Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 sierpnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF

Więzień układu – część 2

1 2 3 24 »
Osłona antyradiacyjna gwiazdolotu miała pozostać nieukończona. Główne moduły komputera każdego statku znajdowały się w sterówce, posiadającej niezależne zabezpieczenia przed promieniowaniem. Co nie szkodziło ludziom, mogło zaszkodzić elektronice – i na odwrót. Zresztą, ludzi na pokładzie być nie powinno. Jeśli by się jacyś znaleźli, sami byliby sobie winni. Teoretycznie.
Zaś praktycznie…

Alan Akab

Więzień układu – część 2

Osłona antyradiacyjna gwiazdolotu miała pozostać nieukończona. Główne moduły komputera każdego statku znajdowały się w sterówce, posiadającej niezależne zabezpieczenia przed promieniowaniem. Co nie szkodziło ludziom, mogło zaszkodzić elektronice – i na odwrót. Zresztą, ludzi na pokładzie być nie powinno. Jeśli by się jacyś znaleźli, sami byliby sobie winni. Teoretycznie.
Zaś praktycznie…

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF
Kłopoty
Zastanów się dlaczego nie dobrze zapłacę naprawdę
Nie umiesz czytać piszę że nie to nie to nie są zabawki dla młodszaków pogadamy za dwa lata szczylu jak ci jaja urosną jeśli się do tego czasu nie odczepisz to oberwiesz
Arto nie zamierzał się poddać i nie zamierzał czekać dwóch lat. Obrywał mocno, z o wiele bardziej błahych powodów, a ten był dla niego ważny. Chciał mieć to urządzenie, a Aristo, starszak z 7a, z grupy zwanej Tygrysami, był w jego posiadaniu, choć go nie potrzebował.
Aristo bał się, że w rękach Arto przyrząd stanie się źródłem poważnych kłopotów, które, gdy urządzenie wpadnie w nieodpowiednie ręce, spadną także na niego. Mylił się. Arto nie uważał się za zwykłego młodszaka. Był pewien, że potrafi z niego korzystać bez wzbudzania podejrzeń dorosłych. Tylko jak przekonać do tego Arista? Dobra cena wydawała się rozsądnym argumentem, lecz jego partner w interesie za bardzo bał się dorosłych. Zaoferował mu wszystko, co miał, niemniej Aristo nie reagował.
Potrzebował czegoś lepszego.
A jeśli pomogę ci zdobyć dowództwo nad twoją grupą
Każdy chłopiec w szkole, może za wyjątkiem jajcogłowych, marzył o tym, by zostać kapitanem. Nie sądził, żeby Aristo był wyjątkiem. Nie był dość silny ani sprytny by sięgnąć po nie samemu, lecz był jednym z silniejszych wojowników Tygrysa. Gdyby już został kapitanem, z powodzeniem utrzymałby swoje stanowisko – przez jakiś czas, jednak to już nie było jego zmartwieniem.
Zaraza ty naprawdę chcesz oberwać jak taki mały pryszcz mógłby mi pomóc może mi powiesz że pokonasz siódmaka daj mi spokój z kopalnianymi żartami bo sam wybiję ci je z głowy tak że zobaczysz gwiazdy do dwudziestej wielkości
Kopalniane żarty oznaczały głupie żarty. Dawno temu, gdy nie było tylu inteligentnych maszyn, w kopalniach zastępowali je niewykształceni robotnicy. Określenie „głupi jak kopalniak” szybko rozwinęło się w szereg różnych, równie znaczących porównań. Słowa starszaka subtelnie dawały do zrozumienia, co sądzi o Arto.
Nie doceniasz pryszczy, pomyślał Arto. Czytając wiadomość zrozumiał, że tekst mówił jedno, lecz to jak został napisany, że w ogóle został napisany, świadczyło o czymś innym. Może cię to śmieszy, Aristo, ale jesteś ciekaw, czy naprawdę mogę to zrobić. Nawet starszaki mawiały o Arto, że zna różne sztuczki. Nie były to sztuczki, jedynie zwykły spryt, choć i tego, jak odkrył, brakowało bardzo wielu kapitanom.
Czy młodszak naprawdę mógł mu pomóc? Ten wierzył, że mógł. Ten nie był głupi.
Nie żartuje mogę ci pomóc ale coś za coś potrzebuję tego urządzenia i dobrze zapłacę
Niech ci będzie jak zostanę kapitanem to porozmawiamy o cenie ale nie wierzę by głupi młodszak miał wpływ na to kto będzie rządził tygrysem
Nie musisz wierzyć tak osłabię twojego kapitana że dasz radę go pokonać unikaj walki zachowaj siły na potem masz kogoś kto pomoże ci zrobić rozłam
Takie małe ścierwo miałoby go osłabić chcecie go rozśmieszyć na śmierć
Nie wierzysz to zapomnij o sprawie” – Arto poczuł złość.
Rób jak chcesz chciałbym to zobaczyć nie moja sprawa jak ty go osłabisz ale jak ci się to uda to ja jestem kopalnianym szczurem pamiętaj jeśli stracę przez ciebie pozycję to zachowam dość siły by cię wpakować do puszki” – rozłączył się.
Aristo mógł być złośliwy, jak każdy starszak, lecz zżerała go zbyt wielka ciekawość, by się wycofać. Mimo poważnej groźby, Arto uznał to za zgodę. I miał już pomysł.
Zamyślił się. Aristo nie byłby złym kapitanem. Nie był najgłupszy, nie zapomniałby tak łatwo, co mu zawdzięczał ani tego, iż skoro młodszak uczynił go kapitanem, mógł go także stamtąd zdjąć. Jasne, jako starszakowi nigdy nie przyszłoby mu to do głowy, lecz jakaś cząstka jego umysłu pamiętałaby o wszystkim.
By wykonać swój zamiar, Arto potrzebował dobrej wymówki. Przypomniał sobie próbę wyczyszczenia Nowego. Czemu nie? Smok był własnością Marsjan, z klasy 8o, którymi dowodził Egino. Nazwano ją tak od przezwiska pierwszego, dziś byłego, kapitana, który urodził się na jednej z marsjańskich stacji. Przeprowadził się tu, gdy miał jeszcze trzy lata, lecz ktoś się o tym dowiedział i przezwisko pozostało.
Jako właściciele, Marsjanie mieli wyłączne prawo do pobierania podatków. Starsze starszaki i tak robiły, co chciały i Egino nie mógł nic na to poradzić, a czasem zdarzało się wręcz, że wojownicy z innych grup łapali ich i czyścili, lecz to były ledwie pojedyncze przypadki. Wiedział jedno – to nie Marsjanie chcieli wyczyścić Nowego. Nie był to także nikt z Tygrysa. Ci, którzy to zrobili byli o rok starsi, nie przejmowali się Eginem i nie znali Nowego, tak samo, jak nie znali go jeszcze Marsjanie, lecz zawsze mógł się tłumaczyć, że to jego wojownicy źle mu donieśli, a jego przy tym nie było.
Po kilku minutach plan był gotów. Odszukał konsolę Egina.
Przepraszam że przeszkadzam czy mogę zadać pytanie
Czego znowu chcesz nie masz komu przeszkadzać mam dać ci lekcję
W rozmowie z nim Arto musiał być podwójnie ostrożny. Znał ten rodzaj starszaków. Egino brał, dużo i często. To czyniło go silniejszym i sprawniejszym, lecz także nieobliczalnym. Tacy jak on potrafili nagle wybuchnąć i pójść na całość. Takich bali się wszyscy młodsi lub słabsi. Także Arto. Z Eginem i jego wojownikami nie było mu wygodnie. Byli silni, bronili ich przed konkurencją, lecz często posuwali się za daleko, zupełnie bez powodu.
Gdyby tylko znalazł coś, co pozwalałoby działać…
Dzięki Daelowi znał cenę za tę siłę – była nią utrata kontroli nad swoim życiem. Arto nie pozwalał się kontrolować, nikomu. Nieraz widział Egina po szkole. Był panem, jak długo działał narkotyk, bez niego stawał się słaby niczym dwojak i bredził kopalniane głupoty. Bez narkotyku był nikim, więc musiał go brać, stale, by utrzymać pozycję. To uzależniało go nie tylko od tego, co brał, lecz także od dostawcy. Musiał jechać na nich nawet w domu, bo gdy przestawał, pękał i rozsypywał się niczym rzucona o ścianę kula zamarzniętej wody.
Arto poprzysiągł sobie, że nie popełni tego błędu. Nie chciał się kryć po domu, by każdego ranka pakować w siebie kolejną dawkę i liczyć, że zacznie działać nim rodzice coś zauważą. Czuł się źle już przez samą zbroję. W jego grupie tylko Żimmy próbował brać regularnie, po swojej przegranej walce, lecz gdy ich stosunki w końcu się ułożyły, szybko zapomniał o wszystkim. Rejkert, jako jedyny, brał coś od czasu do czasu, jak mówił, na wyostrzenie myśli -poza tym jego grupa była czysta. Narkotyki były zbyt drogie dla młodszych grup. Jednak Arto zawsze pamiętał, jaką siłę daje handel takim towarem. Spłukane starszaki były skłonne zrobić niemal wszystko w zamian za kolejną działkę. Narkotyki były potężną bronią i kiedyś, gdy podrośnie, zamierzał ją wykorzystać, by kontrolować takich jak Egino.
Wybacz wiem że jesteście dość silni by nie zawracać sobie głowy takimi drobiazgami lecz czy nie prowadzicie teraz wojny z tygrysami
Zastanawiająca chwila wahania. Marsjanie mogli mieć kłopoty. Postanowił to sprawdzić. Jeśli byli osłabieni, była to szansa dla Smoka by zmienić swojego właściciela, zaraz po tym, jak Aristo zostanie kapitanem.
Kpisz sobie my i wojna z młodszakami chcesz mnie obrazić
Jak mógłbym o tym myśleć ale ostatnio wyczyścili kilku moich wojowników myślałem że może jest wojna albo nas im sprzedaliście ale to chyba tylko pomysł ich głupiego kapitana na pewno dacie mu dobrą nauczkę
Minęła chwila czasu nim Egino odpisał. Zastanawiał się.
Niech ci będzie ale następny raz pisz o tym od razu a nie dopiero kiedy już was wyczyszczą to dla waszego dobra inaczej oberwiecie za brak impulsów czy to jasne
Jasne staram się tylko pomóc” – zaczekał aż Egino się rozłączy i zamknął okno. Egino powinien uwierzyć, że Mira, obecny kapitan Tygrysa, a więc i Arista, próbuje po cichu wykraść należny Marsjanom podatek, być może nawet przejąć Smoka. Uwierzy tym łatwiej, jeśli Marsjanie naprawdę mają kłopoty. Pomyśli, że Mira wykorzystuje sytuację.
Arto wpadł w głębokie samozadowolenie. Egino był urodzony do tego, żeby nim manipulować. Silny, lecz niezbyt bystry, zbyt głupi by zadawać pytania, by cokolwiek podejrzewać.
Zdobędzie to urządzenie. Zawsze dostawał to, co chciał. Pytanie nigdy nie brzmiało „czy”, lecz – „kiedy” i „w jaki sposób”.
• • •
Wilan był przy swojej drugiej pracy. Wcześnie skończył, co do niego należało. Teraz, pod koniec zmiany, gdy prawie nikt nie kręcił się po doku, mógł w spokoju zająć się połączeniem układów statku do podzespołów, które jakiś czas temu zainstalował w tajemnicy na drugim pokładzie.
1 2 3 24 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nudna lekcja fantastyki
— Zofia Marduła

Śladami Endera?
— Magdalena Kubasiewicz

Prima Aprilis: Blaszana pułapka
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.