Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Wróg publiczny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułWróg publiczny
OpisAnna „Cranberry” Nieznaj (ur. 1979 r.), absolwentka matematyki, programistka. Mężatka, ma dwoje dzieci, mieszka w Lublinie. Pod panieńskim nazwiskiem Borówko – debiut w 1996 r., a następnie opowiadanie „Telemach” w „Science Fiction” (7/28/2003). Pod obecnym – „Kredyt” (II miejsce w konkursie Pigmalion Fantastyki 2010) i „Czarne Koty” („SFFiH” 4/66/2011). Finalistka konkursu Horyzonty Wyobraźni 2011.
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7

1 2 3 11 »
Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Wróg publiczny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułWróg publiczny
OpisAnna „Cranberry” Nieznaj (ur. 1979 r.), absolwentka matematyki, programistka. Mężatka, ma dwoje dzieci, mieszka w Lublinie. Pod panieńskim nazwiskiem Borówko – debiut w 1996 r., a następnie opowiadanie „Telemach” w „Science Fiction” (7/28/2003). Pod obecnym – „Kredyt” (II miejsce w konkursie Pigmalion Fantastyki 2010) i „Czarne Koty” („SFFiH” 4/66/2011). Finalistka konkursu Horyzonty Wyobraźni 2011.
Gatunekspace opera
Rozdział 19
Ocean jak rtęć
Nisko nad wybrzeżem pełzał czarny dym z dopalającego się wraku. Ratunkowe śmigacze krążyły nad miejscem katastrofy.
Piloci zawahali się przez chwilę, zanim posadzili maszyny na pomarańczowych skałach. Nie takiego widoku się spodziewali – ze statku praktycznie nic nie zostało, podczas gdy wojskowe patrolowce były tak konstruowane, żeby przetrwać mniej więcej w całości nawet bardzo dramatyczne twarde lądowanie.
Siedzący za sterami Sullusjanie rozmawiali chwilę przez radio i gdy ratownicy wysypywali się z pojazdów, jeden z pilotów przełączył się na częstotliwość portu.
Kilka minut później w kierunku miejsca wypadku leciał już policyjny śmigacz ze śledczymi.
• • •
Gubernator Sullust, Beolars Bribbs, stał przed wielkim sztabowym holoprojektorem. Utkana z migoczącego światła błękitna kula planety obracała się w majestatycznym tempie czasu rzeczywistego. Wokół niej krążyły obrazy największych orbitalnych stacji oraz powód zatroskania gubernatora – trójkątny kształt symbolizujący imperialny niszczyciel klasy Executor.
Nie była to jego pierwsza wizyta nad Sullust. Zarządzany przez Bribbsa świat dobrze wychodził na sprzedaży zaopatrzenia dla floty Tarkina. Jednak od ostatniej transakcji minęło sporo czasu, a sytuacja polityczna uległa zmianie. Gubernator miał coraz mniejszą ochotę na kontakty z siłami dawnego porządku.
Teraz poprawił nerwowym ruchem połę szaty i spojrzał pytająco w stronę towarzyszącego mu robota protokolarnego. Automat, niski i przypominający z wyglądu mieszkańców planety, na której powstał, milczał od dłuższego czasu, ale teraz wreszcie nastąpiło to, czego Bribbs obawiał się od początku.
– Odebrano komunikat z niszczyciela „Mściciel” – powiedział robot, budząc się z uśpienia. – Admirał Tarkin informuje o ściganym na jego rozkaz statku, który rozbił się najprawdopodobniej w rejonie stolicy, i oczekuje, że sullusjańskie siły przyłączą się do poszukiwania uciekinierów.
– Oczekiwać może…
– Czy mam przygotować odpowiedź w tym duchu?
– Oczywiście, że nie! – Gubernator skrzywił się z irytacją. – Nie wysyłaj żadnej odpowiedzi.
Trójkątny kształt niszczyciela krążył nad holograficzną planetą w niemej groźbie.
• • •
Boba Fett znał Byllurun doskonale, spędził tu wystarczająco dużo czasu, żeby teraz bez wsparcia modułu nawigacji pokierować Beyre przez zatłoczone korytarze powietrzne. Ona jednak też wybierała drogę bez wahania, a podziw Fetta rósł. Łowca nie zdawał sobie sprawy, że Moc pomaga i w takich kwestiach.
Zbliżając się do portu, stopniowo obniżali lot aż na poziom gruntu. Zatrzymali śmigacz na małym wzniesieniu, z którego widać było oba lądowiska – pasażerskie oraz przeznaczone dla prywatnych statków. Wysiedli z pojazdu i podeszli do barierki, za którą szeroki pas sięgających ledwo do kostek płożących roślin opadał w dół, w stronę hangarów.
W niebo wzbił się z hukiem startujący liniowiec.
– No, to ten nam uciekł – skrzywiła się Beyre. – Szkoda, sądząc po kolorze to firma przewozowa z Eriadu. Terytoria Zewnętrzne to dobre miejsce na przesiadkę.
– Chcesz lecieć statkiem pasażerskim?! – zawołał zaskoczony Fett. – Myślałem, że ukradniemy jakiś prywatny, solidnie uzbrojony i będziemy się przebijać przez blokadę.
Beyre, która właśnie miała zamiar przeskoczyć barierkę i biec na skróty w stronę portu, zamarła.
– To wcale nie takie proste, szybko ukraść statek. Robiłeś to kiedyś?
– No, nie – zawahał się. – Ale ty znasz się na elektronice lepiej niż ja.
Prychnęła.
– Nie mam sprzętu, do tego najlepiej mieć takie specjalistyczne kieszonkowe droidy. – Pokręciła głową. – Poza tym…
Wskazała na strażnicę pomiędzy oboma lądowiskami i sterczące z jej dachu potężne lufy.
– Tak, wiem – odpowiedział zdecydowanym tonem Fett. – Działko przeciwlotnicze. Ty pójdziesz do hangaru po statek, będzie ci się łatwiej przemknąć samej, a ja unieszkodliwię działko, żeby nas nie zestrzelili, jak ogłoszą alarm. No właśnie! Beyre, jak będzie alarm, to odwołają wszystkie loty rejsowe, o czym ty w ogóle mówisz? Swoją drogą, podejrzanie tu spokojnie.
– Republikańska anarchia – skrzywiła się Beyre. – To może jeszcze potrwać, zdążymy odlecieć na zwykłym liniowcu.
– A w jaki sposób miałaś zamiar wejść tam z bronią?
– Zasadniczo można. Tuż przed zamknięciem bramek, kiedy jest pusto. Większość robotów jestem w stanie przeprogramować, mam gotowe skrypty. – Wskazała na komunikator. – A ludzi czy nieludzi można… – machnęła dłonią. – Tylko że ty rzeczywiście masz dużo tego żelastwa.
– Część można zostawić. – Zaczął zdejmować wyrzutnię.
Zaprotestowała gwałtownie.
– Nie, nie pozbywaj się broni! Cholera. Chyba nie dam rady przemycić nas obojga. Musiałbyś zostawić zbroję – oceniała wzrokiem. – Hełm, karabin, miotacze… I potem nie miałbyś jak walczyć. Kurwa, Fett, czemu ty jesteś zwykłym człowiekiem! Zawsze pracowałam albo sama, albo z kimś takim jak ja!
Boba zaklął w myślach.
– Jakbyśmy mieli kraść prywatny statek, to nawet lepiej, gdybym rozwalił tych gości ze strażnicy. Będzie ci łatwiej zdjąć mnie z dachu niż z ziemi.
– O, szlag… Zapomniałam, że ty przecież nie skoczysz. – Kopnęła słupek ogrodzenia.
– Mam linki, podciągnę się na trap.
Beyre zawahała się chwilę i w końcu spytała:
– Czy ty naprawdę musisz lecieć teraz ze mną? Nie możesz zaszyć się w mieście, zniknąć, przeczekać?
Twarz Fetta zasłaniał hełm, ale dla Sitha jego emocje były wyczuwalne w sposób oczywisty.
– Nie tutaj. Nie pod samym nosem Bribbsa. A im dłużej bym czekał, tym gorzej, skończyłoby się jak z tobą na Coruscant. Bez urazy.
Beyre przeszła kilka kroków wzdłuż barierki.
– Niech ci będzie. – Uderzyła się pięścią w udo. – Lecimy prywatnym. Nie jesteś Sithem, trudno. Wyciągnę cię z tego pieprzonego Sullust.
Ogarnęli jeszcze raz wzrokiem hangary i stanowisko działa. Fett, nie zdejmując rękawicy, dotknął palców Beyre. Odpowiedziała lekkim uściskiem, patrząc cały czas przed siebie, i cofnęła dłoń.
– Idę po ten statek, po prostu go wezmę – powiedziała to takim tonem, jakby sama siebie chciała przekonać. – A ty zlikwiduj załogę strażnicy, w końcu jesteś zawodowcem od likwidowania. To miał być komplement! – dodała szybko.
– Zwłaszcza w ustach Sitha – uśmiechnął się i było to słychać mimo hełmu. – Życz mi powodzenia.
– Powodzenia, Bobaa… – zaciągnęła z huttyjska.
Fettowi stanęła przed oczami inna rozmowa, wiele lat temu, na innej planecie. „Powodzenia, Zaam…” Po plecach przebiegł mu lodowaty dreszcz.
Patrzył za Beyre, jak zbiega ze wzgórza miękkim, lekkim krokiem przyczajonego vornskra. Po chwili zniknęła między zabudowaniami.
• • •
– Panie, mamy połączenie bezpośrednie z niszczyciela „Mściciel” – oznajmił robot protokolarny, a w jego głosie dało się wyczuć zaniepokojenie. Był sprzętem biurowym wysokiej klasy zaawansowania, z wbudowanym modułem dyplomatycznym oraz sztuczną inteligencją wystarczającą do jego obsługi.
Zgodnie ze zwyczajem przekierował sygnał na monitor. Hologramów używano raczej do szybkiej, roboczej komunikacji, a podczas oficjalnych rozmów liczyła się wysoka jakość kolorowego obrazu.
– Senator Republiki, Leia Organa Solo – zaanonsował robot całkiem neutralnie.
Bribbs zerwał się z fotela jak rażony prądem. Nie zdążył jednak w żaden sposób wyrazić swojego zaskoczenia, bo połączenie już zostało nawiązane.
Senator okazała się człowiekiem. Gubernatorowi trudno było określić wiek istoty rasy innej niż on sam, ale gdzieś w zakamarkach pamięci zachował informację, że gdy ludzie się starzeją, włosy porastające ich głowy zaczynają zmieniać kolor na jaśniejszy. Skomplikowana fryzura tej damy była jeszcze wręcz wyzywająco ciemnobrązowa, jak na jej stanowisko.
– To dla mnie zaszczyt… – zaczął Bribbs.
W miarę, jak z jego półrybich ust płynęła potoczysta wymowa, odzyskiwał wewnętrzną równowagę. Na gruncie przemów powitalnych czuł się pewnie.
1 2 3 11 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 4
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

7 VII 2012

Jedi włączyła urządzenie i pozostali uczestnicy narady zobaczyli najpierw ogólne ujęcie trybuny honorowej. Potem operator zrobił zbliżenie na przemawiającego gubernatora Tarkina i dalej na osoby stojące za nim, w pierwszej kolejności na Beyre, która w tym momencie spojrzała wprost w kamerę. Oczy uczennicy Imperatora zwęziły się nagle, ale po ułamku sekundy opanowała się i jej twarz znów przypominała lodowatą maskę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 1
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Padawanka
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Nocą wszystkie koty są czarne
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.