Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Alexa
‹Prawo robotyki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlexa
TytułPrawo robotyki
OpisAutorka pisze o sobie:
Jestem z wykształcenia automatykiem, z zawodu konsultantem, a z zamiłowania i drugiej profesji tłumaczem. Stan posiadania: jeden mąż (fan GW i fantastyki), jedno dziecko (j.w.), jeden kot (a właściwie kota, Mara Jade Skywalker, chyba nie-fanka, bo reaguje na Kotę, a nie Marę). Tłumaczę głównie teksty techniczne, ale tez i książki z serii Garretta dla MAG-a, tłumaczyłam trochę Tolkiena, Heinleina, Nivena i Van Vogta, a obecnie powieści z serii GW dla Amberu. Kocham muzykę Williamsa, jestem gorącą fanką Shreka, a właściwie Osła, trochę pisze, trochę rysuje, dużo czytam (uwielbiam, obok wszystkich innych, Agathe Christie), a jeśli mam naprawdę dużo wolnego czasu, łażę po górach.
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Prawo robotyki – część 1

Alexa
« 1 7 8 9

Alexa

Gwiezdne wojny: Prawo robotyki – część 1

TYLKO NIE TO!!! krzyknął instynkt samozachowawczy Davida. Istotnie, każdy, nawet najgłupszy robot medyczny bez trudu rozpozna w nim klona, a historia jego choroby, z tymi bezsensownymi zaleceniami i ozdóbkami, stanie się jego zgubą. Cała misternie skonstruowana historyjka przepadnie bezpowrotnie, a oni stracą do niego zaufanie.
Po raz kolejny klął improwizację, jaką była jego ucieczka i zeznania, w których już zdążył się zaplątać
– Nie sądzę, aby to było konieczne – szepnął prawie samymi ustami, wykonując dłonią niedbały gest. – Wszystko jest chyba oczywiste.
– To nie jest konieczne – wtrącił Calrissian. – Wszystko jest oczywiste.
Luke zauważył ten manewr, ale się nie odezwał, tylko zmarszczył brwi i uważnie spojrzał na Randalla. Coś w nim było… dziwnego.
– Rodziców zapewne też nie pamiętasz? – zapytał łagodnie.
– Nie.
Po krótkiej, pełnej napięcia ciszy Skywalker wyjął kartę z czytnika i zwrócił ją Davidowi.
– Ja też sądzę, że wszystko jest jasne – powiedział, ignorując zdumione spojrzenie księżniczki. – Too-Onebee ma dość roboty i bez tego. Myślę, że wkrótce otrzymamy potwierdzenie jego wersji.
– Ale… – zaoponował Solo.
– To moja decyzja, Han – łagodnie upomniał go Luke. – Od tej chwili to ja za niego odpowiadam.
Delikatnie, ale stanowczo ujął Davida za ramię.
– Czy to twój cały posiłek? – zapytał. – Możemy już iść?
Randall przytaknął. Luke Skywalker skinął głową przyjaciołom i wyprowadził go z mesy. Leia, Han i Lando spoglądali w ślad za nim. Mieli cokolwiek stropione miny.
– Gdybym go nie znał, pomyślałbym że Luke go kryje – szepnął Calrissian.
– Ja bym go sprawdził – mruknął Solo. – I to jak najdokładniej.
Leia wzruszyła ramionami.
– Większość z nas ma jakąś tam przeszłość, Han – odparła łagodnie. – Luke przez cały czas sprawdza, czy gość mówi prawdę. Przy najmniejszej wątpliwości dałby nam znak.
– Z pewnością – Han pokiwał głową, odwrócił się i klepnął Landa w ramię. – Chodź, „Sokół” czeka na nas.
Lando, który nieufnie oglądał w kubku resztki płynu, powąchał zieloną ciecz, wytarł palcem i polizał. Skrzywił się lekko.
– Jak on to może pić? – mruknął.
– Też nie wiem – zgodził się Han. – Ale gdyby się nawet otruł, to tylko lepiej dla nas. Mniej problemów.
Luke Skywalker i David Randall szli tym samym wąskim, słabo oświetlonym korytarzem, który prowadził do części mieszkalnej. Luke uszedł tylko kilka kroków, rozejrzał się, czy nikt nie patrzy, po czym jednym szarpnięciem postawił Davida pod nierówną, nitowaną ścianą i unieruchomił zręcznym chwytem wolnej – sztucznej – dłoni. Jedną z niewielu zalet posiadania protezy była jej ogromna siła.
– Co to było? – warknął.
– Co? – Dave niewinnie podniósł na niego wzrok. – Auuu… puść, to boli!
Przygiął kolana, jakby próbując wyśliznąć się z chwytu tamtego, ale Luke trzymał mocno. Na wszelki wypadek poprawił też uchwyt zdrowej ręki, przenosząc go pod gardło tamtego. Chwycił go pełną garścią za ubranie w okolicy kołnierza i skręcił. David zrobił się bardzo blady.
– Wpłynąłeś na umysł Landa… – Luke ścisnął nieco mocniej. – Zrobiłeś to, czy nie?
– Nie… – wykrztusił Dave. – Puść mnie, do licha!
– Zasugerowałeś mu, żeby się odwalili od twojej karty. Dlaczego?
– Nieprawda! Powiedziałem to tak sobie, a on powtórzył!
– Kłamiesz… – wycedził Luke. – Do tej pory tego nie robiłeś, choć czasem umiejętnie mijałeś się z prawdą.
– To nie tak… – Dave szarpnął się znowu. – Musiałem… Ta karta…
– Coś jest z tą kartą… Może teraz pójdziemy do Too-Onebee? – zaproponował Skywalker przez zaciśnięte zęby.
– Nie… nie warto – wykrztusił tamten. – Wszystko… ci… powiem, tylko PUŚĆ!
Luke rozprostował go na ścianie.
– Użyłeś Mocy? – upewnił się jeszcze. Wciąż nie wyczuwał jawnego kłamstwa, tylko półprawdy. Albo tamten jest taki dobry, albo to faktycznie zbieg okoliczności.
– Użyłem hipnozy. Sugestii. – Dave, krzywiąc się niemiłosiernie, wysunął się z żelaznego uścisku i zaczął rozcierać sobie ramiona. – Chyba narobiłeś mi siniaków!
– To się nazywa Moc – ponuro odparł Luke.
Randall podciągnął rękaw i aż syknął. W miejscu, gdzie prawa dłoń Luke’a przygwoździła go do ściany, pojawił się już czerwony ślad. Spojrzał z wyrzutem na Jedi.
– Musiałeś?
– Przepraszam. No, to co z tą kartą?
David oddychał ciężko. Wciąż jeszcze z trudem chwytał oddech. Nagle przyszło mu do głowy, ile razy sam nie zwolnił uchwytu, dopóki ofiara nie zsiniała… Nie. Nie! To przecież nie on… To… tamten.
– Jestem… klonem – wyszeptał, nisko opuszczając głowę. – Karta jest lipna, bo klonowanie jest zabronione. To wszystko. Dokładnie wszystko. Cała moja tajemnica, Luke. Robot medyczny poznałby się na tym… Jak zresztą każda osoba z odrobiną medycznego wykształcenia.
Skywalker odetchnął. Więc nie zdrajca, tylko ofiara. Kolejna ofiara…
– Tylko tyle? No to chodź, prześpisz się w zamkniętej celi, a ja tymczasem spróbuję to wyjaśnić moim podejrzliwym przyjaciołom.
Pchnął go przed sobą. Nawet nie musiał wyciągać miecza ani miotacza. Jego refleks poprawił się na tyle, że gdyby tamten próbował jakichś sztuczek, zdąży to zrobić z pięć razy.
– Nie będę próbował uciekać – odezwał się nagle Dave, jakby czytając w jego myślach. – Nie po to tu przyjechałem z narażeniem życia, żeby teraz odejść. Wierz mi, nie jest mi łatwo.
Luke wzruszył ramionami. W jakiś sposób mu wierzył, choć o tej sugestii chłopak kłamał jak najęty. Bezwstydnie użył Mocy przed nosem Jedi i jeszcze próbował się tego wyprzeć. No tak, ale w końcu Luke sam do pewnego czasu nie wiedział, jaką potęgą jest obdarzony. Teraz był pewien, że Dave jest z nim spokrewniony.
Zastanowił go jeszcze jeden szczegół. Zanim wyjął kartę z czytnika, zauważył jeszcze jedną daną, która Leii nie powiedziałaby nic. Jemu też niewiele mówiła, ale instynktownie wyczuwał, że nie jest to normalne. Wielkość była podana prawie na samym końcu listy, ale świadczyła o tym, że w Randallu jest coś niezwykłego. Poziom midi…czegoś tam. Poza skalą. Skala jest po to, aby określić normę. Jeśli coś jest poza skalą, to znaczy, że jest poza normą. Albo David jest ciężko chory, albo jest w nim coś innego… Chyba, że to właśnie jest cecha charakterystyczna klonów…
koniec
« 1 7 8 9
1 maja 2002

Komentarze

25 IV 2010   18:29:44

naprawdę niezłe!

ciąg dalszy?

25 IV 2010   18:42:36

http://www.esensja.pl/tworczosc/powiesci/tekst.html?id=4143

25 IV 2010   19:53:03

dzięki :)

26 IX 2010   10:02:01

ta super ja mam na imię Alexa;))

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Druga szansa
— Magdalena Stawniak

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.