Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF

Więzień układu – część 3

1 2 3 30 »
Iwen nie mógł nie zauważyć jak perspektywa bitwy ożywiła jego towarzyszy. Jajcogłowi jak zwykle pozostali obojętni, za to wojownicy wpadli w podniecenie. Jeśli chodziło o niego, przeżywał oczekiwanie na bitwę tak samo jak oczekiwanie na amputację nogi. Nieustannie przyspieszone bicie serca, płytki, dławiący oddech, który ukrywał przed innymi, niekończący się ścisk w gardle, miękkie nogi, dziwne uczucie w okolicy podbrzusza i niepokój zbliżającej się nieuchronności… To nie będzie zwykła, ziemska bójka. Tu w zwykły dzień mógł oberwać gorzej.

Alan Akab

Więzień układu – część 3

Iwen nie mógł nie zauważyć jak perspektywa bitwy ożywiła jego towarzyszy. Jajcogłowi jak zwykle pozostali obojętni, za to wojownicy wpadli w podniecenie. Jeśli chodziło o niego, przeżywał oczekiwanie na bitwę tak samo jak oczekiwanie na amputację nogi. Nieustannie przyspieszone bicie serca, płytki, dławiący oddech, który ukrywał przed innymi, niekończący się ścisk w gardle, miękkie nogi, dziwne uczucie w okolicy podbrzusza i niepokój zbliżającej się nieuchronności… To nie będzie zwykła, ziemska bójka. Tu w zwykły dzień mógł oberwać gorzej.

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF
Bitwa
Dwa dni później Arto był już pewien, że nie poniesie konsekwencji swojego eksperymentu. Cieszyła go skuteczność zdobytego aparaciku. Nigdy więcej obaw o podążające jego śladem automaty, szpiegujące go bez jego wiedzy. Wszystko szło dobrą drogą. Pozostało czekać na okazję, na kolejny przełom w realizacji swoich zamierzeń.
Póki co miał jeszcze jeden ciekawy problem do rozwiązania. Nowy.
Obserwacja Nowego była bardzo wdzięcznym i interesującym, wręcz pociągającym zajęciem, rzadką i cenną okazją, by podpatrzeć jak ktoś z zewnątrz próbuje przywyknąć do stacji. Błędy, jakie popełniał pomagały mu wyobrazić sobie życie na Ziemi oraz poprzednią szkołę Nowego. Nie odkrył przez to nowych sposobów radzenia sobie ze starymi problemami, ale zaczął rozumieć, skąd brała się u dorosłych tak beznadziejna naiwność.
Wszyscy, których znał, włączając w to rodziców, urodzili się i wychowali na Ziemi. Chodzili do takich samych szkół jak Nowy. Niby gdzie mieli nauczyć się porządnie kłamać i oszukiwać? W takich chwilach był dumny z tego, czego się tu nauczył, choć zaraz potem myślał, że byłoby ciekawie poznać jak tam jest. Inność Nowego była oknem na ziemskie szkoły. Udowadniała, że szkoła może być inna. Czy lepsza? Niekoniecznie.
Nowy wyglądał trochę gorzej niż przed dwoma tygodniami. Zaczął poznawać prawdziwe oblicze szkoły. Jego zadziorność ułatwiała mu tylko jedno – wpadanie w kłopoty. To, co potrafił mogło wystarczyć na dole, lecz tutaj jego szczęście się skończyło.
Na początku zachowanie Nowego wzbudzało jego poważny niepokój. Widział wyraźnie niczym przez plaszkło, do czego zmierzał. Co gorsza, robił to z niepokojącą wprawą. Szybko poradził sobie ze słabszymi wojownikami, problemem byli ci silniejsi. Najbardziej ze wszystkiego Arto obawiał się, że Nowy da sobie z nimi spokój i poprzestaną na traktowaniu się nawzajem jak powietrze. Postępując w ten sposób, nigdy nie zintegrowałby się z grupą. Jako kapitan nie mógł do tego dopuścić. Już teraz niektórzy sarkali, że przyjęli do siebie beksę. Zadaniem Arto było przekonanie ich, że się mylą.
Wiedział, jak trudno będzie przystosować się Nowemu do szkoły. Nowy musiał ją poznać, nie dając się przy tym zniszczyć – i Arto musiał mu w tym pomóc jako kapitan. Przetrwanie zależało od nich obu, od współpracy, o której wiedział tylko on. Nie znał się na psychologii, nie potrafiłby ubrać tego w słowa ani wytłumaczyć, jak to działa, tak samo skąd wiedział co i dlaczego powinien robić, jednak utrzymywał wokół Nowego delikatną równowagę – pozwalał mu zetknąć się z dostateczną dawką codziennej przemocy, by zrozumiał ją i zaczął się bronić, by wyzwoliła w nim chęć walki, lecz nie z taką ilością, która by go przeraziła, skłaniając do ucieczki i poddania się. Czuł, że otaczanie go pełną opieką byłoby błędem – zaakceptowałby ją i pozostał odizolowany niczym jajcogłowy, ale gdyby pozostawił go zdanego tylko na własne siły, Nowy przepadłby zupełnie.
Choć tego nie wiedział, ocalenie Nowego było takim samym wyzwaniem dla jego kapitana, co dla niego samego. Arto znał tylko jedno wyjście – pozwolić mu uwierzyć, że jest zdany tylko na siebie, dawać do zrozumienia, że liczy na niego, jednocześnie dyskretnie chroniąc go przed najgorszym. To, oraz sama szkoła, musiało skłonić Nowego do wejścia do grupy. Arto był przekonany, że prawdziwe kłopoty są tylko kwestią czasu. Pozostało mu wierzyć, że gdy do nich dojdzie, Nowy będzie już gotowy. Że gdy dotrze do niego, czym naprawdę jest to miejsce, gdy zrozumie, że zostanie w nim na dobre, sam zmieni swoje nastawienie.
Jak każdy z nich potrzebował grupy, tylko musiał się o tym przekonać na własnej skórze. Jego zadaniem było dopilnować, by po odebraniu tej lekcji Nowy pozostał użyteczny.

Teraz, po kilku rozjaśnieniach, jego zamiary zdawały się przynosić skutek. Nowy zrozumiał gdzie jego miejsce i odtąd radził sobie całkiem nieźle. Nie skarżył się, sam starał się wszystko poukładać po swojemu. Pasował tutaj, nieważne co mówił o nim Żimmy. Nie brakło mu woli walki jedynie umiejętności, a te, jak mówił Twardy, zyskiwał imponująco szybko. Arto odczuwał zadowolenie, że tak dobrze potrafił oceniać ludzi.
Lecz co zrobić z Nowym? Jaką funkcję mógłby mu przydzielić?
Najbardziej brakowało medyków. Grupa miała ledwie dwóch, jednak umiejętności Sandżira wystarczały najwyżej do opatrywania niezbyt poważnych obrażeń, pozostawiając Żo z rękami pełnymi roboty. Plusem dla Nowego było to, że jego matka miała ukończone studia medyczne. Na pewno czegoś się od niej nauczył, lecz to nie mogło zastąpić pięciu lat doświadczenia.
Był zbyt obiecującym wojownikiem, by zostać handlarzem czy kurierem, zresztą nie znał się na starszakach. Potrafił obserwować, niestety nie był dość spostrzegawczy, by zostać zwiadowcą. Wprawdzie zrozumiał, że pytanie, jakie mu zadał na treningu było próbą – i znalazł właściwą odpowiedź, co zdarzało się dość nielicznym – lecz zrobił to zbyt późno.
Może wabik? Odgrywający ich rolę wojownicy byli zbyt dobrze znani wśród strażników. Arto był zmuszony wybierać na ich miejsce mniej doświadczonych chłopców. Czy Nowy da sobie radę z rodzicami? Czy przekona ich do swojej wersji wypadków, gdy wróci do domu pod eskortą policji? Nie powierzy mu tej funkcji bez testu, a do tego wciąż brakowało okazji. Nowy nie był przyzwyczajony do bicia, do starszaków i bólu. To go rozpraszało. I jeszcze to jego dziwne podejście do kradzieży…
Wszystko przez tę jego ziemską szkołę. To ona była problemem. Nie nauczyła go niczego.
Na projektorze otworzyło się okienko rozmowy z Dertem. Innym członkom grupy pozwalał pisać do siebie tylko w ważnych sprawach – jego zastępcy mogli to zrobić zawsze. Dzięki temu nie nudził się zbytnio lekcjach. Kapitanowi nie wypadało zaczynać pogaduszek, lecz mógł odpisywać.
„Nie czytasz kanału grupy” – pytał Dert – „zupełnie się nie odzywasz”
„Coś się stało”
„Tak myślałem nic nie wiesz znowu zmienili nam wychowawcę trzeci raz w tym miesiącu”
Arto cicho westchnął. Informacja nie była może na wagę życia i śmierci, jednak była ważna. Wychowawca był niczym komputer – by spełniał oczekiwania, najpierw trzeba go było rozpracować i dostosować. Inni nauczyciele po prostu przychodzili i odchodzili – tylko wychowawca miał ich stale na oku. Taka zmiana oznaczała dużo dodatkowej pracy. Musieli poznać jego słabości, zainteresowania i zwyczaje, poznać go tak dobrze, by wiedzieć, jak najskuteczniej odwracać jego uwagę.
Ich stary wychowawca był najlepszy ze wszystkich. Arto dobrze go wspominał. Był z nimi od pierwszej klasy. Nie czepiał się, gdy się spóźniali czy opuścili kilka lekcji. Nie wtrącał się w ich sprawy. Nie zmuszał do wyjaśnień, gdy zdarzały się drobne wpadki. Niestety miał już ze sto lat. Zdecydowano, że musi odejść. Szkoda. Może ten zostanie na dłużej.
„Wiedziałem że ta nowa nie zostanie długo” – napisał – „była zbyt miękka i zadawała za dużo pytań”
„Podobno kosa coś na nią wywąchała by się wyniosła nie podobała się jej tak mówią inni nauczyciele sam podsłuchałem ale aż do teraz w to nie wierzyłem”
„Ze stacji się nie wynosi no i czego mogliby od niej chcieć”
„Wiem tylko że wróciła na ziemię może zajmowała się czymś co ich zainteresowało”
„Albo wrobił ją któryś ze starszaków jak lewana on też wiele pytał”
„Wtedy chodziło o wypadek a lewan za bardzo się tym interesował pewnie starszaki które to zrobiły same się nim zajęły w końcu stał za tym anhelo teraz wiem tylko tyle że to nie jest robota żadnej grupy ta nowa nikomu nie przeszkadzała”
„Wiec co wrobili ją bo liczyła że ktoś coś jej powie”
„Akurat arto nawet rodzicom niczego nie mówię a co dopiero jej żo miałby przy mnie stertę pracy mam polecić rejkertowi aby poszukał czegoś w sieci”
Wzmianka Derta o rodzicach sprawiła, że poczuł się dziwnie. Inni chłopcy nie patrzyli na swoich rodziców tak jak on. Dla nich byli… Kim? Nie wiedział, nie chciał nawet pytać, lecz nie byli już tym, kim byli dla niego. Widział to po ich oczach. Kolejny problem na głowie, choć użyteczny, bo zapewniał im dom i trzymał z dala od akademii. Nie rozumieli, że tak jest źle. Bał się, że stanie się taki jak oni. Wszystko przez szkołę, przez kłamstwa, pod jakimi musieli ją skrywać. To ich zmieniało. Próbował zachować równowagę, lecz czuł, że pewnego rozjaśnienia może przegrać.
Otrząsnął się z ponurych myśli.
„Jeśli to robota kosy to musiałby się włamać do jej plików a tego jeszcze nie potrafi ale może poszperać w innych miejscach może coś znajdzie”
Uznał, że problem jest ciekawy. Czyżby ktoś coś odkrył i zaczął interesować się szkołą? Tylko kto i po co? Kosa zajmowała się wyłącznie pilnowaniem stacji i koszeniem uciekinierów. Policja nie miała o niczym pojęcia. Więc może Rząd i Protektorzy? Mieli swoje pluskwy i nie interesowali się szkołą. A może to Opiekunka szukała nowego sposobu, by łapać dzieci do akademii…
1 2 3 30 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nudna lekcja fantastyki
— Zofia Marduła

Śladami Endera?
— Magdalena Kubasiewicz

Prima Aprilis: Blaszana pułapka
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.