Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Elżbieta Leszczyńska
‹Baśń o miłości›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorElżbieta Leszczyńska
TytułBaśń o miłości
OpisAutorka pisze o sobie:
Jestem już starszą panią. Przez większą część życia uprawiałam poezję „do szuflady”. Wydawnictwo „Skrzat” natomiast wydało moją prozę – dwie powieści dla młodych czytelników.
Gatunekdramat

Baśń o miłości

Elżbieta Leszczyńska
1 2 3 5 »
Dziwny lęk dzisiaj zmącił niewzruszony spokój
Od wielu lat goszczący w tym podziemnym świecie.
Ten intruz w me królestwo nieproszony wkroczył,
Pamięć, z tak wielkim trudem usypianą przecież,
Obudził, a z nią wszystko wróciło do życia.
Najcięższy bój stoczyłem ze sobą w tej celi,
Najcięższy bój z nadzieją, tym punkcikiem bieli
W jaskini jak noc czarnej i nie do przebycia.

Elżbieta Leszczyńska

Baśń o miłości

Dziwny lęk dzisiaj zmącił niewzruszony spokój
Od wielu lat goszczący w tym podziemnym świecie.
Ten intruz w me królestwo nieproszony wkroczył,
Pamięć, z tak wielkim trudem usypianą przecież,
Obudził, a z nią wszystko wróciło do życia.
Najcięższy bój stoczyłem ze sobą w tej celi,
Najcięższy bój z nadzieją, tym punkcikiem bieli
W jaskini jak noc czarnej i nie do przebycia.

Elżbieta Leszczyńska
‹Baśń o miłości›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorElżbieta Leszczyńska
TytułBaśń o miłości
OpisAutorka pisze o sobie:
Jestem już starszą panią. Przez większą część życia uprawiałam poezję „do szuflady”. Wydawnictwo „Skrzat” natomiast wydało moją prozę – dwie powieści dla młodych czytelników.
Gatunekdramat
Osoby:
  • HELENA – królowa sprawująca regencję w imieniu syna,
  • MAREK – przywódca spiskowców, bratanek Makroniusza,
  • MAKRONIUSZ – doradca królewski, wychowawca dzieci,
  • MIRANDA – córka Marka,
  • KONRAD – syn Marka,
  • straż pałacowa,
  • dziewczyna,
  • zakonnica,
  • mieszczanie.
Akcja toczy się w średniowiecznej Europie.
I
Komnata w pałacu. Królowa siedzi na krześle. Jest zdenerwowana, ale opanowana. Wchodzi strażnik.
STRAŻNIK:
Pani, już są spokojne twego miasta place,
Ulice puste, straże uprzątają trupy.
Wydano rozkaz: cisza! I cisza nad miastem
Zaległa, jak po dzwonku we wnętrzu kaplicy.
Spiskowcy są pojmani, wszyscy, co do głowy,
A ten, co im przewodził, leży tu, za progiem.
Musieliśmy go związać, wciąż kąsać gotowy.
Wściekle więzy swe targa i kłóci się z Bogiem.
HELENA:
do siebie
Nie wiem, czy chcę go widzieć. Wciąż jeszcze się boję
O życie moje, syna. Znam zmiany zwyczaje.
Na tronie nie wystarczy zdjąć płaszcz i koronę.
W ziemię musi zejść słońce, kiedy drugie wstaje.
do strażnika
Wprowadźcie Marka, z więzów uwolnijcie nogi.
do siebie
Gdzie jesteś Makroniuszu, stary przyjacielu?
Twojej rady mi trzeba, mądrego spokoju.
W chaosie myśli, uczuć pobłądziło wielu.
wchodzi dwóch strażników, prowadząc Marka. Helena do strażnika
Czy Makroniusz się znalazł?
STRAŻNIK:
Nie, Pani, w tym bieda,
Że nikt go dziś nie widział, służba rozproszona.
Ale kazałem trupy przetrząsnąć na wozach,
Tam go nie ma. Że żyje, wykluczyć się nie da.
HELENA:
Szukajcie więc, na Boga. Jego tu zostawcie.
Jest jak żmija bez zębów, pozbawiona jadu.
Znajdźcie mi Makroniusza, a każdy dostanie
Sakiewkę pełną złota i wdzięczność królowej.
Strażnicy wychodzą.
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>
Ilustracja: Rafał Wokacz
HELENA:
do związanego Marka
Nienawidzisz mnie Marku… Byłeś przyjacielem
Mojego męża. Razem Makroniusz was chował.
Potem stąd wyjechałeś. Inne miejsce w świecie
Na dom swój przeznaczyłeś. A twoja odmowa
Powrotu serce króla zraniła boleśnie,
Przez ciebie dumne serce zamilkło zbyt wcześnie.
Odszedł, wpatrzony w jakieś bolesne widziadło,
Z jego ust twoje imię przed odejściem padło.
Ciebie, nie swego syna wzywał konający
Czekał na pojednania kilka słów kojących…
Rok nie zdążył upłynąć od mężowskiej śmierci
Gdy nagle powróciłeś, jak zaczyn zamieci.
Podburzałeś poddanych, tumaniłeś głowy
I gdyby nie Makroniusz… Ale dosyć, starczy.
Tak łatwo dałeś podejść się dziewce z gospody.
A mogłeś wieczór spotkać z tarczą, nie na tarczy.
MAREK:
Po co te słowa, Pani, przemawiasz do trupa.
Umarli nie słuchają, są równi w ciemności.
Lecz dobrze, twój małżonek moją siostrę kochał
Zanim ciebie napotkał i oślepł z miłości.
Słowa skargi nie rzekła… Taka była biała,
Kiedy krew do ostatka wypłynęła z rany,
Że do dziś nic bielszego nad nią nie widziałem
Na ziemi, ni na morzu wiatrami targanym.
HELENA:
Nie wiedziałam… więc zemstą to: „Precz z tyranami”,
Ci ranni, ci zabici, te zgliszcza i gruzy?
A ja myślałam… Boże, zmiłuj się nad nami!
Czuję wielkie znużenie, jak powrót z podróży
Zbyt długiej i bez sensu.
MAREK:
Jak pragniesz, tak widzisz.
Ludzkie życie się składa z traktów i ze ścieżek.
Nie powiem słowa więcej, to innych dotyczy,
Choćbyś mnie ćwiartowała jak ubite zwierzę.
Masz mnie w ręku, rób swoje, skończona rozmowa.
HELENA:
Hola! Masz dzieci, dwójkę, o ile pamiętam.
Chłopiec ma rok dziesiąty, a dziewczynka młodsza.
Dorodne i wesołe, zadbane szczenięta.
Milczysz?! A co byś zrobił z moim dzieckiem, ze mną,
Gdyby ci się powiodło? Dalej milczysz?! Ja wiem,
I ty wiesz. Twoją prośbę uprzedzam daremną.
Tylko dla jednej głowy jest królewski diadem.
MAREK:
Co chcesz w zamian za dzieci?!
HELENA:
Ogłosisz się łotrem,
Który ze zwykłej zemsty spowodował zamęt.
MAREK:
Dziewka, wiedziałem!
HELENA:
Łotrze, dokonaj wyboru!
Tutaj jest stolik, krzesło, a tam jest atrament.
Żyć będą…
MAREK:
Jeszcze papier, pióro… Już się stało.
do siebie
Ojciec musi dla dzieci testament sporządzić.
Ja moim daję hańbę, lecz i przyszłość całą.
Czy daję, czy odbieram? Nie umiem rozsądzić.
do Heleny
Pani, jestem spokojny, spokojnie, jak widzisz,
Czekam twego wyroku, jest mi obojętny.
Gdybym się z dziećmi mógł pożegnać… Szydzić,
Złorzeczyć będą kiedyś. Dziś kochany jestem.
Pozwól mi wziąć ze sobą dwie miarki miłości.
HELENA:
Nigdy ich już nie ujrzysz. I tak więcejś dostał,
Niżeś w życiu zasłużył. Nie drażnij mej złości.
do siebie
Jak wielką mam ochotę kazać go wychłostać.
Wchodzą strażnicy.
Znaleziony?
STRAŻNIK:
Nie, pani, ale mamy ślady.
Jeden ranny rzemieślnik widział go na wozie
Chłopskim, jak z garstką innych gnał w podmiejskie sady
I jak wóz się wywrócił. Pękło mu podwozie,
Tak przypuszcza…
HELENA:
No, dobrze, strażniku, co dalej?!
STRAŻNIK:
Dalej, to on już zemdlał i nie widział wcale.
HELENA:
Idźcie! Zabierzcie tego, niech czeka w ciemnicy.
Strażnicy z Markiem wychodzą.
Co robić, Makroniuszu, co byś mi poradził?
Boję się siebie, innych, przyszłości, ulicy.
Uciekłeś Makroniuszu?! Ostatni mnie zdradził?!
Makroniusz wychodzi spoza kotary.
MAKRONIUSZ:
Nie, Pani, tutaj jestem, słuchałem z ukrycia
Twojej z Markiem rozmowy. Nie chciałem się wtrącać.
HELENA:
z ulgą
Już dobrze, wszystko dobrze, dziwny chaos znika.
Pójdziemy się naradzić nad tej sprawy końcem.
Razem wychodzą.
II
Noc. Dziedziniec przed pałacem. Brama. Przed bramą stoi Helena w przebraniu pazia.
HELENA:
Ja chyba oszalałam, co się ze mną stało?!
Tak ryzykować wszystko. Czy jestem zabawką
W rękach losu, a może krwi królewskiej mało
W moich żyłach? Do śmierci to będzie zagadką
Dla mnie; bo skąd plan taki wziął się w mojej głowie?
Makroniusz milczał, czekał na słowo: zabijcie.
A ja nie mogłam wyrzec. Przy tym krótkim słowie
Stchórzyłam, tak jak zając, gdy wiatr zagra w życie.
Prowadzą go…
Strażnicy prowadzą Marka ze związanymi z tyłu rękami.
HELENA:
zmienia głos, kłania się
Do usług, witaj dumny panie.
Rozkaz królewski zrobił mnie dziś przewodnikiem.
MAREK:
Witaj, chłopcze, a nie wiesz, gdzie dla mnie mieszkanie
Wyznaczyła ta żmija królewskim językiem.
Pod ziemią czy na ziemi?
HELENA:
Tam i tu po trochu.
Tutaj, bo będziesz chodzić, myśleć, jeśli zdołasz.
Tam, bo tylko z duchami na zawsze, gdzieś w lochu
Na wyspie, stąd daleko, całą noc na kołach,
Trzy dni łodzią, a potem – żegnaj i ukłony.
MAREK:
Gdybym tak mógł się dostać do tej zwiędłej szyi…
STRAŻNIK I:
Iść prosto, nie rozmawiać, rozmów zabroniono!
HELENA:
Coś twoi towarzysze nie bardzo są mili.
MAREK:
Słuchaj, chłopcze, dwa słowa, przyrzeknij, że spełnisz
Prośbę kogoś, kto właśnie umiera dla świata.
Znasz przecież Makroniusza, mego ojca brata,
Jeśli żyje, niech czuwa nad moimi dziećmi.
Zaniesiesz mu te słowa?
Helena gestem obiecuje spełnienie prośby.
Wierzę, paziu wdzięczny,
Skazańca nie oszuka żaden człowiek prawy.
Idą chwilę w milczeniu. Docierają do wozu przygotowanego do podróży.
STRAŻNIK I:
do pazia
Znikaj, królowa czeka na wieści z wyprawy.
STRAŻNIK II:
Dalej nam biały księżyc mrok nocy rozświetli.
do Marka
A tobie teraz chustką przewiążemy oczy,
Żebyś nigdy przebytej nie rozpoznał drogi.
Pomagają Markowi wejść na wóz i zawiązują mu oczy. Jeden siada z przodu, żeby powozić, drugi koło więźnia.
Gotowe, ruszaj bracie, pędź co koń wyskoczy,
STRAŻNIK I:
A ty, bracie, uważaj, nie wpadnij w sen błogi.
1 2 3 5 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Przed podziałem
Bartosz Wieczorek

20 I 2009

Obsada:
Kierownik – człowiek silny, zdecydowany
Kuba – psycholog; młody człowiek, spokojny
X – charyzmatyczna postać
Ksiądz – wesoły, o głosie pełnym troski

więcej »

Strzelec wyborowy
Adam Słowikowski

4 I 2008

Miejsce: Park miejski
Czas: Bliżej nieokreślony, chociaż podejrzewa się 15 kwietnia 2006 roku
Występują:
Eros jako Amor, Jan Kowalski jako Mężczyzna, Jakub Burski jako Lekarz

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:grabcu@radom.net'>Piotr ‘Grabcu’ Grabiec</a>

Cena Życia
Dawid Klimczak

1 X 2005

Autor określa niniejszy tekst jako scenariusz słuchowiska radiowego. Nie widzimy jednak przeszkód, by go nie móc wystawić na amatorskiej scenie teatralnej…

więcej »

Polecamy

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.