Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Labirynt wartości literackich

Esensja.pl
Esensja.pl
Grog

Grog

Labirynt wartości literackich

Wzorce… ha, i oto pojawia się problem. Napiszę opowiadanko, w którym występuje skrzat i elf – zero pomysłu, wzorowane na „Władcy Pierścieni”. Epopeja ze smokami – „Jeźdźcy smoków”, wampiry? „Miasteczko Salem”. I tak bez końca. Mimo pozornej elastyczności nurtu fantastycznego, większość pomysłów, podań, legend jest już wyeksploatowana do bólu. Więc co? Nowa kraina, nowy układ słoneczny, nowe stworzenia o oryginalnie brzmiących nazwach… Lecz wcześniej czy później trzeba sobie uświadomić, że i to jest ogranym motywem. Artysta sapnie z bólem, brak oryginalnej treści; o czym więc? Rzemieślnik powie, „nieważne o czym, ważne jak, by było inaczej, ciekawiej, by zachwycić talentem i oryginalnością”. Trudna sprawa… i grozi przerostem formy nad treścią.
Dokładnie. To są trudne problemy, które po swojemu musi przezwyciężyć autor. Lecz dlatego z takim naciskiem piszę o konieczności wyrobienia własnego stylu. Wymyślono już wszystko i opowiedziano na tysiące sposobów. Ale indywidualny styl autora może być niepowtarzalny, jak linie papilarne. Należy więc wszędzie zostawiać swoje odciski palców, swoje logo, znak rozpoznawczy (…).”
• • •
Powyższe pochodzi z „Kącika złamanych piór” prowadzonego przez Feliksa W. Kresa (Fenix, 9/1999). Problem i odpowiedź na problem, zawarte w tych jakże krótkich wypowiedziach, to sedno dylematów nie tylko współczesnej literatury fantastycznej, ale całej dominującej literatury popularnej.
Mimo że przytoczony problem dotyczy szeroko ujętych wartości literackich, pozostańmy jednak jakiś czas przy fantastyce.
„Wyeksploatowane, ograne motywy: pomysły, podania, legendy, nowe krainy(…)”. Dlaczego autor usiłuje najczęściej czerpać motywy ze stereotypów zaczerpniętych z innych opowiadań czy powieści fantasy, z wszystkich tych wymyślonych i opowiedzianych na tysiące sposobów tekstów, i pragnie tworzyć kolejne wtórności na sposób tysiąc i pierwszy? Dlaczego tkwi uporczywie po uszy w potocznych motywach, a nie wpadnie na coś na tyle oryginalnego, bez rekwizytów fantasy, by spróbować podać ów pomysł może właśnie w stylu fantasy? Czy tak trudno jest wpaść nawet na przeciętny pomysł i „ubaśniowić” go, przetworzyć w niezły koncept fabularny w stylu fantasy właśnie, i używając oklepanych motywów wyjść dzięki temu poza schemat gatunku? Innymi słowy, dlaczego nie wykorzystuje fantasy, by podać treści oryginalniejsze od błahostek zawartych w pierwowzorach? Dlaczego autorzy usiłują najczęściej tym sposobem tworzyć kolejne przyjemne czytadła, kolejne niezbyt porywające, wysilone opowieści przynależące do fantastyki rozrywkowej w stylu fantasy? Dlaczego nie sięgną po inne motywy, które nie są podaniami, legendami, nowymi krainami, a na przykład mitami czy symboliką z przedawnionych już i zapomnianych archaicznych światopoglądów ludzkich z czasów, gdy stany wizyjne w świadomości człowieka archaicznego splatały się z obrazami zewnętrznymi postrzeganymi zmysłami?
Nic dziwnego, że czytelnik widzi nowe dzieło jako dzieło podobne do innego, że odbiera je przez pryzmat znanego schematu, przez pryzmat stylu autora, przez pomysł, fabułę i język. Czy to wystarczający pretekst, by darować sobie czytanie fantasy w ogóle, bowiem jedyne, co rozróżnia jej dzieła, to tysiąc pierwszy sposób opowiedzenia znanych, poprawnych literacko stereotypów, które dają literaturę albo krótkotrwale przyjemną, do zapomnienia, albo odstręczającą od czytania?
„(…) nowy układ słoneczny, nowe stworzenia (…)” Pytania można postawić podobne, aczkolwiek dotyczyłyby one, jak mniemam, motywów fantastyki, już tej przynajmniej lekko unaukowionej, aczkolwiek najczęściej fantastyka popularna ignoruje ustalenia nauki. Ale dlaczego nie można, wykorzystując motyw innego układu słonecznego i nowych stworzeń, dać dzieła osadzonego w tejże konwencji, ale o zupełnie odmiennym wydźwięku, czyli posłużyć się tymże motywem do wyrażenia treści wyższych, nad którymi czytelnik musiałby wewnętrznie popracować?
Przytoczone motywy mają jednak jedną wspólną cechę: tak oto rozumiana i pojmowana jest w literaturze potocznej, masowej, popularnej, rozrywkowej (tak, tak, tyle właśnie przymiotników) fantastyka, a ponieważ przytoczone wzorce zaczerpnięte są raczej z fantasy, toteż fantasy właściwie stała się wyróżnikiem, nawet synonimem fantastyki, zarówno w literaturze, jaki i w filmie. Odnoszę często wrażenie, iż dzisiaj fantasy to fantastyka, przynajmniej w mniemaniu wydawców polskich (i niestety wielu czytelników), którzy swymi edycjami dają wyraźny sygnał autorom, jednoznaczną sugestię, jak należy pisać, jakie mają wyobrażenie o fantastyce, jakiej literatury im potrzeba i jakiej oczekuje czytelnik. „Artysta sapnie z bólem, brak oryginalnej treści; o czym więc? Rzemieślnik powie, ’nieważne o czym, ważne jak, by było inaczej, ciekawiej, by zachwycić talentem i oryginalnością’”. Toteż jeśli wydawcy otrzymają od autora nawet błahą fabułę, obrobioną pisarsko podług sprawdzonych i wykładanych w szkołach pisania i poradnikach recept, to już sukces literacki w domenie fantastyki murowany, a może i nagrody, jeśli fabuła nie jest aż tak błaha, a i napisana jest „inaczej i ciekawiej”. Można wyciągnąć fałszywe wnioski, iż nie znają się na wysokiej literaturze fantastycznej, a jeśli jednak się znają, to takiej nie chcą. Idą na typową komercję, przez co w swoisty sposób ogłupiają czytelników, a w konsekwencji – zaniżają popyt i czytelnictwo.
Skutkiem tego fantastyka, ta prawdziwie naukowa, popadła w niełaskę pisarzy (są wyjątki) i wydawców. Pisarzy dlatego, że jeżeli nie pójdą na konformizm i ujmą nietypowe motywy, to tworząc taką SF nie mają co liczyć na wydawcę. Jeżeli z kolei konformistycznie zastosują typowe schematy literackie, sytuacje i stereotypy z lamusa motywów fantastyki naukowej, i napiszą „inaczej i ciekawiej”, to „zachwycą talentem i oryginalnością”. Jeżeli taka science fiction przebije się na rynek, to gdzie znajduje oddźwięk? Oczywiście wyłącznie wśród elity czytelników tego gatunku, aczkolwiek czasem i w kręgu literatury tzw. mainstreamowej.
Niełatwo jest napisać oryginalną powieść science fiction, fantastyczną czy fantasy. Pomijając stygmat socjalny fantastyki polskiej, ostatnimi czasy można takowe oryginały policzyć na palcach jednej ręki. Na świecie trafiają się dobre bądź wysokiego lotu dzieła o wiele częściej, no, ale rynek książki jest u nas trochę nienormalny. Czy winien tej sytuacji jest wyłącznie wspomniany populizm autorów i komercja wydawców? Nie. Czytelnik, nabywca książki, decyduje, co trafia mu do gustu, co chciałby czytać. Od wiedzy, erudycji, poziomu wrażliwości czytelnika zależy doświadczanie danego dzieła w odbiorze. A ponieważ gusty i poziom intelektualny czytelników jest nierówny, przeto nabywców znajduje (w nieprzypadkowej kolejności) fantastyka rozrywkowa, popularna, ambitna i wysokiego lotu. Toteż dzieł ambitnych jak na lekarstwo, a wysokiego lotu… obecnie nie widać.
Tak naprawdę to literatura powinna proponować czytelnikowi doświadczenie – treściowo i formalnie – nowe, wybiegające poza jego oczekiwania. Powinna oddziaływać na emocje i intelekt odbiorcy. Dzieje się tak oczywiście w przypadku fantastyki rozrywkowej i popularnej, ale jest to przypadek statystyczny: masowa erudycja i wrażliwość, emocje oraz intelekt są przeciętne i wysoce prawdopodobne. Jeśli autor trafi w takie środowisko w dziesiątkę, może jego dzieło stać się nawet kultowym. Gorzej jest z ambitniejszymi i wysokiego lotu utworami. Statystyczny odsetek zrozumienia takich dzieł, o ile zaistnieją na rynku, jest niewysoki. Powieść, na przykład, mocno tkwiąca korzeniami w nauce i z trafną kreacją rzeczywistości fantastycznej dotrze do emocji i intelektu czytelników rozumiejących i znających się na wiedzy ujętej w takiej powieści; inni po nią nie sięgną, a jeśli już – to może zostaną oczarowani wyłącznie wykreowaną w niej rzeczywistością fabularną. Dopiero czytelnik wyrobiony, elitarny, o szerokiej wiedzy i znajomości literatury, taką rzecz oceni i doceni należycie. Tak oto dzieło potrafi się w konkretyzacji, odbiorze czytelniczym – zdeformować odczytaniem i zrozumieniem.
Literaturoznawstwo rozróżnia dzieło jako takie i odczytanie dzieła. Z jednej strony dzieło, nawet nie odczytywane, ma swą strukturę, i to nie obiektywną, lecz subiektywną, nadaną mu przez autora. Co prawda może być poddawane analizom literackim, badane fenomenologicznie, strukturalnie, semantycznie, semiotycznie, jednakże wyniki takiego badania zależą od norm kulturowych i środowiskowych, w których jest analizowane. Stąd i klasyka literatury: ponadczasowe, wciąż aktualne, nie starzejące się dzieła, bez względu na ewolucję kultury i przemijanie norm środowiskowych. Z drugiej strony dopiero odczytanie utworu literackiego, aktywność odbiorcza, czyni z dzieła całość i rozstrzyga jego sens znaczeniowy. W świadomości czytelnika następuje konkretyzacja, strukturalizuje się porządek znaczeniowy utworu. To czytelnik swoim kodem odbiorczym: kulturą, w jakiej wyrastał, oczytaniem, wiedzą, intelektem, emocją, nastawieniem do dzieła, oczekiwaniami decyduje o wartości dzieła, o jego znaczeniu semantycznym. Dlatego też dzieło w danej kulturze cenione w kulturze odmiennej nie znajdzie zrozumienia, przyjęte przez jednego czytelnika pozytywnie, na drugim żadnego wrażenia nie wywrze.
Co decyduje, że dzieło literackie bywa albo może być cenne lub wartościowe artystycznie? Najważniejszym bodaj wyróżnikiem wartości utworów, zwłaszcza tych wybitnych, jest ich wielowarstwowość połączona – jak wspomniano – ze zdolnością oddziaływania na emocje i intelekt, zarówno podczas tworzenia na warsztacie pisarskim autora, jak i podczas lektury czytelnika. Podnoszeniu tychże wartości artystycznych służy mnożenie wykładni znaczeniowych (sensów semantycznych), a podbijają wartość artystyczną wyższe nad tekstem składniki jego struktury (np. przemilczenia), jak i sama struktura dzieła. Wartość dzieła literackiego mierzona jest jego funkcjami poznawczymi i estetycznymi, zwłaszcza gdy uznanie estetycznej strony utworu podczas osądzania dzieła idzie w parze z uznaniem poznawczym. Estetycznej funkcji nie sposób wyjaśnić rozumowo, ot, po prostu dzieło „nas zachwyca”, a zachwyt to budzenie wrażeń odmiennych od powszechnych oczekiwań i przyzwyczajeń. (Podobną naturę ma humor i dowcip: śmiejemy się, gdyż słyszymy coś, co jest odmienne od sytuacyjnych czy psychicznych oczekiwań). Można także powiedzieć, że zachwyt to subiektywne przeżywanie piękna w obliczu obcości świata przedstawianego, w obliczu nawet grozy, czy, innymi słowy, doświadczanie wrażenia tajemnicy tudzież doznawanie tajemnicy na jej progu, którego nie sposób przekroczyć. Funkcje poznawcze natomiast to podmiotowa przygoda lekturowa, informacyjna i semantyczna zawartość dzieła zderzona z egzystencjalnymi i psychologicznymi doświadczeniami autora i czytelnika z realnego świata. To jakościowo nowy znaczeniowo „zespół poznawczy” oparty na znanej wiedzy i powszechnych doświadczeniach, ale podany tak, jak konstruuje się metaforę: nowe znaczenie ze złączenia odległych znaczeniowo wyrazów, jak przykładowo przenośnia: „fantastyka naukowa”.
Jeśli skale wartościowań estetycznych i poznawczych przenikają się z sobą, stapiają, interferują – wtenczas dzieło proponuje doświadczenia nowe, wykraczające poza oczekiwania czytelnika. Nowość formalna bądź treściowa pobudza osądy czytelnicze, moc estetyczna utworu wspiera jego stronę poznawczą i obie wartości współoceniają walor dzieła. Intelekt sprzęga się z emocją, erudycja z wrażliwością. Poszerza się i pogłębia czytelnicza świadomość. Dochodzi do syntezy przeciwieństw, do zachwytu, którego czytelnik doświadcza, a jeśli jeszcze przeżywać będzie wartość dzieła pozalekturowo, zastanawiać się nad nim, skupiać jak nad kontemplowaniem wybitnego płótna, wewnętrznie pracować – wtenczas powiedzieć można, iż dzieło osiągnęło wysoki walor artystyczny.
Takich przeżyć emocjonalnych i intelektualnych oczekiwać należy od ambitnej fantastyki, od fantastyki naukowej. Wartości instrumentalnych, poszerzających świadomość. Nie zaś wartości autotelicznych, służących samym sobie, czy wyłącznie zabawowych, ludycznych. Tych drugich jest bowiem w fantastyce zbyt wiele.
• • •
„Powieść – to otwarty przestwór czy obszar o bogatej zabudowie, czytelnik zaś w miarę upływu akcji wznosi się niejako wciąż wyżej, dostrzegając coraz wyraźniej wewnętrzną logikę, plan architektoniczny, zawiłe związki poszczególnych elementów całości, nareszcie – ją samą, nie tylko jako algebraiczną sumę, ale jako całkę o nowej, nie znanej przedtem wartości. […] Tego stopniowego poszerzenia kręgu widzenia, wzbogacania ujęć, komplikowania nie przygód, ale relacji, związków, stosunków, zjawisk – w przeważającej mierze powieściom SF brak. […] Przy budowie powieści nie wystarczy znajomość działań prostych ani pojedyncze, osadzone jeden na drugim pomysły. Powieść musi być sama całością – w science fiction […] całością jest, jak dotąd, gatunek (S. Lem, Wejście na orbitę, Kraków 1962).”
VIII.2000
koniec
1 listopada 2000

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Front pałacu z pierwszą działającą fontanną<br/>fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Budować 33 lata i… wyjechać
Wojciech Gołąbowski

6 VIII 2021

Pałac w Kamieńcu Ząbkowickim królewna Marianna Orańska zaczęła budować jako swą letnią romantyczną rezydencję. Mimo kłód rzucanych pod nogi przez rodzinę eks-męża, inwestycję dokończyła… po czym podarowała ją synowi, a sama wyjechała do innych swych majątków.

więcej »
fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Sentymenty, zadziwienie, oszołomienie
Wojciech Gołąbowski

23 VII 2021

Muzeum Zabawek w Kudowie-Zdroju mieści się w samym jej centrum, tuż obok parku – nie ma więc żadnego problemu z jego odnalezieniem. W dodatku informują o nim liczne billboardy, rozlokowane tu i ówdzie w Kotlinie Kłodzkiej.

więcej »
Fot. za wambierzyce.pl/ruchoma-szopka

Miejsca, które warto odwiedzić: Szopka inna niż zwykle
Wojciech Gołąbowski

16 VII 2021

Wambierzyce, wieś położona w Kotlinie Kłodzkiej, słynie nie tylko z pięknej i starej bazyliki. Jest tu również najstarsza w Polsce ruchoma szopka, dostępna do zwiedzania przez cały rok.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Pod niebem Szereru
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Sierpień 2014
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz

Historia z dawna zapowiadana
— Jakub Gałka

Biegający po górach babochłop
— Miłosz Cybowski

Morskie opowieści o ciekawszej treści
— Miłosz Cybowski

Baba-herod, czyli jeszcze raz to samo proszę
— Jakub Gałka

Piraci na stałym lądzie
— Jakub Gałka

Ciemno, chłodno i do domu daleko
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.