Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 sierpnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF

Więzień układu – część 13

1 2 3 19 »
– Wynoście się! – Iwen nigdy nie słyszał, by głos matki kiedykolwiek był tak władczy i rozkazujący. – Przecz z mojego domu! Widzieliście co chcecie, teraz won, do samej otchłani! Zdobądźcie sobie nowy nakaz, za godzinę, czy jutro, nie dbam o to! – Głos przeszedł w złowieszczy syk. – Oskarżajcie nas o co chcecie, ja mam się do kogo odwoływać!

Alan Akab

Więzień układu – część 13

– Wynoście się! – Iwen nigdy nie słyszał, by głos matki kiedykolwiek był tak władczy i rozkazujący. – Przecz z mojego domu! Widzieliście co chcecie, teraz won, do samej otchłani! Zdobądźcie sobie nowy nakaz, za godzinę, czy jutro, nie dbam o to! – Głos przeszedł w złowieszczy syk. – Oskarżajcie nas o co chcecie, ja mam się do kogo odwoływać!

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF
Wolność Alfa
Nawet gdy poświęcał uwagę swoim starym planom ucieczki, Wilan nie czuł takiego napięcia jak przez ostatnie dni. W każdej chwili oczekiwał sygnału, lecz ten nie nadchodził. Minął jeden dzień i nic. Spóźnienie wobec pierwotnego planu sięgnęło całej doby. Teoretycznie powinni już być w więzieniu. Z dnia na dzień uczucie ściskania w dołku stawało się mocniejsze. Dziś stało się tak silne, że nic, poza alkoholem, nie było w stanie go zagłuszyć, lecz ostatnie dni były ostatnimi, w które chciałby się upić.
Pustka w stoczni powiększała się. Statek był już prawie gotowy. Ledwie dni, może godziny dzielić będą ich odlot od rozpoczęcia procedury odcumowania gwiazdolotu. Każdy statek, jaki budował, zabierał w sobie kawałek jego życia. Choć tym razem był to kawałek niewielki, zdawał się dłuższy i bogatszy w doświadczenie niż wszystkie poprzednie lata. Jeśli ten gwiazdolot pomoże oszukać system, będzie z tego dumny.
Choć oczekiwał sygnału, jego nadejście zupełnie go zaskoczyło. Kończył montowanie ostatnich osłon reaktora. Mocniej nacisnął narzędziem na pokrywę – i niespodziewanie odpłynął do tyłu, zderzając się z przeciwległą ścianą wąskiego pomieszczenia. Odbił się, poszybował na skos i złapał za uchwyt. Zawisł przy ścianie i czekał.
To było to. Dwa potężne magnesy zbliżyły się do siebie, osłabiając się nawzajem, walcząc o objęcie władzą własnego przyciągania jak największej przestrzeni. Wszystko wokół, łącznie z Wilanem, było dla nich ledwie workami z żelazem. To już dziś, myślał w trakcie kilku minut nieważkości, to ta noc.
Poczuł jak wraca waga jego ciała. Latające dookoła narzędzia z wolna osiadły na podłodze. W ciągu jednego mrugnięcia okiem jego praca straciła sens, lecz zmusił się, by do niej powrócić. Jeszcze ten jeden, ostatni dzień. Cokolwiek stanie się jutro, nie będzie pracą w stoczni.
Kilkanaście minut później wyszedł ze statku i stanął przy śluzie. Ładunek kilku transporterów walał się wzdłuż pasa transmisyjnego; uprzątający go kontraktowcy klęli całe zdarzenie na spin galaktyki. Jedna ładowarka leżała na boku, zdezorientowane układy wyłączyły ją nim zdążyła się nastawić po zaniku pola. Nie było chyba nikogo, kto by nie zauważył przejścia, na własnej skórze odczuwając jego skutki.
Stał tak, myśląc, że jego zachowanie nie należy w tej chwili do najdziwaczniejszych, gdy na jego prawym barku spoczęła czyjaś ciężka, niedźwiedzia łapa.
– Spotkajmy się po pracy, w barze – zaproponował Buris. – To ważne.
Kiwnął głową. Statek przeszedł, a jego wciąż nikt nie aresztował. Nie musiał się spieszyć.
• • •
Usiedli przy jednym z najbardziej oddalonych od wejścia stolików. Nie w samym rogu – taki wybór był zbyt oczywisty – niemniej dość, by nie zwracać niezdrowej uwagi. Przemytnicze stoliki, pomyślał, rozglądając się. Wiele razy widywał pary czy grupki szepczących do siebie gości, zamawiających coś na odczepnego, byle podtrzymać kamuflaż, który aż krzyczał jak bardzo nie zależy im na postronnych obserwatorach.
– Czy to bezpieczne? – spytał Burisa.
– Spokojnie. Znam kilka sztuczek – na chwilę zawiesił głos. – To dzisiaj to nie przypadek. Sygnał, co? Nie wiem do czego, ale myślę, że nie minie wiele czasu nim znikniesz.
– A ty skąd o tym wiesz?
– Odgadłem – Buris wzruszył ramionami. – Elementarne, drogi Watsonie. Gdybym się nie domyślił od razu, wystarczyłoby mi spojrzeć na ciebie, jak cię nosi z nerwów.
– Aż tak widać? – spojrzał na niego krzywo, próbując na siłę się rozluźnić.
Buris nieznacznie kiwnął głową w stronę najbliższego perceptora.
– Mam nadzieję, że gdy się zorientują, będziesz daleko – odpowiedział.
Problem w tym, że oni już wiedzą, a Wilan nie był tak daleko, jak by tego chciał. Oczywiście, Burisowi to na rękę. Razem z nim odleci jego poczucie winy – o ile jakieś odczuwał – i ryzyko wpadki.
– Po co to spotkanie? – przeszedł do sedna. – Chcesz czegoś?
Buris się zmieszał. Albo udawał, albo…
– Skoro nawiewasz… mógłbyś może coś zrobić… co nam pomoże, a tobie nie zaszkodzi.
– Wciąż myślisz o dzieciach? Jeśli mówiłeś poważnie, wciąż mamy dwa wolne miejsca. Tylko dwa, to nie zależy ode mnie. Jestem tylko pasażerem.
– Nie, nie mógłbym – Buris pokręcił głową. Ich wspólna przygoda przekonała Wilana, że potrafi dobrze udawać, lecz jego wahanie zdawało się szczere. – Wierzę, że zająłbyś się nimi jak własnymi, ale…
– Wolisz, by dalej chodziły do szkoły?
– Do szkoły? Co to ma wspólnego?
Wilan cofnął się na krześle i rozłożył na oparciu. Buris nie wiedział. Nie był jednym z tych, co wiedzieć powinni. Chwilę wahał się czy mu powiedzieć, lecz zrezygnował. Albo by nie uwierzył, albo zaczął to sprawdzać. Nie jemu było decydować za jego przełożonych.
– Nic. Wolałem, byś sam zdecydował.
– Doceniam to, zwłaszcza po tym… wszystkim. Nie mogę ich wysłać w kosmos nie wiedząc co się z nimi stanie. Gdyby chociaż żona… Gdyby opuściły stację, dobraliby się do nas Protektorzy. Szybki skan i po sprawie, a ja… nie chcę ich stracić. – Buris oparł się łokciami o blat stołu i pochylił w stronę Wilana. – Tak między nami, czuję, że twój pomysł może się jeszcze przydać.
Wilan pochylił się w jego stronę.
– Naprawdę myślisz, że ci pozwolą? – spytał, nie kryjąc zdumienia.
– Mogą pozwolić, przez ciebie i Lerszena. Jeśli zniknę, wszyscy pomyślą, że poleciałem z wami. Nikt nie zwróci uwagi na nasz mały sekret. Myślisz, że po waszej ucieczce ktoś zwróci uwagę na ten kawałek skały? Będzie niezłe zamieszanie, śledztwo… Opóźnicie odczepienie, to da mi czas na skończenie roboty. Możesz nam to ułatwić – wycelował palec w Wilana. – Masz uprawnienia, o jakich ja nie mogę marzyć. Gdybyś tak zrealizował kilka zamówień z magazynu, tak w ostatniej chwili…?
– Zostaną wycofane natychmiast, gdy się zorientują co się dzieje!
– Dam sobie radę. Potrzebuję tylko sygnatury, a tobie i tak będzie wszystko jedno. Słuchaj, wiem jak to wygląda, ale… Mamy przerzucić coś specjalnego. Nie wiem jeszcze co, ale czuję, że przyda im się do tej roboty ktoś, kto będzie w środku asteroidy. Zlecenie nie idzie od nas, to ktoś spoza organizacji, ale płaci takie sumy za transport, że wszystko jest możliwe.
Płaci za transport czego? Podziemie wywoziło na zewnątrz całą gamę towarów…
– Nie wydaje ci się to trochę dziwne? Potrzebowaliby pilota tylko w jednym wypadku: gdyby sami próbowali przewieźć kogoś żywego.
Buris podejrzliwie rozejrzał się na boki.
– Sam o tym pomyślałem – przyznał.
– Ale jeśli to ktoś na tyle bogaty, by was kupić, dlaczego nie wykupi zwykłego biletu?
– Kupić nas! – żachnął się. – Może nie w tym rzecz, by stąd odlecieć, lecz by dotrzeć do celu. Bardzo, bardzo odległego celu, rozumiesz?
Wilan uniósł w zdziwieniu brwi.
– Konserwacja?
– Niby nielegalna, a kolonistów zamrażają. To musi być człowiek, lecz nikt nawet nie zająknął się na temat montażu komór. Domyśl się sam. Mi to na rękę. Mogę robić za pilota, jak długo zostanę na pokładzie. Jeśli zgramy wszystko, nikt nawet nie zwróci uwagi. Ty polecisz klasą biznesową, a ja może załapię się na turystyczną – zachichotał. – Zasłużyłem na emeryturę wśród gwiazd.
Wilan nie zastanawiał się długo.
– Zrób listę. Wyślę ją gdy nadejdzie czas. Jeśli uważasz, że moja sygnatura będzie jeszcze coś znaczyć… Mogę nawet zatwierdzić wszystkie moje i wasze przeróbki.
– Nie! Zaraz zaczną się zastanawiać po co to zrobiłeś.
– Też prawda… Nie wiem ile czasu zajmie Urzędowi powiązanie wszystkich włókienek. Mam nadzieję, że jesteście na tyle zorganizowani, by wykorzystać moją autoryzacji na odbiór, zanim ją cofną. Mi będzie wszystko jedno o co mnie oskarżą.
– Już ty się nie martw o naszą organizację. Ile lat ci zajęło odkrycie włamywacza, co?
Przytaknął. To cicha wojna, pomyślał, wojna w szkole, a potem w dorosłym życiu. Tu czy tam, nieważne. Różniły ich tylko cele. Czy to czyniło ich lepszymi?
– Mam nadzieję, że ci się uda – powiedział. – Nim wejdziemy w podświetlną spróbuję uprzedzić Arakin, by wyczekiwali waszego sygnału. Kursu nie będziecie zmieniać?
– Nie wiem. To by zwróciło za dużo uwagi, ale to nie zależy ode mnie.
– Słusznie. Ostrożność przede wszystkim. To dotyczy także ciebie. Gdy zniknę, trafisz pod obserwację.
– Dam sobie radę – odparł z wyższością Buris. Pracowali razem tyle lat, lecz tak naprawdę poznali się dopiero, gdy musieli się rozstać. Nastały złe czasy na przyjaźń.
1 2 3 19 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nudna lekcja fantastyki
— Zofia Marduła

Śladami Endera?
— Magdalena Kubasiewicz

Prima Aprilis: Blaszana pułapka
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.