Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2018
w Esensji w Esensjopedii

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Wróg publiczny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułWróg publiczny
OpisAnna „Cranberry” Nieznaj (ur. 1979 r.), absolwentka matematyki, programistka. Mężatka, ma dwoje dzieci, mieszka w Lublinie. Pod panieńskim nazwiskiem Borówko – debiut w 1996 r., a następnie opowiadanie „Telemach” w „Science Fiction” (7/28/2003). Pod obecnym – „Kredyt” (II miejsce w konkursie Pigmalion Fantastyki 2010) i „Czarne Koty” („SFFiH” 4/66/2011). Finalistka konkursu Horyzonty Wyobraźni 2011.
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 2

1 2 3 11 »
Pod nimi, na półce nad przepaścią znajdował się potężny budynek w charakterystycznym dla Tatooine stylu: na planie koła i z dachem w kształcie kopuły. Kilkupiętrowy i obszerny, bez problemu mieścił bazę całego zespołu przygotowującego do wyścigu pilota i jego ścigacze, a najniższy poziom budowli krył hangar.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 2

Pod nimi, na półce nad przepaścią znajdował się potężny budynek w charakterystycznym dla Tatooine stylu: na planie koła i z dachem w kształcie kopuły. Kilkupiętrowy i obszerny, bez problemu mieścił bazę całego zespołu przygotowującego do wyścigu pilota i jego ścigacze, a najniższy poziom budowli krył hangar.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Wróg publiczny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułWróg publiczny
OpisAnna „Cranberry” Nieznaj (ur. 1979 r.), absolwentka matematyki, programistka. Mężatka, ma dwoje dzieci, mieszka w Lublinie. Pod panieńskim nazwiskiem Borówko – debiut w 1996 r., a następnie opowiadanie „Telemach” w „Science Fiction” (7/28/2003). Pod obecnym – „Kredyt” (II miejsce w konkursie Pigmalion Fantastyki 2010) i „Czarne Koty” („SFFiH” 4/66/2011). Finalistka konkursu Horyzonty Wyobraźni 2011.
Gatunekspace opera
Rozdział 3
Ludzie Sebulby
Obudziło go pierwsze ostrzeżenie o wyjściu z nadprzestrzeni. Wiedząc, że ma już niewiele czasu, ruszył do sterowni. Drzwi rozsunęły się przed nim bezgłośnie i wszedł w prawie materialną ścianę dźwięku. Muzyka, w sumie jedna z jego ulubionych.
Beyre siedziała na fotelu drugiego pilota. Buty oparła o tablicę rozdzielczą, dość umiejętnie omijając najważniejsze przyciski. Szybko dojadała potrawę z trzymanej na kolanach tacki.
– Cześć, Fett – odezwała się, nie odwracając ani na chwilę.
– Witaj, pani.
Miał na końcu języka pytanie o samopoczucie, ale go nie zadał. Najwyraźniej wprost świetne. Zresztą, co jej odpowie, gdyby zainteresowała się, skąd ta nagła troska.
Tymczasem Beyre odesłała pusty talerz do zsypu, kontrolując jego lot wyciągniętą ręką, a Boba poczuł się dość dziwnie, patrząc na to. O ile przesuwanie przedmiotów na odległość przez Jedi, z którymi walczył, nigdy go nie zaskakiwało, bo się go spodziewał, to użycie Mocy do tak prozaicznego celu zrobiło na nim wrażenie.
Beyre sięgnęła do uchwytu po herbatę, dopiła i kubek poleciał w ślad za tacką.
Fett usiadł na swoim fotelu i rzucił okiem na monitory. Potwierdziły się jego obawy, że Beyre zdążyła już sobie przejrzeć nie tylko katalogi z muzyką, ale też dane techniczne i trasy ostatnich lotów, a pewnie i wiele więcej. Pozostało zacisnąć zęby.
Rozległo się drugie ostrzeżenie, ruszyło odliczanie i silniki główne zaczęły się uruchamiać. Beyre siadła normalnie i zapięła pas, a Boba sięgnął do przycisków.
– Nie wyłączaj muzyki! – zawołała.
– Procedura bezpieczeństwa.
– Od kiedy tak przestrzegasz procedur bezpieczeństwa? – spytała kpiąco.
Taak. Nasza współpraca naprawdę nie mogła się zacząć lepiej. Ona mi tego nie zapomni.
– Wyjście! – zakończył odliczanie komputer, szarpnęło solidnie, a na przednich ekranach pojawiły się dwa słońca i krążąca wokół nich planeta.
Huk silników zelżał. Boba zaczął wprowadzać statek w atmosferę, ale Beyre zaprotestowała.
– Zostaw – to było polecenie, nie prośba; oczy jej błyszczały. – Dawno nie latałam.
Skrzywił się.
Oby jej to nie weszło w nawyk.
Ale cofnął ręce ze sterów.
– „Slave” do kontroli lotów Mos Espa, Tatooine. Proszę o pozwolenie na lądowanie – zameldował do mikrofonu.
W odpowiedzi zabrzmiało niezbyt przepisowo, bo po huttyjsku:
– Mos Espa, Tatooine do „Slave”. Zezwalam, ale nie mamy wolnych hangarów. Siadaj na pustyni – mówiący zawahał się i dodał z wyraźnym rodiańskim zaśpiewem: – Słyszę coś w tle, wszystko tam u ciebie w porządku?
– Potwierdzam. Wszystko w porządku. Bez odbioru.
Po dłuższej chwili mieli już Mos Espa na optycznej. Niewielka osada pośród morza piasku.
W tym momencie przyspieszenie wgniotło Bobę w fotel. Zrobili pętlę, następnie zwalili się w dół stromym korkociągiem. W piosence zaczynał się właśnie drugi refren, Fett słyszał w słuchawkach, jak Beyre powtarza niektóre słowa za wokalistą, statek spadał wirując. Fett zmełł w ustach przekleństwo.
Beyre wyprowadziła ich z lotu nurkowego dosłownie w ostatniej chwili. Przelecieli z rykiem tuż nad niskimi zabudowaniami miasteczka i wylądowali, wznosząc tumany piasku, na płaskim obszarze używanym w tym małym porcie w razie przepełnienia lądowiska.
Beyre błyskawicznie zdjęła słuchawki i zaczęła przeglądać wiadomości w holonecie.
– Podobno się ukrywasz, pani – rzucił cierpko łowca nagród. – Zawsze tak lądujesz?
– Ja? Ląduję? Ja tu jestem tylko pasażerem, przecież nie dałbyś przypadkowej osobie sterować swoim statkiem, no co ty?
Nie zdążył zareagować, bo w głośniku zabrzmiał głos Rodianina, który tym razem nawet nie próbował zachowywać pozorów formalnej wymiany zdań.
– Fett, co ty wyprawiasz, pijany jesteś?! Dwa tysiące grzywny za spowodowanie powszechnego zagrożenia!
Boba zdecydowanym ruchem wyłączył muzykę i wycedził w mikrofon „Tylko spróbujcie” takim tonem, że Rodianin mruknął coś, co brzmiało bardzo wulgarnie, i przerwał połączenie.
W tym momencie zabrzęczał sygnał komunikatora łowcy. Fett spojrzał na niego i powiedział:
– Ogłosiłaś wszystkim, że wróciłem, i proszę, masz, zaraz tu będą.
– Kto? – Beyre odwróciła się spięta.
– Ludzie od Sebulby, a kto miałby być?
Wzruszyła ramionami i wróciła do serwisów informacyjnych.
• • •
Fett wyglądał na mocno zniecierpliwionego, ale Beyre nie uważała za stosowne przerywać kluczowej dla ich bezpieczeństwa czynności tylko dlatego, że pod statkiem czekała delegacja lokalnego gangstera. Nie miała też zamiaru wypuścić do nich łowcy samego.
Tyle zaufania to ja do ciebie nie mam, wybacz.
Kiedy skończyła, Fett z wyraźną ulgą ruszył do wyjścia. Zmierzyła go wzrokiem.
– Nie wkładasz zbroi, hełmu, całego tego twojego sprzętu?
– Jakbym wyszedł do nich w zbroi, to by się zlali ze śmiechu. Zresztą jakby co, to ja sobie z nimi i tak poradzę, nie bój się.
W cieniu rzucanym przez statek zobaczyli dwa śmigacze. Słońca stały prawie w zenicie, więc dużo chłodniej tam nie było, ale przynajmniej towarzystwo nie usmażyło się żywcem.
Obok jednego pojazdu przechadzał się Dug i z demonstracyjną obojętnością ochroniarza bawił się, kręcąc ósemki maczetą. Kierowca drugiego, ludzki chłopak, ciemnowłosy, o delikatnych rysach, rozmawiał z dziewczyną, która leżała w niedbałej pozie na masce. Miała króciutkie, bardzo jasne włosy i oczy podkreślone permanentnym makijażem, ale drapieżny wygląd nie współgrał ze sposobem, w jaki patrzyła na chłopaczka.
Co ciekawe, wyglądało na to, że to ona dowodzi. W każdym razie – była uzbrojona i odezwała się pierwsza.
– Bobaa, już cię tu opłakaliśmy – zaciągnęła. – W sumie to bardziej tego gościa, co go miałeś szefowi przywieźć niż ciebie. Ale po tobie też uroniłabym łezkę, słowoo, słowo rebeliantki!
Zeskoczyła z maski i podeszła do Fetta, kołysząc biodrami. Miała na sobie wojskowe spodnie, w kolorze maskującym, pustynnym, i czarną skórzaną kurtkę, a pod nią bluzeczkę odsłaniającą pępek i wytatuowany wokół niego napis po huttyjsku. Beyre przeczytawszy go, uśmiechnęła się pod nosem.
– Cześć, Zantara – powiedział Fett. – Daruj sobie. Poczekajcie tu, zaraz oddam wam towar.
Fett zniknął w ładowni, a Zantara odeszła dwa kroki na bok i wyciągnęła komunikator.
– Szefiee? Mamy zgubę. Przyleciał z dziewczyną! No, jak to o kim? Boba Fett wrócił! No właśnie o to chodzi, że świat się kończy – zerknęła do wnętrza statku, potem na Beyre, a następnie pokazała w szerokim uśmiechu chyba wszystkie zęby. – To wygląda, że na poważnie, mówię ci. Nie jakaś cizia tylko ostra laska, miotacz ma lepszy od mojego i w ogóle.
Fett wyprowadzał z ładowni antygrawitacyjny wózek z bryłą karbonitu. Rzucił znad niego spojrzenie w kierunku Beyre, pokręcił głową i powiedział samym ruchem warg: „Daj spokój, nie warto”. Beyre wzruszyła ramionami.
Jasne, że nie warto, nie będę robić z siebie widowiska.
Tymczasem dziewczyna skończyła rozmowę i stanęła przed Beyre. Zatykając kciuki za pas z miotaczem, powiedziała:
– Jestem Guri Zantara, łowca nagród.
– Windu – wycedziła Beyre, z niejaką przyjemnością rejestrując, że nazwisko wywarło odpowiednie wrażenie.
– Chyba Zantara, łowca nieletnich – usłyszała głos Fetta. – Twojemu poprzedniemu chłopakowi przynajmniej zarost się sypał.
– Zerrik jest słoodki, nie? – powiedziała Guri do Beyre i posłała całusa kierowcy śmigacza, a on przewrócił oczami. – Ale on tylko tak niewinnie wygląda. Jest ścigany za zabójstwo.
– Przecież ci mówiłem, że to było w obronie koniecznej! – żachnął się chłopak, autentycznie oburzony.
Rzeczywiście słodki, pomyślała Beyre.
– Jaasne – powiedziała Guri. – Ja też tak zawsze mówię.
Fett zatrzymał wózek przed śmigaczem.
– Koniec gadania, bo wam się gość na tym słońcu rozmrozi i zacznie stawiać opór, a sami to mu rady nie dacie…
– Bobaa, Bobaa, nie wkurzaj mnie!
– Rób przelew, Zantara, i zwijajcie się stąd.
1 2 3 11 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 1
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Padawanka
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Nocą wszystkie koty są czarne
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.