Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2018
w Esensji w Esensjopedii

Kuba Myszkorowski
‹Czepek włóż – czepek zdejmij›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKuba Myszkorowski
TytułCzepek włóż – czepek zdejmij
OpisAutor pisze o sobie:
Sprawa krótka: jestem sobie i się nazywam. Kuba, to na cześć Fidela i Myszkorowski, to na pamiątkę po rodzinie. Poza tym znaków szczególnych nie posiadam, a jak jakieś miałem, to i tak zmyły mi się pod prysznicem. Woda u nas uzdatniana. Swoją kryjówkę mam w najpiękniejszej dzielnicy Warszawy – na Bródnie, gdzie dzień nocy równy jak Bolek Lolkowi.
No i mam dwadzieścia dwa lata, ale staram się z tym nie obnosić i jak wychodzę z domu, to przynajmniej trzydzieści sześć miesięcy zostawiam na ugiętej półce. Swoje ważą, ale chyba się nie odważą.
Gatunekdramat

Czepek włóż – czepek zdejmij

Ratownik: Zwłoki?! Jakie zwłoki?! Znowu zwłoki w basenie? Pod koniec tygodnia trzeba będzie zrobić wreszcie odławianie, bo sanepid gotów się przyczepić. Ech, ci ludzie. Jak się pływać nie umie, to się na basen nie przychodzi.

Kuba Myszkorowski

Czepek włóż – czepek zdejmij

Ratownik: Zwłoki?! Jakie zwłoki?! Znowu zwłoki w basenie? Pod koniec tygodnia trzeba będzie zrobić wreszcie odławianie, bo sanepid gotów się przyczepić. Ech, ci ludzie. Jak się pływać nie umie, to się na basen nie przychodzi.

Kuba Myszkorowski
‹Czepek włóż – czepek zdejmij›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKuba Myszkorowski
TytułCzepek włóż – czepek zdejmij
OpisAutor pisze o sobie:
Sprawa krótka: jestem sobie i się nazywam. Kuba, to na cześć Fidela i Myszkorowski, to na pamiątkę po rodzinie. Poza tym znaków szczególnych nie posiadam, a jak jakieś miałem, to i tak zmyły mi się pod prysznicem. Woda u nas uzdatniana. Swoją kryjówkę mam w najpiękniejszej dzielnicy Warszawy – na Bródnie, gdzie dzień nocy równy jak Bolek Lolkowi.
No i mam dwadzieścia dwa lata, ale staram się z tym nie obnosić i jak wychodzę z domu, to przynajmniej trzydzieści sześć miesięcy zostawiam na ugiętej półce. Swoje ważą, ale chyba się nie odważą.
Gatunekdramat
Pływalnia. Czas płynie. Uszy pełne hałasu, choćby płynnej mowy. Ujęcie na ratownika wyciągniętego na plastikowym krzesełku. Ratownik w wieku typowo ratowniczym i w typowo czerwonych spodenkach. Czapeczka może być nietypowa, byle tylko czerwona, z niewielkim daszkiem i napisem „RATOWNIK”. Do Ratownika podchodzi Pływalniowicz w możliwie niemożliwych kąpielówkach (mężczyzna rozmiarów kieszonkowych w gaciach XXL) i pomarańczowym czepku. Staje przed nim. Ratownik w ogóle go nie zauważa, tępo zapatrzony przed siebie. Mężczyzna odwraca się i stara się skierować wzrok w to samo miejsce, co tamten. Staje przy nim, osłania oczy ręką, ale nic nie może dojrzeć (alkohol mąci życie). Zrezygnowany, ponownie zajmuje miejsce i czas przed Ratownikiem, drapie się w łokieć. Nic. Raczej dłuższe niż krótsze. Zirytowany kaszle. Raz za razem. Coraz głośniej i intensywniej.
Ratownik (z wyrzutem): Po co pan przyłazi zakatarzony na pływalnię?! Całą wodę pan mi pozaraża!
Pływalniowicz: Ja w sprawie regulaminowej.
Ratownik: W sprawie regulaminowej proszę zgłaszać się w godzinach przedpołudniowych.
Pływalniowicz: Sprawa jest z gatunku tych nie cierpiących zwłoki.
Ratownik: Zwłoki?! Jakie zwłoki?! Znowu zwłoki w basenie? Pod koniec tygodnia trzeba będzie zrobić wreszcie odławianie, bo sanepid gotów się przyczepić. Ech, ci ludzie. Jak się pływać nie umie, to się na basen nie przychodzi.
Pływalniowicz: Może właśnie chcieli się nauczyć.
Ratownik: Na basenie?! Nonsens!
Pływalniowicz: A gdzie lepiej?
Ratownik: Trzeba na sucho ćwiczyć! Choćby w piaskownicy.
Pływalniowicz: Czy ja wiem.
Ratownik: Wystarczy, że ja wiem! Kto tu jest ratownikiem? Pan czy ja?
Pływalniowicz: Pan ma czapeczkę.
Ratownik: A pan ma czepek? Na pływalnię przychodzimy w czepku!
Pływalniowicz: Oczywiście, że mam.
Ratownik: No to czepek włóż i spływaj pan!
Pływalniowicz odchodzi. Ratownik siedzi bez ruchu. Po kolejnej długiej chwili Pływalniowicz wraca.
Ratownik: Coś jest niejasne?
Pływalniowicz: Ta moja sprawa…
Ratownik: Jakaś wstydliwa choroba? Tak? Może hemoroidy albo syfilis? (krzyczy, nie zmieniając pozycji) Hej ludzie! Uważajcie, ten tu z wysypką na basen wchodzi! Nie podpływać mi za blisko obiektu!
Pływalniowicz: Nie, nie!
Ratownik: Za późno! Następnym razem radzę udać się raczej do wenerologa niż na pływalnię!
Pływalniowicz: Pan mnie źle zrozumiał…
Ratownik: Podważa pan moje kompetencje?!
Pływalniowicz: Gdzieżbym śmiał…
Ratownik: Ja jestem ratownikiem wykwalifikowanym! Ukończyłem korespondencyjny kurs ratownictwa i haftu.
Pływalniowicz: Haftu?
Ratownik: Dawali w zestawie. Cena była ta sama. Zresztą to nie jest pańska sprawa. Odmaszerować!
Pływalniowicz po raz kolejny odchodzi i znowu po chwili wraca.
Ratownik: Nie wiem, jakie są pańskie intencje, ale uprzedzam: ja już mam żonę i nic z tych rzeczy mnie nie interesuje!
Pływalniowicz: Ale ja tylko z tą sprawą.
Ratownik: To już trzecia dzisiaj!
Pływalniowicz: Nie, dalej ta sama.
Ratownik: Dawaj pan!
Pływalniowicz wyjmuje z kąpielówek kilka banknotów i podaje Ratownikowi. Ten spogląda na niego, a następnie na pieniądze.
Ratownik: Nie o to mi chodzi!
Pływalniowicz: Nie?
Ratownik: Nie, że nie, ale tak.
Pływalniowicz: To tak, czy nie?
Ratownik: Tak, dawaj pan.
Pływalniowicz: A więc tak.
Ratownik: Nie. Mówię przecież, że nie, ale z drugiej strony dać przecież nie zaszkodzi.
Pływalniowicz podaje Ratownikowi pieniądze, ten chowa je do spodenek.
Ratownik: Słucham szanownego pana.
Pływalniowicz: Ja w sprawie regulaminu.
Ratownik: Kochany, konkretniej. (klepiąc się po kieszeni) Czas to pieniądz!
Pływalniowicz: Konkretniej to w sprawie ustępu…
Ratownik: Wszystkie uwagi w związku z ustępem proszę kierować do woźnej. Może coś zaradzi.
Pływalniowicz: Mi chodzi o ustęp trzeci.
Ratownik: Panie, jaka to różnica, pierwszy, drugi, czy trzeci? Wszystkie tak samo zapchane!
Pływalniowicz: Ustęp trzeci regulaminu.
Ratownik: No to czemu nic pan nie mówi?!
Pływalniowicz: Przecież właśnie mówię!
Ratownik: Nie jest ważne, co się mówi, ale jak się mówi!
Ratownik wyciąga z kieszeni regulamin i czyta pod nosem przewracając strony: „ustęp pierwszy…na basenie nie dokonujemy prób z bronią nuklearną…nie… nie rzuca się kąpielówkami w woźną… i tak rzucają… ustęp drugi… wszelkie konflikty rozstrzygać należy poza trampoliną… nie siusiamy do wody o temperaturze poniżej dwudziestu stopni… ustęp trzeci – zwierzęta na pływalni… aha!”
Ratownik (do Pływalniowicza): Znalazł pan zwierzę?
Pływalniowicz: W rzeczy samej!
Ratownik: Co? Gdzie?
Pływalniowicz: To znaczy w szatni!
Ratownik: To rozgnieść klapkiem. Woźna wieczorem zetrze ścierą. Teraz ściera ma przerwę do szesnastej.
Pływalniowicz: Tym razem nie chodzi o karalucha.
Ratownik: A więc jednak nie ma karaluchów. Od początku uważałem skargi o pladze za mocno przesadzone.
Pływalniowicz: Oczywiście karaluchy są, ale to nie jest największy problem.
Ratownik: Nie?
Pływalniowicz: Nie.
Ratownik (z nadzieją w głosie): Tak?
Pływalniowicz: Nie!
Ratownik: Może chociaż odrobinę tak?
Pływalniowicz: Przykro mi, ale zupełnie nie.
Ratownik: Cholera! Mów pan!
Pływalniowicz: Wydawało mi się, że w szatni męskiej spotkałem aligatora.
Ratownik (ze zgrozą): Ach nie! Mam nadzieję, że miał czepek.
Pływalniowicz: Czepek miał, ale czy to pana nie dziwi?
Ratownik: Dlaczego ma mnie dziwić? Przecież wszyscy są zobowiązani do noszenia czepków podczas korzystania z pływalni miejskiej.
Pływalniowicz: Ja mówię o krokodylu.
Ratownik: Krokodyl również.
Pływalniowicz: Ale co on robi na basenie?!
Ratownik: Pan to jest jak dziecko! A co się robi na basenie?
Pływalniowicz: Pływa się?
Ratownik: Brawo! Tylko udaje pan takiego nieuka. Pewnie wpadł sobie popływać dla relaksu po robocie. Z ZOO ma raptem trzy przystanki.
Pływalniowicz: Przecież to krokodyl!
Ratownik: To już ustaliliśmy. Dokładniej rzecz ujmując, aligator.
Pływalniowicz: Ja się nie zgadzam!
Ratownik: Przykro mi, lecz z darwinowskim podziałem rodziny zwierząt trudno polemizować.
Pływalniowicz: Pan chyba w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, z czym mamy właśnie do czynienia!
Ratownik: Oczywiście, że sobie zdaję. Na pływalni przebywa aktualnie przedstawiciel gadów z rzędu krokodyli, pochodzący z podmokłych obszarów Azji oraz rekin.
Pływalniowicz: Rekin?!
Ratownik (leniwie wskazując przed siebie): O, niech pan zobaczy. Właśnie podąża za tą panią w żółtym kostiumie.
Pływalniowicz: Pan doskonale o tym wszystkim wie!
Ratownik: Dokładnie. Na basenie nie ma dla mnie tajemnic. Choćby wspomniana pani w żółtym kostiumie. Czy gdybym był złym ratownikiem, wiedziałbym, że zdradza męża?
Pływalniowicz: Co?!
Ratownik: Też byłem tym początkowo zaskoczony! Taka szykowna dama!
Słychać krzyk kobiety i plusk wody.
Pływalniowicz: Niech pan coś robi! Właśnie pożera ją rekin.
Ratownik: Trochę taktu! Ja nigdy nie wtrącam się w spory małżeńskie.
Pływalniowicz: Nie rozumiem.
Ratownik: W pana wypadku to chyba stan chroniczny. Proszę poznać jej małżonka, Henryka.
Pływalniowicz: Ten rekin?!
Ratownik: Woli, kiedy mówi się o nim Henio.
Pływalniowicz: Henio?!
Ratownik: Właśnie!
Pływalniowicz: To jakiś absurd! Na basenie rekin, a w pływalni aligator!
Ratownik: Nie wspomniał pan jeszcze o niedźwiedziu.
Pływalniowicz: Jakim niedźwiedziu?! Nie widziałem żadnego niedźwiedzia.
Ratownik: Pewnie już poszedł. Wspominał, że jest na dzisiaj umówiony z dentystą.
Pływalniowicz: Niedźwiedzie, aligatory, rekiny! To ponad moje siły.
Ratownik: Zawsze w czwartki przychodzi jeszcze zorganizowana grupa tygrysów.
Pływalniowicz: I pan na to wszystko przyzwala?
Ratownik: O ile mają czepki! Ja trzymam się swoich zasad i nikogo bez czepka na basen nie wpuszczę! Co to, to nie!
Pływalniowicz: Nikogo?
Ratownik: Bez wyjątku!
Pływalniowicz: To właśnie chciałem wiedzieć. Przepraszam, że tak się pana o wszystko wypytuję, ale właściwie to jestem łosiem i obawiałem się, że mogę napotkać tutaj pewne utrudnienia.
Ratownik: Rozumiem.
Pływalniowicz: Gdzie indziej nie jest mi z tym łatwo. Choćby na plaży nudystów… Ludzie dziwnie patrzyli się na poroże, a z opery wyprosili mnie w połowie Carmen.
Ratownik: Pewnie nie założył pan czepka. Proszę zawsze o tym pamiętać. Czepek włóż i po wszystkim!
Pływalniowicz: A więc zupełnie panu nie przeszkadza to, że jestem łosiem.
Ratownik: W najmniejszym nawet stopniu. A tak między nami, zdradzę panu, ale proszę o zachowanie tajemnicy, w cywilu jestem psem-ratownikiem.
Pływalniowicz: To nieprawdopodobne, pies-ratownik na basenie!
Ratownik: Wcześniej robiłem w budownictwie, ale tam, panie, psie pieniądze płacą.
Pływalniowicz: To rozumie się samo przez się. Jako łoś również nie mam łatwego życia. W autobusie ludzie czepiają się poroża, a podczas korzystania z ruchomych schodów zdarza mi się zawadzić o prymasa.
Ratownik: Prymasa?
Pływalniowicz: Strasznie nisko ich teraz wieszają.
Ratownik: To może dla rozluźnienia zrobimy sobie mały wyścig.
Pływalniowicz: Z największą przyjemnością.
Ratownik: Do hipopotama i z powrotem!
Obaj odchodzą. Po chwili słychać dwa pluski, a przed kamerą bryzga woda. Głos kobiety (spoza kadru): „Niech pan natychmiast wyjmie te rogi spod mojego stanika!”. Dalej to samo ujecie krzesła. Głos lektora: „W następnym odcinku programu „Z kamerą wśród zwierząt” przyjrzymy się problemom, z jakim muszą radzić sobie lamy zatrudniane przy sprzątaniu wielkich hal produkcyjnych oraz porozmawiamy o ciężkiej pracy żółwi w policyjnym wydziale śledczym. To tyle na dziś. Do zobaczenia. Hau-hau! Miau! Kukuryku!”.
koniec
10 sierpnia 2003

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Przed podziałem
Bartosz Wieczorek

20 I 2009

Obsada:
Kierownik – człowiek silny, zdecydowany
Kuba – psycholog; młody człowiek, spokojny
X – charyzmatyczna postać
Ksiądz – wesoły, o głosie pełnym troski

więcej »

Strzelec wyborowy
Adam Słowikowski

4 I 2008

Miejsce: Park miejski
Czas: Bliżej nieokreślony, chociaż podejrzewa się 15 kwietnia 2006 roku
Występują:
Eros jako Amor, Jan Kowalski jako Mężczyzna, Jakub Burski jako Lekarz

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:grabcu@radom.net'>Piotr ‘Grabcu’ Grabiec</a>

Cena Życia
Dawid Klimczak

1 X 2005

Autor określa niniejszy tekst jako scenariusz słuchowiska radiowego. Nie widzimy jednak przeszkód, by go nie móc wystawić na amatorskiej scenie teatralnej…

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zakodowany
— Kuba Myszkorowski

Eleonora
— Kuba Myszkorowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.