Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 maja 2018
w Esensji w Esensjopedii

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF

Więzień układu – część 7

1 2 3 14 »
Iwen wreszcie zrozumiał, a przynajmniej wydało mu się, że rozumie. Tą cenną rzeczą, której Arto szukał aż tutaj była wolność, ta sama, o której jego ojciec tak często rozmawiał z matką. Nasłuchał się o niej chyba wszystkiego, co można powiedzieć, lecz nigdy niczego nie rozumiał. Spojrzał na statek. Oto wolność, ten kawał skały, tu i teraz. Swoboda pokonywania nieskończonej przestrzeni, gdzie było miejsce na wszystko. Na ucieczkę przed straszakami. Na nową pracę dla ojca, tam gdzie jego własna wolność pozwoliłaby mu zostać na dłużej.

Alan Akab

Więzień układu – część 7

Iwen wreszcie zrozumiał, a przynajmniej wydało mu się, że rozumie. Tą cenną rzeczą, której Arto szukał aż tutaj była wolność, ta sama, o której jego ojciec tak często rozmawiał z matką. Nasłuchał się o niej chyba wszystkiego, co można powiedzieć, lecz nigdy niczego nie rozumiał. Spojrzał na statek. Oto wolność, ten kawał skały, tu i teraz. Swoboda pokonywania nieskończonej przestrzeni, gdzie było miejsce na wszystko. Na ucieczkę przed straszakami. Na nową pracę dla ojca, tam gdzie jego własna wolność pozwoliłaby mu zostać na dłużej.

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF
Część druga – Druga strona lustra
Między stacją a Ziemią
Wbrew obawom obudził się żywy, choć nieco zmięty. Zbroja nie pozwoliła mu dobrze odpocząć, lecz czuł się lepiej, niemal dobrze. Już go nie mdliło. Poruszył się. Ciało wciąż przeszywały igły bólu, lecz były to małe, cieniutkie, niemal nieodczuwalne igiełki, a nie szerokie, tępe noże, jakie rozdzierały go wczoraj.
Od rana nikt się do niego nie odzywał. Nawet Nowy nie był zbyt rozmowny. Kanał grupy milczał, wszyscy pisali tylko do siebie, dużo i często. Postanowił tego nie przerywać. Rozważał wydanie Rejkertowi rozkazu, by znalazł sposób na podglądanie ich rozmów, lecz nie wiedział na ile Rejkert pozostał mu wierny. Bał się, jak zareagowałaby grupa, gdyby się o tym dowiedziała. Sytuacja była zbyt delikatna na takie niepotrzebne ryzyko.
Jeszcze wczoraj większość chłopców była za nim. Dziś, czując jego słabość, stanęli po stronie Żimmiego. Żimmy też się zmienił. Arto nie próbował się do niego odzywać. Milczenie mówiło za nich obu. Będą walczyć – nie dziś, nie jutro, lecz będą. Arto obiecał sobie, że tym razem zajmie się nim na dobre, by coś takiego już się nie powtórzyło. Niech tylko sprawy się uspokoją, niech tylko odzyskam siły… Zapamiętał sobie, by zapytać się matki Iwena jak długo musi na siebie uważać, i by zrobić to tak, by nie pomyślała, że chce się wdać w kolejną bójkę. Jeśli nauczy się postępować z nią ostrożnie, Rous może zostać jego prywatnym Charonem. Z jej pomocą wytrzymają tu obaj.
Już na drugiej lekcji Dert poinformował go, że siatka mrówek znacznie się zmniejszyła. Wielu młodszaków posikało się na wieść o tym co zaszło wczoraj. Zdecydował przypomnieć im dlaczego mają go słuchać. To co zostało wciąż było skuteczne, lecz potrzebował rezerwy, na wypadek kłopotów. Najbardziej niepokoiła go reakcja Anhela. Policja nie pojawiła się w szkole, więc wiedział, że Arto przeżył. Dzisiaj może się na nich zaczaić poza szkołą. Od dzisiaj będą wychodzić przez wentylację.
Tego rozjaśnienia Arto odbył przez szkolną sieć bardzo wiele rozmów z dawnymi znajomymi. A to miał być dopiero początek.
• • •
Wilan nawet nie zdążył się przebrać do pracy, gdy pojawił się Buris. Nie to żeby się zdziwił. Nie to żeby oczekiwał, iż przez całą noc nie wymyśli nowego planu na zdobycie reaktora. Najbardziej zaniepokoiło go jego dziwne podniecenie. Szczęśliwie Buris jedynie znacząco kiwnął głową. Dla świętego spokoju Wilan, już z kombinezonem na grzbiecie, udał się do ich „złodziejskiej skrytki”, jak w myśli nazwał pomieszczenie, które nie tak dawno starannie przygotowywali do podróży. Buris już tam czekał. Pływał niecierpliwie w powietrzu, od ściany do ściany. Wilan z zadowoleniem stwierdził, że projekcje maskujące wciąż działają jak należy.
– O co chodzi, Buris? – spytał, wpływając do środka. – Nie poddajesz się łatwo, tak?
Buris podpłynął do niego. Wilan złapał go za rękę i przyciągnął. Złapali się za klamry i zawiśli naprzeciwko siebie.
– Zastanawiałem się nad tym, co mówiłeś o reaktorze – przyznał Buris.
– Na przestrzeń, chyba nie próbowałeś go zdobyć na własną rękę?
– Hej! Nic bez uzgadniania z tobą – Buris uspokajająco wyciągnął dłoń. – Próbowałem tylko sprawdzić, tak na oko, teoretycznie, czy to jest możliwe. A potem liczyłem. Policzyłem zużycie energii, moc emitera, wydajność reaktora, wszystko. Policzyłem każdy wat energii. Miałeś rację. Nie zdołamy wyciągnąć drugiego reaktora z magazynu. A bez niego nie zdołamy uciec.
Jeśli miałem rację, to dlaczego rozpiera cię energia, pomyślał Wilan. Ale Buris nie będzie tego trzymał w nieskończoność. Powie, jak dojdzie do odpowiedniego momentu, choć dramat to raczej nie będzie. Nie z moim udziałem. Najwyżej farsa.
– Nie to żebym był zaskoczony – powiedział tonem z rodzaju „a nie mówiłem?”.
– Wiesz jak to jest. Póki sam się nie przekonasz… – Buris odruchowo rozłożył ręce, odpływając kawałek w bok. Jednak nie puścił klamry, więc jego ruch wydał się Wilanowi podobny raczej do kroku w jakimś dziwacznym, kosmicznym tańcu. To ostatnio modne, przypomniał sobie, taniec w nieważkości.
– Myślisz, że pierwszy raz o tym pomyślałem? – spytał. – Że całą ucieczkę planuję na bieżąco? Że nie zdaję sobie sprawy…
– Dobra, przepraszam. Nie powinienem wątpić. Ale…
– Nie ufasz mi, tak? Jeśli mam być szczery, to ja wciąż nie ufam tobie. To naturalne. Lecz cię nie oszukuję – już nie, dodał w myśli.
– Po prostu sprawdzałem, dobra? Człowiek potrzebuje czasem dowodu, by uwierzyć.
Chwilę milczeli.
– Jak rozumiem, nie zrezygnujesz? – spytał w końcu Wilan.
– Nie ma mowy! Pamiętaj, nawet jeśli nie uda się ten numer, będziemy mieć następne do wykonania, może lepsze. We dwójkę możemy zrobić to, w czym dotąd zawodziłeś.
Na razie powinniśmy czekać, pomyślał. Rozebrać wszystko, powynosić, zamaskować, ukryć. Zatrzeć ślady. Może coś się wydarzy, może zdołamy zdobyć reaktor tuż przed odczepieniem statku. Instalacja potrwa moment, testy trochę dłużej, lecz… O wiele bezpieczniej będzie czekać na nową, prawdziwą okazję. Chyba że już coś wymyśliłeś…
– Powiedziałeś, nawet jeśli się nie uda – przypomniał. – Masz jakąś okazję na oku? Wyduś to z siebie!
– Właśnie, okazja – Buris pokiwał palcem. – Będąc przy okazji w temacie zaufania… Może nie będziemy musieli czekać. Może sami stworzymy okazję… – Buris uniósł oczy w górę. – Lecz znając ciebie, pewnie ci się nie spodoba.
– Chcesz zdobyć reaktor od kolonistów? – znając Burisa, taka myśl sama przyszła mu do głowy, choć w jego głowie zaczęło kiełkować inne, bardzo paskudne podejrzenie.
– Ależ skąd! Jest jeszcze ktoś, kto mógłby być zainteresowany udzieleniem nam tej drobnej pomocy. Podziemie.
Tego obawiał się najbardziej. Buris chciał szukać pomocy u największych przestępców w Układzie, choć nikt normalny nie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Normalny, czyli ktoś, kto ma pracę i rodzinę. Zwłaszcza rodzinę. Pod tym względem Podziemie przypominało astronautów. Owszem, Wilan był zdesperowany, lecz nie aż tak, by wylądować w kopalni za podejrzenie o współpracę, razem z żoną, pozwalając tym samym Opiekunce zabrać ich syna.
Rząd zaprzeczał, lecz było powszechnie wiadomym, że Podziemie miało rozbudowaną sieć przekazywania towarów miedzy Układem a koloniami. Może gdyby zaczął się z nimi zadawać… Nie. Równie dobrze mógłby spróbować zostać Protektorem. Podziemie nie przyjmowało potencjalnych uciekinierów, jedynie przyszłych żołnierzy. Nie potraktowałoby łagodnie nikogo, kto próbowałby ich przechytrzyć lub wykorzystać do własnych celów. To oni wykorzystywali innych, a nie na odwrót.
Pomysł Burisa był zdumiewający w swojej bezczelności. Więcej, jeśli to Podziemie stało za tym co się działo w stoczni, okazałby się bardziej bezczelny niż próba wejścia spacerkiem do śluzy gwiazdolotu. Jeśli chciał tak ryzykować… Cóż, jego wolna wola. Oby beze mnie.
– Podziemie? Myślisz, że są w stanie zdobyć reaktor? Że zdołamy się choćby do nich zbliżyć? Rząd cały czas próbuje z nimi walczyć – próbuje to bardzo dobre słowo, uznał – i nie daje sobie rady! Nie potrafi ich wyśledzić, mimo że ma lepsze możliwości niż my.
– Rząd nie ma głowy wolnej od chęci zniszczenia oporu – zauważył Buris. – To wystarczy dla neuroskanerów, nie sądzisz? Podziemie ma trochę rządowych zabawek na swoim małym korytarzyku.
Buris miał sporo racji. Tego, co się miało w głowie, nie dawało się podrobić. Agent doskonały musiałby nie wiedzieć, że jest agentem, lecz ta sztuczka była tak stara jak Zjednoczony Rząd.
– Zbyt niebezpieczne. Nie jesteśmy jednymi z nich, nigdy nie byliśmy. Nawet gdyby się udało… Nawet wtedy mogą nas potem szantażować. Mogą nas wydać, jeśli to będzie dla nich opłacalne, mogą zmusić do pozostania tutaj, gdzie bylibyśmy bardziej użyteczni. Mam dostęp do magazynów stoczni, do wielu rzeczy, o które nikt nie zapyta, a im się bardzo przydadzą.
– Właśnie… – przytaknął Buris. – Mamy towar na wymianę. Ty go masz.
– Za reaktor? Co miałbym im za to dać? Gotowy statek? Zresztą, nigdy nie miałem z nimi żadnych kontaktów.
– Ale ja wiem kto miał – uśmiechnął się Buris. – I sam mogę je mieć. Ty też…
Wilanowi przeszły ciarki po plecach. Czy ta rozmowa aby nie idzie za daleko? Dlaczego coraz mniej było w niej „jeśli”, a coraz więcej „jak” i „kiedy”?
– Nie chcę tego wiedzieć – przerwał natychmiast, na wypadek zeskanowania. – Nawet jeśli… potrzebny nam konkretny model reaktora, współpracujący z tym na statku. Musi się dać z nim zsynchronizować, pracować z tą samą częstotliwością zapłonu i pulsacji cewek.
1 2 3 14 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nudna lekcja fantastyki
— Zofia Marduła

Śladami Endera?
— Magdalena Kubasiewicz

Prima Aprilis: Blaszana pułapka
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.