Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

‹Pyrkon 2011›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Organizator Druga Era
CyklPyrkon
MiejscePoznań
Od25 marca 2011
Do27 marca 2011
WWW

A ostatni ma na plecach wgłębienie po klamce

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 4 »
Dlaczego Ewa Białołęcka omal nie dostała zawału, co robią Rumunki z krowami, za co niektórzy pisarze nienawidzą fanów i kto ma wytatuowane dziąsła – tego wszystkiego można było się dowiedzieć na tegorocznym Pyrkonie. Oczywiście pod warunkiem, że się dopchało do sali…

Agnieszka ‘Achika’ Szady

A ostatni ma na plecach wgłębienie po klamce

Dlaczego Ewa Białołęcka omal nie dostała zawału, co robią Rumunki z krowami, za co niektórzy pisarze nienawidzą fanów i kto ma wytatuowane dziąsła – tego wszystkiego można było się dowiedzieć na tegorocznym Pyrkonie. Oczywiście pod warunkiem, że się dopchało do sali…

‹Pyrkon 2011›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Organizator Druga Era
CyklPyrkon
MiejscePoznań
Od25 marca 2011
Do27 marca 2011
WWW
Pyrkon 2011 na pierwszy rzut oka zrobił na mnie doskonałe wrażenie: lokalizacja blisko dworca, ogromne budynki Międzynarodowych Targów Poznańskich i – o nieba! – brak kolejki do akredytacji, która mieściła się w szklanych kioskach pośrodku gigantycznego, trzypiętrowego holu, a właściwie zadaszonego szklanym dachem przejścia między budynkami. Rosły tam nawet drzewa, z powodu cieplejszego miejsca już zielone. Pod sufitem wisiało mnóstwo cylindryczno-liściowatych konstrukcji z zielonej tektury, co wyglądało bardzo wesoło. Uczestnicy oprócz identyfikatora otrzymywali opaskę na rękę: należało ją pokazywać przy przemieszczaniu się z jednego budynku do drugiego. Natomiast identyfikator miał z tyłu kod kreskowy do przechodzenia przez znajdującą się w holu bramkę.
Pierwszą prelekcją, w której wzięłam udział, było „Zdetronizuj Photoshopa” – z werwą i ciekawie prowadzony wykład na temat różnych technik rysowania i malowania. Prowadząca go dziewczyna o pseudonimie Dark Echo miała przygotowane farby, kredki i ołówki, które każdy chętny mógł wypróbować, w tle wisiała wystawka jej prac: były to głównie wilki i różne zwierzołaki pracowicie wyrysowane ołówkiem lub kolorowymi kredkami. Opowiadała o kredkach akwarelowych, pastelach tłustych („to jest właściwie farba olejna w sztyfcie, jak sobie kiedyś narysowałam wzorki na spodniach, to nie zeszły do tej pory”), suchych pastelach w ołówku, farbach akrylowych i olejnych oraz akwarelowych.
Na prelekcję o efektownym tytule „Diabeł ekshibicjonista, żona kata jako burdelmama” niemożliwością było się dopchać – podobnie jak, niestety, na wiele innych prelekcji na tym Pyrkonie, a to z powodu bardzo małych salek. Wylądowałam wreszcie na „Nekromancji językowej czyli de Latinitate viva”. Siedząc na parapecie obserwowałam wysiłki gżdaczy zmierzające do podłączenia rzutnika i wgrania do laptopa programu, który dałby radę odtworzyć przygotowane przez prelegenta nuncii i pellicula – czyli słuchowiska radiowe i filmy. Zanim im się to udało, zrezygnowałam i przeniosłam się na spotkanie autorskie z Ewą Białołęcką.
Widok na duży hol z całkowitym brakiem kolejek do akredytacji<br/>Fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady
Widok na duży hol z całkowitym brakiem kolejek do akredytacji
Fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady
Słuchacze nieco ginęli w ogromnej, mrocznej sali, której niski sufit wydawał się nas przygniatać. Ewa pokazała projekt okładki rosyjskiego wydania „Naznaczonych błękitem” i opowiedziała o swojej karierze tłumaczki powieści napisanych w tym języku. Dowiedzieliśmy się także, że krążący po sieci tytuł jej zapowiadanej nowej książki, „Dama z laptopem”, to roboczy tytuł „wiedzmy.com.pl”, który omyłkowo wyciekł do internetu. Aczkolwiek kontynuacja „Wiedzmy” jest planowana, podobnie jak „Róży Selerbergu” (na razie wyszło wznowienie, którego nowa okładka omal nie przyprawiła autorki o zawal serca). A zakończenie cyklu lengorchiańskiego ma mieć aż dwa tomy. Ewa powiedziała jednak, że woli być tłumaczem, bo obrabianie cudzych tekstów nie wyczerpuje jej psychicznie, w przeciwieństwie do pisania. Wspomniała też o introligatorstwie. Prowadząca pytała o pierwotne wersje „Zabójcy smoków” – Ewa sama już nie pamiętała, że oprócz „Czerwonego Karła” opowiadania o Erilu i Ourze poszły w „Click Fantasy”.

Ewa (o cyklu lengorchiańskim): Łatwiej mi się pisało o tych bohaterach, kiedy miałam dwadzieścia parę lat i byli to prawie moi rówieśnicy. Teraz straciłam z nimi kontakt. To są moi synowie.
Prowadząca: Ale jak tak dalej pójdzie z wydawaniem, to będą twoje wnuki!

Na prelekcję obalającą mity o nadchodzącym końcu świata wcisnęłam się jako jedna z ostatnich osób, siedziałam na podłodze pod ekranem ze slajdami. Była to druga z kolei prelekcja, na której sprzęt odmówił posłuszeństwa – na szczęście dzielni gżdacze przynieśli zapasowy kabel.
Katarzyna Młynarczyk opowiadała o majańskiej rachubie lat i o tym, skąd się wzięły przekonania, że w grudniu 2012 roku będzie koniec świata. Pokazała system zapisywania lat, bardzo zawiły, oparty na systemie dwudziestkowym. Zrozumiałam z niego, że katastrofiści w którymś miejscu policzyli do 13 zamiast do 19, gdyby policzyć do 19, koniec kalendarza miałby miejsce w 8000 roku naszej ery. Oczywiście to, że skończy się kalendarz, nie oznacza, że świat także – prowadząca chciała pokazać zabawny filmik na ten temat, ale komputer nie dał rady go odtworzyć, więc nam opowiedziała:
Grudzień 2012. W kierunku Ziemi zbliża się okrągły, kamienny obiekt. Ludzie wpadają w panikę, że to asteroida, która spowoduje koniec świata. Obiekt jest coraz bliżej… bliżej… wreszcie ŁUP!!! – spada w miejsce, gdzie przechowywany jest kamień z wyrytym kalendarzem Majów. Kalendarz zostaje rozbity w pył. Kiedy pył opada, widać, że na jego miejscu leży nowy kalendarz, ważny do 13012 roku i mniejszy kamień z napisem: Dziękujemy za korzystanie z naszych kalendarzy. Nowy kalendarz zostanie przesłany w dniu utraty ważności poprzedniego.
W dużym holu miały miejsce interesujące wydarzenia...<br/>Fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady
W dużym holu miały miejsce interesujące wydarzenia...
Fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady
Usłyszeliśmy też o planecie Nibiru, która jakoby krąży wokół Słońca po niezwykle wydłużonej orbicie i właśnie zmierza w stronę Ziemi w celach morderczych. Prowadząca użyła fachowej wiedzy astronomicznej do obalenia tej opowieści. Część osób wyznaje pogląd, że w grudniu 2012 r. nastąpi katastrofalny rozbłysk słoneczny, który zniszczy życie na ziemi lub przynajmniej naszą cywilizację (rozmagnesowanie komputerów, zagłada sieci elektrycznej). Katarzyna wyjaśniła nam działanie jonosfery i dodała: „Może rzeczywiście dość do czegoś niesamowitego, mianowicie do zorzy polarnej”.
Było też o przebiegunowaniu Ziemi (które już wielokrotnie w historii naszej planety miało miejsce) i o zbliżeniu komety w 2026 roku. Zbliża się do nas także planetoida Apopis, ale fakt, że jej trajektoria przetnie się z orbitą Ziemi nie oznacza jeszcze, że Ziemia akurat w tym miejscu będzie się znajdować.
Program Google Sky na skutek jakiegoś błędu pokazuje w jednym miejscu mapy nieba czarny prostokąt, co oczywiście rozpaliło wyobraźnię zwolenników teorii spiskowych, że „ONI coś ukrywają”. Nie przeszkadza im bynajmniej fakt, że innych mapach nieba (przedstawiających nie gwiazdy, tylko promieniowanie i inne parametry) to miejsce wcale nie jest puste.
Prelekcja o mitologii rumuńskiej składała się z dwóch części, prowadziła ją dwójka studentów rumunistyki – Marta Harat i Rafał Rykowski; byli bardzo dobrze przygotowani. Najpierw z użyciem kolorowych mapek streścili nam historię Rumunii do czasów późnego Średniowiecza, co było dobrym pomysłem, bo chyba nikt na sali tej historii nie znał. A tak dowiedzieliśmy się o królu imieniem Burebista, który zjednoczył plemiona Daków tak, że po raz pierwszy byli w stanie zagrozić Rzymowi („…planował złożyć im wizytę, ale przeszkodził mu w tym jego własny pogrzeb”). Po odkryciu złota Dacja stała się „Kalifornią starożytnego Rzymu” – stąd nazwa Dacia Felix, czyli Szczęśliwa – ale Dakowie zatracili swój język i przeszli na łacinę, z której po wiekach powstał rumuński. Jednak wiele określeń związanych z rolnictwem jest wziętych ze słowiańskiego.
...i naprawdę było na co popatrzeć<br/>Fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady
...i naprawdę było na co popatrzeć
Fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady
Stworzenie świata według Daków: stwórca rzucił buzdygan do morza i w tym miejscu wyłoniło się wielkie drzewo, pod którym siedziała pokraczna postać. Postać ta powitała Stwórcę słowami „Witaj, bracie”, ale on odżegnał się od tego stwierdzenia i nazwał go nie-bratem. Nie-brat został posłany na dno morza po glinę na ulepienie świata, ale chciał ją zagarnąć dla siebie, stała się gorąca i poparzyła go. Trzy razy wracał i na koniec był już całkiem czarny. Stwórca ulepił z gliny kulę, położył się na niej i zasnął – nie-brat chciał go zepchnąć do morza, ale tocząc go tylko rozwałkowywał kulę bardziej i tak powstał świat.
Według wierzeń dackich przed ludźmi na Ziemi żyli capcauni – psiogłowi olbrzymi – badacze twierdzą, że jest to odbicie ludowej pamięci o Awarach i innych okrutnych najeźdźcach ze wschodu. Capcauni zostali wytępieni przez olbrzymów zwanych uriaszami lub żydziskami (sic!) – być może echo Chazarów. Potem przyszli ludzie, którzy z kolei mają być zastąpieni przez blajinów – nagich starców niskiego wzrostu, mieszkających pod ziemią.
Dowiedzieliśmy się też o kalendarzu dackim, który składał się z dwóch podstawowych pór roku: od 24 kwietnia lato, od 26 października zima. 24 lutego było dragobete – święto miłości, inne święta to na przykład baby marcowe z ciekawym obyczajem zwanym paparuda, polegającym na polewaniu wodą półnagiej dziewczyny odzianej w spódniczkę z traw i ziół. W noc andrzejkową w Rumunii nie wychodzi się z domu, gdyż jest to noc strzyg. Dla ochrony przed nimi drzwi i okna należy wysmarować czosnkiem, a garnki poobracać dnem do góry. 10 lutego to dzień, kiedy święty Piotr przydziela wilkom roczny przydział owiec i ludzi do pożarcia. Każda pora roku ma swoje Dziady, kiedy to na cmentarzach rozdaje się potrawę z gotowanej pszenicy, miodu i twardych cukierków – Rumuni wierzyli, że w ten sposób dotrze ona do świata zmarłych. Dziewczęta wiją wieńce z przytulii i rzucają na dachy, żeby wywróżyć, która wyjdzie za mąż. Można też iść do obory z zamkniętymi oczami i dać wieniec krowom: ta, która pierwsza się na niego skusi, ma jakieś cechy przyszłego męża.
1 2 3 4 »

Komentarze

21 IV 2011   20:46:43

Dziękuję, cytaty z internetowej twórczości uczyniły mój dzień dużo przyjemniejszym. Ta grafomania jest absolutnie cudowna :D

29 IV 2011   19:37:29

W imieniu Analizatorni Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona dziękuję za uznanie :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ten dziwny wiek XIX: Trudne początki
Miłosz Cybowski

23 II 2019

Za początek Wielkiej Emigracji uważa się przybycie anonimowego polskiego żołnierza do Paryża w październiku 1831. Rozpoznany przez Francuzów, pozostał on w centrum spontanicznej manifestacji, która tylko dowiodła francuskiej sympatii dla Polski.

więcej »

Pożegnania 2018 (4)
Jarosław Loretz

11 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »

Pożegnania 2018 (3)
Jarosław Loretz

10 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące lipiec-wrzesień.

więcej »

Polecamy

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia

Miejsca, które warto odwiedzić:

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia
— Wojciech Gołąbowski

Palisada nad Olzą
— Wojciech Gołąbowski

Małysz w drewnie i czekoladzie
— Wojciech Gołąbowski

Jurajskie Betlejemowo
— Wojciech Gołąbowski

Co dwa młyny to nie jeden
— Wojciech Gołąbowski

Dziewczyna z końskim ogonem w garści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
— Wojciech Gołąbowski

Osiemset lat w 4½ godziny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fauna i flora morska na Podbeskidziu
— Wojciech Gołąbowski

Tajemnice wschodniej strony Wisły
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Tegoż autora

Cudowne lata (oj, lata, lata – jak szalona)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

„Marvel” znaczy „coś cudownego”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Inspektor Ishida na tropie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nie tylko klata
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Oklejeni plasterkami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Rąbek u spódnicy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cyniczny, bezczelny i… ulubiony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niuchacz, czarownica i stary Kredens
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Magiapunk
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wkrótce

zobacz na mapie »

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.