąd da się jakoś uciec? Muszę dostać się do rodziców, do mamy – poprawił się.
Cały dygotał i ze zgrozą uświadomił sobie, że wcale nie udaje.
Drogi Czytelniku, tekst zawiera wiele zmian w stosunku do filmów. Nie przejmuj się nimi. Życzymy przyjemnej lektury!

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Szczeniaki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułSzczeniaki
OpisAlternatywny fanfik gwiezdnowojenny rozgrywający się tuż przed „Zemstą Sithów”. Prequel do „Drugiej strony Mocy” i historii Darth Beyre (m.in. „Przed burzą”, „Obława”).
Gatunekspace opera
Dla Achiki
– Szybciej, Nes, no, ucieknie nam, mówiłam! – krzyknęła Cran, a Nessie szaleńczym skrętem wyminęła lecący z naprzeciwka śmigacz. Posypały się za nimi wyzwiska, ale one nie mogły ich słyszeć.
– Szybciej się nie da! Lewy statecznik zaczyna siadać! Jeszcze raz mnie wprowadzisz na jednokierunkową, to cię zabi… Uwaga!
Nessie uniknęła zderzenia z kolejnym pojazdem, wprowadzając swoją maszynę w zabójczy korkociąg, przeleciała kilka pasów w dół i wyrównała lot. Oczywiście nadal pod prąd.
– Co ty robisz?! Chcesz nas zabić?!
– Leciałam za nim! Jeżeli znasz lepszą drogę, proszę, bierz stery! Krytykować łatwo, pokaż, co umiesz!
– Dobra, wstawaj!
Cranberry błyskawicznym ruchem rozpięła pasy swoje i przyjaciółki. Zamieniły się przy sterach idealnie, mimo że Cran niewiele widziała, bo pęd powietrza zmuszał ją do przymknięcia oczu. Pojazdem tylko lekko gibnęło. Gorzej, że te akrobacje odbyły się przed samym nosem policyjnego patrolu.
Zawyła syrena, zabłysł reflektor i pościg ruszył za nimi.
– Zatrzymaj się, Cran – powiedziała już zupełnie spokojnym głosem Nessie.
Padawanka posłusznie zwolniła i zawiesiła pojazd poza pasem.
– Może by ich tak… – spojrzała na Jedi i zrobiła nieznaczny ruch dłonią.
– Cranberry!
– Ja nic nie mówiłam – uśmiechnęła się niewinnie.
Tymczasem policjanci podlecieli na tyle blisko, że zorientowali się, z kim mają do czynienia, i miny im zrzedły. Widocznie mijały ich w takim tempie, że nawet furkoczący na wietrze płaszcz balansującej na skrzydle Cranberry nie rzucił im się w oczy.
– Eee, mistrzu Jedi… Możemy w czymś pomóc?
– Dziękuję, poradzimy sobie – skinęła głową Nessie.
– No to… Wracamy do swoich obowiązków.
– Oczywiście.
Gdy oddalili się poza zasięg głosu, Cran odezwała się:
– Tym razem jakoś nie protestowałaś, kiedy nazwali cię mistrzem?
– Ty, młoda, nie prowokuj mnie! – mimo groźnego tonu i miny w oczach Nessie błyskały radosne iskierki. – Lepiej lećmy, choć już nie ma się po co śpieszyć.
Cranberry, przestrzegając wszystkich możliwych przepisów, włączyła się do ruchu, zawróciła na najbliższej mijance i wylądowała na platformie przed nocnym klubem tuż obok innego śmigacza. Przy nim, opierając się nonszalancko o skrzydło, stał Anakin Skywalker.
– Dwa zero dla ciebie – skrzywiła się Cranberry i uścisnęli sobie ręce w jakiś bardzo dziwny i trudny do odtworzenia sposób.
– Cześć, dziewczyny. Nie do końca wygrałem, pomyliłem przecznice. Byłybyście pierwsze, gdyby was nie zgarnęli – wskazał w górę, najwyraźniej obserwował całą scenę. – To może tym razem remis?
– Świetnie! – zgodziła się Nessie. – To co, wchodzimy?
Cran rozejrzała się po platformie, ze śmigacza obok wysiadało właśnie kilku Dugów, a do innego pakowała się bardzo wesolutka półnaga Rodianka, która miała problemy z utrzymaniem się na nogach, a co dopiero z pilotażem.
– Patrzcie, jakie towarzystwo, co jest?
– Z tego, co się zorientowałem, lokal się zmienił. Inna nazwa i chyba inni bywalcy.
– To może się przeniesiemy? – zaproponowała Nessie. – W końcu to urodziny młodej, a czuję, że tutaj, zamiast tańców, znowu będziemy mieli robotę.
– No co wy, nie róbcie Tatooine! Stoję tu już od jakiegoś czasu i teraz musimy wejść, bo pomyślą, że stchórzyliśmy.
– Mam złe przeczucia – pokręciła głową Nes, ale wskazała ręką w stronę wejścia.
Bramkarz zmierzył ich ponurym spojrzeniem, ale nie powiedział ani słowa, tylko uruchomił drzwi. W środku panował półmrok; tam, gdzie kiedyś było miejsce do tańca, teraz rozstawiono stoły do gier, na ścianach zawieszono ekrany, a na podeście koło baru wiła się przy rurze przecudnej urody Twi’lek.
– Dzięki, Anakin, twoje urodziny były dwa miesiące temu, ja nie czuję potrzeby podziwiania artystek – Cran uniosła znacząco brew. – A poza tym nie chcę was martwić, ale to jest chyba nielegalne – dyskretnie wskazała na jeden z monitorów.
– Walki vornskrów są nielegalne, ale ich transmitowanie jest…
– …trochę mniej nielegalne? – Anakin wszedł Nessie w słowo. – Dobra, przepraszam. Ale teraz nie mamy już wyjścia, siądźmy na chwilę, wypijmy coś i się zmywamy.
Wybrali stolik na uboczu; na szczęście knajpa była prawie pusta o tak wczesnej porze. Zapadli się w czarne wyściełane fotele i skinęli na kelnerkę. Była robotem, ale mocno humanoidalnym, sprawiała wrażenie bezczelnej, poruszała się rozkołysanym krokiem i w ogóle miała w sobie coś perwersyjnego.
Nessie nie lubiła alkoholu, więc zamówiła nieśmiertelny sok z roogla, ale Anakin i Cranberry rozkoszowali się swoją świeżo nabytą pełnoletniością i zamówili drinki o egzotycznych nazwach. Barman uwinął się z nimi zaskakująco prędko, ewidentnie byli gośćmi z tego rodzaju, co to im szybciej znikną, tym lepiej. Androidka schyliła się kusząco, stawiając szklanki na niskim stoliku, i szepnęła:
– Tylko bez żadnych kłopotów, prosimy.
I wykonała błyskawiczny odwrót, zanim zdążyli zareagować.
– No bez przesady – żachnęła się Nessie.
– Wychodzi na to, że to my robimy rozróby po knajpach – wycedził przez zęby Anakin. Dziewczyny czuły, że się w nim gotuje.
– Daj spokój, zaraz idziemy, w końcu trudno, żeby nas tu lubili – machnęła ręką Cran. – Ten drink zresztą jakiś taki… nieciekawy – wskazała na swoją szklankę, pełną mętnoniebieskiego płynu. – Wygląda jak mleko!

Drinki okazały się nędzne również w smaku, ale wypili trochę dla zachowania pozorów i rozmawiali przez chwilę o jakichś drobiazgach. Zgodnie z oczywistym dla nich odruchem żadne nie usiadło tyłem do drzwi, ale tylko Cran siedziała dokładnie na wprost, więc to ona pierwsza zauważyła wchodzącego chłopaka. Miał, na oko sądząc, ze dwanaście lat, ciemne włosy i śniadą cerę. Dłonie zaczepił kciukami o kieszenie niebieskiej kurtki i niecierpliwie oglądał się, widocznie czekał na kogoś, kto dyskutował z bramkarzem.
– Moment… – powiedziała bardzo cicho Cran. – Chłopak przy wejściu, skąd ja go…
– Klon – rzuciła Nessie, choć nikt postronny nawet nie zauważyłby, kiedy zdążyła spojrzeć w tamtą stronę.
– Co klon w tym wieku robi na Coruscant, i to w cywilu? Powinien się szkolić na Kamino.
– A może to jest ten jedyny niezmodyfikowany? – szepnął Anakin, schylając się nad stolikiem pod pretekstem stuknięcia się szklankami z Cran. – Pamiętasz, co opowiadał Obi-Wan? Że Fett kazał sobie wyhodować syna?
W tym momencie Boba Fett powiedział coś, co brzmiało zapewne „No, nareszcie!”, i zza półrozsuniętych drzwi wyłoniła się smukła dziewczyna w hełmie i z czerwoną zasłoną na twarzy. Poprawiała coś przy jej zapięciu, ale musiało się zepsuć, bo zrezygnowała i odsłoniła twarz.
– Zwijamy ją – syknął Anakin.
Obie Jedi po jego reakcji natychmiast poczuły, że to nie przelewki. Spojrzały pytająco.
– Zamachy na Ami… na senator Amidalę. To ona podrzuciła te robale. Prawie ją mieliśmy, ale Jango Fett pomógł jej uciec.
– Spokojnie, Anakin – powiedziała Nessie. – Powoli i bez gwałtownych ruchów. I z dystansem.
Anakin spojrzał na nią badawczo, ale się nie odezwał.
Tymczasem młody Fett i dziewczyna podeszli do baru i zamienili kilka słów z barmanem, który rozsunął kontuar, wpuszczając oboje na zaplecze.
– Uciekają! – krzyknął Anakin, zerwał się od stolika i skoczył za wychodzącymi, włączając miecz.
Cran i Nessie pobiegły za nim.

Jedi mieli ułamek sekundy opóźnienia, przemknęli przez zaplecze do drugiego wyjścia, jak się okazało zaopatrzeniowego, prowadzącego na lądowisko. W tym czasie łowcy nagród zdążyli dopaść swojego śmigacza i odpalić silnik. Ruszyli do przodu i tuż za krawędzią platformy skręcili ostro w dół tak, że biegnący do swoich pojazdów Jedi stracili ich z oczu.
Cranberry złapała stery i wystartowała, nie czekając na Nessie, która wskoczyła w locie.
Pościg szedł pełnym ciągiem, nie na wzrok, ale na przeczucie, jak vornskry na tropie. Cran przyspieszyła do maksimum.
1 2 3 7 »

Komentarze

30 IX 2010   18:44:00

całkiem,całkiem,lekkie masz pióro dziewczynoxd

01 X 2010   11:58:00

Z tym lekkim piórem to...lekka przesada,ale że jest " całkiem całkiem"mogę się zgodzić hahaha

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Luka w pamięci
Marianna Szygoń

12 IX 2020

Przecież batyskaf ma dwa miejsca, dla bezpieczeństwa człowiek zabierał robota. Zwłaszcza wybierając się w miejsce na granicy zasięgu łodzi. Wtedy tak naprawdę do niej dotarło, że szuka nie jednego, a dwóch naukowców. Kim był android, który zaginął wraz z nim? Dlaczego nikt o nim nie wspomniał?

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Tuaranga
Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka

4 VII 2020

Ostrzeżenie: opowiadanie tylko dla czytelników dorosłych!

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zerwany kwiat
Marcin Pindel

21 VI 2020

Zostawiwszy za sobą bacówkę, przy której wygrzewał się na słońcu piękny owczarek, minąłem kierdel owiec, a pięć minut później dotarłem na szczyt. Kapliczka stała niedaleko charakterystycznego pasa drzew porastającego niemal łysy wierzchołek. Już na miejscu odwróciłem się w kierunku, z którego przyszedłem. Szczyty Tatr wciąż pobłyskiwały bielą, ale Babia Góra zdążyła się już pozbyć swojej śnieżnej czapy.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 1
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Nocą wszystkie koty są czarne
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.