Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 czerwca 2018
w Esensji w Esensjopedii

Pokolenie GNU: Od „Astronautów” do „Fiaska”

Esensja.pl
Esensja.pl
Janusz A. Urbanowicz
…albo wzlot i upadek fantastyki naukowej.

Janusz A. Urbanowicz

Pokolenie GNU: Od „Astronautów” do „Fiaska”

…albo wzlot i upadek fantastyki naukowej.
Fantastyka stricte naukowa, czasem nazywana twardą fantastyką, hard sf, jest produktem postępu technologicznego. Jej Złoty Wiek jest równocześnie okresem przejścia kultury zachodniej, właściwie jedynego habitatu twardej fantastyki, przez fazę społeczeństwa przemysłowego do zmakdonaldyzowanego społeczeństwa informacyjnego. Fantastyka naukowa, jako literatura, przecierała tym przemianom szlak lansując postęp cywilizacyjny, utożsamiany z postępem technicznym niosącym ze sobą panaceum na problemy ludzkości. A tak pojmowany postęp, to przede wszystkim: racjonalizacja zachowań i procesów, dążenie do maksymalnej efektywności, kalkulacyjność usług (możliwość „obiektywnej” oceny stosunku ceny i wartości otrzymanej usługi), przewidywalność otaczającego nas świata i wreszcie obezludnienie produkcji mające uwolnić ludzi od pracy.
I w jakimś sensie nasz świat te cechy posiada. Bo są one jednocześnie wyznacznikami zmakdonaldyzowania procesów społecznych. Postęp zawiódł.
Pierwotna, można powiedzieć naiwna, fantastyka naukowa pokazywała racjonalnych ludzi żyjących w racjonalnym, przyjemnym, idealnym świecie. Ta wizja okazała się fałszywa. Obezludnienie, automatyzacja produkcji uwolniła ludzi od wykonywania nużącej mechanicznej pracy fizycznej przy taśmach montażowych, ale nie dała im nic lepszego w zamian. Praca w centrum obsługi telefonicznej, czy barze szybkiej obsługi jest równie jałowa, jak praca w fabryce. A nie wszyscy mogą stać się robotnikami ery informacji – „pracownikami wiedzy” (knowledge workers). Ze świadomości społecznej zniknęło skojarzenie: postęp – dobrobyt dla wszystkich. Jednocześnie z powstaniem polityki telewizyjnej rozpoczęło się rozmywanie pojęcia społeczeństwa obywatelskiego.
Nastąpiło też odejście od fantastyki naukowej, sławiącej postęp; najpierw Nowa Fala, później cyberpunk i w końcu postcyberpunk. Cyberpunk opisywał społeczeństwa zachodnie w rozwarstwieniu, ludzi rozsegregowanych dobrowolnie według dochodów i przekonań. Najpierw na sekty i klasy społeczne (twórczość Gibsona, Swanwicka czy Shirleya), później na jedno-meta-narodowe mikropaństwa, stephensonowskie franszulaty1) i klawy. W takim społeczeństwie naród nie jest tworzony etnicznie, przynależność narodowa nie jest determinowana genetycznie, lecz memetycznie, przez kontekst kulturowy, w jakim dany człowiek żyje.
Równocześnie wzbierała fala fantasy. Zapoczątkowana „Władcą Pierścieni” moda utrzymuje się do dziś i nic nie zapowiada, żeby miało to ulec zmianie. Już dawno nakłady fantasy przeskoczyły nakłady innych rodzajów fantastyki (może poza horrorami Stephena Kinga). Dlaczego?
Fantasy jest łatwiejsza. Tak jak fantastyka naukowa domyślnie dzieje się w przyszłości, tak mówiąc „fantasy” myślimy o świecie zbudowanym na kształt społeczeństwa średniowiecznego, najczęściej europejskiego, wzbogaconego o magię i mityczne stwory.2) Fantasy opisuje czasy, kiedy świat był nieskomplikowany, istniał jasny podział na dobro i zło, człowiek miał kontrolę nad większością rzeczy mających na niego wpływ, a w razie potrzeby miał oparcie w religii, czy już w światach fantasy – magii. A przynajmniej nam wydaje się, że tak było i tak budowane są światy fantasy. Opowieści fantasy są skonstruowane przejrzyście, mają bohaterów, z którymi łatwo się utożsamić i kończą się happy endem. Często fabuły fantasy to opowieści inicjacyjne, w których bohater przez Wyprawę, przez quest dochodzi do dojrzałości, opowieści typu znanego od wieków. Istnieją oczywiście książki fantasy nie posiadające tych cech, ale to nie one zdobywają czołowe pozycje list bestsellerów.
A twarda fantastyka naukowa już z tego wyrasta. Dlatego jej światy są bardziej ponure, zaryzykować można określenie „doroślejsze”. I dlatego fantastyka naukowa ma niewiele do zaoferowania czytelnikom zorientowanym na fantasy. Czytelnika opowieści o odwiecznej walce dobra ze złem odrzuci od opowiadań Grega Egana, który obsesyjnie powraca do rozważań na temat pojęcia tożsamości i rozpadających się związków międzyludzkich, budując jednocześnie fascynujące i zawiłe konstrukty intelektualne z pojęć fizyki kwantowej i biologii molekularnej. Albo od ostatniej powieści Neala Stephensona, której bohaterowie opętani są ideą zapobiegania przyszłym ludobójstwom. Czy wreszcie od definitywnie ostatniej powieści Lema opisującej niemożność porozumienia tak międzygatunkowego jak międzyludzkiego, najeżonej pojęciami geologicznymi, fizyką przyszłości i teorią gier.
Jeśli chodzi o Lema, to na jego przykładzie widać też dobrze, dlaczego coraz trudniej jest pisać twardą fantastykę. Mistrz zaczynał od fantastyki przygodowej, typowych dla Złotego Wieku, grzecznych książek dla skautów (to pojęcie bardziej jednak stosuje się do książek autorów amerykańskich, zwłaszcza VanVogta albo Sturgeona; chodzi o książki, w których jest mało przemocy, mało lub wcale seksu i ludzkiej fizjologii, a bohaterowie pozytywni i negatywni są dobrze odróżnialni). Później jednak Lem stworzył jedne z najbardziej oryginalnych dzieł fantastyki naukowej, opartych na solidnych podstawach naukowych. Dopóki było to możliwe, Lem śledził całość rozwoju nauki światowej. Znajomość trendów z różnych dziedzin umożliwiła mu stawianie celnych diagnoz i przewidywań. I właśnie znajomość większości trendów kulturowych i naukowych jest podstawową kwalifikacją do pisania twardej fantastyki naukowej.
Lem wyjałowił sporą część tematów, na których na zachodzie żerowała rzesza autorów fantastyki, a jako coup de grace skrytykował mizerię zachodniej fantastyki w „Fantastyce i Futurologii” (za co zresztą usunięto go z SFWA). Dopiero Jacek Dukaj swoimi ostatnimi utworami pokazał, że jest w stanie dorównać Lemowi w fantastycznym rzemiośle. Na zachodzie są jeszcze Stephenson, Egan, może Sterling. Konieczność posiadania szerokiej wiedzy jest kryterium bardzo ostrym, chociaż nie jedynym – Stephen Baxter potrafi budować bardzo interesujące konstrukcje alternatywnych wszechświatów, ale ma słaby warsztat literacki. William Gibson jest świetny w odtwarzaniu mentalności przyszłych społeczeństw, ale ostatnio żongluje tylko utartymi motywami przyszłościowej fantastyki. Czas wielkiej fantastyki naukowej kończy się. Nie zginie ona do końca, ale to nie ona ruszy z posad nasze pojmowanie fantastyki.
koniec
1 kwietnia 2001
1) Po polsku właściwie powinno być „ajencje”.
2) Zdaję sobie sprawę, że to, co piszę jest drastycznym uproszczeniem, ale chodzi mi o „domyślny obraz” fantasy, nie o przypadki szczególne wystające z masy

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Plan sytuacyjny<br/>Fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Co dwa młyny to nie jeden
Wojciech Gołąbowski

2 V 2018

Gdy na drodze do Ojcowa tworzy się korek, a wokół Pieskowej Skały nie sposób zaparkować, zjedź z drogi pomiędzy nimi, by zwiedzić starą osadę młynarską – Boroniówkę.

więcej »

Pożegnania 2017 (4)
Jarosław Loretz

4 II 2018

Przypomnijmy sobie, kto odszedł w roku 2017. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »
Martin Landau

Pożegnania 2017 (3)
Jarosław Loretz

26 I 2018

Przypomnijmy sobie, kto odszedł w roku 2017. Dziś miesiące lipiec-wrzesień.

więcej »

Polecamy

Co dwa młyny to nie jeden

Miejsca, które warto odwiedzić:

Co dwa młyny to nie jeden
— Wojciech Gołąbowski

Dziewczyna z końskim ogonem w garści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
— Wojciech Gołąbowski

Osiemset lat w 4½ godziny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fauna i flora morska na Podbeskidziu
— Wojciech Gołąbowski

Tajemnice wschodniej strony Wisły
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Galeria Antoniego Toborowicza
— Wojciech Gołąbowski

Rotunda św. Prokopa i kościół św. Trójcy w Strzelnie
— Sebastian Chosiński

Zamek krzyżacki w Radzyniu Chełmińskim
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Święte wkurwienie
— Janusz A. Urbanowicz

Wspomnienie
— Janusz A. Urbanowicz

I będą dzielić...
— Janusz A. Urbanowicz

Kim jest Neal Stephenson?
— Janusz A. Urbanowicz

Niech sczezną marketingowcy
— Janusz A. Urbanowicz

Kto się boi Joanny Rowling
— Janusz A. Urbanowicz

Wiek tandety
— Janusz A. Urbanowicz

Film
— Janusz A. Urbanowicz

Wewnętrzna emigracja
— Janusz A. Urbanowicz

Ucieczka w jogurt
— Janusz A. Urbanowicz

Tegoż autora

Ramota
— Janusz A. Urbanowicz

Loser fiction
— Janusz A. Urbanowicz

Kryminał czarny jak węgiel
— Eryk Remiezowicz, Janusz A. Urbanowicz

Postludzkość w świętym gaju
— Janusz A. Urbanowicz

Terminator: Domknięcie
— Janusz A. Urbanowicz

Dwugłos: Gerry
— Marta Bartnicka, Janusz A. Urbanowicz

Nie ma wody na pustyni
— Janusz A. Urbanowicz

O jedną planetę za daleko
— Janusz A. Urbanowicz

Inna wojna
— Janusz A. Urbanowicz

Si vi pacem, para bellum
— Janusz A. Urbanowicz

Wkrótce

zobacz na mapie »

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.