Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2018
w Esensji w Esensjopedii

Rozważania o wyższości

Esensja.pl
Esensja.pl
Tomasz Pacyński
Polemika z artykułem Janusza A. Urbanowicza z poprzedniego numeru Esensji.

Tomasz Pacyński

Rozważania o wyższości

Polemika z artykułem Janusza A. Urbanowicza z poprzedniego numeru Esensji.
Coś nas nie lubią. Do Marka Oramusa dołączył Janusz Urbanowicz, nie zostawiając w swym eseju, skądinąd bardzo ciekawym, suchej nitki na fantasy. Te dwa-trzy akapity poświęcone „łatwiejszemu” gatunkowi obwarowane są wprawdzie zastrzeżeniami i nawet jednym przypisem, tym niemniej wymowa jest jednoznaczna. Fantasy jest łatwiejsza, nieskomplikowana, i kończy się happy endem. W domyśle – gorsza. Wypisz, wymaluj, hollywoodzkie filmidło klasy C.
W skrócie – grupa Dobrych bohaterów walczy ze Złem, stawką jest oczywiście ocalenie świata. W tym celu muszą pozyskać magiczny artefakt, najlepiej okrągły z dziurką w środku. Po drodze przechodzą inicjację. Rzeczywiście, proste. A jeśli jest inaczej skomponowane, to nie zdobędzie czołowej pozycji na liście bestsellerów.
Czy na pewno nie zdobędzie? Nie wykreuje „doroślejszych” światów? W takim razie co z takim Sapkowskim?
Problem bowiem leży gdzie indziej. To raczej budowanie muru w poprzek getta, w którym twarda s-f spoczywa razem z fantasy i horrorem, wrzucona do jednego worka przez mainstreamową krytykę.
Zacznijmy od wrzucania kamyczków do ogródka twardej s-f. Już Lem nie zostawił na niej suchej nitki, uczciwie zresztą rozprawiając się ze swą wczesną twórczością. Diagnoza Janusza Urbanowicza jest jak najbardziej słuszna, przemiany gatunku opisane są znakomicie, podobnie jak przyczyny leżące u podstaw tych przemian. Tu można tylko kilka rzeczy dodać.
Skończył się utopijny optymizm Złotego Wieku. Widać już w jaką pułapkę wpakował się rodzaj ludzki. Nie jest przypadkiem, że jeden z najtęższych umysłów twardej fantastyki przestał pisać cokolwiek poza kasandrycznymi esejami. Świat, który opisuje obecnie Lem załamuje się pod własnym ciężarem. Można pisać wyłącznie o zagrożeniach.
„Wielki krok ludzkości” od lat jest już tylko dreptaniem w miejscu. Kosmos stał się nieopłacalny. W dzisiejszym świecie nie ma już miejsca na rywalizację, na irracjonalny motyw napędzający wyścig do Księżyca. Wraz ze stacją Mir utonęły ostatnie nadzieje na wyprawę marsjańską, na kolonizację Księżyca – w każdym razie na długie lata.
Można zaryzykować twierdzenie, że najlepszy z ustrojów, do którego dobijaliśmy się tak długo – demokracja – okazuje się kiepskim nośnikiem bezinteresownego postępu. Można już powiedzieć, że Lemowskie wizje społeczeństw uciekających w hedonizm sprawdzają się znakomicie. Kosmos jest nieopłacalny i niepotrzebny, przynajmniej z punktu widzenia społeczeństw i kadencyjnych rządów. Już nie ma takich prezydentów jak Kennedy, który potrafił przyjąć wyzwanie. Jest Bush, którego w szkółce niedzielnej nie uczyli o efekcie cieplarnianym, człowiek, który zawsze na pierwszym miejscu postawi doraźne korzyści polityczne. Znak czasów.
Eksploracja Marsa jest teraz domeną grup zapaleńców, walczących o dotacje. Jedyny postęp dokonuje się w wynoszeniu satelitów, które mają transmitować rosnący informacyjny bełkot. Wszystko inne się nie opłaca. Cichutko zamknięto program budowy następcy wahadłowców, budowa stacji Alfa ślimaczy się ponad miarę.
Zniknęło wyzwanie. Wyzwanie, bez którego najlepszy z ustrojów traci to, co było jego siłą napędową – traci konkurencję. I wyłazi z niego inna cecha, organicznie weń wbudowana – ograniczanie kosztów i maksymalizacja zysków. Lepiej inwestować w podpaski ze skrzydełkami niż uskrzydlone wahadłowce. Szybciej się amortyzuje.
Brzydko to zabrzmi, ale gdyby nie chęć spuszczania Angolom na głowy materiałów wybuchowych, Werner von Braun nie wyszedłby daleko poza puszczanie fajerwerków. Gdyby nie było Stalina i Chruszczowa, nie byłoby wyścigu rakietowego lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Bo to się na krótką metę nie opłaca.
Stąd późniejsza fantastyka, fantastyka lęków i zagrożeń. Fantastyka rozwarstwionych społeczeństw i spiskowych teorii. Fantastyka bez złudzeń i utopii.
Tu dochodzimy powoli do sedna sprawy. Fantastyka od zachłyśnięcia technologią, od papierowych bohaterów, będących jedynie tłem, zwróciła się ku ludziom. Ku ich postawom, motywacjom, przeżyciom. I chyba dopiero wtedy, choć naznaczona bękarcim pochodzeniem, zaczęła tak naprawdę stawać się literaturą.
Bowiem literatura opisująca cokolwiek innego na ogół kończy się fiaskiem. Podobnym eksperymentem był socrealizm, powieść produkcyjna, mająca w gruncie rzeczy wiele wspólnego z wczesną fantastyką. Ona też chciała opisywać bardziej dekoracje, niż cokolwiek innego. Tam też bohater był tylko dodatkiem, wypełnieniem wzniosłej fabuły o jakiejś Celulozie czy innym Centrozlewie.
Fantastyka późniejsza traktuje o ludziach, tak, jak traktuje o nich każda dobra literatura. I nieważne, w jakich dekoracjach się to odbywa. Dopiero to usprawiedliwia wyjście z getta.
Nie przeceniałbym całego „naukowego” sztafażu. Tak naprawdę nauki w twardej s-f jest tyle, co kot napaskudził. A jeśli już jest, to na poziomie szkoły średniej – też, z wrodzonego asekuranctwa poczynię zastrzeżenie, zdarzają się dzieła, w których poziom jest wyższy.
Ale tak naprawdę, w przytłaczającej większości, ta „nauka” nie różni się wiele od wszechobecnej w fantasy magii. Nikt mi nie wytłumaczy, że skok hiperprzestrzenny jest czymś bardziej realnym od znaku Aard. Tzw. wartości poznawcze są mitem, nikt fizyki nie uczy się z książek s-f. A jeśli spróbuje, to srodze się zawiedzie.
Autor pisze, iż s-f wyrasta z okresu dziecięcego. To prawda. Ale nie tylko s-f. Pewnie się narażę wielu osobom, ale Tolkien pisywał proste, jednowymiarowe historyjki. Z intencjonalnym, pozbawionym motywów Złem, z Dobrem dobrym aż do obrzydliwości. Taki epicki „Kubuś Puchatek”, jak ktoś kiedyś opowiedział. Ale od Tolkiena do Sapkowskiego coś niecoś jednak zrobiono, fantasy też przeszła ewolucję. Światowi wiedźmina nie można zarzucić prostoty i jednowymiarowości, nieskomplikowania, jasnego podziału na dobro i zło. Wbrew pozorom Sapkowski opisuje całkiem realny świat, paskudny i niesprawiedliwy, opisuje ludzi w tym świecie zagubionych. Pisze o ludziach, jak najbardziej realnych, niech nikogo nie zwiedzie, że bywają oni brodatymi kurduplami czy wampirami. To wciąż ludzie, z ludzkimi dramatami i rozterkami, z ludzkimi, czasem niskimi i podłymi motywacjami. I nie jest to odkrycie fantasy. Nawet Terminator był przecież „uosobieniem człowieczeństwa”, inaczej byłby niezrozumiały, nie można by się z nim zidentyfikować.
Wydaje mi się, że w obrębie murów naszego getta nastąpiło to, co widać było w stosunku do całej fantastyki. Ze strony mainstreamu fantastykę traktowano „z góry”, powtarzając kilka oklepanych, obiegowych opinii, a wcale jej nie znając. Wytoczone przez Autora argumenty dadzą się zbić bez szczególnego wysiłku, przy posłużeniu się tylko przykładem Sapkowskiego. Dlatego wolę już argumentację Oramusa, który fantasy po prostu nie lubi. I już.
Bo tu wkraczamy chyba w delikatną materię dyskusji o gustach. Co niespecjalnie służy dysputom krytyczno-literackim, a i nie oddaje istoty rzeczy.
Cóż, gusta bywają rozmaite. Ale problem leży chyba gdzie indziej, bliższy jest raczej prawu Sturgeona, mówiącemu, iż dziewięćdziesiąt procent wszystkiego jest gówno warte. I raczej tak należy oceniać. I tu, i tam wyprodukowano nieprawdopodobną liczbę nieprawdopodobnych knotów. I tu, i tam powstały utwory znaczące. Ale to znaczenie niekoniecznie związane jest z gatunkiem, z jego archetypem. Prędzej z jakością.
Powiem szczerze, nie lubię dzielenia gatunkowego, przesądzana co lepsze, a co gorsze. A zwłaszcza przesądzania, co łatwiejsze. Mam brzydkie podejrzenia, iż ktoś tak szufladkujący po prostu nie czytał z założenia tego, o czym pisze.
Owszem, też mogę sięgnąć też do łatwych argumentów. Proszę bardzo. Aby zatem napisać o „świecie zbudowanym na kształt społeczeństwa średniowiecznego”, trzeba coś o tym średniowieczu wiedzieć. A wiedza to obszerna i jak najbardziej weryfikowalna, w przeciwieństwie do szkolnej lub popularnej w większości, jak już wspomniałem, wiedzy o kwantach czy tunelach hiperprzestrzennych. Trzeba coś wiedzieć o tych mitach i legendach.
To argument obosieczny, jak miecz przeznaczenia. Fantasy wyprodukowała nieprawdopodobną ilość knotów, zwłaszcza w wykonaniu autorów amerykańskich. Co wynika właśnie z braku tej potrzebnej wiedzy. Tym niemniej nikt mi nie wytłumaczy, że łatwiej jest napisać o jakimś blasterze, którego nikt na oczy nie widział i nie zobaczy w dającej się przewidzieć przyszłości, niż o słynnym krasnoludzkim sihillu. Sihill to konkret, blaster to bajka.
Pewnie jestem nieobiektywny, sam param się niecnym procederem, jakim jest pisanie fantasy. Jako człowiek znany z lenistwa pewnie dobrze ilustruję tezy Autora o łatwiźnie i prostocie gatunku. Dlatego też wolę podpierać się Sapkowskim, dobrze jest czuć za plecami wiedźmiński miecz.
Pisuję fantasy, ale wychowałem się na twardej s-f. I nie potrafię uogólniać, zbyt przypomina to mniemanologie stosowaną, wykłady o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą i odwrotnie.
Twarda s-f ma się dobrze, wbrew pesymistycznemu zakończeniu. Ona się tylko zmienia, tak jak zmienia się świat nas otaczający. Owszem, skończył się pewien kanon, nie przystający do dzisiejszych czasów. S-f stała się dojrzalsza, bo i my wszyscy dojrzewamy, także przez lęki i rozczarowania. Tak, jak zmienia się fantasy, co warto zauważyć, zanim się zacznie o niej pisać.
koniec
1 maja 2001

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Makieta Akropolu.<br/>Fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Palisada nad Olzą
Wojciech Gołąbowski

25 VIII 2018

Jeśli nie zabraknie funduszy i woli rozwoju, za kilka lat Archeopark Chotěbuz-Podobora (oddział Muzeum Těšínska) będzie przyciągać tłumy turystów. Niemniej warto tam zajrzeć już teraz, na godzinę-dwie odrywając się od nieco młodszego, acz bardzo obfitego w zabytki Cieszyna.

więcej »
Małysz Galeria zaprasza<br/>fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Małysz w drewnie i czekoladzie
Wojciech Gołąbowski

4 VIII 2018

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z tymi wszystkimi nagrodami zdobywani przez wielkich sportowców, przykładową odpowiedź możecie znaleźć w beskidzkiej Wiśle.

więcej »
Fot. szopkaolsztyn.pl

Miejsca, które warto odwiedzić: Jurajskie Betlejemowo
Wojciech Gołąbowski

28 VII 2018

Olsztyn (ten położony na Jurze, blisko Częstochowy), szczyci się nie tylko pięknymi, malowniczymi ruinami zamku. W centrum tego niegdysiejszego miasta przez cały rok można podziwiać ludową, ruchomą szopkę.

więcej »

Polecamy

Palisada nad Olzą

Miejsca, które warto odwiedzić:

Palisada nad Olzą
— Wojciech Gołąbowski

Małysz w drewnie i czekoladzie
— Wojciech Gołąbowski

Jurajskie Betlejemowo
— Wojciech Gołąbowski

Co dwa młyny to nie jeden
— Wojciech Gołąbowski

Dziewczyna z końskim ogonem w garści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
— Wojciech Gołąbowski

Osiemset lat w 4½ godziny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fauna i flora morska na Podbeskidziu
— Wojciech Gołąbowski

Tajemnice wschodniej strony Wisły
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Galeria Antoniego Toborowicza
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Internetowy serwis literacki FANTAZIN
— Tomasz Pacyński

Wkrótce

zobacz na mapie »

W trakcie (wybrane)

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.