Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tomasz Pietrzak
‹chwile pomiędzy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorTomasz Pietrzak
Tytułchwile pomiędzy
OpisW 2005 roku ma 24 lata, jest studentem dziennikarstwa i absolwentem zarządzania. Mieszka w Siemianowicach Śląskich. Związany z portalami poetyckimi nieszuflada.pl i poezja.org, gdzie regularnie publikuje swoje prace. W lipcu 2005 jego wiersz „Milky flowers”, dostał się do półfinałów konkursu poetyckiego Open Poetry Contest organizowanego przez The International Library of Poetry w stanie Maryland (USA), oraz został opublikowany w pracy zbiorowej „Eternal Portraits”. Jego wiersze pojawiły się także w pracach zbiorowych wydanych przez Serwis Autorów Wierszy Bej: „Bez Epickiego Jutra” i „Ból Tworzenia Tytułów”. Publikował w: Nowej Okolicy Poetów, Brulionie, The International Library of Poetry, w przygotowaniu publikacje dla Zeszytów Literackich i Opcji.
Gatunekpoezja

chwile pomiędzy

Chciałoby się powiedzieć że to taki zwykły poranek
(nic nadzwyczajnego) ale było w nim coś jeszcze
pierwszy raz od miesięcy poczułem się obudzony
w tym wypożyczonym domu i wypożyczonym życiu
pierwszy raz poczułem zapach słonego wiatru

Tomasz Pietrzak

chwile pomiędzy

Chciałoby się powiedzieć że to taki zwykły poranek
(nic nadzwyczajnego) ale było w nim coś jeszcze
pierwszy raz od miesięcy poczułem się obudzony
w tym wypożyczonym domu i wypożyczonym życiu
pierwszy raz poczułem zapach słonego wiatru

Tomasz Pietrzak
‹chwile pomiędzy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorTomasz Pietrzak
Tytułchwile pomiędzy
OpisW 2005 roku ma 24 lata, jest studentem dziennikarstwa i absolwentem zarządzania. Mieszka w Siemianowicach Śląskich. Związany z portalami poetyckimi nieszuflada.pl i poezja.org, gdzie regularnie publikuje swoje prace. W lipcu 2005 jego wiersz „Milky flowers”, dostał się do półfinałów konkursu poetyckiego Open Poetry Contest organizowanego przez The International Library of Poetry w stanie Maryland (USA), oraz został opublikowany w pracy zbiorowej „Eternal Portraits”. Jego wiersze pojawiły się także w pracach zbiorowych wydanych przez Serwis Autorów Wierszy Bej: „Bez Epickiego Jutra” i „Ból Tworzenia Tytułów”. Publikował w: Nowej Okolicy Poetów, Brulionie, The International Library of Poetry, w przygotowaniu publikacje dla Zeszytów Literackich i Opcji.
Gatunekpoezja
Z przeciwległego okna
Czarny domek ze sklejki, mężczyzna nad jeziorem szuka ojca
w odbiciu nieba. Siada na ławce i prosi o wiersz Sylvii Plath.
Wędkarze nabijają larwy na haczyki, zarzucają wędki.
Dzień dobry -
długo mi zajęła przeprawa przez wodę,

skurczył się wszechświat do drzwi. Między niewysokim progiem
machają ręce na powitanie. Teraz dom jest zamknięty;
chciałbym z tobą porozmawiać o zachodnim Londynie. Herbata,
dwudziesta druga, ciastka Leibniz zjadają się na talerzu.
Wędkarze wracają z krzesełkami, za nimi wiatr przewraca
nieznośną obecność lata, niebo ma spojrzenie tych co odeszli.
Zamykamy pokój.
Śniąc wysyłamy listy i zegar pod powiekami
roztapia błękit świtu; rybacy siedzą nad stawem jak co dzień,
mężczyzna wrócił nad wodę, dziś na pewno to zrobi. Na jeziorze
dryfuje pusta łódka, nadyma się jej żagiel,
kostka cukru w kawie.
Spójrz teraz,
kiedy otwierasz oczy; masz szeroko otwarte okno.
Wszystko umyka chyłkiem.



Kamienie w ustach
Są między ojcem, a synem rzeczy niewypowiedziane,
milczenie jak wyznanie, niezrozumiałe i zawiłe. Inaczej;
być dzieckiem urodzić się około osiemdziesiątego drugiego
i lepić ojca z gliny przez następne lata, takiego z Kotki
na gorącym blaszanym dachu
. Kolos? Wsłuchiwać się
w nie śpiewane kołysanki i wyrastać z kaftanika. Potem
patrzeć jak stoi na tle perskiego kilimu z przełomu wojen i
żyć w tej jego menażerii przedmiotów, bardziej trwałych
od niego samego. Napisać o tym wiersz: Daddy albo
coś w stylu Sharon Olds i nazwać się synem tłumacza -
znawcy obcych języków. Nie rozmawiać w żadnym. Miłość
ginie w przekładzie ciszy
; miłość dziadka do ojca zginęła
w jidysz, razem z językiem i przeznaczeniem do wielkich
czynów. Ale ja znam ten sam język, co mój ojciec, dlatego
czasem odpowiadam sobie w lustrze,
czasem ze sobą rozmawiam.



Chwile prowadzące do Be(j)t chajim /Kartka do Jarreda/
Wiem, że mnie prowadzisz do śmierci, wspólnego miejsca żyjących.
(Hiob 30, 23)

Jest trzecia;
podobno chwile, tam są takie same;
wyznaczają je niepowtarzalne chmury
i przeskoki owadów z liścia na liść,
te chwile zaczynają się tu, za życia.
Popatrz na to drzewo za oknem,
jak wyrasta z niego zielona gałąź. Drzewo to ty,
wbrew pozorom nie tak wieczny, usychający,
a gałąź to nieustannie odradzający się czas,
ciągle liczący sekundy pożegnań.
Dziś już swoje naliczył, kiedy podawałeś mi dłoń,
kiedy zamykałeś rano drzwi i wróciłeś z pracy –
każda chwila jest jak jedna kostka
jaką układamy sobie do Be(j)t chajim,
to pojedyncze spojrzenie ku morzu,
małe rytuały poranka, wszystko
jak obietnice przyszłej podróży.



ostatni autobus od A. /kolaż minut chłopca wyrzuconego z baśni/
Nocne niebo nad Katowicami,
nikt w nie nie patrzy. Na przystanku
zagubieni ludzie - zagadki, tacy znikąd,
ich słowa jak para porzucają usta. Wsiadają
do autobusu; ten w zielonym swetrze i
ta z wózkiem, w szybie odbija się moje ciało,
a w nim drugie, dopiero zbudzone.
Nie wierzę już w to samo co wczoraj -
wobec tych głów jestem jak księżyc,
od którego odwraca się wzrok,
blady punkt o świcie. To nie tak miało być;
pękł most, dotąd silny między nami,
i te słowa wyrzuciliśmy za próg.
Nie miało być tego autobusu i
tych drzew przy drodze, które muszą
same zadbać o siebie. W imię Ojca
i Syna i Ducha Św.
, przy Misjonarzach -
tak na wszelki wypadek nim wysiądę
na Grunwaldzkiej. Niebo jest pełne gwiazd,
choć mówią, że jest puste,
patrzę na nie przez chwilę;
miłorzęby kłaniają mi się wiatrem,
tylko one i cisza,
rozbrzmiewają

w pustym znów mieszkaniu



Za oknem, tylko do oglądania
świat nie jest do oglądania trzeba w nim być
Mark Rudman


Te zwykłe dni pomiędzy, zawieszenie;
cztery ściany, krzesło jak obietnica wysłuchania i
spowiedź sekwoi z gałęziami przyklejonymi do szyby.
Zupełnie jak w wierszu Wang Wei, tylko echa gdzieś
świadczą o kimś więcej niż drzewa. Słyszę głosy
i rozmowy spadające z ośmiu pięter jak wodospad
płaczu dzieci i trzaśnięć drzwiami. Obserwuję to wszystko
co za firaną; wzgórze, które przybrało chłodną
jak na wrzesień pozę, maski pośmiertne liści, gołębia,
który przez chwilę rozważał chodnik i rynnę pełną wody.
To wszystko jest w świecie, zawarte w nim, a ja?
Tylko patrzę i słucham, jestem parą wędrujących oczu i uszu,
wybiegających na zewnątrz, między sekwoje i wzgórza,
jak gdybym nigdy nie miał dotknąć tego co za oknem.



czas wrócił do punktu wyjścia
wszystko się już wydarzyło
co wydarzyć się miało. ryba
przepłynęła przez bramę
stając się smokiem (ale wewnątrz
pozostała wciąż rybą). powiedziałaś jesień
i ścięłaś kwiaty w ogrodzie,
powiedziałaś do mnie widziałam -
poczułem zapach migdałów.
woda w jeziorze dorównała niebu,
dwa pstrągi pod gałęzią - nie ma sprawy.
zaszklono nam dom deszczem. nasza przestrzeń;
na stole trzy owoce granatu, majeranek
w pomidorowej i mrówki śpiące w kopcu.



Biedny Izaak vel student kabały patrzy na pokój
Ci, co się urodzili, urodzili się po to,
aby umrzeć, a umarli, aby żyć.
Rabbi Eleazar Hakappar



W tej niewygodnej rzeczywistości od lat przymierzałeś garnitury,
krawaty, nowe buty trzymałeś w zapasie, jakby ta droga
była drogą na wykwintne przyjęcie, a przystankiem to wszystko
co pomiędzy; zrywanie pomidorów w ogródku, genialny koncept
na wiersz obwiązany jest teraz na drzewie życia. Chciałbym ci powiedzieć
coś mądrego jak; twoje życie to był wodospad, opadający pustą ścianą;
bez zdjęć, umówionych spotkań – odwołanych zbyt często. Wodospad, który rozpłynął się i stał czymś więcej, niż codziennym tobą. Dziś
każda kropla to jedno wspomnienie, to świat, który jest we mnie; ogród,
most, dwa otwarte na oścież okna, gałąź prawie w moim pokoju i
korzenie gdzieś tam, skąd pewnego dnia wyślesz mi list w pustej kopercie.



cień, tak wyszło
sny są zbyt płochliwe, a tu często wieje wiatr; zdejmuję płaszcz
pożyczony od życia, na godzinę czy dwie przysiadam za rogiem.
tylko jem, piję i wkładam słowa do kieszeni jak znajomy ciężar.

czujesz odległości między ich literami? tyle nas dzieliło;
zanim obcy przechodzień stał się poznany, zanim zechciał nim być.
ciszą kwitnie wiersz o tym dniu, pożyczony od korony drzewa,
zupełnie jak dusza pewnej poetki z Krakowa, jak życie i szczęście
wynajęte gdzieś do połowy wieku. wiersz z lepszym widokiem

i chwilą, w której listy będę mógł odbierać śniąc. między żaglami zasłon,
dwie łodzie wypływają dziś w morze. nie wsłucham się jeszcze
w porzucone na dnie dzwony, nie teraz i nie jutro. dopiero co drugi cień
zamieszkał w moim pokoju, z książkami, koszulami i zwyczajami,
upewniającymi nas, że jesteśmy tacy sami od lat. idę do niego

i starzeję się serią wesel, pogrzebów, między nami spadają liście i
rozbłyskują marcową zielenią, i nic się nie zmienia. dwie pary butów
przy drzwiach i strach przed słowem na zawsze, pozostaje.



z cząsteczki pyłu
czujesz ciężar ziemi, każdą nitką koszuli, każdym włóknem ciała?
ona śpiewa pieśni o planecie opuszczającej swój pierścień,
odlatującej w ciszę, do ojca, przed którym chowało się na drzewie,
do dni, kiedy cieszyło ciastko z herbatą. na jej miejscu rodzi się inna;
nieznany pył i niepojęty przypadek nadaje sobie nowe imię i zakłada
nasze marynarki, kupuje te same gazety, życie starsze o pokolenia,
zamieszkuje w tym domu i codziennie mija nasze kamienie, niezauważone.



cała rzecz dzieje się w miejscu a
pan jest tylko na moment w życiu tego krzesła
niech pan nawet nie kupuje drugiego
nie szuka po strychach i
nie przywiązuje się zbytnio do stołu
bo człowiek to nieważna chwila w życiu mebli
przeniosą i znów je ktoś ogrzeje
wypełni zapachem szafę
położy na toaletce grzebień
i ktoś usiądzie w pana bujany



Poranek jak uderzenie Keisaku
Tego ranka usiadłem w przejściu kładąc nogi na krześle
przez moment poczułem się tak
jakby nie dotyczyły mnie żadne porywy
jakby wiadomości rzucone na próg były nie dla mnie

Kilkadziesiąt metrów do domu
morze wyrzuciło na brzeg setki zamkniętych powiek
dzieci zbiegły się grupą aby nazbierać muli staremu rybakowi
Moja sąsiadka też wstała wcześniej niż zwykle
chcąc zasadzić pięć kontynentów smaków w swoim grodzie –
uśmiechnęła się do mnie po czym pogrążyła się szczęśliwa w pracy

Chciałoby się powiedzieć że to taki zwykły poranek
(nic nadzwyczajnego) ale było w nim coś jeszcze
pierwszy raz od miesięcy poczułem się obudzony
w tym wypożyczonym domu i wypożyczonym życiu
pierwszy raz poczułem zapach słonego wiatru
i zwróciłem uwagę na sól na drewnianych ścianach
pierwszy raz mogłem sobie powiedzieć dzień dobry
poznając się w lustrze



Ryby, smoki, ludzie czyli problem buddyjski A.D 2005
Mówisz ryba i wypływasz na środek jeziora,
ale ty nie jesteś rybą, a to nie jest jezioro. Smoki
zamieszkują inną krainę, jak jedwabniki wzbijają się
ponad gdzieś w pobliżu torii, na trzy kroki od świętości -
zasypiają. Masz na imię Samuel i karmisz się powietrzem,
otwierasz szeroko usta zdziwiony tym, że pstrąg lata
wśród chmur, kiedy lustro wody jest w opozycji do nieba.
Biegniesz pod drzewo i zrywasz gałąź mącąc taflę jeziora,
potem siadasz na brzegu i dalej zazdrościsz rybom,
że nie jesteś jedną z nich, a one wychodzą na brzeg i
obdarowują cię dobrocią mimo, że nie latasz, nie pływasz,
siedzisz.



11.04.2004/Wiersz, który napisał się sam między 18 a 20/
Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień*, rozrywa ziemię i
zmusza liście do słońca. Chmury uciekają na północ
tak szybko, że nie można ich policzyć. Koty są pełne dzieci
bardziej leniwe i wszędzie czuć zapach rodzącej;
pączkuje koriander, szałwia i cytryna jak pięć kontynentów
w ogrodzie. Powtarza się początek, te same formy natury
pod płotem i na skwerze. W tym roku, w kwietniu
coś ruszyło; wylaliśmy fundamenty, posadziliśmy drzewa;
grab, jesion, olchę jak żołnierzy pilnujących podjazdu,
zrezygnowaliśmy z sekwoi w obawie przez ogromem
jaki może uderzyć w nas za sto lat. Hania zawiesiła karmiki
na ptasie przeloty i odloty jak w moralitecie pani Sz.
A wszystko jak nagły atak dobroci, zrzucanie śniegowych
żakietów i rękawiczek, podpowierzchniowych szeptów traw.


*T.S. Eliot, Waste Land



Kolaż oniryczny
L.& A.

Śni mnie sen wczoraj poznanego –
tak to już jest, kiedy zbyt przedłuża się jawę,
a na jawie zbyt wiele się dzieje; rozmawia się, siedzi i leży,
czasem kupuje się życie w kieszonkowych książeczkach,
czasem nic nie wiadomo po dwieście szóstej -
czy odjeżdża pociąg na Islandię z peronu numer dwa?
Idę ulicą razem z jego cieniem i
uśmiecham się do czarnych czapek,
szalików i słupów ogłoszeniowych -
wszystkie obiecują mi to samo; dobry seks, wakacje
i tani kredyt na życie zwinięty w kwitelech –
to dla mnie. Ś n i m n i e s e n
kołyszących się, nieznanych głów -
od Szewczyka po Wolności, dzieci bawią się
w chwilowe dzieci i kobiety w oknach z przeciągiem;
wszyscy patrzą na mnie jak na kropkę na billboardzie –
ruchoma reklama samego siebie,
w której kropka wypada po A., najczęściej po A.,
zawsze po A.? Wsiadam do tramwaju i urastam do zdania; Śni mnie sen,
w którym już nic nie wiadomo,
zupełnie jak w kolażach Szymborskiej;

budzę się ze swoim ciałem,
nie swoją głową, myślą -
w łóżku obok przewraca się miasto,
sąsiad załącza radio.
koniec
24 listopada 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Żart i kara
Paweł Micnas

26 IX 2013

Rosjanie, pełni powagi, jak u Dostojewskiego, potrafią godzinami rozmawiać przy wódce o Bogu i sprawach najważniejszych. Ale to także naród niezwykle dowcipny i właśnie tę żartobliwą część rosyjskiej duszy mamy okazję poznać, czytając translatorski tom Jerzego Czecha.

więcej »

Tęskne wariacje w tonacji bliżej nieokreślonej
Kasia Florkowska

17 IX 2010

Drżącą ręką sięgnęłam za pazuchę umysłu,
Wyłowiłam zakurzone pudełko zapałek.
O kant duszy potarte, migotliwie rozbłysły.
Bladym ciepłem ogrzały me dłonie.

więcej »

Haiku #2
Aleksander Pietraszunas

24 VI 2010

tym samym sercem
lecz w pomiętej skórze
kolejna wiosna

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.