Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Wiersze Miesiąca pl.hum.poezja - wrzesień i październik 2004

Zapraszamy do lektury Wierszy Miesiąca grupy pl.hum.poezja, wyselekcjonowanych we wrześniu i październiku 2004 r.
Wrzesień 2004

Anna Agata Tomaszewska
Liguria

Mieszkasz po tamtej stronie gór, co wieczór układasz pasjansa
i nasze dzieci do snu - śnię się Damą Karo z walizką pełną lizaków.
Po tej stronie gór, Włoszki z rodzinami przesiadują na plaży,
karmią noworodki mlekiem pinii, swoim matkom dawkują słońce
- pomarańczową cząstkę (przymykają powieki, tuż obok trzaskają

zamykane okiennice). Wiotka skóra dłoni matek jest lustrem
przepowiadającym przyszłość niemowlętom: czerwień i czerń. Niebo
jest atramentem, mężczyźni piszą listy, kobiety wsuwają pod prześcieradła
kwiaty bugenwili. W czas sjesty wzdłuż ulic pachną oleandry.

Przed tawernami starcy piją wino, podnoszą szklanki na wysokość
chmur i patrzą na morze, jakby było ekranem. Mówią:
po tamtej stronie gór mieszaka Bóg. Ale to nieprawda, po tamtej stronie
ty układasz dzieci do snu, a ja jestem Damą Karo z Ligurii.

--
Alassio 2004


Katarzyna Kobylińska
Ariadna

pruje się rzeczywistość
mówiłam nie pociągaj za nitkę
bo posypie się
najpierw liśćmi
potem śniegiem

ślady guzików wygniotą się
przyfrunie zapięta koperta
z niedobrą wiadomością
- płacić

za miłość
za niepewność
za śmierć

zabierz sobie tę nitkę
i ścieg na brzegach trawnika
granatową płachtę z frędzelkami
- zabierz

i tak jestem przyszyta
do udeptanej ziemi
jak kieszeń

Październik 2004

Stefan Sokołowski
Sura o nowych czasach

Allach jest wielki! To On uczynił
góry wysokie, jeziora słone,
lecz nie zapomniał i o pustyni
-- dał jej skorpiony.
Obcy się patrzy, lecz nie dostrzega
ruchu wśród zwałów piachu suchego,
żółtawych kleszczy w pęknięciach skały.
Nie wie o żądłach, które nas strzegą,
jadem nabrzmiałych . . .

-- Porozmawiajmy! -- obcemu wołasz,
lecz widzisz tylko pancerz i koła.
Kogoś rozjedzie -- i znika w dali,
i zawsze w ruchu, w wiecznej pogoni.
Ciężko się gada z lufą ze stali,
co śmiercią zionie.
Lecz my już wiemy, że pod mundurem
obcy ma ludzkie stopy i dłonie,
spoconą skórę
i miękką szyję,
i że pod skórą serce mu wali . . .
. . . póki się żądła w ciało nie wbije.

Więc to nieprawda, że nic nie możesz!
Czołem o ziemię uderz nad ranem,
po raz ostatni spójrz na świat boży,
druh ci odczyta surę z Koranu . . .
Potem już tylko chodzi ci o to,
byś, nim ci odwłok butem rozgniotą,
zdążył ich żądłem przebić w rozpaczy!
I niech ich matki za oceanem
jak nasze płaczą.

A kiedy wreszcie wolność się ziści,
to, bracia w Wierze, bracia w Rozumie,
zmyć trzeba będzie krew z naszych sumień!

Uchroń nas, Boże, od nienawiści,
jeżeli umiesz . . .


Elżbieta Lipińska
pożegnanie z czerwienią

pani ma takie zagraniczne dziecko
słyszała wciąż mamusia śniadoskórej buzi
tak bardzo orientalnej w łazienkach alejach
gdzie buź takich niewiele doprawdy zostało
kiedy się przepychała z wózeczkiem przez gruzy.

jaka śliczna chineczka słyszała w Krakowie
spacerując po plantach radośnie wpatrując
się w środek szkolnej sceny kiedy jej córeczka
sadziła ryż schylona w jedwabnej piżamie.
tak bardzo była dumna do dnia gdy wariatka
uderzyła chineczkę bo głośno śpiewała
piosenkę o chińczykach i małych murzynkach.

na zachodzie uznała że najlepiej będzie
sugerować hiszpankę. na drogę do źródła
wiedzy dała chineczce czerwone pończochy
budrysówkę i szalik. buzia była piękna
chociaż pończochy w biegu koniecznie na czarne
trzeba było wymieniać w brudnym szkolnym kiblu.
ale w końcu musiała spytać mamę w domu
co też pan miał na myśli gdy na lekcji stwierdził
że tak czerwone ciuchy noszą tylko kurwy.
bogiem a prawdą użył słowa które brzmiało
dostojniej ale dla niej było bez różnicy
śniada buzia na szczęście ukryła rumieńce.

po wyjaśnieniach piękna czerwień jakoś zbladła
i wtedy zrozumiała chyba po raz pierwszy
za to po wszystkie czasy że trzeba uciekać.

lubi czernie zielenie popiele granaty
usta maluje wiśnią zgaszoną ugrami
oczy łagodzi brązem ożywia uśmiechem
który płoszy przez wieki utrwalony smutek

i wyszła za blondyna. do niej nikt nie mówi
ma pani takie zagraniczne dziecko.


Arkadiusz Burda
Podpłomyki

zmielone ziarno to na żarnach jeszcze raz przylgnie
do blatu, fajerki pieca zaiskrzą się w drwach...
przyniesionych z drewutni, w letniej kuchni tam gdzie
stoi balia w której dokonuje się porannej ablucji.
i koszule niedzielne krochmali by lśniły śnieżnobiało,
nim zasiądzie się do stołu obmyje dłonie, chleb nakreśli
znakiem krzyża.

w wodzie słońce wesołe chlupocze, rozbrzmiewa śmiechem
dziecięcym, zajączki puszczając w dni pogodne, to zabawa.
na cztery fajerki z ciocią Zenią, której serce rosło
i rosło, a lekarze z przychodni postawili jej diagnozę.
że nie dożyje siedmiu wiosen, dożyła lat czterdziestu
siedmiu, zmarła jesienią gdy babie lata snuło srebrną nić.

ponoć wyglądała cudownie, z tworzy zeszła jej różyczka,
wypogodniała gdy przeszły głogi, wzrosły szczepione róże.
przydrożne w sadzie maliny zimowe zostały wyzbierane,
jabłka i grusze.

do późnej jesieni piec chlebowy piekł chleb,
wśród młodnika drzew liściastych i dźwięku zegara
z kukułką, która kukała jeno kiedy chciał...
a może nie było zegara, i nic oprócz leszczyny,
bruzd na twarzy i naszej powszedniej pamięci.


Michał Kobyliński
biała ścieżka

wszystko jest możliwe
nawet to
że małpa znudzona bananem iskaniem i ipsacją
uda się w drogę
białą ścieżką
na przykład na północ

małpa będzie się oddalać od wrzasków
poskręcanych lian splątanych drzew
i bananów
oddali się tak bardzo
że umrze z głodu

kiedy najgorsze będzie za nią
nieżywa przysiądzie na przydrożnym kamieniu
przy białej ścieżce
na przykład na północ

kij który będzie miała w ręku
wyda się jej
już zupełnie niepotrzebny
zdecydowanym ruchem wbije go w ziemię
i spojrzy na koniec

wszystko jest możliwe
nawet to
że nieżywa małpa
złamie wystający kij
drugą część wbije obok
i wyruszy w dalszą drogę
pozostawiając za sobą dwa końce


Renata Zrajkowska-Bujak
odcień cynamonu

***

ciała kobiet dojrzeją pod odcieniem cynamonu. tak mówił szaman
a kobiety unosiły wysoko głowy. czarne warkocze spadały im na plecy.
szaman tańczył a skorupki brzuchów zamykały się ciasno w ciepły orzech.

szaman wie jak prosić o urodzaj. od każdego świtu po każdy zmierzch
przesiewał palcami żółty piasek. mrużył oczy a wtedy nieostrość obrazu
układała się w treść. śpiewał. śpiewał tak głośno swoje magiczne
"a une re sali a une redwa de sabre" że nieme ptaszyska zapadały w las.

ocean. przy lekkich uderzeniami fal kobiety kołyszą się rytmicznie.
wędrują. mokre ślady przesuwają się wraz ze słońcem. wiatr
znosi wieczór na prawą stronę wioski. dzień zwija się w siwy rulon.
dym przypomina szamanowi o zapachu cynamonowego ciasta.

środek nocy. brzęczą bransolety gdy szaman dziękuje żywiołom. piach
oddaje mu ciepło zebrane w ciągu dnia a cienie kładą się z dala od ognia.

kobiety zamykają brzuchy. przytulają dzieci pachnące cynamonem.
jutro dzień zacznie się zwyczajnie. znów światło za wcześnie trąci liście
i tylko kobiety będą często pochylać głowy. warkocze spadną na piersi.

"a une re sali a une redwa de sabre" szepcze szaman. źrenica zachodzi mgłą.


Krystyna Myszkiewicz
od ujazdu do centrum - ver 2

czego jeszcze ode mnie chcecie przecież biegnę
parasol rozpięty nad lunatykiem kursu na przełaj
kładę haracz na spękane ′nie wiem już czy warto′
skrzypię

szukaj mnie przy śliskich palach mostów
albo tam gdzie mogę się urodzić lepiej

gdziekolwiek
jakkolwiek

albo daj się zgubić do końca
wymrzeć bez reszty
od ujazdu do centrum kuleć
kuleć przykładnie


Hania Milewska
księżniczka jazdy

księżniczka wjechała w pęk róż
(to ja to ja to ja to ja
księżniczka) a to był efekt
jej końcowego upodobania
ma zapał wjechania z płatków
w różne rzeczy księżniczka
ma szybkość jak pęk róż
co na dywanach rośnie
po prostu tak sobie róże wymyśliła

żeby nie pomyślał sobie chłopak
(to o mnie o mnie o mnie o mnie
ja książę) że nie zapomniała o nim
księżniczka nie pamięta
to co nie pamięta by to zapisać

księżniczka jest taka jak szybkość
szybkości a dywany są tam
gdzie dywan jej i nie ma już róż

(z moim dywanem super)


RaV
_|U|_

szelest liści
monotonne skrzypienie
pustej huśtawki

rustling leaves
a playground swing creaks
back and forth
koniec
10 lutego 2005
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Żart i kara
Paweł Micnas

26 IX 2013

Rosjanie, pełni powagi, jak u Dostojewskiego, potrafią godzinami rozmawiać przy wódce o Bogu i sprawach najważniejszych. Ale to także naród niezwykle dowcipny i właśnie tę żartobliwą część rosyjskiej duszy mamy okazję poznać, czytając translatorski tom Jerzego Czecha.

więcej »

Tęskne wariacje w tonacji bliżej nieokreślonej
Kasia Florkowska

17 IX 2010

Drżącą ręką sięgnęłam za pazuchę umysłu,
Wyłowiłam zakurzone pudełko zapałek.
O kant duszy potarte, migotliwie rozbłysły.
Bladym ciepłem ogrzały me dłonie.

więcej »

Haiku #2
Aleksander Pietraszunas

24 VI 2010

tym samym sercem
lecz w pomiętej skórze
kolejna wiosna

więcej »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.