Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF

Więzień układu – część 1

« 1 2 3 4 5 24 »

Alan Akab

Więzień układu – część 1

– Więc dlaczego na twoim modelu numer drugi ma tylko trzy? – spytał. – Nie wygląda mi to na wiązanie podwójne.
– Wodór nie tworzy wiązań podwójnych. Nie w naturalnych warunkach. – Arto zrobił minę zagapionego ucznia, który dopiero teraz zauważył swoja pomyłkę. Rejkert dostrzegł pułapkę i w porę napisał właściwą podpowiedź. – Mój błąd, zamyśliłem się – dodał od siebie.
– Podobnie jak twoi dwaj koledzy spod ściany – nauczyciel dziwnie, niemal podejrzliwie, spojrzał na chłopców, Żimmiego i Derta, siedzących z nim w jednym rzędzie. – Kolejny zbieg okoliczności, jak sądzę. Poprawcie to, proszę. Wszyscy.
Arto niedostrzegalnie odetchnął i skinął głową. Nauczyciel odwrócił się, by powrócić do swojej konsoli. Arto sięgnął do pulpitu, lecz nie po to by cokolwiek poprawić. Nawet gdyby miał taki zamiar, nie wiedziałby jak to zrobić.
Otworzył nowe okno na kanale prywatnym, łącząc się z konsolą Rejkerta.
Uważaj” – ostrzegł go krótko. Gdyby konsola mogła przekazywać emocje, Rejkert padłby przed nim na kolana. Wiedział że Arto czasem potrafi być tak wściekły, że musi wykorzystywać całą swoją wolę, by się opanować. – „On coś podejrzewa.
Przepraszam” – dostał odpowiedź – „sam chciałeś abym sprawdzał nowego chyba zaraz będę miał wyniki nic się chyba nie stało
Tym razem” – odpisał – „opiekujesz się tylko nami trzema to niewiele inni mają więcej i nie sprawiają problemu postaraj się bardziej
Mówiłem że potrzebuję tego modułu sprawdzającego błędy mówię ci jeszcze raz że sam nie dam rady skonstruować poprawnego algorytmu powinieneś się tym wreszcie zająć to by mi ułatwiło pracę jak mam jednocześnie uważać i wypełniać rozkazy poza tym gdyby was trzech obsługiwali różni jajcogłowi to nie zauważyłby niczego ostrzegałem aby podopieczni nie siedzieli obok siebie
Jesteś najlepszy i musisz obsługiwać najważniejszych a co do modułu zastanowię się nad tym” – odpisał szybko i zamknął okno.
Rejkert strasznie się rozpisał. Naprawdę musiało mu zależeć na tym nowym module. Lecz jego uwaga była słuszna. Tylko głupi kapitan nie przyzna sam przed sobą racji podwładnemu, gdy ten ją ma. Nie powinien grupować obok siebie chłopców korzystających z pomocy tych samych jajcogłowych. Tyle że oni sami tak chcieli, a on głupi, głupi – powtórzył sobie w myślach – zgodził się na to zamiast powiedzieć, że tak być nie może. Następnym razem musi być stanowczy. Takie bezsensowne upieranie się przy swoim narażało bezpieczeństwo całej klasowej sieci, a może nawet sieci szkolnej w ogóle. Jeśli dorośli połapaliby się w tym co robią na lekcjach, nawet najtęższy jajcogłowy nie byłby w stanie przewidzieć co by zrobili ani odtworzyć tego, co by zniszczyli.
Żaden nauczyciel nie miał pojęcia o istnieniu ich tajnej sieci komunikacyjnej przełamującej zabezpieczenia, które, teoretycznie, powinny nadzorować przepływ informacji między stanowiskami. Pojedynek, jaki toczyli z nauczycielami, musiał być równie stary jak sama szkoła. Dorośli starali się przekazać im swoją wiedzę, a oni unikali tego jak tylko mogli. Zmieniały się sposoby, zmieniały urządzenia, lecz rezultat był ten sam – zawsze byli o dwa kroki przed dorosłymi.
Nie powinienem się tak złościć, pomyślał. Znowu się zaczyna. Czasami z byle powodów wpadał w gniew. Zwykle w porę się opanowywał, przynajmniej, jeśli chodziło o jego towarzyszy, niemniej obawiali się go, gdy stawał się właśnie taki. Być może mieli rację. Dobrze, że zdarzało się to tak rzadko.
Słyszał o wspomnianym przez Rejketa module. Jakiś czas temu pojawił się wśród najstarszych klas. Łączył się kodowanym kanałem z bazą danych szkoły i automatycznie sprawdzał poprawność wykonanego ćwiczenia. Była to jedna z tych rzeczy, których konsole szkolne nie miały prawa robić, lecz robiły, jeśli wiedziało się jak je do tego zmusić. Skoro twierdził, że ten program jest tego wart, to warto spróbować go zdobyć. Tylko jak wyciągnąć coś od starszaków? Musiałby mieć coś na wymianę, lecz nic nie przychodziło mu do głowy.
Szybko puścił wypadek w niepamięć. Rejkert był dzisiaj zajęty bardziej niż zwykle. Z jego polecenia, wraz z innymi jajcogłowymi z grupy, od rana poddawał Nowego próbie, mającej określić jego wiedzę i spryt w rozwiązywaniu szkolnych problemów. Nowy nie mógł wiedzieć, że jajcogłowi podglądali wszystko, co robi na swojej konsoli. W sobie tylko znany sposób zablokowali sygnały płynące ze stanowiska nauczyciela – wyniki ćwiczeń, jakie widział, nie pochodziły od Nowego, lecz od nich. Sami w tym czasie podsyłali mu własne zadania, bacznie obserwując jak je rozwiązuje. Sądząc po komentarzach, Nowy nie będzie dobrym jajcogłowym.
To nawet lepiej, pomyślał, wracając do rozważań na jego temat. Żimmy miał rację. W grupie dość już mieli jajcogłowych. Prawda, im było ich więcej, tym na każdego przypadało mniej uczniów do opieki i ich oceny stawały się lepsze. Lecz klasy miały mniej więcej po tyle samo dzieci. Zbyt duża liczba jajcogłowych, to zbyt mała liczba chłopców, którzy potrafią się bić. Uznanie nauczycieli nie osładzało miejsca na dole hierarchii. Tylko od siły zależało, czy inni będą się z nimi liczyć. Słabi się nie liczyli. Byli tylko mięsem, jak młodszaki.
Na projektorze pojawił się sygnał nowej wiadomości. Otworzyło się okno. Znowu Rejkert.
Chyba już wiemy co wie ten nowy” – poinformował.
Zwrot typowy dla jajcogłowych. Prawie nigdy nie pisali „na pewno”. Zawsze „chyba” albo „być może”. Arto nigdy nie zdołał rozstrzygnąć, czy to brak pewności siebie sprawił, że stali się jajcogłowymi, czy było odwrotnie. Potrafili wszystko odgadnąć w lot, lecz, przy całym swoim sprycie, tego jednego nie potrafili – nie mogli się przełamać.
Nada się do was” – zapytał. Rejkert, jako szef jajcogłowych, miał tu decydujące zdanie.
Na siłę nie wydaje się głupi i sporo wie ale myślę że nie dość by był dla nas przydatny jeśli zechcesz mogę go poduczyć ale myślę że lepszy byłby z niego wojownik niż jajcogłowy
Po tej wiadomości Rejkert rozłączył się. Nie musiał pisać nic więcej.
A zatem próba.
Żaden kapitan nie chciał wyrzutka w swojej klasie. Jego grupa miałaby o jednego chłopca mniej. Ale niezależnie od tego co Arto chciał a czego nie, nie zamierzał przyłączać do grupy kogoś, kto będzie wymagał ochrony, nie dając nic w zamian. Zasady były surowe, a ich było stać na to, by go nie wziąć. Obiecał sobie, że jeśli Nowy okaże się być taki jak myślą inni chłopcy, nie będzie miał wyrzutów. Porzuci go, pozostawiając zdanego na własne siły.
Włączył okno przeszukiwania i zaczął wyszukiwać swoich informatorów. Starsze roczniki miały ten przywilej, że ich lekcje nie zaczynały się z samego rana. Wielu użytkowników nie było aktywnych, niemniej zdołał zlokalizować kilku starszaków, którzy mogli mu pomóc.
Pomyślał, że niezależnie od tego co mówił Żimmy, rozdawanie darmowych przysług jednak się opłacało – o ile takie przysługi nie kosztowały zbyt wiele. Wielu starszaków zawdzięczało mu pomoc w kłopotach, związanych głównie ze słabymi ocenami. Mimo swojego wieku był cenionym korektorem – kimś, kto potrafił je poprawiać. Jeśli okaże im należyty szacunek, uzyska potrzebne informacje. Również „za darmo”.
Wywołał jednego z nich na prywatnym kanale i cierpliwie czekał, aż uzyska odpowiedź. Długa pauza miała przypominać z kim rozmawia. Mógł zostać zignorowany, lecz tamten wiedział, kto go wzywa i że coś jest mu winien.
Czego chcesz wkładzie do puszki” – odpowiedź przyszła dopiero po dziesięciu minutach – „nie mam czasu by z tobą gadać
Wiadomość w pełni odpowiadała charakterowi rozmówcy. Mało subtelna aluzja, jakże typowa dla starszaka. Puszka, o której wspomniał, była prostym pojemnikiem, w jaki wkładano zwłoki, by wystrzelić je w stronę atmosfery Ziemi – by je jej oddać, jak mówiono. Zwykle była to groźba, tym razem – forma niegrzecznego odburknięcia. Mało który młodszak potrafił rozmawiać tak, by przekonać starszaka do pomocy. Arto znał tę sztukę.
„Bardzo przepraszam że przeszkadzam – odpisał – „jeśli twój jajcogłowy sprawia ci kłopoty osobiście podłączę cię do innego który będzie się znał na temacie waszej lekcji
Na wszelki wypadek starał się okazywać pełen szacunek. Komunikując się przez konsolę, nie potrafił odgadnąć w jakim nastroju był jego rozmówca. Musiał zachowywać ostrożność, jeśli nie chciał zapoznać się na najbliższej przerwie z jego siłą.
Lepiej nie wciskaj mi wałków i nie drażnij swoimi kretyńskimi żartami nie chcę by inni zobaczyli że choćby odpowiadam takiemu bezużytecznemu asteroidzie jak ty
Arto od dawna przestał zwracać uwagę na obelgi. To było niemal regułą, zwykłym sposobem rozmowy między uczniami z różnych roczników. Starszak nigdy nie zwracał się po imieniu do młodszaka. Wyjątkiem był Żimmy, ale on był członkiem grupy, więc to się nie liczyło.
« 1 2 3 4 5 24 »

Komentarze

30 III 2012   15:34:26

Ciekawi mnie dlaczego, skoro tyle osób czyta esensję, nikt nie komentuje. Czy to strach czy lenistwo? Czy matematyczne zadania są za trudne? Ta książka została wydana więc zapewne moja opinia nic nie znaczy, ale chętnie się wypowiem skoro już przeczytałam pierwszą część (rozdział?).
Świat przypomina swoją specyfiką większość książek Zajdla i to jest na pewno miłe skojarzenie. Psychologia dzieci przyciąga takie skojarzenia jak książka "Władca much", tylko, że tutaj dzieci nie stają się szalone. Są dojrzałe, normalne, podobne do dorosłych tylko z tymi wszystkimi zasadami wilczego stada. Podoba mi się to ujęcie psychologii w tej historii. Bardziej niż część technologiczna. Zarówno postać Arto jak i Nowego jest wyrazista, reszta odrobinę pozbawiona indywidualności. Sami dwaj główni bohaterowie robią wrażenie podobnych do siebie, nie ma między nimi wyraźnej różnicy, czegoś co by ich wyróżniało. Od środka oczywiście, nie z punktu widzenia innych. I dialogi służą fabule, a nie pociągają jej. Wynikają z fabuły, odpowiadają akurat na te pytania, które muszą być odpowiedziane, przez to tracą nieco na naturalności. Poza tym brak mi w tej książce estetyki. Wszystko jest bezbarwne. Postacie niemal pozbawione są wyglądu w oczach czytelnika. Opisy są lakoniczne, nie ma w nich artyzmu. No ale zapewne nie temu miał służyć "Więzień układu".

06 IV 2012   08:10:35

"Ciekawi mnie dlaczego, skoro tyle osób czyta esensję, nikt nie komentuje."
Może dlatego, że to tekst z 2005 roku?

06 IV 2012   10:54:26

Z 2005, ale ostatnio w związku z ukazaniem się "Więźnia" na papierze (podobno po lekkich zmianach) jego esensyjna wersja online przeżywa burzliwą drugą młodość ;)

W imieniu działu literackiego bardzo zachęcam do komentowania publikowanych tekstów! Będzie to na pewno bardzo ważne dla autorów, ale i nam pozwoli dowiedzieć się, czego oczekują czytelnicy.

07 IV 2012   09:22:17

1. tom "Więźnia..." ukazał się na papierze po solidnej redakcji w stosunku do wersji elektronicznej, odrobinę skrócony i w pięknej szacie graficznej. Szczerze polecam :) Tom 2. powinien wyjść w drugiej połowie 2012.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nudna lekcja fantastyki
— Zofia Marduła

Śladami Endera?
— Magdalena Kubasiewicz

Prima Aprilis: Blaszana pułapka
— Wojciech Gołąbowski

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.