Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 maja 2018
w Esensji w Esensjopedii

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF

Więzień układu – część 8

1 2 3 21 »
Wtedy doszło do bitwy. Uzbrojone okręty przeciwko cywilnym gwiazdolotom. Pierwsza kosmiczna bitwa w dziejach ludzkości, pierwsza wymiana ognia między statkami. Wilan znał ją ze szkolnych lekcji historii, lecz żaden nauczyciel niczego nie wyjaśniał, nie mówił jak to się skończyło. Coś powiedzieć należało, bo takiej rzeczy nie dałoby się ukryć, ale nie wspominano o przyczynach starcia, ani tego z czym dokładnie miałaby się ścierać Flota, skoro tylko ona posiadała uzbrojone okręty. Nikt nigdy nie mówił nic o stratach…

Alan Akab

Więzień układu – część 8

Wtedy doszło do bitwy. Uzbrojone okręty przeciwko cywilnym gwiazdolotom. Pierwsza kosmiczna bitwa w dziejach ludzkości, pierwsza wymiana ognia między statkami. Wilan znał ją ze szkolnych lekcji historii, lecz żaden nauczyciel niczego nie wyjaśniał, nie mówił jak to się skończyło. Coś powiedzieć należało, bo takiej rzeczy nie dałoby się ukryć, ale nie wspominano o przyczynach starcia, ani tego z czym dokładnie miałaby się ścierać Flota, skoro tylko ona posiadała uzbrojone okręty. Nikt nigdy nie mówił nic o stratach…

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF
Tajemnice
Wilan nie był pewien po co wciąż przychodził do baru. Towarzyszył zespołowi, rozmawiał, słuchał nowych plotek Rubia, nawet żartował, ale… To wszystko było tylko udawaniem. Czasem myślał, że przygotowuje się do tego, by za którymś razem wreszcie się upić, lecz to też nie było to.
Obiecał żonie, że zacznie wcześniej wracać do domu. Mógł to robić od kilku dni, nawet powinien, zważywszy na Arto, lecz wciąż przesiadywał tutaj. W końcu zrozumiał dlaczego. Choć było to właściwie niemożliwe, liczył w duchu, że znów spotka Dawta.
Desperacja? Zapewne. Buris mógł mieć swoje pomysły, lecz według Wilana tylko ten jeden wydawał się naprawdę sensowny. Z jakiegoś powodu ufał temu koloniście i wierzył, że…
A tam. Bzdura.
Czego się spodziewał? Że Dawt nagle stanie w drzwiach baru i coś zamówi? Minęło parę ładnych dni; jego powrót był tak samo prawdopodobny jak eksplozja głównego reaktora stacji czy uderzenie kontenera. Mimo to czekał. Lecz gdy to się stało, gdy Dawt rzeczywiście pojawił się w drzwiach baru, po prostu w to nie uwierzył.
Wilan siedział dokładnie naprzeciwko wejścia. Dawt nie mógłby go nie zauważyć. Ruszył prosto w jego stronę. Wilan, zamiast ucieszyć się ze spotkania, zaczął być podejrzliwy.
– No proszę! – zawołał ucieszony Dawt. – Miałem nadzieję, że może akurat…
– Więc jednak? – odparł. – Zacumowaliście do tej samej sekcji?
– Skądże znowu! Znowu jestem lądownikiem, w innej sekcji, ale zostawiłem kilka drobiazgów w starym hotelu. To ledwie dwa korytarze stąd. Idąc do kolejki międzysektorowej pomyślałem sobie, hej, a co mi szkodzi zajrzeć? I proszę bardzo! – rozłożył ręce. – Jednak się widzimy. To jak, mogę się przysiąść?
– Jasne – Wilan wyciągnął rękę w stronę krzesła. – Jak tam Ziemia?
Dawt dosiadł się po przeciwnej stronie stolika. Patrząc na niego Wilan uznał, że jednak nie spróbuje, że to taka sama ryzykowna głupota jak szukanie pomocy u Podziemia.
– A! Wspaniała! – Dawt uśmiechnął się. Wilan odruchowo pomyślał czy aby agent nie może się tak uśmiechać. – Zanieczyszczona, lecz wciąż wspaniała. Przynajmniej z góry – rozparł się na krześle. – Wil… szczerze mówiąc, nie lubię długów, nawet tych drobnych. Odlatuję, wracam, a wszyscy dłużnicy już od dawna krążą gdzieś w atmosferze. Liczyłem, że jeśli los zechce, oddam ci torebkę… Chyba że masz jakieś inne ziemskie zwyczaje w rękawie, co?
– Nic z tych rzeczy – jego uśmiech nawet jemu wydał się dziwnie gorzki. – Skoro musisz… To ty jesteś nadzianym astronautą.
Dawt zaśmiał się. Wystukał coś na pulpicie. Nie żałował impulsów.
– Więc, co nowego? Wysiadujesz tu w moim zastępstwie? Zmiana warty przy torebce?
Sam nie wiedział, co odpowiedzieć. Może rzeczywiście przygotowywał się, by zacząć wciskać swoje problemy do torebki, jak stali bywalcy, którzy już dawno stracili nadzieję na poprawę losu? Rozejrzał się, poznając kilka smętnych twarzy, codziennie te same. Twarzy nie zwracających już uwagi na otoczenie.
To go otrzeźwiło. Aż tak źle jeszcze z nim nie było. Jeszcze nie.
– Dawt, przyjrzałeś się Układowi – powiedział, gdy automat przyniósł zamówienie. – Może nawet widziałeś wiadomości. Co o tym myślisz, jako kolonista?
– Co myślę? – Dawt skrzywił się. – A co tu jest do myślenia? Rząd nie lubi nas, my nie lubimy Rządu. Nic dziwnego. To wszystko, cała jego władza, powoli dobiega końca.
Tak nagłe i szczere stwierdzenie zdumiało Wilana. Prowokacja? A nawet jeśli, to co z tego? Każdemu wolno krytykować.
– Kończy się? – stwierdził. – Po ilości budowanych okrętów powiedziałbym co innego.
– A, kolejny dowód! To właśnie dlatego – Dawt pochylił się. Dźgnął stół wskazującym palcem, jakby chciał go weń wbić. – Utrzymanie tego draństwa wysysa z kolonii wszystkie siły. Jedna czwarta całej produkcji, nawet tu, idzie właśnie na Flotę. Potem my musimy to wszystko utrzymywać, u siebie.
– Nie będzie tak wiecznie. Kiedyś Flota zacznie redukować liczbę okrętów…
– Kiedy? – Dawt założył ręce i jeszcze bardziej wyciągnął się na krześle. – Na razie wciąż się powiększa, a my mamy tego dość. To żadna kosmiczna tajemnica, nawet ty o tym wiesz. Oni nie ustąpią, my nie ustąpimy, więc… Mówię ci, to się musi zawalić. Już się zaczyna. Nie runie szybko. Na pewno nie za naszego… no, przynajmniej nie za twojego życia, czy twoich dzieci, ale kiedyś się skończy. Gdy ludzie mają dość, nie pomogą nawet okręty.
Ja mam dość, uznał Wilan. Inni mają dość, a końca jakoś nie widać.
– Co zwykli ludzie mogą zrobić przeciwko okrętom?
– Co mogą? Pytasz, co mogą? – Dawt szczerze się zdziwił. – Nie słyszałeś o Absolomie?
– Mówi się o tym od lat – powiedział niechętnie. – Zamieszki, bunt, blokady, nic nowego. Mówią, że to wojna religijna. W czym ta rebelia miałaby coś zmienić?
– Rebelia? Wojna religijna?
Dawt uniósł się ze swojego miejsca. Ze złością klepnął otwartą dłonią o stół, skupiając na sobie uwagę wszystkich ludzi w barze. Ich spojrzenia nieco go uspokoiły.
– Nie wiem jakie bzdury opowiadają w wiadomościach, Wil ale… – usiadł i przyciszył głos. – Słuchaj… Od ponad dziesięciu lat Absolom jest niepodległą kolonią i Ziemia tę niepodległość uznała, oficjalnie i formalnie, na każdy możliwy sposób.
Równie dobrze Dawt mógłby powiedzieć, że Słońce właśnie zgasło. Niepodległa kolonia? Z początku mu nie wierzył, lecz Dawt mówił poważnie. Wilan mógł to sprawdzić. Obiecał sobie, że jak tylko wróci do domu, przeszuka dane sieci na temat Absolomu. Miał znajomych wśród kolonistów. Tam nikt nie kontrolował informacji, bez ziemskiej technologii było to niemożliwe. Musi tylko zaplanować sesję łączności…
– Rząd może mówić, że negocjacje trwają, ale jeśli chodzi o niepodległość, to jest to zwykłe kłamstwo. To początek końca Rządu i Floty. Wasza ochrona stacji zawsze się wścieka, gdy o tym mówimy, ale nic nie może zrobić, ani nam, ani wam. Póki tu nie trafiłem, nie rozumiałem dlaczego wy sami o tym nie mówicie, ale widząc jak tu żyjecie… – machnął ręką. – Mimo to, nie mogą nikogo zamknąć za mówienie prawdy. Nawet tutaj.
– Mogą utrudnić życie. Czepiają się o byle co, piętrzą kłopoty…
– Mogą. Ja przeżyję. Odlecę – popatrzył czujnie na Wilana. – Ty zostajesz. Będziesz tu, przed tą fasadą wolności i demokracji, a gdy zaczniesz o tym rozmawiać, przekonasz się jaka ona jest naprawdę. Zastanów się czy tego chcesz.
Wilan chwilę milczał. Czy chciał? Czy mógł tego chcieć, dla żony i syna?
– I tak po prostu… Niepodległa? – wydusił. – Co na to Flota?
– Flota? A co może zrobić? Absolom na swoją własną flotę. Dwa pancerniki, lotniskowiec i dwa krążowniki. W pełni uzbrojone, wyposażone i całkiem nowoczesne.
Słońce właśnie zgasło, a do doku podstawiono statek i ogłoszono, że każdy kto chce może na niego wejść i odlecieć. Kilku ludzi odwróciło się, przysłuchując się ich rozmowie. Wilan podejrzliwie rozejrzał się dookoła. Zbyt wiele ciekawych uszu skierowało na nich swoją uwagę, lecz Dawt zdawał się tym nie przejmować. Niemniej, zauważył jego niepokój.
– Przecież Drugie Prawo Kolonialne… – zaprotestował, ściszając głos. – Każdy statek zdolny podróżować między planetami musi być zarejestrowany… no i… posiadanie, budowanie i montowanie broni pokładowej na jakichkolwiek statkach nie podlegających bezpośrednio Flocie… jest nielegalne!
– Przede wszystkim, sama definicja broni jest bardzo… płynna. – Dawt z pewnym rozbawieniem, dumą, a może nawet zadowoleniem rozparł się na oparciu krzesła. – To zauważyli już starożytni. Emiter każdej skały to nic innego jak potężny laser. Czy z tego powodu Flota ma je zarekwirować? Wieki temu przestała być konsorcjum handlowo-transportowym. Gdy już posiądziesz broń i pokażesz, że nie zawahasz się jej użyć… Wtedy ta broń pozwala ci bronić prawa do jej posiadania. Jeśli Flota nie chce wojny, będzie negocjować. A wojny nie chce, bo za dużo by ją kosztowała. Ostatnio zbytnio się rozproszyła, właśnie przez zdarzenia na Absolomie.
Teraz Dawt mówił tak cicho, że nikt nie był w stanie nic usłyszeć. Jeden po drugim siedzący w barze ludzie odwracali się od nich, zawiedzeni. Wilan bał się kłopotów, lecz pomyślał o Lerszenie. Nie bał się mówić o wielu rzeczach, równie niewygodnych jak te o których wspominał Dawt, lecz nikt nie reagował. Muru tajemnic nie stworzyły wyłącznie ręce agentów, lecz także uszy i usta zwykłych ludzi.
– Dobra, powiedz mi więcej – powiedział cicho. – Skąd, na wszystkie gwiazdy, Absolom ma okręty? Sam ich nie zbudował. Kolonie nie posiadają tak dużych stoczni ani odpowiednich technologii. I dlaczego Flota nie zebrała swoich sił i nie odbiła tych okrętów? To muszą być jej własne, prawda?
1 2 3 21 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nudna lekcja fantastyki
— Zofia Marduła

Śladami Endera?
— Magdalena Kubasiewicz

Prima Aprilis: Blaszana pułapka
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.