Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

‹Tricon 2010›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Organizator ŚKF
CyklEurocon
MiejsceCieszyn / Český Těšín
Od26 sierpnia 2010
Do29 sierpnia 2010
WWW

Epidemia zwiędłych penisów w sali Nostromo

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 4 »
Potrójna (Eurocon – Parcon – Polcon) impreza, która odbyła się w ostatni weekend sierpnia w Cieszynie, była okazją do wielu spotkań towarzyskich, a także wysłuchania interesujących prelekcji. Jeśli chcecie się dowiedzieć, skąd pochodzi powyższy tytuł, jaki popularny film powstał pod wpływem demonicznego opętania i jak wyglądała pierwsza kreskówka na świecie, przeczytajcie niniejsze sprawozdanie.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Epidemia zwiędłych penisów w sali Nostromo

Potrójna (Eurocon – Parcon – Polcon) impreza, która odbyła się w ostatni weekend sierpnia w Cieszynie, była okazją do wielu spotkań towarzyskich, a także wysłuchania interesujących prelekcji. Jeśli chcecie się dowiedzieć, skąd pochodzi powyższy tytuł, jaki popularny film powstał pod wpływem demonicznego opętania i jak wyglądała pierwsza kreskówka na świecie, przeczytajcie niniejsze sprawozdanie.

‹Tricon 2010›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Organizator ŚKF
CyklEurocon
MiejsceCieszyn / Český Těšín
Od26 sierpnia 2010
Do29 sierpnia 2010
WWW
Polcon zaczął się dla mnie już w środę o 19:59, kiedy to wpadłam do konwentowej recepcji z rozwianym włosem, wołając rozpaczliwie: „Nie zamykajcie jeszcze, nie zamykajcie!!!”. Recepcja czynna była tego dnia do 20:00, ale na szczęście zatrudnieni w niej gżdacze i orgowie nie traktowali tego zapisu przesadnie rygorystycznie. Dzięki temu już po chwili wraz z Agnieszką Sylwanowicz i dokooptowanym po drodze młodym człowiekiem powiększyliśmy grono Konwentowiczów, Którzy Przybyli Dzień Wcześniej.
Wraz z identyfikatorami otrzymaliśmy ze dwa kilo materiałów konwentowych: oprócz informatora i tomika zajdlowego, wydaną przez Śląski Klub Fantastyki antologię opowiadań o smokach, frisbee reklamujące telewizję AXN, grę komputerową oraz tomik „Fantasy komiksu”. Bardzo dobrym pomysłem było wypisanie na identyfikatorach fanowskich pseudonimów większym drukiem, niż imienia i nazwiska. Do plakietek przyczepiało się wstążeczki w różnych kolorach, informujące o tym, czy dana osoba jest orgiem, gżdaczem, twórcą programu, laureatem jakiejś nagrody fandomowej lub osobą do takowej nominowaną.
Główna część programu Polconu (a właściwie Triconu) miała miejsce w budynku Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie, ładnie położonym w niewielkim parku, z akademikami tuż obok. Sale w budynku nosiły nazwy statków kosmicznych z filmów SF, co jest tradycją na Polconach organizowanych przez ŚKF. Co prawda uczelnia położona jest w pewnym oddaleniu od centrum miasteczka, ale ze zdobyciem pożywienia nie było problemów: na terenie budynku działał barek serwujący oprócz frytek i hot dogów również bardziej wyszukane potrawy, jak panierowany ser czy bitki w sosie koperkowym z ziemniaczanymi talarkami, a w studenckiej stołówce oraz pobliskiej restauracyjce Academicus można było nabyć doskonałe śniadania i obiady (choć trzeba przyznać, że w tym ostatnim lokalu tempo obsługi nie było zbyt imponujące).
Zbiór stereotypów na temat Polaków<br/>Fot. Agnieszka Szady
Zbiór stereotypów na temat Polaków
Fot. Agnieszka Szady
Konwentowanie rozpoczęłam od udziału w warsztatach antydyskryminacyjnych prowadzonych przez Krzysztofa Hołyńskiego. Prelegent najpierw zadał nam pytanie, czy kiedy splatamy dłonie, to na górze jest kciuk lewy czy prawy, potem kazał po jednej stronie sali usiąść lewokciukowcom, a po drugiej prawokciukowcom i oznajmił, że badania naukowe wykazują, że ci, którzy na górze mają prawy kciuk, statystycznie częściej zmieniają pracę, a także częściej i na dłużej trafiają do więzienia. Następnie wypytywał o uczucia, jakich doznaliśmy w czasie słuchania tej informacji, oraz o to, co zrobilibyśmy, gdyby w trakcie rozmowy o pracę potencjalny szef przeprowadził na nas ten test. Wypytawszy nas dogłębnie, Krzysztof oznajmił, że to wszystko bujda – nie było żadnych takich badań, a my padliśmy właśnie ofiarą ćwiczenia, które standardowo przeprowadza się na różnych szkoleniach i warsztatach mających zwalczać wszelkiego rodzaju dyskryminacje i uprzedzenia.
Następnie podzielił nas na grupki, rozdał płachty papieru oraz flamastry i kazał narysować stereotypowego Polaka, Żyda, Niemca, Rosjanina i Czecha. Nasza grupa dostała Polaka, efekt można obejrzeć na załączonym zdjęciu. Najbardziej zdumiał wszystkich Niemiec, ponieważ spodziewaliśmy się stereotypowego hitlerowca, a tymczasem grupa narysowała wesołego Bawarczyka w stroju tyrolskim, z kuflem piwa i psem. Podsumowaliśmy ten fakt stwierdzeniem, że widać rośnie nam już nowe pokolenie, nieskażone wojennymi stereotypami. Później nastąpiła specyficzna gra w karty, nie będę zdradzać szczegółów, bo może Krzysztof zechce ją przeprowadzić jeszcze na jakimś innym konwencie. Omówiliśmy też, do czego ludzkiemu mózgowi są potrzebne stereotypy (zasadniczo do szybszej pracy) i czy zawsze są one czymś złym.
O godzinie 15:00 specjalne konwentowe autobusy zawiozły nas na czeską granicę, skąd pieszo dotarliśmy na rynek. Tam miał miejsce początek parady: na czele kroczyła grupa rycerzy z Klanu Smoczej Paszczy, w efektownych strojach, z proporcami i żywym sokołem, dalej smok o wielkiej głowie z papieru i tułowiu wykonanym z płachty zielonego sukna, parasoli oraz członków ŚKF, a następnie poprzebierani fani i fanki. Na Moście Przyjaźni nad Olzą umieszczona była wystawa nowych i archiwalnych plakatów filmowych w obu językach; tam też miało miejsce uroczyste powitanie parady przez burmistrzów obu miast, przemówienia i wiwaty. Następnie przemaszerowaliśmy na rynek polskiej części miasta, gdzie odbyły się koncerty muzyczne, pokazy sztuk walki oraz tańców dawnych.
Mroczna Pastereczka przebrana za Ewą Białołęcką<br/>Fot. Agnieszka Szady
Mroczna Pastereczka przebrana za Ewą Białołęcką
Fot. Agnieszka Szady
Po oficjalnym rozpoczęciu i całkiem nieoficjalnym obiedzie w gronie tolkienistów zdążyłam na prelekcję Michała „Idrila” Studniarka „Najnowsze legendy miejskie”. Co prawda nie była ona tak fascynująca, jak prelekcja o warszawskich legendach miejskich, którą Idril kiedyś zrobił na innym konwencie (mówił wtedy m.in. o duchu brygadzisty, który straszy w Pałacu Kultury, bo przez niego zginął robotnik w czasie budowy tego gmachu), ale była całkiem ciekawa. Michał przedstawił definicję miejskiej legendy oraz kilka przykładów, szczególnie interesująca była opowieść o kupnie od Cyganów sukni ślubnej zatrutej trupim jadem, na skutek czego panna młoda zmarła (oczywiście zatrucie się trupim jadem przez włożenie ubrania nie jest biologicznie możliwe). Opowiedział też o nowoczesnych miejskich legendach: straszliwych wirusach komputerowych niszczących wszystkie dane, genialnych hakerach/crackerach, anegdotach z helpdesku oraz łańcuszkowych e-mailach (na jeden podobno nabrał się Urząd Wojewódzki w Radomiu i rozesłał oficjalnym pismem). Dowiedzieliśmy się też, że dziura wiertnicza w Zatoce Meksykańskiej ma być zatkana przy pomocy zdetonowania bomby atomowej. Potwierdzają to takie autorytety, jak Kredo Mutwa, Sorha Faal i Jane Burgemeister. W USA teorie spiskowe są częścią kultury politycznej, a jedna z nich głosi, że zabójstwo Kennedy′ego było w rzeczywistości samobójstwem. Nie, nie strzelił do siebie sam – wynajął Oswalda. Na zakończenie Idril pokrótce omówił funkcjonujące w Polsce teorie spiskowe dotyczące katastrofy smoleńskiej, w które wierzy ponoć aż (albo tylko) 15% obywateli.
Ostatnim punktem programu pierwszego dnia Triconu był panel dyskusyjny „Krajobraz po Sapkowskim, czyli nowa fantasy polska”. Jarosław Grzędowicz, zwany Jeremiaszem, słusznie zauważył, że nie może być mowy o krajobrazie „po Sapkowskim”, skoro pisarz ten żyje w najlepsze i jeszcze coś prawdopodobnie napisze. Dodał też, że jego zdaniem saga o wiedźminie wstrząsnęła polskim rynkiem wydawniczym (uwierzono, że można zarabiać na wydawaniu polskich autorów), ale niekoniecznie polską fantasy. Sprzeciwił się temu Wit Szostak, twierdząc, że styl AS-a na wiele lat zdefiniował pewien typ narracji, bohaterów, użycia języka. Jeremiasz dodał, że Sapkowski przeniósł do fantasy schematy znane z czarnego kryminału, oraz porównał jego wpływ na polską fantastykę do wpływu Sama Peckinpaha na western – opowiadanie znanych historii w innych realiach (brutalność, naturalizm). Dowiedzieliśmy się też, że chłopi w książkach AS-a mówią manierą Gołubiewa, ponieważ autor go nie lubi.
Ostatnie chwile przed paradą<br/>Fot. Agnieszka Szady
Ostatnie chwile przed paradą
Fot. Agnieszka Szady
Wit Szostak wyznał, że w konwencji fantasy „trochę się dusi”. Zapytany o swój cykl góralski odparł, że dla niego jest to projekt zakończony wraz z jakimś etapem życia. Zastanawiano się też, czy „Pan Lodowego Ogrodu” należy do gatunku fantasy. Na koniec Grzędowicz stwierdził, że za jakiś czas pojawi się autor, który napisze tekst SF albo fantasy z nowego punktu widzenia, którego na razie nie umiemy przewidzieć ani sobie wyobrazić.
Piątek zaczęłam od śniadania w studenckiej stołówce – za 12 zł szwedzki stół jak się patrzy (płatki śniadaniowe w dwóch rodzajach, dżem, miód, Nutella, brzoskwinie, banany, jogurty, kilka rodzajów sera, twarożek, bardzo przyzwoita polędwica, salami, pasztet, gorące kiełbaski…), a następnie poszłam na dwugodzinną prelekcję Michała Lisieckiego o historii animacji. Prelegent był bardzo dobrze przygotowany, miał zdjęcia i fragmenty filmów złożone razem jako prezentacja w PowerPoincie, dzięki czemu nie musiał, jak niektórzy, nerwowo szukać pliku: „Zaraz wam pokażę… ojej, gdzie ja to mam… w tym folderze… nie, w tym… o, jest! ojej, nie otwiera się…”, tylko spokojnie przerzucał slajdy. Opowiedział o historii animacji od czasów konturowej kreskówki „Gertie, tresowany dinozaur” z 1914 r., gdzie każda klatka była oddzielnie rysowana na papierze i fotografowana. Animację poklatkową po raz pierwszy zastosowano w 1899 r., przedstawiając ludzika z zapałek. Prelegent pokazał też sceny z pracy dźwiękowców, którzy używają niezwykle pomysłowych konstrukcji, np. żebrowanego od wewnątrz bębenka, w którym przesypuje się suchy groch – to naśladuje dźwięk padającego deszczu. Był opis działania wynalezionej przez Disneya kamery multiplanowej, która umożliwia realistyczne oddanie przesuwania się w głąb animowanego pejzażu, oglądaliśmy też, jak się kadr po kadrze animuje sceny malowane na celuloidzie.
Dowiedzieliśmy się, że pierwowzorem Myszki Miki był królik Oswald, faktycznie podobny do niej z wyglądu. „Królewna Śnieżka” nie jest pierwszym pełnometrażowym filmem animowanym – przed nią były argentyńskie satyry polityczne z postaciami wyciętymi z kartonu, i jakiś film niemiecki, ale wszystkie zaginęły. Disney za „Śnieżkę” dostał jednego dużego Oscara i 7 malutkich (urocze!). Zobaczyliśmy fragment tego filmu z przedwojennym polskim dubbingiem, który się zachował, ale zaginęła lista aktorów i do dziś nie wiadomo dokładnie, kto tam wystąpił, choć różni pasjonaci wsłuchują się w głosy i starają odgadnąć.
1 2 3 4 »

Komentarze

« 1 2
15 IX 2010   08:34:04

Nie ma ani słowa o największej gwieździe konwentu. Czy Jaromir Nohavica dojechał?

15 IX 2010   09:00:51

Achika: sponsorzy mają to do siebie, że jak coś sponsorują to potem chcą zmierzyć efekty. Np. googlając recenzje o wydarzeniu.

15 IX 2010   09:14:07

> Nie ma ani słowa o największej gwieździe konwentu

Och, nie ma ani słowa o całej masie osób i wydarzeń. A to dlatego, że opisywałam tylko to, co widziałam na własne oczy, a zdolności multilokacji nie posiadła żem. Zresztą i z rzeczy widzianych na własne oczy zdarzyło mi się to i owo w sprawozdaniu przeoczyć, na przykład nie wspomniałam o tym, że Joasia Petruczenko malowała ludziom henną na skórze różne wzorki i potem chodzili tacy pomalowani (np. w kółka zębate na skroni).

15 IX 2010   09:25:29

Poprawiliśmy kilka wytkniętych błędów. Dziękujemy!

15 IX 2010   10:15:47

> Och, nie ma ani słowa o całej masie osób i wydarzeń. (...)

Jasne! I tak brawa za, jak zwykle, szczegółową relację. Przyczepiłem się tylko, bo mi żal du...ę ściska, że mnie nie było ;-)

15 IX 2010   19:44:26

Stanowczo protestuję przeciwko nazywaniu najwybitniejszego polskiego fanfilmu "niesławnym"!

16 IX 2010   12:55:00

Przyłączam się do wniosków Szamana: dziś wstawiałam linka na stronę i teoretycznie należy on do sekcji "Napisali o nas", bo Esensja była naszym patronem medialnym. Jednocześnie tytuł recenzji zmusił mnie do podania zamiast niego enigmatycznego "Relacja autorstwa Agnieszki Szady".

16 IX 2010   14:04:45

Na wniosek przedstawicieli fandomu polskiego upoważniam składacza tekstów do zmiany tytułu po uprzedniej konsultacji ze mną na maila.
:-)

16 IX 2010   14:13:00

Tutuł spełnił swoją podstawową funkcję - wywołał medialny skandal ;) Więc teraz już go można zmienić :D

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na Bieszczady nie ma rady…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

30 III 2020

…chciałem sobie pokowboić, a tu trzeba krowy doić. Tej piosenki co prawda nie odśpiewano, za to wysłuchaliśmy wielu innych – zarówno znanych poetów (Kaczmarski, Gintrowski) jak i uczestników konkursu. Do tego można było obejrzeć wystawę malarstwa, kupić szydełkowany naszyjnik albo tomik poezji, jednym słowem – zanurzyć się w klimatach artystycznych. Było też sporo humoru i Kapowniczek Achiki został zapisany bardziej, niż na niejednym konwencie.

więcej »

Pożegnania 2019 (4/4)
Jarosław Loretz

11 I 2020

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2019 roku. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »

Pożegnania 2019 (3/4)
Jarosław Loretz

10 I 2020

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2019 roku. Dziś miesiące lipiec-wrzesień.

więcej »

Polecamy

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia

Miejsca, które warto odwiedzić:

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia
— Wojciech Gołąbowski

Palisada nad Olzą
— Wojciech Gołąbowski

Małysz w drewnie i czekoladzie
— Wojciech Gołąbowski

Jurajskie Betlejemowo
— Wojciech Gołąbowski

Co dwa młyny to nie jeden
— Wojciech Gołąbowski

Dziewczyna z końskim ogonem w garści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
— Wojciech Gołąbowski

Osiemset lat w 4½ godziny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fauna i flora morska na Podbeskidziu
— Wojciech Gołąbowski

Tajemnice wschodniej strony Wisły
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Tegoż autora

Na Bieszczady nie ma rady…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krew, seks i zaczarowane smartfony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Jak rozpoznać nerwicę lękową
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mamuśka górą! (erpegowcy trochę też)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niech się mury pną do góry, niech kominy mają pion…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

To nie przyjaźń, to jakaś matnia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mmm? Eee… Ach!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tęczówki rozgrzane do czerwoności
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gdyby Dilbert pracował w Mordorze
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Najwięcej rozumu ma papuga
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.