Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Wróg publiczny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułWróg publiczny
OpisAnna „Cranberry” Nieznaj (ur. 1979 r.), absolwentka matematyki, programistka. Mężatka, ma dwoje dzieci, mieszka w Lublinie. Pod panieńskim nazwiskiem Borówko – debiut w 1996 r., a następnie opowiadanie „Telemach” w „Science Fiction” (7/28/2003). Pod obecnym – „Kredyt” (II miejsce w konkursie Pigmalion Fantastyki 2010) i „Czarne Koty” („SFFiH” 4/66/2011). Finalistka konkursu Horyzonty Wyobraźni 2011.
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5

« 1 2 3 4 10 »
– Już dobra, dobra, pójdę, tylko nie drąż tematu!
– Ja coś drążę? – Zantara uniosła ręce w obronnym geście, z miną świętej niewinności.
W tym momencie w głębi korytarza otworzyły się drzwi apartamentu senatorskiego i na tle jasnego okna pojawiła się sylwetka kapitana Solo. Widząc Guri, zamachał w jej stronę. Pożegnała się z Gar’lyaghem, który potwierdzał przez komunikator swoją wizytę w klinice, i podeszła do Hana.
– Fajnie, że jesteś, mamy Calrissiana na holo, chcesz posłuchać? – spytał.
– No jasne!
Guri i Lando znali się i przyjaźnili od lat, od czasu, gdy załatwił jej kartę łowcy. Kiedy chciała się odwdzięczyć, powiedział grzecznie, że nie sypia z dzieciakami.
Ale kiedy zjawiła się rok później, żeby świętować z nim swoją pierwszą poważną nagrodę, zabrał ją do najlepszej restauracji w mieście i nie był już taki zasadniczy. I za to właśnie wyczucie różnicy sytuacji Guri polubiła go jeszcze bardziej.
Han zatrzymał się na chwilę, zanim rozsunął drzwi apartamentu.
– Oczywiście lecisz z nami – powiedział.
– Wiem, rozmawiałam z Nessie – skinęła głową. – Jeśli chodzi o mnie, to w każdej chwili mogę startować. „Troublemaker” gotowy, ma się te swoje kontakty w porcie, nie?
– No i super. A teraz chodźmy, bo skończą gadać.
W salonie siedzieli Leia i Luke, a przed nimi migotał przez zakłócenia hologram przedstawiający Calrissiana w pelerynie.
– Właśnie skończyliśmy akcję ratunkową – usłyszała Zantara z głośnika.
Uśmiechnęła się do Lando, wchodząc w zasięg kamery. Odwzajemnił się lekkim ukłonem, pozornie zdawkowo uprzejmym, w rzeczywistości pełnym sympatii.
– Co się tam u was konkretnie stało? – spytała czujnie Leia. – Są ofiary? Potrzebujecie pomocy?
– Poradziliśmy sobie, nie takie rzeczy się tu zdarzały. Ale dwóch mechaników nie żyje, a mojego najlepszego speca od hipernapędu łowiliśmy kilka godzin promieniem ściągającym w próżni, bo wybuch cysterny z tibanną zniszczył moduł naprowadzania w kapsule, w której się wystrzelił.
– Wystrzelił się w kapsule ratunkowej?! Stacja jest uszkodzona? Może jednak lepiej, żebym kogoś przysłała?
– Stacja w porządku. A chyba każdy zwiałby jak najdalej, choćby i w próżnię, gdyby na niego szła Beyre z włączonym mieczem! Rekken w dodatku był ranny, znaleźliśmy go dosłownie w ostatniej chwili. Jest w szpitalu w Mieście w Chmurach, właśnie go operują. Dobrze chociaż, że włączyło się ostrzeżenie o starcie kapsuły, inaczej moglibyśmy go w ogóle przeoczyć w tym zamieszaniu.
– A Beyre i Fett?
– Odlecieli. Księżniczko, chyba nie spodziewałaś się…
– Ależ oczywiście!
– I bardzo dobrze, że odlecieli – wtrąciła cierpko Guri. – Lord Xist kazał w razie kłopotów z aresztowaniem wpakować w stację kilka torped i filmować eksplozję dla potrzeb policji i mediów.
– Przekaż ode mnie lordowi – przystojna twarz Calrissiana przybrała nagle wyjątkowo nieprzyjemny wyraz – że od czasów Coruscant nie zanikła mi umiejętność posługiwania się granatami termicznymi. Swoją drogą szkoda, że nie poradziliśmy sobie wtedy z Xizorem sami, prawda? – spojrzał na Leię i Luke’a. – Vader musiał za nas skończyć robotę.
Guri opuściła wzrok, przygryzając wargę.
• • •
Vigo Xist stał przed wielkim ekranem, w który zamieniło się pancerne okno jego gabinetu w chwili nawiązania nadprzestrzennego połączenia. Falleen, mimo swej imponującej postury, należał do osób z trudem wytrzymujących długo w bezruchu. Dlatego nawet podczas rozmowy przechadzał się wielkimi krokami po pokoju. Ręce wbił za pas, a w chwilach namysłu odruchowo sięgał do rękojeści wibrobicza, nawet nie zdając sobie sprawy z wrażenia, jakie może takim gestem wywołać.
Jednak rozmówczyni Xista zachowywała zimną krew i jej młodziutka, śliczna twarz nie wyrażała niczego poza konwencjonalnie uniżoną uprzejmością. Czarnowłosa dziewczyna z ozdobnymi szpilami wpiętymi w kok, ubrana w wyrafinowaną czerwoną suknię i klęcząca na macie przed kamerą międzygwiezdnej łączności, powiedziała cicho, ale bez drgnienia powieki:
– Lordzie, ja zrobię wszystko, co ona mi każe. Absolutnie wszystko, byle tylko nie wprawić jej w gniew. Zresztą… – zawahała się i chyba nie było to udawane. – Ja już kiedyś wywołałam jej gniew i liczę się z tym, że to spotkanie bardzo źle się dla mnie skończy.
– Nie dramatyzuj. Podwoję twoją ochronę, jeżeli to sprawi, że poczujesz się lepiej.
– Nie sprawi, panie.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem.
– Co wobec tego proponujesz? – spytał w końcu Falleen.
– Nic. Spotkam się z nią oczywiście. To mój obowiązek – dziewczyna na pewno wiedziała, że jej słowa można dwojako interpretować.
– Owszem – podsumował zimno gad. – Nie wymagam od ciebie wiele, więc postaraj się odegrać swoją rolę bez zarzutu. Nie zawiedź mnie, Sessil.
– Tak, lordzie.
Panna Veers skłoniła się głęboko, prawie dotykając czołem maty.
• • •
Gar’lyagh powoli, przebijając się przez gęstą mgłę i szum w uszach, wracał do rzeczywistości. Wiedział, że jest w klinice dentystycznej i właśnie budzi się po zabiegu. Ostatnie, co pamiętał, to jak robot medyczny podał mu kroplówkę i ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu łowca dowiedział się, że znieczulenie będzie ogólne.
Dezz przejechał językiem po zębach. Idealnie, zabieg był najwyraźniej udany. Ale powinni go uprzedzić o narkozie! A może to standardowa procedura w takim eleganckim szpitalu dla cywilów? Tak czy owak, powie im, że niespodzianek pacjentom robić nie należy.
Sięgnął łapą do przycisku, żeby wezwać robota. Dziwne. Łóżko było wąskie, bez zabezpieczających poręczy, a przycisku nie mógł znaleźć. Otworzył powoli oczy i zastygł.
Nie leżał na szpitalnym łóżku, lecz na pryczy, a to, co wziął za piżamę, było więziennym ubraniem. Na wprost miał widok akurat na kratę stanowiącą przednią ścianę celi.
Moje miotacze, noże, mój komunikator!
Zachował tyle zimnej krwi, żeby wstać nieśpiesznie, więc prawie nie zakręciło mu się w głowie. Podszedł do kraty i ryknął wściekle w głąb korytarza. Po chwili usłyszał dźwięk ciężkich kroków i w polu widzenia pojawił się strażnik, rosły Trandoshanin. Na Cato Neimoidia mieszkało sporo imigrantów, wielu z nich pracowało w służbach mundurowych, do których ludność miejscowa miała niespecjalne predyspozycje.
Przy pasie jaszczura błyszczała broń i kajdanki.
– Odsuń się od kraty! Ale już, bo podłączę napięcie!
Gar’lyagh cofnął się i usiadł na pryczy. Nie czuł się jeszcze zbyt pewnie.
– Gdzie są moje rzeczy?!
– W depozycie. Jak cię wypuszczą, dostaniesz wszystko z powrotem. Jeżeli cię wypuszczą…
– Jak się im coś stanie, odpowiecie mi za to! Do końca życia się nie wypłacisz ze swojej nędznej pensyjki za taki komunikator!
– Jednak prawdę mówią, że łowcy nagród to materialiści. Stawiałem raczej na to, że będziesz domagał się zwrotu broni. – Strażnik uśmiechnął się tylko, gdy Bothańczyk zawarczał ostrzegawczo, pokazując kły. – Jak widzę, sam fakt, że tu siedzisz, w ogóle cię nie bulwersuje. Jestem pod wrażeniem, rzadko który więzień potrafi tak obiektywnie podejść do tego, co zrobił i co go za to spotkało.
– Ja nic nie zrobiłem! – wrzasnął Dezz. – To jest jakiś podstęp, zdrada!
– Ech, a już myślałem… – westchnął Trandoshanin.
– Znam swoje prawa! Chcę adwokata i rozmowę przez holo. Natychmiast! Ktoś gorzko pożałuje i to nawet wiem kto.
– Przykro mi, Gar’lyagh. Ciebie te prawa nie dotyczą. Przywieźli cię jacyś dziwni ludzie ze służb specjalnych. Kazali grzecznie traktować – uśmiechnął się po gadziemu – ale nie chcę cię martwić: siedzisz na podstawie ustawy o przeciwdziałaniu terroryzmowi. Żadnych kontaktów ze światem zewnętrznym. Adwokata oczywiście dostaniesz, jak już będzie potrzebny.
Dezz wbił w strażnika uważne spojrzenie.
– Służby specjalne, tak? Co ty nie powiesz…
– Mam coś dla ciebie. Kazali ci to odtworzyć.
Strażnik wyjął kieszonkowy projektor. Nad jego dłonią pojawił się hologram Guri Zantary.
– Dezz, nie wściekaj się, to nic nie da. Wybacz, musiałam! Nie popełnię dwa razy tego samego błędu. Wrócimy po ciebie, jak już będzie po wszystkim.
Bothańczyk oparł czoło na łapach, chowając oczy za warkoczykami.
– Widzisz, wrócą po ciebie! Może jednak nie wylądujesz przed plutonem egzekucyjnym, to chyba dobra wiadomość? – Gad wyglądał na rozbawionego.
Więzień mruknął coś w odpowiedzi i zaczął się bawić koralikami w swoich włosach.
– Jest jeszcze coś dla ciebie od tej porucznik. Najpierw miałem poważne wątpliwości, czy oni wiedzą, co robią, traktując cię aż tak uprzejmie. Ale skoro jesteś jednym z nich, to inna sprawa…
Trandoshanin wyjął z kieszeni konsolę do gry i podszedł do kraty. Dezz wstał, a wtedy strażnik syknął ostrzegawczo:
– Ani kroku! Masz mnie za idiotę? Jestem tu sam, bez obstawy, i mam pozwolić agentowi, żeby podszedł na wyciągnięcie ręki? Odsuń się pod ścianę!
Dezz usiadł z powrotem na pryczy, a strażnik położył konsolę na podłodze i popchnął w jego kierunku. Odwrócił się, by odejść, ale jeszcze sobie o czymś przypomniał:
– A Jedi kazała ci przekazać, że implanty są na koszt Nowej Republiki. W ramach zadośćuczynienia.
« 1 2 3 4 10 »

Komentarze

18 VIII 2012   11:43:26

Chciałem sobie toto poczytać, ale drugie zdanie:

"Guri spędziła ostatnie godziny, wraz z Falleen gorączkowo szykując do odlotu statki stanowiące sporą część bojowej floty lorda Xista."

Skutecznie mnie zniechęciło.
Naprawdę, Esensjo...

17 IX 2012   08:23:18

A mi się podoba. Świetny, ciekawy, utrzymany w klimacie Gwiezdnych Wojen tekst. 10/10 :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 4
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

7 VII 2012

Jedi włączyła urządzenie i pozostali uczestnicy narady zobaczyli najpierw ogólne ujęcie trybuny honorowej. Potem operator zrobił zbliżenie na przemawiającego gubernatora Tarkina i dalej na osoby stojące za nim, w pierwszej kolejności na Beyre, która w tym momencie spojrzała wprost w kamerę. Oczy uczennicy Imperatora zwęziły się nagle, ale po ułamku sekundy opanowała się i jej twarz znów przypominała lodowatą maskę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Druga szansa
— Magdalena Stawniak

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 1
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Nocą wszystkie koty są czarne
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.