Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2018
w Esensji w Esensjopedii

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Wróg publiczny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułWróg publiczny
OpisAnna „Cranberry” Nieznaj (ur. 1979 r.), absolwentka matematyki, programistka. Mężatka, ma dwoje dzieci, mieszka w Lublinie. Pod panieńskim nazwiskiem Borówko – debiut w 1996 r., a następnie opowiadanie „Telemach” w „Science Fiction” (7/28/2003). Pod obecnym – „Kredyt” (II miejsce w konkursie Pigmalion Fantastyki 2010) i „Czarne Koty” („SFFiH” 4/66/2011). Finalistka konkursu Horyzonty Wyobraźni 2011.
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 3

1 2 3 13 »
Nie, Fetta zdecydowanie nie sposób było pomylić z żadnym z pozostałych klonów. Owszem, twarz, czarne włosy, przystrzyżone krótko, po żołniersku, i szarozielona kurtka z kieszeniami, która leżała na nim jak mundur. Ale już choćby ten niedbały sposób poruszania się, teraz, kiedy szedł w kierunku Beyre, niosąc szklanki. Z musztrą to miało niewiele wspólnego, za to mnóstwo z knajpami takimi jak ta.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 3

Nie, Fetta zdecydowanie nie sposób było pomylić z żadnym z pozostałych klonów. Owszem, twarz, czarne włosy, przystrzyżone krótko, po żołniersku, i szarozielona kurtka z kieszeniami, która leżała na nim jak mundur. Ale już choćby ten niedbały sposób poruszania się, teraz, kiedy szedł w kierunku Beyre, niosąc szklanki. Z musztrą to miało niewiele wspólnego, za to mnóstwo z knajpami takimi jak ta.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Wróg publiczny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułWróg publiczny
OpisAnna „Cranberry” Nieznaj (ur. 1979 r.), absolwentka matematyki, programistka. Mężatka, ma dwoje dzieci, mieszka w Lublinie. Pod panieńskim nazwiskiem Borówko – debiut w 1996 r., a następnie opowiadanie „Telemach” w „Science Fiction” (7/28/2003). Pod obecnym – „Kredyt” (II miejsce w konkursie Pigmalion Fantastyki 2010) i „Czarne Koty” („SFFiH” 4/66/2011). Finalistka konkursu Horyzonty Wyobraźni 2011.
Gatunekspace opera
Rozdział 6
Głupie błędy
– Mos Espa, Tatooine do Zerrika Bariona, obudź się wreszcie!
– Guri, nie znęcaj się nade mną – jęknął chłopak, usiłując schować się z powrotem z głową pod kocem.
– Wstawaaj! Żeby znów potem nie było, że słowem się nie opowiedziałam i zniknęłam! Idę do Sebulby, po nagrodę i chcę tam jeszcze coś sprawdzić.
– Yhmmm – mruknął Zerrik ewidentnie z nadzieją, że uda mu się w ten sposób ją zmylić.
– Mam dla ciebie robotę, no, dosyć tego dobregoo!
Otworzył jedno oko. Zantara siedziała na brzegu koi, ubrana w spodnie i czerwony koronkowy stanik. Przypinała kaburę do uda.
– Guri, o której wstałaś?
– Nieważne.
– W ogóle nie spałaś?!
– Nie no, trochę spałam, ale powiedziałam, że teraz muszę coś załatwić. A ty pójdź do Dezza, nie odbiera komunikatora, sprawdź, czy nie trzeba mu pomóc.
– Wątpię, żeby mnie wpuścił na statek – powiedział Barion i widząc, że nie ma innego wyjścia, powoli zaczął wygrzebywać się z pościeli. – On jest raczej z tych, co wolą lizać rany w samotności i bez świadków.
– No tak, masz rację – zmartwiła się. – Wpadnę do niego wracając. My mamy spore doświadczenie w opiekowaniu się sobą nawzajem, zwłaszcza po tym, jak złapaliśmy tę pieprzoną lokalną gorączkę na Concord Dawn.
– Nie znam tej historii – powiedział Zerrik i zbierając z podłogi ubranie, powlókł się do łazienki.
Guri poszła za nim.
– Niemożliwe! Chyba już wszystkim w Galaktyce zdążyłam ją opowiedzieć! Tropiliśmy Dengara. No i nas ścięło, najpierw mnie, po kilku dniach Dezza… Hej, młodyy, woda kosztuje, to jest, do cholery, pustynna planeta, jak się chcesz pluskać jak Kalamarianin, to na swoim statku za swoje pieniądze!
– Już dobra, dobra. – Przesunął dźwignię prysznica na minimalny przepływ i szybko zmienił temat. – Gar’lyagh też się zaraził? Przecież jest Bothańczykiem?
– Ja się na tym nie znam. Też chorował, może rzeczywiście szybciej doszedł potem do siebie.
Guri odsunęła się i prawie wprasowała w ścianę, żeby Zerrik mógł się swobodnie ubrać. Łazienka na „Troublemakerze” była zdecydowanie jednoosobowa i nieziemsko zabałaganiona. Chłopak starał się przezornie nie naruszać twórczego chaosu, na który składały się używane ciuchy, do połowy wyczerpane magazynki od miotacza i tubki z kosmetykami. Kiedyś zajrzał do szuflady z bielizną Guri i tylko gwałtowny protest właścicielki uchronił go przed uruchomieniem przechowywanego tam „w zabezpieczonym przed wstrząsami miejscu” granatu termicznego z uszkodzonym zapalnikiem. Od tego czasu wolał uważać.
– No i co dalej z tym Dengarem? Uciekł wam pewnie?
– Uciekł! Żeby! To była ostra jazda jak na Boonta po drugim okrążeniu! Ja półżywa po chorobie, Dengar ostrzeliwuje magazyn, w którym się zahaczyliśmy, a Gar’lyagh w malignie podłazi pod okna. Myślałam, że się z tego nie wygrzebiemy, ale uratowali nas Falleen z miejscowej komórki Czarnego Słońca, po starej znajomości.
– Znasz gości z Czarnego Słońca?! – Zerrik zamarł ze szczoteczką do zębów w dłoni.
– A jak! – Uśmiechnęła się ewidentnie bardzo z siebie zadowolona. – Byłam w gwardii przybocznej ich dawnego szefa, księcia Xizora.
– O rany… A oni nie przyjmują tylko Falleen?
– Nie, no co ty? Ale rzeczywiście w gwardii byłam jedynym człowiekiem. Ale wiesz, książę mnie trochę lubił – mrugnęła. – Jak myślisz, od kogo mam ten statek?
– Zalewasz?
– Bardzo uczciwie sobie na niego zapracowałam! Uratowałam Xizora przed strzałem snajpera! Wiesz… Musiałam go przewrócić, zasłonić własnym ciałem…
Usiadła na blacie pralki, oparła stopę w wojskowym bucie o framugę grodzi i zaczęła przesadnie powolnymi ruchami zaczepiać sznurówki o kolejne haczyki.
– Czyli to jednak zgrywa? – rozczarował się Zerrik.
– Nie, serio. Wszystko było, jak mówię. I mam „Troublemakera”, nie takiego stuletniego rzęcha jak mój poprzedni statek.
– Czekaj… – powiedział nagle bardzo poważnie. – Jesteś wtyczką Falleen u Sebulby?
– Nie – pokręciła głową. – Nie jestem już w Czarnym Słońcu.
– Nie mów, że od nich można sobie tak po prostu odejść!
– Zdecydowanie nie można. – Skrzywiła się, zeskoczyła z blatu, odsunęła Zerrika od umywalki i zaczęła szykować się do mycia zębów. – Dlatego, jak ci goście, co nam pomogli na Concord Dawn, dogadali się ze swoimi przełożonymi co i jak, to we mnie obudził się nagły poryw patriotyzmu i już po chwili skakałam w nadświetlną z kursem na najbliższy kontakt do Jedi Nessie i rebeliantów. Na szczęście Dezz czuł się już na tyle dobrze, że mogłam go zostawić.
– Ale dlaczego od nich odeszłaś? – spytał Zerrik, zakładając pas z miotaczem. – Taka fucha, rany! Przyboczna księcia Falleen!
– Słuchaj, Zerrik, teraz będę ci udzielać życiowych rad – powiedziała Guri z ustami pełnymi piany. – Ej, jak ty ten miotacz masz przypięty?! Młodyy… – wypluła pastę. – Zlituj się, Hutt szybciej przepełznie przez całe Mos Espa niż ty zdążysz wyjąć tak umocowaną broń!
Lewą ręką, bo w prawej miała szczoteczkę, poprawiła mu kaburę, przy okazji muskając klamrę od pasa, wyrównując poły kurtki i na koniec głaszcząc Bariona lekko po szyi.
– To była ta życiowa rada? Mało odkrywcza, ale dzięki. Tak na pewno będzie mi łatwiej strzelać.
– Nie, to było obmacywanie nieletnich. Rady będą teraz.
– Nie jestem nieletni!
– Przyjmijmy, widziałam twoją kartę łowcy. Jest jeszcze gorzej podrobiona niż moja, kiedy byłam w twoim wieku. Ale to nieważne. Słuchaj, co ci miałam powiedzieć o mnie i o odchodzeniu z Czarnego Słońca. Rada pierwsza: lepiej być wolnym strzelcem, bo wtedy nikt ci nic nie może kazać, chyba że cię ma na muszce. Rada druga – wypłukała zęby i wypluła wodę. – Nigdy nie zakochuj się w zleceniodawcy. Wtedy tracisz obiektywizm i łatwiej ryzykujesz własnym życiem. A to nie jest mądry pomysł.
Udawała, że nie widzi w lustrze, jak Zerrik patrzy na nią, jakby właśnie spadła z asteroidy.
– Przecież Xizor był Falleen, Guri! Falleen to jaszczury, oni są… Okropni!
– Jacy są, tacy są. – Skrzywiła się i włożyła bluzkę. – Potem ktoś mi opowiadał o jakichś feromonach, że oni mogą w ten sposób podrywać humanoidki. Takie tam gadanie. Książę miał klasę, żadnych oszukańczych feromonów nie potrzebował. Tylko że dość szybko się zorientował, że może mieć ochroniarza wiernego jak oswojona japinga w zamian za tych kilka wspólnie spędzonych… No właśnie, skoro mowa o feromonach…
Uśmiechnęła się promiennie i wyjęła z kieszeni w nogawce metalową puszeczkę pomalowaną w barwne wzory.
– Guri, musisz ćpać już od rana?!
Zaśmiała się.
– To, że noszę wróżkę w pudełku po perfumach, nie znaczy, że nie mam też perfum!
Wzięła na palce trochę maści i posmarowała się za uszami. W łazience rozszedł się zapach kojarzący się Zerrikowi z wielkimi, czerwonymi kwiatami o mięsistych płatkach, które widział kiedyś na Rodii.
– Ładnie pachnę? – spytała, zalotnie podstawiając szyję do powąchania, ale kiedy próbował ją objąć i oprzeć o ścianę, wywinęła się, pogroziła mu palcem i wyszła z łazienki. – Śpieszę się! A te perfumy to od Dezza dostałam, ma gust! Chociaż powiedział, że na jego nos za mocne. No, ale on potrafi wywęszyć konkretną osobę w knajpie pełnej ludzi, to o czym mowa.
– Gar’lyagh kupuje ci takie osobiste prezenty? Kiedy to dostałaś, można wiedzieć?
– Tydzień temu – rzuciła pozornie niedbale.
Wzięła kurtkę z rozbebeszonej koi i przeszła przez kajutę i korytarz, kołysząc biodrami.
– Przywiózł mi z ze swojego ostatniego wyjazdu.
– Taak?
Guri nie wytrzymała, stanęła przy zewnętrznych grodziach i zaczęła się śmiać.
– Zerrik, jesteś naprawdę słoodki. To jest urocze, że ci tak zależy.
– A tobie nie?
– Jasne, że tak! Co ty, nie znasz Dezza? Facet jest po prostu nie do przebicia… Zresztą sam posłuchaj. – Zaczęła otwierać trap. – Budzę się kiedyś u niego na statku po ostrej imprezie. Patrzę, mam na sobie tylko jego koszulę. W dodatku nieco rozpiętą. A Gar’lyagh chrapie jakby nigdy nic, przykryty tym samym kocem co ja…
– Guri! Po co ty mi opowiadasz takie rzeczy! – Zerrik zbiegł z trapu za najemniczką i wyglądał, jakby chciał ją złapać za ramiona i potrząsnąć.
1 2 3 13 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 1
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Padawanka
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Nocą wszystkie koty są czarne
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.