Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 sierpnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Anna Jupowicz-Ginalska
‹Dobrymi intencjami to piekło brukują›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Jupowicz-Ginalska
TytułDobrymi intencjami to piekło brukują
OpisAutorka pisze o sobie:
Prywatnie: szczęśliwa mama małego Stasia i równie szczęśliwa żona Jacka. Miłośniczka popkultury, podróży, dobrej kuchni i muzyki (raczej metalowej). Fanka tatuaży i wschodnich sztuk walki.
Zawodowo: specjalista ds. PR z ponad dziesięcioletnim stażem, doktor nauk humanistycznych, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka pierwszego w Polsce podręcznika akademickiego na temat marketingu medialnego oraz wielu artykułów o środkach przekazu. Obecnie pełni funkcję Pełnomocnika Dziekana Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW ds. Promocji.
Gatunekfantasy

Dobrymi intencjami to piekło brukują – część 3

1 2 3 11 »
Mag oblizał wargi. Cichutko wstał, nie zważając na narastający jęk syren. Podszedł bezszelestnie do mężczyzny i stanął tuż za nim. Oko Dyfuzjusza wysunęło się i zachybotało tuż nad ramieniem nieznajomego. Patrzyło, jak funkcjonariusz celuje, odblokowuje mały zatrzask, przesuwa niewielką pokrywę i w końcu naciska zakrzywiony przycisk, schowany pod spodem broni.

Anna Jupowicz-Ginalska

Dobrymi intencjami to piekło brukują – część 3

Mag oblizał wargi. Cichutko wstał, nie zważając na narastający jęk syren. Podszedł bezszelestnie do mężczyzny i stanął tuż za nim. Oko Dyfuzjusza wysunęło się i zachybotało tuż nad ramieniem nieznajomego. Patrzyło, jak funkcjonariusz celuje, odblokowuje mały zatrzask, przesuwa niewielką pokrywę i w końcu naciska zakrzywiony przycisk, schowany pod spodem broni.

Anna Jupowicz-Ginalska
‹Dobrymi intencjami to piekło brukują›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Jupowicz-Ginalska
TytułDobrymi intencjami to piekło brukują
OpisAutorka pisze o sobie:
Prywatnie: szczęśliwa mama małego Stasia i równie szczęśliwa żona Jacka. Miłośniczka popkultury, podróży, dobrej kuchni i muzyki (raczej metalowej). Fanka tatuaży i wschodnich sztuk walki.
Zawodowo: specjalista ds. PR z ponad dziesięcioletnim stażem, doktor nauk humanistycznych, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka pierwszego w Polsce podręcznika akademickiego na temat marketingu medialnego oraz wielu artykułów o środkach przekazu. Obecnie pełni funkcję Pełnomocnika Dziekana Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW ds. Promocji.
Gatunekfantasy
VIII
– Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – spytał Gestleiter, wskazując ciężkie drzwi jednej z cel. – Mówię ci: marnujemy czas.
– Skoro tak, to mam propozycję. Może puścimy więzienie z dymem?
– Nie przeciągaj struny – warknął, wysuwając szczękę.
– Tak sobie tylko dworuję – parsknęła.
Kapitan wypuścił powietrze z płuc, uspokoił się i rzekł:
– Chodzi mi o to, że chyba lepiej odnaleźć mordercę, niż tracić godziny na bezowocne rozmowy, prawda?
– A powiesz, gdzie miałabym zacząć poszukiwania? Gdzie mogłabym znaleźć jakiś punkt zaczepienia? Silva Rerum to duże miasto.
– Zaczęłabyś od podziemi – powiedział szybko Skolvitz, zerkając znad swoich notatek.
– Dlaczego?
– Ech, gnomia papla – westchnął Gestleiter. – No bo znaleźliśmy trupa tej kotowicy…
– Freya nie żyje? – Jednooka aż przystanęła. Poczuła nieopisany smutek i trochę się tym zdziwiła.
– No, niestety…
– Chciała ochrony, kapitanie – warknęła zabójczyni, walcząc z narastającym żalem. – Masz jej krew na rękach.
– I kto to mówi? – zbiesił się Gestleiter. – Zabójca?
– Który ocalił jej życie – odparowała nie bez złości.
Gnom chrząknął z zakłopotaniem i spytał, próbując zmienić temat:
– Więźniowie nic strażnikom nie powiedzieli. Dlaczego mieliby zrobić wyjątek dla ciebie?
– Bo nie jestem stróżem prawa – wyjaśniła krótko. – Poza tym mam swoje metody. Dajcie mi tam wreszcie wejść, do cholery.
Kapitan bez słowa przekręcił klucz w zamku. Zawiasy jęknęły. Ich dźwięk nie wybrzmiał do końca, gdy morderczyni wkroczyła do środka.
– Witajcie, bracia! – rzekła, wznosząc ręce niczym zawodowy pielgrzym. – I chwalcie bogów, bo dali nam życie, wolny wybór i wynikające z niego konsekwencje! Śpiewajcie imiona Bóstw Panteonu i radujcie się, albowiem chwała ich jest wielka!
Prawie wszyscy Soarowie zignorowali tę bogobojną, niezrozumiałą tyradę. „Oszust” odwrócił się do morderczyni plecami. „Pijak” wybełkotał coś niezrozumiale, ponieważ znowu dopadło go delirium. Dygotał w kącie, mamrocząc nieskładnie. „Błazen” nakazał Sh’elali „oddalić się szybko w bliżej nieokreślonym kierunku”. Został jeszcze „mnich”, który na widok nieznajomej zerwał się na nogi, wykrzykując podniośle:
– Amen!
– I tu cię mam – wyszczerzyła się morderczyni. Myślała, że tak prosty wybieg nie powiedzie się, a tu proszę. Od razu sukces! Pozostali Soarowie warknęli ze złością, a „oszust” pochwycił but i rzucił nim w akolitę. Ten ledwo się uchylił i patrzył zdezorientowany na wszystkich obecnych.
– Zapraszam, bracie – powiedziała jednooka.
– Eee.. Dlaczego?
– Porozmawiamy.
– Ale ja już rozmawiałem…
– Nie ze mną, czyż tak?
– Nooo…
– Byliśmy przesłuchiwani – wtrącił „błazen”. – Po co znowu to przerabiać?
– Bo grzecznie was o to proszę – odparła i wskazała „mnichowi” drzwi. – A dzisiaj zaczynam od ciebie. Jeżeli nam dobrze pójdzie, to więcej się nie spotkamy, panowie.
Soarowie nic nie odrzekli. Ich kwaśne miny utwierdziły Sh’elalę w przeświadczeniu, że do pogawędki wybrała właściwego partnera.
• • •
– No. To notuj dokładnie, Skolvitz. Tak, żeby pani burmistrz miała pełne zeznanie świadka, a Magistrat nie mógł się przyczepić do… szczegółów – chrząknęła Sh’elala.
Gnom skinął posłusznie głową, dodając:
– Ja zawsze notuję dokładnie.
Morderczyni westchnęła, szukając wsparcia u Gestleitera. Ten odwrócił wzrok, więc rzekła:
– Nie chciałam urazić twego honoru skryby. – A potem nakazała „mnichowi”: – Siadaj przy stole.
– Nie – odparł, dumnie potrząsając głową i zadzierając podbródek.
– Nie?
– Oczywiście, że…
– Czyli będziesz robił przeszkody?
– Jakie przeszkody? – spytał. – Czyż prawo Silva Rerum nie zezwala na używanie przemocy jedynie w wyjątkowych okolicznościach? Czyż nie mogą po nią sięgać jedynie kaci, a nie strażnicy? Znam kodeks, kobieto. Nie boję się ciebie, tym bardziej, że towarzyszą nam urzędnicy z Magistratu. Silva Rerum to miasto porządku. Jestem tego dobitnym przykładem: gdzie indziej znajdziesz człeka, którego – za chęć niesienia pomocy – osadzono w więzieniu?
– Zapewniam cię, że istnieje wiele takich miejsc – odpowiedziała, nie zaszczycając go spojrzeniem.
– Ale tutaj… – zaczął coś opowiadać, lecz Sh’elala na chwilę się wyłączyła.
Sala przesłuchań była niewielka, klaustrofobiczna, a co najważniejsze – położona tuż obok „komnaty” Soarów.
– Siadaj – powiedziała zabójczyni, przerywając „mnichowi” w pół słowa.
– Nie – powtórzył, nieco zbity z tropu.
– A więc dyskusja – mruknęła do siebie. – Skolvitz, zrób w notatkach efektowną pauzę.
Podeszła do Soary i popatrzyła mu głęboko w oczy.
– Źle cię oceniłam – przyznała, a on niebacznie wziął to za komplement. – Nie jesteś głupi. Jesteś naiwny.
To powiedziawszy, znienacka wyprowadziła cios, łokciem rozkwaszając świeżo pozszywaną twarz „mnicha”. Mężczyzna ryknął, złapał się za nos. Za ścianą buchnęły wrzaski i złorzeczenia pozostałych Soarów. Sh’elala z uśmiechem kopnęła przesłuchiwanego w brzuch. Świętoszek zachwiał się. Zwymiotował. W końcu upadł, przy wtórze bolesnego jazgotu „braci”.
Morderczyni chwyciła go za brodę.
Ktoś nagle zapukał w drzwi i zapytał:
– Kapitanie, jakieś kłopoty? Słyszeliśmy hałas, możemy pomóc?
Gestleiter powstrzymał gnoma, który właśnie otwierał usta. Pokręcił głową, gdy oburzony sekretarz szepnął:
– Tak nie można! To wbrew prawu… to niemoralne, złe! Nikt na to nie zasługuje. Nikt!
– Powiedz to jego ofiarom. Dzisiaj widziałem tę kotowicę… Nieprzyjemny widok.
– Ależ on tego nie zrobił! Nie zabił jej.
– Nie uczynił też nic, by temu zapobiec…
– Przecież siedzi w więzieniu!
– I milczy. A my nie możemy z niego wydusić prawdy, bo Rada Magistratu… Co tu gadać. – Gestleiter pogroził sekretarzowi pięścią i krzyknął w kierunku drzwi: – Nie, kapralu, wszystko w porządku. Zdaje się, że nasza zguba znowu ma kłopoty.
– Na pewno, kapitanie?
– Oczywiście. Odmaszerować!
– Tak jest!
Jednooka uciszyła wszystkich krótkim gestem i powiedziała do wijącego się z bólu Soary:
– Po pierwsze, okoliczności naszej pogawędki są bardzo wyjątkowe. Po drugie, skoro nie jestem strażnikiem, to prawdopodobnie jestem katem. Po trzecie: jak widzisz, obserwator Magistratu w osobie tego sympatycznego gnoma ma głęboko w dupie to, co się z tobą stanie. W razie czego za cały bałagan odpowiem ja. A po czwarte: cholera, naprawdę trzeba było usiąść…
Soara był jednocześnie przerażony, poruszony i wściekły. W przypływie odwagi plunął jednookiej w twarz. Kobieta pobladła, źrenica jej oka się zwęziła. Soara poczuł, że palce morderczyni kłują lodem. Zapiszczał, podobnie jak jego pobratymcy za ścianą.
– Słuchaj – syknęła przez zęby, rozeźlona nie na żarty. – Mam tego dość. Wiesz, co zrobię? Sprawdzę twoje sumienie. Pójdę do celi i zabawię się z każdym z was, po kolei. Wierz mi, znam sztuczki, o jakich nie macie tutaj pojęcia. A ty będziesz cierpiał jeszcze bardziej, bo staniesz się przyczyną tego bólu. Chcesz takiej odpowiedzialności?
Mężczyzna ciężko oddychał. Nerwowo potrząsnął głową i zagryzł zakrwawioną wargę. Wyszeptał tylko „nie, nie, nie”. Sh’elala zapytała raz jeszcze:
– Może jednak usiądziesz?
Pokiwał głową, gapiąc się na tę obcą, nieludzką kobietę. Ta puściła jego brodę i wstała.
– Skolvitz, możesz wrócić do notatek – powiedziała. – Co masz taką minę? Boli cię coś?
– Nie – rzekł smutno gnom, wyciągając pióro i papiery. – Jedynie sumienie.
– To idź do lekarza – warknęła, kończąc dyskusję. – Tego od duszy.
Soara podszedł do stołka i przysiadł na nim. Był cały rozdygotany i wyglądał jak kupa nieszczęścia.
1 2 3 11 »

Komentarze

05 I 2012   01:58:39

Przeczytałam wszystkie części do końca. Genialne, wciągające i bardzo oryginalne. Połączenie Steampunka z fantasy. Najlepsza była główna bohaterka i krasnoludzica, burmistrz. Polecam każdemu :D

01 VII 2013   13:55:15

Atrybucja dialogu zniechęca do czytania. Nic tylko warknął, westchnął, syknął ...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.