Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

‹Polcon 2013›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Organizator Stowarzyszenie Miłośników Fantastyki Avangarda
CyklPolcon
MiejsceWarszawa
Od29 sierpnia 2013
Do1 września 2013
WWW

Polcon literacki i naukowy

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 4 »
Relacja z Polconu 2013, z powodu braku umiejętności multilokacji u naszej wysłanniczki, obejmuje oczywiście tylko nieliczne punkty niezwykle bogatego programu. Zapraszamy do przeczytania o szalonych naukowcach, o wojnach w rozmaitych egzotycznych miejscach i czasach, o różnych panelach dyskusyjnych, a także – last but not least – o tym, jakich błędów powinny wystrzegać się osoby nadsyłające swoje utwory do działu literackiego Esensji.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Polcon literacki i naukowy

Relacja z Polconu 2013, z powodu braku umiejętności multilokacji u naszej wysłanniczki, obejmuje oczywiście tylko nieliczne punkty niezwykle bogatego programu. Zapraszamy do przeczytania o szalonych naukowcach, o wojnach w rozmaitych egzotycznych miejscach i czasach, o różnych panelach dyskusyjnych, a także – last but not least – o tym, jakich błędów powinny wystrzegać się osoby nadsyłające swoje utwory do działu literackiego Esensji.

‹Polcon 2013›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Organizator Stowarzyszenie Miłośników Fantastyki Avangarda
CyklPolcon
MiejsceWarszawa
Od29 sierpnia 2013
Do1 września 2013
WWW
Kiedy zdążałam od stacji metra w stronę Politechniki, od razu spodobało mi się położenie konwentu: świetny dojazd, w okolicy mnóstwo niedrogich miejsc, gdzie można było zjeść a to kebab, a to zupę won ton… W końcu jednak dotarłam do skrytego w zieleni budynku głównego i mina mi zrzedła na widok wylewającej się z niego kolejki, która sięgała daleko poza ogrodzenie. Ludzie stali w niej po sześć godzin; ja miałam szczęście, bo jako twórcy programu przysługiwało mi osobne stoisko z króciutką (ale równie wolno pełznącą) kolejką. Stanowiska akredytacyjne były stłoczone na niewielkiej, obramowanej stolikami przestrzeni w holu – potem się dowiedziałam, że organizatorzy mieli bardziej sensowny pomysł na ich rozstawienie, ale nie zgodziła się administracja budynku. Wystąpił jakiś problem z komputerami, ponoć odpiął się kabelek, ponoć ktoś rozdeptał modem… Nie wiedzieć czemu, gżdacze z akredytacji dostali polecenie własnoręcznego wpisywania nazwisk na identyfikatorach, co oczywiście spowalniało cały proces. Wielu zwykłych uczestników miało identyfikatory z wydrukowanymi danymi, nie wiem, czemu nie zadziałało to przy prelegentach, którzy przecież w większości zgłaszali się wcześniej.
W budynku głównym odbywała się większość punktów programu – oprócz gier, Dni Nauki i bloku japońskiego. Do dyspozycji były aule, ale też bardzo malutkie salki wykładowe, co powodowało, że na niektóre atrakcje nie można było wejść, jeśli ktoś się spóźnił choć kilka minut. Za to na korytarzach było sporo miejsc pozwalających usiąść i pogadać – i to nawet na miękkich sofach. Dostępne też były automaty z gorącymi napojami za złotówkę.
W jednej z salek znajdowało się małe, sympatyczne muzeum starwarsowe – z figurkami (niekiedy poustawianymi w scenki, np. bitwa na Hoth: szczególnie urzekł mnie śmigacz podwieszony na żyłkach w dynamicznym skręcie), książkami, komiksami i wydrukami ilustracji oraz wizualizacji. Niektóre były chyba wstępnymi projektami scen z filmu, na przykład coś, co wyglądało jak przygotowania do zamrożenia Hana w karbonicie, tylko z dziwną klatką i bez obecności Lei.
Poszłam na prelekcję Michała Cetnarowskiego (redaktora działu prozy polskiej w NF) o pisaniu. Udzielał rad na temat dobrych otwarć tekstów, narracji pierwszoosobowej, unikania zbytniego skupiania się na bohaterze przy opisach (na przykład, zamiast pisać „Zobaczył, że Hania ma na sobie czerwoną bluzkę” wystarczy napisać „Hania miała na sobie czerwoną bluzkę”), czasie oczekiwania na odpowiedź redakcji na maila i tak dalej.
Ania Kańtoch ostrzega<br/>fot. Szymon Sokół
Ania Kańtoch ostrzega
fot. Szymon Sokół
Po zakończeniu udałam się na poszukiwania budynku z blokiem japońskim, co ze względu na niezbyt precyzyjną mapkę nie było łatwe. Budynki tej części Politechniki są stare, ten z targami ponoć nawet zabytkowy (co, jak się później dowiedziałam, znacznie utrudniało życie wystawcom, bo musieli bardzo uważać, żeby nie porysować podłogi i ścian). Blok japoński mieścił się natomiast w istnym akwarium ze szkła i chromowanego metalu, cichym i pustym, bo większość polconowiczów tkwiła jeszcze w Kolejkonie. Dobrze, że przyszłam pół godziny wcześniej, bo na sali nie było sprzętu komputerowego; na szczęście miałam telefon do koordynatorki bloku, która wyjaśniła, żebym szukała pokoju gżdaczy dwa piętra niżej. Miły i kompetentny młodzieniec przyniósł laptop, podłączył i pomógł w uruchomieniu prezentacji powerpointowej przez Open Office. Mojej prelekcji o haiku wysłuchały tylko cztery osoby (zapewne reszta potencjalnych zainteresowanych tkwiła w kolejce do akredytacji), ale za to wyglądały na bardzo zaangażowane, niektórzy nawet robili notatki.
W ramach odpoczynku wzięłam udział w konkursie rysowania chibi. Było nas łącznie jakieś pięć osób, wliczając prowadzącą. Chibi to mangowy sposób rysowania postaci, z wielkimi oczami i głowami i ogólnie słodziutkich. Prowadząca miała przygotowane zdjęcia aktorów, piosenkarzy, dziennikarzy, postaci z filmów oraz reprodukcje malarskie. Teoretycznie mieliśmy je losować, ale pozwoliła nam wybierać, może ze względu na tak małą liczbę uczestników.
Wybrałam Monę Lisę i narysowałam ją szybciutko (dodając w dolnym rogu sfrustrowaego Leonardo z nieudanym portretem na sztalugach). Konkurs miał trwać dwie godziny, ale wszyscy skończyli szybko i droga głosowania wyłoniliśmy zwycięzców. Ja zajęłam III miejsce ex aequo z jakimś młodzieńcem, przypadło mi 10 jednostek polconowej waluty, czyli Złych Szelągów.
O 21:00 wysłuchałam prelekcji o fanach „Gwiezdnych wojen”; choć ilustrowana slajdami, była dość nudna, więc zajęłam się analizowaniem programu i zaznaczaniem w tabelce, na co warto pójść. Prowadzący mówił niewyraźnie, a poza tym – na ile zrozumiałam – tylko o fanach zrzeszonych w klubach starwarsowych. Konkretnie, opisywał swoje badania statystyczne wykonane dla potrzeb naukowych… na niezbyt reprezentacyjnej próbce dwudziestu osób.
W piątek rano przed budynkiem mieszczącym targi i blok naukowy stała grupka osób czekających, aż dyżurujący gżdacz pozwoli im wejść, „bo wystawcy dopiero się rozkładają i zrobi się chaos”. Byliśmy grzeczni jak owieczki, ale wreszcie pojawił się jakiś bardziej asertywny fan i wkroczył do środka z okrzykiem, że program zaczął się dziesięć minut temu i on czekać nie będzie. A my podążyliśmy za nim. Plan tego budynku był nad wyraz kiepsko narysowany, z wielkim trudem znalazłam właściwą salę. Sam budynek interesujący: jakby wielka hala ze szklanym dachem, otoczona podcieniami i galeryjkami. Poszłam na prelekcję Michała Studniarka, mając nadzieję, że to będzie coś o klimatycznych miejscach Warszawy (kiedyś fajnie opowiadał o warszawskich legendach miejskich, np. duchu złego majstra, straszącym w Pałacu Kultury), ale pokazywał tylko zdjęcia miejsc, gdzie toczy się akcja jego książki „Herbata z kwiatem paproci”. Najciekawsze było Elizeum – oktogonalne podziemia w skarpie wiślanej, zbudowane ponoć jako miejsce schadzek dla księcia Poniatowskiego.
Ciekawy imidż<br/>fot. Agnieszka Hałas
Ciekawy imidż
fot. Agnieszka Hałas
Prelekcja o seksie w średniowieczu miała miejsce w nastrojowej, starej auli (ze skrzypiącym parkietem i bardzo stromym audytorium), ale co ja się tej auli naszukałam… Z planu wcale nie wynikało, że trzeba zaraz po wejściu do budynku skręcić w prawo i wejść na pierwsze piętro. Spóźniłam się więc nieco, ale nie było czego żałować. Prelegent dość technicznie opowiadał o dogmacie dziewictwa Matki Boskiej w kontekście porodu; potem przeszedł do zagadnień konkubinatu i celibatu. Jak się dowiedziałam, ten pierwszy dopiero w XVI wieku został oficjalnie zakazany przez KK. Celibat wprowadzono w wieku XI, ale nie do wszystkich parafii w dzikiej Polsce ta wiadomość dotarła i zachowały się późniejsze jeszcze o 200 lat listy papieskie z łagodnymi napomnieniami.
Prelekcja Piotra i Miśka Cholewów „Anteportas u bram” o wojnach Rzymu z Kartaginą była, jak dla mnie, interesująca głównie dzięki osobowości prelegentów. Jak zwykle przygotowali się solidnie, pokazywali krótsze i dłuższe filmy ze strony history.com, animowane mapy bitew oraz sceny z aktorami. Czasem pokazywali też mapy bardziej ogólne. Dla urozmaicenia zobaczyliśmy bitwę na torebki z Latającego Cyrku Monty Pythona, a także scenę ataku na Minas Tirith, dla uzmysłowienia, jak w oczach starożytnych Europejczyków mogły wyglądać słonie. Swoją drogą, na historycznych rycinach, które chłopcy pokazywali, też rozmiary słoni były mocno przesadzone. Zdaje się jednak, że bardziej przydały się europejskie zwierzęta domowe: w jednej z bitew Hannibal popędził na przeciwnika dwa tysiące wołów z płonącymi pochodniami na rogach.
Po przegranej bitwie nad jeziorem Trasimene Rzymianie zareagowali, jak to ujął Misiek, po swojemu, czyli powołali dyktatora na pół roku. Był to Flawiusz. Hannibal rabował Kampanię, oszczędzając wszelako jego dobra, przez co Flawiusz znalazł się w kiepskiej sytuacji pijarowej i nie przedłużono mu kadencji. Rzymianie powołali dwóch konsulów („Varro był minimalnie mniej agresywną wersją Rambo”), w bitwie pod Kannami mieli znaczną przewagę liczebną, ale Hannibal poradził sobie w ten sposób, że doprowadził do ścieśnienia ich między swoimi wojskami, przez co Rzymianie w samym środku mogli już tylko stać. W tej bitwie Rzym stracił 1/5 populacji mężczyzn zdolnych machać mieczem.
Hannibal próbował przez piętnaście lat buntować okoliczne miasta-państwa przeciwko Rzymowi, ale udawało mu się to tylko chwilowo, to znaczy po jego odejściu front polityczny od razu się zmieniał (co zilustrowałam rysuneczkiem przedstawiającym otoczone murami miasteczko, z którego jedną bramą wychodzą wojska Hannibala, żegnane entuzjastycznymi transparentami, a drugą bramą wchodzą wojska rzymskie, witane entuzjastycznymi transparentami).
1 2 3 4 »

Komentarze

14 IX 2013   15:26:46

A co to jest "gżdacz"?

14 IX 2013   23:33:15

„Dla urozmaicenia zobaczyliśmy bitwę na torebki z Latającego Cyrku Monty Pythona, a także scenę ataku na Minas Tirith, dla uzmysłowienia, jak w oczach starożytnych Europejczyków mogły wyglądać słonie. Swoją drogą, na historycznych rycinach, które chłopcy pokazywali, też rozmiary słoni były mocno przesadzone. Zdaje się jednak, że bardziej przydały się europejskie zwierzęta domowe: w jednej z bitew Hannibal popędził na przeciwnika dwa tysiące wołów z płonącymi pochodniami na rogach.

„Rakiety wybuchły i przed okrętem zajaśniały dziesiątki małych słonic”.”

Biedne słonice.

„Zanotowałam tylko, że w 1764 r. zrobiono jakiś spis, który wykazał 15 000 prostytutek w Warszawie, potem znudzona wyszłam.”

15 000? Czyli 100% populacji płci żeńskiej? Na pewno chodziło o Warszawę a nie Sodomę?

„Ciekawą prelekcję o kobietach w SF miał kiedyś na Falkonie dr Frelik, wyróżnił tylko cztery typy (młodsza siostra, piękność w opałach, singielka-naukowiec, żona), ale on mówił o SF do lat 70. mniej więcej.”

Cóż, wtedy panował paternalizm.

„Aneta Jadowska stwierdziła, że kobieta może służyć do spowalniania akcji, jeśli np. wepchniemy ją bohaterowi do łóżka.”

Na szczęście obecnie dorżnięto już wszystkie szowinistyczne świnie i autorkom wreszcie wolno to, o czym dawniej mogły jedynie marzyć, czyli osadzać swoje bohaterki w roli spowalniacza akcji seksem.

15 IX 2013   01:01:02

Ad Zoom - nie wierzę, że takie pytanie padło na takim portalu :)

15 IX 2013   12:03:36

Śliczna kitsune to prawdopodobnie Ahri z League of Legends.

16 IX 2013   16:12:26

Ano, ma jej kulkę i właściwą ilość ogonów :p

23 IX 2013   21:36:41

W badaniach socjologicznych próba nie zawsze musi być reprezentatywna. Oprócz badań idących na ilość (patrz: ankiety), gdzie faktycznie trzeba przebadać dużą ilość respondentów są badania jakościowe (które skupiają się na wyciągnięciu z badania różnych informacji, a nie tylko szeregu odpowiedzi a, b, c). I to właśnie badania jakościowe przeprowadzałem. Stąd tylko 20 wywiadów.
Co do mówienia nie wyraźnie- nie każdy człowiek jest idealny, ale nie powinno się z tego powodu go piętnować.
A prelekcja była o fanach z fanklubów, bo mówiłem świecie społecznym fanów gwiezdnych wojen. A patrząc na fandom przez pryzmat teorii Anzelma Straussa o światach społecznych to właśnie fani działający w fanklubach są tym co badałem.
Więc po pierwsze słuchać uważnie prelegenta, a po drugie nie wymądrzać się na tematy, o których nie ma się pojęcia.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pożegnania 2018 (4)
Jarosław Loretz

11 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »

Pożegnania 2018 (3)
Jarosław Loretz

10 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące lipiec-wrzesień.

więcej »
Fot. Sławek, wikipedia.org

Pożegnania 2018 (2)
Jarosław Loretz

9 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące kwiecień-czerwiec.

więcej »

Polecamy

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia

Miejsca, które warto odwiedzić:

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia
— Wojciech Gołąbowski

Palisada nad Olzą
— Wojciech Gołąbowski

Małysz w drewnie i czekoladzie
— Wojciech Gołąbowski

Jurajskie Betlejemowo
— Wojciech Gołąbowski

Co dwa młyny to nie jeden
— Wojciech Gołąbowski

Dziewczyna z końskim ogonem w garści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
— Wojciech Gołąbowski

Osiemset lat w 4½ godziny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fauna i flora morska na Podbeskidziu
— Wojciech Gołąbowski

Tajemnice wschodniej strony Wisły
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Tegoż autora

Inspektor Ishida na tropie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nie tylko klata
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Oklejeni plasterkami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Rąbek u spódnicy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cyniczny, bezczelny i… ulubiony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niuchacz, czarownica i stary Kredens
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Magiapunk
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Można jak pierwszy!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krwawa wieczorynka
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wkrótce

zobacz na mapie »

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.